„Tajemnica Niny” – Monika Siuda (recenzja 432)

„Tajemnica Niny” – Monika Siuda (recenzja 432)

„Tajemnica Niny” jest debiutancką powieścią Moniki Siudy. Do lektury tejże książki skłoniła mnie w głównej mierze klimatyczna okładka, na której widnieje stare zdjęcie z albumu przedstawiające grupkę małych dzieci oraz dwoje dorosłych – rodziców? opiekunów? Tego jeszcze nie wiadomo. Zastanawiającym elementem na tym zdjęciu jest to, iż mężczyźnie oraz kobiecie oczy świecą się na czerwono. O co tu może chodzić? Rzut okiem na tył książki nie wiele wyjaśnia. Otóż zamiast standardowego krótkiego opisu historii opowiedzianej w książce, zamieszczono tam szereg pytań pobudzających wyobraźnię Czytelnika odnośnie tego, co też może się wydarzyć na kartach powieści. Przyznaję, iż połączenie tych dwóch elementów – tajemniczej grafiki na froncie plus niecodziennego opisu fabuły – sprawiło, że do lektury powieści podeszłam ze sporym entuzjazmem. Miałam nadzieję, że oto czeka mnie przygoda pełna tajemnic, być może ze sporą dawką dreszczyku, o której tak łatwo nie zdołam zapomnieć. Czy tak się faktycznie stało? O tym już za chwileczkę.

Osią historii jest pewien Dom znajdujący się w nie dużym miasteczku. W jego bliskim sąsiedztwie znajduje się park przechodzący dalej w las, do którego mieszkańcy okolic raczej się nie zapuszczają. W Domu, pod opieką czworga wychowawców – opiekunów, mieszkają dzieci, które z różnych powodów nie mogły pozostać w domu rodzinnym. Jest ich siedmioro: Misiek wraz z młodszym rodzeństwem Edim i Małą (bliźnięta), bracia Adek i Filip, a także dwie dziewczynki Ewcia i Ruda. Odkąd zamieszkali w Domu ich życie stało się spokojniejsze i przebiegało bez większych zakłóceń. Jednakże w ostatnim czasie coś zaczęło się zmieniać. Jedna z wychowawczyń – Marta, zaczyna czuć się nieswojo wewnątrz budynku. Ten sam niepokój zdaje się podzielać Tomek, często odbywający wspólne dyżury z Martą. Początkowo żadne z nich nie potrafi zrozumieć, skąd się to bierze. Wszystko zmienia się w dniu, w którym wspomniana dwójka opiekunów wraz z dziećmi postanawia uporządkować teren za Domem. Marta znajduje stary album ze zdjęciami, na których widnieją najprawdopodobniej poprzedni mieszkańcy Domu. Wszystko wskazuje na to, iż już przed laty znajdowała się w tym miejscu podobna placówka. Porządki na podwórzu przerywa nagłe i gwałtowne pojawienie się Niny, drugiej wychowawczyni, która zatrudniła Martę i Tomka do pomocy przy dzieciach. Kobieta jest wyraźnie oburzona i wstrząśnięta tym, co widzi. Tylko dlaczego tak ostro zareagowała na to, że pod jej nieobecność reszta postanowiła trochę posprzątać? Czyżby miała coś do ukrycia? Tymczasem coś niepokojącego dzieje się z bliźniętami. Oboje zaczynają śnić dziwny sen, który jak się z czasem okazuje, jest bardziej realny niżby sobie tego życzyli. W czasie jego trwania przemierzają w ciemnościach las kierowani przez jakąś tajemniczą siłę, która jak się wydaje, chce im coś za wszelką cenę pokazać. Tylko o co może chodzić? I czy ma to jakiś związek z dziwnym zachowaniem Niny? Prawda przejdzie ich najśmielsze oczekiwania…

