Taka mała zagwozdka

“Magiczne lata” Roberta McCammona skończone. Lektura książki trochę mi zajęła, ale co się dziwić, skoro książka do szczuplutkich nie należy 🙂 Teraz na tapecie znajduje się kryminał pewnej znanej autorki, ale oczywiście nie wyjawię jej nazwiska. Niech pozostanie póki co tajemnicą, jakiej pozycji będzie dotyczyła kolejna recenzja.
I właśnie. O kwestii recenzji zachciało mi się parę słów skrobnąć. A mianowicie o tym, że mam napisaną recenzję jednej książki, która czeka sobie na publikację już od dwóch tygodni. Zapytacie pewnie, czemu więc jej nie opublikuję? Otóż to recenzja napisana na zlecenie jednego z portali czytelniczych. Książkę dostałam, szybko przeczytałam i napisałam recenzję. Wysłałam ją do sprawdzenia i od dwóch tygodni jest w korekcie… Co krótko mówiąc oznacza ni mniej ni więcej, że nie mogę publikować tekstu na swoim blogu, dopóki oni nie wyrażą na to zgody. Powiem Wam szczerze, że coraz bardziej nie rozumiem tej zasady. Dlaczego ja, jako autorka recenzji, mam czekać na zgodę, aby zamieścić tekst na własnym blogu? Wiadomo, że nie opublikuję go w żadnym innym serwisie, na żadnym innym portalu, bo został napisany dla tego jednego konkretnego. Ale czemu mam czekać? Wg mnie powinno być tak, że ja mogłabym zamieścić recenzję w każdej chwili u siebie na blogu, a portal opublikował by ją u siebie dopiero po sprawdzeniu ewentualnych błędów.
Dodać muszę, że nie jestem związana żadną współpracą z omawianym portalem. Jestem jak wolny strzelec. Jeśli coś mają do recenzji, to od czasu do czasu podpytują, czy nie chciałabym może tego przeczytać i zrecenzować. Dlatego czemu mam czekać na pozwolenie?
Co o tym myślicie? Piszecie dla portali? Zgadzacie się na wszystko, czego sobie życzą?

0Shares
4 views

49 Replies to “Taka mała zagwozdka”

  1. Pierwsze słyszę o takiej zasadzie. Dziwne! Ale też nie jestem jeszcze zbytnio obeznana w tym “współpracowym” świecie, niemniej nie słyszałam o tym, by tekst musiał przejść korektę. Nie wiem, co o tym myśleć. Z jednej strony to rozumiem, ale z drugiej – czy to nie ogranicza wolności słowa? Bo czy chodzi o samą korektę literówek, ortografów czy czego tam jeszcze, czy chodzi o skorygowanie opinii? Narzucanie zdania? Wykreślenie wszystkiego, co negatywne… To wtedy chyba współpraca z blogerami dochodzi do ślepego zaułku i nie wypełnia swojego zadania. Ja osobiście na coś takiego bym się nie zgodziła.

    1. Tu nie chodzi o korektę w sensie sprawdzenia jej, czy jest pozytywna czy nie. Chodzi o poprawność stylistyczną itp itd. I to rozumiem. Wiadomo, że nikt nie chce zamieszczać u siebie recenzji, w których roi się od błędów. Dlatego też wprowadzają korektę.

  2. Ja się nie mogę wypowiadać, bo nie piszę dla portali i nie współpracuję z żadnym wydawnictwem, ale jakieś takie dziwne mi się to wydaje, w końcu to Ty jesteś autorką recenzji i Twój blog powinien mieć pierwszeństwo, tym bardziej, że jesteś wolnym strzelcem.

  3. Widocznie taką mają zasadę i tyle. Ja współpracuję z portalem, który ma zasadę, że publikuję recenzję tylko u nich. Nawet na swoim blogu nie mogę jej wrzucić. Nie wnikam skąd taka zasada, ale zostałam o niej poinformowana i do mnie należała decyzja, czy zgadzam się na taki wartunek czy też nie.

