„Tetragon” – Thomas Arnold

Wydawać by się mogło, że lata przepracowane w wydziale zabójstw sprawiają, że pracujących w nim ludzi nic ani nikt nie jest już w stanie zaskoczyć. Czasami jednakże niemożliwe staje się możliwe…

W jednym z mieszkań zapuszczonej kamienicy odnalezione zostają ślady krwi należącej do jednego z synów wiceszefa policji, Erica McAleera. Pytanie brzmi – czego chłopak tam szukał i gdzie się podziewa? Nie znaleziono bowiem ciała, więc istnieje podejrzenie, że być może jeszcze żyje. Obecny na miejscu zbrodni James Adams, doświadczony detektyw, zwraca uwagę na szczegół, który przeoczyli technicy – nietypowego gościa, który przysiadł na parapecie okna.

Tymczasem w innej części miasta, w jednym z opuszczonych magazynów kolejowych, odnalezione zostają zwłoki mężczyzny nieżyjącego najprawdopodobniej od kilku miesięcy. Sprawa zostaje przydzielona detektywowi Davidowi Rossowi. Okazuje się, że denat pracował na kolei, zaś w jego ciele pozostały ślady po toksynach przypominających jad skorpiona. Kto i dlaczego go zabił? Czemu kolej nie zauważyła nieobecności jednego ze swoich pracowników? I w jaki sposób jego ciało znalazło się akurat w tym magazynie?

Ani Adams, ani Ross nie zdają sobie sprawy, że te dwie, pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego sprawy, staną się wstępem do czegoś o wiele większego i poważniejszego. Początkiem terroru, który pozbawi wielu mieszkańców Cleveland życia, a serca pozostałych napełni czystym przerażeniem.

Thomas Arnold (właściwie Arnold R. Płaczek) oddał w ręce czytelników książkę, której nie powstydziliby się najwięksi, najpoczytniejsi światowi autorzy powieści z gatunku kryminału i sensacji. Nie tylko świetnie napisaną, ale też przemyślaną i to w najdrobniejszym szczególe. Tu jedno wynika z drugiego. Poszczególne wątki przeplatają się w sposób umiejętny i dopracowany, by w pewnym momencie spleść się w jedną, spójną całość doprowadzając czytelnika do zaskakującego zakończenia, którego nie sposób przewidzieć. Nie dość, że po drodze czeka na nas wiele zaskakujących zwrotów akcji i wychodzących na światło dzienne tajemnic, to na dodatek autor tak stopniuje poziom napięcia, że doprawdy trudno jest się oderwać od jego książki.

Nie byłaby ona jednak aż taka dobra, gdyby nie kreacja bohaterów, zwłaszcza dwójki detektywów – Adamsa i Rossa. Tych dwoje stanowi swoje przeciwieństwa, jednakże razem tworzą naprawdę dobry i zgrany zespół. Adams jest policjantem starej daty – spokojny, skrupulatny, poukładany, trzymający się zasad, postępujący zgodnie z linią prawa; u niego wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Ross z kolei często wszystko odkłada na ostatni moment, za nic ma wypełnianie raportów czy chociażby punktualne zjawianie się w pracy, chętnie ryzykuje i nie przejmuje się zbytnio konsekwencjami. Choć ci dwaj tak się od siebie różnią, to jednak łączy ich prawdziwa przyjaźń, chociaż nie wykraczająca poza mury komisariatu. Szanują siebie nawzajem i cenią czyjąś prywatność.

W tym momencie kończę chwalić książkę, a zacznę narzekać. Tylko na jedno – ale w tym wypadku to wystarczy, co za moment sami zrozumiecie. Specjalnie przeczytałam kilka innych recenzji, aby sprawdzić, czy ktokolwiek zwrócił uwagę na to, co mnie doprowadzało podczas lektury do szewskiej pasji – na korektę. I co się okazało? W żadnym z tekstów, na które trafiłam, nie znalazłam słowa na jej temat. Co dziwi, bo nie wydaje mi się, by w moje ręce trafiło inne wydanie książki, pozbawione błędów… (boicie się o tym głośno mówić?). A tych jest co nie miara! I nie chodzi tu jedynie o typowe literówki (choć i te oczywiście są), ale o fakt, że osoby odpowiedzialne za sprawdzanie poprawności tekstu nie mają pojęcia o stawianiu przecinków. A co jest gorsze od ich braku? Nadmiar! Nie wiem, czy jest on spowodowany niewychwyceniem wpadek popełnionych przez samego autora, czy też doprawieniem „kilku” dodatkowych przez korektorów bądź redaktora, ale to, na co trafiłam podczas lektury powieści, przechodzi ludzkie pojęcie…

Tetragon - błędy

Mówiąc krótko – świetna książka, warta każdej poświęconej na jej przeczytanie minuty, z bardzo dobrą kreacją bohaterów, zaskakującymi zwrotami akcji i ogólnie świetnym pomysłem na fabułę, którą niestety zabijają obecne w tekście błędy.

Moja ocena: 5/6

Wydawnictwo: Agencja Reklamowo-Wydawnicza Vectra
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 408
ISBN: 978-83-60891-72-8

4 komentarze

  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie Listopad 22, 2015 at 12:36

    Nadmiar przecinków doprowadziłby nas do szewskiej pasji. Faktycznie, wcześniej nie czytałyśmy o tym w innych wpisach. Fabularnie zapowiada się jednak bardzo ciekawie.

    Reply
  • Dagmara Listopad 23, 2015 at 23:10

    O kurcze, ale mi narobiłaś chęci na tę książkę! Uwielbiam dobre kryminały i thrillery a ten zapowiada się rewelacyjnie. Co do błędów w książkach zazwyczaj ich nie zauważam, czasem jak coś bardziej rzuca się w oczy to wyłapię. Jednak nawet ja zauważyłam, że im nowsza książka, tym więcej błędów i literówek zawiera. Coraz bardziej nad tym ubolewam bo niestety obecnie żyjemy w czasach, w których praktycznie przestało się szanować nasz Ojczysty język a błędy i zapożyczenia z języka angielskiego są na porządku dziennym.
    Pozdrawiam

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 24, 2015 at 17:25

      Cieszę się, że udało mi się zainteresować Cię tą książką 😀

      Reply

Leave a Comment