W trakcie lektury powieści Moniki Siudy wielokrotnie zastanawiałam się, do jakiej grupy docelowej książka ta jest skierowana. Na stronie autorki nie ma na ten temat żadnej informacji, a i w sieci trudno znaleźć jakieś konkretne wskazówki. Doszłam w końcu do wniosku, że „Tajemnica Niny” tak naprawdę będzie odpowiednią lekturą dla dzieci pomiędzy 10 a 15 rokiem życia. Mamy tu jakąś zagadkę do rozwiązania (wręcz kryminalną), krok po kroku musimy odkrywać kolejne tropy, a gdzieś tam pomiędzy przewijają się elementy fantastyki. To taka historia dla młodych detektywów, osób pragnących przeżyć jakąś przygodę z dreszczykiem w tle. Dorosły Czytelnik nie zadowoli się tym, co znajdzie na kartach powieści. Nie jest to w żadnym stopniu wymagająca lektura. A i całość na dobrą sprawę jest dość banalna i z góry do przewidzenia. Do tego widać, że została napisana przez debiutanta, gdyż nie obyło się bez mniejszych bądź większych wpadek. Autorka pisze niezwykle prostym językiem, co może samo w sobie jeszcze nie jest złe, jednakże oczekiwałam czegoś innego. Do tego pełno jest różnego rodzaju powtórzeń („Jego goście zgodnie odmówili. Zgodnie przyznali (…)”), literówek (czego szczególnie nienawidzę), a nawet natrafiłam na błąd merytoryczny – użyto imienia postaci, o której akurat w danej chwili nie było mowy. Zadałam więc sobie pytanie, czy aby na pewno tekst przeszedł korektę. Rzut okiem na pierwsze strony powieści, a tam czarno na białym widnieją nazwiska trzech osób odpowiedzialnych za korektę. W takim wypadku niestety, ale nie mogę wybaczyć błędów, na które natrafiłam podczas lektury. Kolejną sprawą, która mnie dość irytowała, jest zbytnie przegadanie historii. Non stop powraca się do tego samego, przypomina znane już fakty, zupełnie tak, jakby Czytelnik miał problemy z pamięcią i zapominał o tym, co istotne zaraz po tym, jak o tym przeczytał. Zabrakło mi jeszcze jakiejś dokładniejszej charakterystyki postaci. Byłam ciekawa chociażby tego, skąd wzięły się w Domu poszczególne dzieci, co spotkało je w przeszłości, że musiały opuścić rodzinne gniazda. To samo tyczy się opiekunów. O ile dane jest nam poznać historię Niny, o tyle o reszcie wychowawców nie wiele wiadomo. Pojawili się znikąd i tak po prostu przejęli obowiązki opiekunów. Dla mnie to stanowczo za mało. Autorka starała się wprowadzić pewne napięcie do swojej historii i w jakimś stopniu jej się to nawet udało. Jeśli książka trafi do rąk Czytelników w wieku 10-15 lat (o czym wspominałam wyżej) z pewnością zdoła sprawić, że odczują jakiś niepokój podczas lektury. Jeśli jednak chodzi o mnie, osobę dorosłą, to do pełni szczęścia jednak czegoś mi tutaj zabrakło. Niby coś się dzieje, ale nie na tyle, żeby poczuć ekscytację i ten szczególny dreszczyk towarzyszący czytaniu podobnych historii.

Długo myślałam nad tym, jaką ostatecznie ocenę powinnam dać tej powieści. Brałam pod uwagę fakt, że jest to jednak dzieło debiutantki, osoby, która dopiero stawia pierwsze kroki na drodze, by zostać prawdziwą pisarką. Miała jakiś tam pomysł na swoją pierwszą książkę i w jakimś stopniu udało się jej go zrealizować. Niemniej jednak jestem zdania, że nie należy zbytnio zawyżać końcowej oceny. Lepiej dać niższą, gdyż dzięki temu być może autor/ka danego dzieła zwróci baczniejszą uwagę na problemy, które zostały zauważone przez Czytelnika podczas lektury i postara się nie popełniać ich w przyszłości, co z kolei zaowocuje tym, że kolejne książki oddawane do rąk Czytelników będą znacznie lepsze i bardziej godne polecenia.  Dlatego też nie dziwcie się proszę ocenie, jaką widać poniżej. Jest ona ku przestrodze oraz z życzeniami, by w przyszłości książki Moniki Siudy zyskiwały miano bardzo dobrych.

Moja ocena: 2+/6

Wydawnictwo: Poligraf
Rok wydania: 2013
Oprawa: miękka
Liczba stron: 444
ISBN: 978-83-7856-140-8

0Shares
Powrót do góry