    1. A o czymś takim to już w ogóle nie słyszałam. Żeby u siebie nie móc? o.0 O matko..
      Mam nawiązaną współpracę stałą z innym portalem, który również wyznaje zasadę, że recenzja ma się pojawić jedynie u nich (nie w księgarniach, serwisach czytelniczych itp), ale u siebie mogę. I nie muszę czekać na zgodę. Wrzucam do siebie i daję im linka. Tyle. A tutaj muszę czekać…

  4. Hmmm sama nie wiem co myslec… Z jednej strony rozumiem pomysl portalu, jednak skoro takie wymagania stosuja, powinni zdecydowanie szybciej wywiazywac sie z obowiazkow… po jednym takim numerze pewnie kolejnej ksiazki bym od nich nie wziela…

  5. To nie jest kwestia wolności słowa, ortografii, interpunkcji itd. tylko tego, że żeby portal mógł funkcjonować i istnieć w Internecie to musi mieć czytelników czyli bardzo dobre statystyki. Wiadomo, że drugi raz tej samej recenzji nie będzie się chciało nikomu pisać, więc twój blog jest dopiero na drugim miejscu w publikowaniu. A jeśli uważasz się za wolnego strzelca i ci to przeszkadza to musisz wybrać i zastanowić się czy na pewno dalej chcesz z nimi współpracować 😉

  6. Ja współpracuję z Lubimy Czytać i sobie bardzo tę współpracę chwalę. Fakt “zamrażania” recenzji jest czymś normalnym. Ja w kolejce mam 2 recenzje i jakoś się nie przejmuję tym, że muszę czekać z ich publikacją na moim blogu.

    Takie zasady.

    A przede wszystkim istnieje przecież określona “przepustowość” portalu. Oficjalnych recenzji publikuje się najwyżej trzy dziennie, by ludzie mogli do nich dotrzeć ze spokojem.

    A poza tym nie czuję się skrępowany – czytam sporo obok portalu i trzaskam recenzje, jakie chcę. I jeszcze jedno – mojej wolności wypowiedzi nie krępuje pisanie oficjalnych recenzji. Ewentualnie mniej jadu i sarkazmu dawkuję wtedy, gdy mi się książka baaaaardzo nie podoba.

    pzdr

    1. Ja to wszystko rozumiem, co piszesz i się z tym zgadzam. Ale jeżeli wchodzisz na dany portal i widzisz, że od tych 2 tygodni żadna inna recenzja nie została opublikowana? No to chyba można się nieco zniecierpliwić prawda? 🙂

  7. To normalne przy współpracach z portalami. Trzeba wziąć też pod uwagę, że oni mają dziesiątki recenzentów i dlatego proces trwa, ile trwa. Pozdrawiam 🙂

  8. Na Twoim miejscu poważnie zastanowiłabym się, czy kontynuować tę “współpracę na wyrywki” z owym portalem – nie móc opublikować recenzji na własnym blogu, tylko czekać na korektę nie wiadomo jak wyglądającą? Raczej nie miałabym do tego cierpliwości i zaufania. Sama współpracuję z jednym portalem i bardzo sobie to chwalę, bo zasady tej współpracy są przystępne – recenzje mogę publikować na swoim blogu, oprócz tego mogę na innych portalach, ale z zaznaczeniem, że dana opinia została napisana dla tego właściwego i z podaniem do niego linka. Żeby nie przesadzać, swoje opinie publikuję tylko u siebie, na LC i właśnie w IRCE. Żadnych korekt, nic. W ogóle pierwsze słyszę o tej zasadzie, którą opisałaś ;).

    1. Korekta polega na tym, że po prostu sprawdzają tekst na poprawność stylistyczną, językową. Nikt nie ingeruje w treść jako taką, czy jest pochlebna czy też krytyczna. Tę zasadę rozumiem, bo portal powinien publikować u siebie dobre teksty, nie posiadające błędów. W końcu z tego żyją. Tylko czas oczekiwania jest dobijający :/

  9. Tajus, jeśli nie jesteś polonistą to korekta tekstów zawsze się przyda, chyba że Ty uważasz, że nie popełniasz żadnych błędów. A portal w ten sposób dba o jakość zamieszczanych recenzji. No a Ty możesz dzięki temu popracować nad swoją polszczyzną, więc to sama korzyść.

  10. Mnie również dziwią te zasady. Co jak co, ale gdyby to o mnie chodziło, to nie godziłabym się na takie zasady – w końcu to jest mój blog i mogę sobie na nim zamieszczać, co mi się podoba, prawda?

  11. Dziwne. Powiem Ci tak: jestem współprowadząca jednego portalu książkowego i wprawdzie mamy swoje zasady, żeby np. najpierw opinia poszła na serwis (jeżeli książka była od nas) a potem na bloga ale nigdy, że nigdzie xD Z reszta korekta u nas działa mega szybko i wszystko jest dokładnie ustalane, dlatego nie rozumiem takiej sytuacji, że sobie czekasz w zawieszeniu aż łaskawie ktoś Ci da zielone światło…

    1. Właśnie o to chodzi. Nie mam nic do korekty jako takiej, bo to zrozumiała zasada. Tylko czas oczekiwania mnie nieco już dobija. Skoro nie wyrabiają, to może powinni pomyśleć o dodatkowej osobie, która pomagałaby tej, która się tym dotąd zajmowała.

  12. Czasami trzeba się po prostu dostosować. Ja ostatnio czekałam dość długo na akceptację recenzji na portalu nakanapie.pl. Trzeba pamiętać, że tam również pracują ludzie i mogą być zawaleni robotą.

    1. Też tak uważam, no ale cóż. Zasady to zasady. Czekam… choć mnie już ponosi z niecierpliwości 🙂

      A odnośnie Liebster Award, to niestety nie wezmę udziału w zabawie. Wielokrotnie już byłam nominowana i odpowiadałam na przeróżne pytania w ilości niezliczonej. Już mi się po prostu nie chce 😉 Ale dziękuję za wyróżnienie. To bardzo miłe 🙂

    1. Ja Ci powiem, że takie współprace złe nie są. Masz większe pole wyboru lektur, bo portal dostaje książki z wielu źródeł. I to jest fajne, ta wszechstronność. Z drugiej strony trochę terminy gonią i jak widać inne zasady, niż w przypadku współpracy z wydawnictwem.

  13. Przyznaję że to dziwne. W naszej blogosferze utarło się, że każdy recenzje na swoim blogu publikuje kiedy chce, i jak chce. Nie wiem co ów portal chce poprawiać, ale tak być nie powinno być. Chodzi o to, że portal mógłby zmienić nieco twoją opinię o książce – a gdyby tak robił każdy portal czy wydawnictwo – w internecie znaleźlibyśmy mało wiarygodnych opinii. A to nie fair.
    🙂

    1. Jestem tego samego zdania. Tzn tego, że u siebie powinnam opublikować w takiej formie, w jakiej recenzja powstała. Nawet jeżeli miałaby jakieś błędy – to są to moje potknięcia, za które biorę odpowiedzialność. Portal publikowałby u siebie w momencie, kiedy dokonali by sprawdzenia poprawności recenzji pod względem stylistycznym, językowym i co tam jeszcze. Przecież pod recenzją u mnie i tak widniałaby informacja, że została ona napisana dla tego portalu i tylko na nim się ukazała.

  14. W zasadzie współpracowałam z jednym i też musiałam czekać na pozwolenie. Ale nie tyle czasu. 🙂 A i współpracę rozwiązałam, nie pasowały mi warunki.
    Współpracuję dla innego portalu i mam wolną rękę. Umieszczam gdzie chcę swój tekst, daję go do moderacji portalu i wtedy jak wyłapią błędy to informują, a jak nie to pojawia się w ciągu 2 dni. 🙂
    Ale ja mogę umieścić jaką chcę i gdzie chcę. Także dziwią mnie warunki, o których wspomniałaś…

    1. No cóż, jak widać, co portal / wortal to inaczej. Gdyby korekta trwała szybciej, to nie miałabym żadnych zastrzeżeń odnośnie tego portalu. Sprawdziliby szybko, mogłabym równie szybko umieścić ją na blogu. A tak muszę czekać… co dobija.

  15. Miłośniczko Książek, czytasz tak wiele książek, piszesz równie dużo recenzji, a recenzję dla tego portalu i tak wrzucisz na bloga, nieco później ale się pojawi.
    Współpraca jako wolny strzelec też jest dobra, od czasu do czasu otrzymasz dodatkową książkę, która Cię zainteresuje 🙂 A książek nigdy dość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *