"Świat Czarownic" – Andre Norton [recenzja, 205]

Tytuł oryginalny: The Witch World
Tłumaczenie: Ewa Witecka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2013
Seria: Świat Czarownic
Cykl: Estcarp, cz. 1
Oprawa: miękka
Ilość stron: 336
ISBN: 978-83-10-11794-6

Będąc amatorką literatury fantastycznej chętnie sięgam po kolejne pozycje z tego gatunku. Ostatnimi czasy najczęściej napotykam książki traktujące o nadprzyrodzonych istotach i ich związkach z ze śmiertelniczkami. Ten schemat ostatnio jest bardzo często wykorzystywany, wręcz wałkowany do znudzenia, a nasz rynek zalewany jest powieściami zawierającymi właściwie te same historie, tylko ubrane w inne szatki. Dlatego też, kiedy natknęłam się na „Świat Czarownic” autorstwa Andre Norton, pomyślałam sobie, że to może być coś, co chciałabym przeczytać. Dawno bowiem nie miałam w swoich rękach niczego traktującego o czarownicach i świecie rządzonym magią.

Poznajemy młodego mężczyznę, mocno doświadczonego przez los. Jest nim Simon Tregarth. Ścigany przez wrogów trafia na doktora Jorge’a Petroniusa, który zapewnia go, że jest w stanie dopomóc mu w ucieczce. Przekonuje Simona, że tylko dzięki niemu zdoła uciec przed prześladowcami. Nasz bohater ma już dość ucieczki, dlatego też godzi się podążyć za Petroniusem. Za jego sprawą trafia do równoległego wymiaru, który rządzi się zgoła innymi zasadami niż znany mu dotąd świat. Trafia na dwór Estcarpu, kraju, w którym panuje matriarchat. Rządzą nim wyjątkowe kobiety obdarzone Mocą. To świat, gdzie króluje magia. Jednakże grozi mu ogromne niebezpieczeństwo ze strony otaczających go krain – Alizonu oraz Karstenu. Tamtejsi ludzie boją się magii, wywołuje ona w nich jedynie nienawiść oraz strach. Uważają, że moc czarownic z Estcarpu jest przejawem zła. Simon będący zaprawionym żołnierzem bez namysłu zgadza się wstąpić w służbę Strażników Estcarpu i wspomóc ich w zbliżającej się wojnie. Jednakże światu zaczyna też grozić nie do końca zrozumiałe zagrożenie ze strony Kolderczyków, którzy zdają się władać mocami, które są zupełnie obce czarownicom. Jaki los czeka Estcarp? Jaką rolę w całej historii odegra Simon?

Andre Norton, a właściwie Alice Mary Norton, powszechnie uważana jest za Matkę Fantastyki. Napisała ponad sto powieści z tego gatunku. Jej dzieła zostały wielokrotnie nagrodzone, a ona sama jako pierwsza kobieta otrzymała w 1983 roku nagrodę Nebula Grand Master Award. Seria „Świat Czarownic” jest najbardziej znaną i docenianą serią wśród czytelników na całym świecie. Tego typu osiągnięcia skłoniły mnie do tego, aby utwierdzić się w przekonaniu, iż to, co właśnie zamierzam przeczytać, będzie z całą pewnością wyjątkowe i godne uwagi. Szkoda tylko, że za tymi wszystkimi ochami i achami kryje się zupełnie przeciętna historia, która niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle innych powieści z tego gatunku.

Motyw przenoszenia się pomiędzy wymiarami i trafiania do światów zupełnie innych, niż te, w których dotąd dane było żyć głównym bohaterom, jest znany i powszechnie wykorzystywany przez autorów. Chociażby ostatnio miałam okazję czytać kilka powieści o podobnej tematyce, jak chociażby „Pozaświatowcy. Świat bez bohaterów” autorstwa Brandona Mulla czy też „Wojna w Jangblizji. W Tamtym Świecie” napisana przez naszą rodzimą pisarkę Agnieszkę Steur. Aby powieść odniosła sukces, nie wystarczy jedynie wykorzystać temat lubiany przez czytelników. Wszystko zależy od tego, w jakim stopniu zostanie on dopracowany, czy odnajdzie się w danym dziele coś ciekawego, przykuwającego większą uwagę do danego tytułu. Niestety ale w moich oczach pani Norton się to zupełnie nie udało. Główny bohater trafia do świata, w którym na porządku dziennym jest magia. Simon praktycznie od samego początku akceptuje ten fakt, co przecież dla ludzi z naszego świata nie powinno być to takie oczywiste. On jednak bardzo szybko aklimatyzuje się w obcym mu świecie i natychmiast przystaje do walki, która przecież w ogóle go nie dotyczy.

Nowy świat został przedstawiony dość powierzchownie, bez wnikania w jakieś szczegóły. Z bohaterami występującymi w powieści jest identycznie. Są płascy, zwyczajni, nikt z nich nie wyróżnia się niczym szczególnym. Żadnego z nich nie jesteśmy w stanie bliżej poznać. Nie mamy większego wglądu w ich stan psychiki oraz motywy nimi kierujące. Autorka rzuca nam tylko jakieś strzępy informacji, które mają zadowolić czytelnika. Jednak jak dla mnie to stanowczo za mało. Przewracałam kolejne karty książki, jednak w żadnym stopniu nie mogłam wciągnąć się w lekturę. Ciągle miałam wrażenie, że toczy się ona gdzieś z boku, a ja jestem jedynie mimowolną obserwatorką, którą jednak trzyma się na dystans nie pozwalając jej zbliżyć się zbytnio, aby móc lepiej wczuć się w całą historię. Kolejne wyprawy, odwiedzane krainy, plemiona i toczące się walki z przeciwnikami toczyły się swoim rytmem, a ja czytałam o nich zupełnie obojętnie. O, znów się coś dzieje, fajnie. Za chwilę przenosimy się do przodu, nie wiadomo ile czasu minęło, i toczą się kolejne wydarzenia. Momentami idzie się nawet pogubić, o co właściwie teraz chodzi. W ogóle nie odpowiadało mi to, o czym czytałam. Aż żal przyznać, ale spoglądałam, ile mi jeszcze stron zostało do końca, aby móc w końcu zakończyć lekturę i odłożyć książkę na bok. A tak przecież nie powinno być nieprawdaż?

„Świat Czarownic” otwiera serię, która wydawała mi się ciekawa na tyle, że postanowiłam sięgnąć po pierwszy tom. Jednakże lektura w żadnym stopniu mnie nie usatysfakcjonowała. Historia nie była ani ciekawa, absolutnie niczym się nie wyróżniała. Nie była w stanie przykuć na dłużej mojej uwagi. A szkoda, bo książka doprawdy świetnie się zapowiadała. Sam pomysł jest ciekawy, jednakże jak dla mnie został on stanowczo za mało dopracowany. Momentami miałam wrażenie, że autorka w ogóle nie przyłożyła się do pracy. Szkoda, doprawdy szkoda. Książkę odłożę na półkę i postaram się zapomnieć o Simonie oraz świecie, w którym kobiety władają magią. Nie zamierzam sięgać po kontynuację, gdyż zwyczajnie nie wierzę, że mogłoby się coś poprawić. Szkoda mojego czasu na słabą lekturę. I Waszego również. Dlatego też w żadnej mierze nie będę zachęcała Was do lektury tego dzieła. Lepiej spożytkować wolny czas na ciekawsze książki.

Moja ocena: 2/6
Za książkę dziękuję

42 Replies to “"Świat Czarownic" – Andre Norton [recenzja, 205]”

  1. Uch, dostało się książce. Ciekawe czy druga część w ogóle się pojawi. Jeśli większość czytelników zrezygnuje po pierwszej, nie będzie sensu wypuszczać drugiej 😉

  2. Słaba książka.
    Po tym krótkim streszczeniu w recenzji i tak doszłam do wniosku, że nie będę się za powieść chwytać. Nazwy własne są wymyślne, jakby nie można uch było uprościć. A czasu na maksymalne skupienie przy lekturze niestety nie mam.

    1. Fantastyka potrafi zaskakiwać. I warto dać się do niej przekonać. Przecież to nie tylko tego typu książki, jak ta powyższa. Do fantastyki zaliczasz przecież fantasy, urban fantasy, paranormal romance, dark fantasy, sci-fi, horrory i jeszcze kilka innych podgatunków. Można znaleźć coś dla siebie 🙂

  3. Ojej, duża szkoda, ponieważ po krótkim streszczeniu historia wydawał mi się bardzo ciekawa. A tu taki psikus. Pewnie wielu ludziom (mało wymagającym) zapewne spodoba się taka płytka i prosta książka. I zapewne byłaby doskonała na nudny wykład. Ech, biedni wymagający 😀 Ale jeśli zainteresował Cię temat matriarchatu i kobiet władających Mocą to polecam książki pani Anne Bishop i serię Czarne Kamienie. Jest to jednak z moich ulubionych serii jak nie ukochana, która wciąga na długie godziny, nie pozwala się nudzić i nawet mój Luby został całkowicie pochłonięty przez tę historię 🙂

    1. Szkoda, wielka szkoda. Bo faktycznie z opisu zapowiadało się o wiele ciekawiej, a niestety w rzeczywistości okazała się dla mnie wielką pomyłką. No cóż :/
      A o serii Anne Bishop oczywiście słyszałam. Nawet mam dodane książki wchodzące w jej skład do listy tytułów, które chcę przeczytać. Tylko niestety biblioteka w moim mieście nie posiada tego cyklu, a na kupno nie zawsze się niestety ma fundusze, zwłaszcza jeśli seria liczy trochę tomów 🙂

  4. Uuu… no to kiepska książka. W sumie i tak bym jej nie przeczytała, ze względu na to, że nie lubię fantasy. xD
    Chociaż… okładka mi się podoba, nawet bardzo. 🙂

  5. Ja mam mimo wszystko ogromny sentyment do Norton. Poza tym, czytając jej książki należy pamiętać kiedy zostały napisane 🙂 Nie teraz, kiedy wszystkie pomysły zostały przemielone na milion sposobów, ale jednak w czasach, kiedy takie historie były czymś nowym i zaskakującym 🙂

    1. Tu się z Tobą zgodzę, odnośnie czasów, kiedy ta seria wyszła. Wówczas to musiało być coś doprawdy niesamowitego. Dziś, tak jak wspominasz, temat przewałkowany w każdy możliwy sposób, więc mi (która wcześniej nie miała do czynienia z tą serią) ta historia nie podeszła 🙂

  6. Jak zobaczyłem tę ocenę na Lubimy Czytać to się wręcz zagotowałem. Na serio, myślałem że wyjdę z siebie i stanę obok. „Ostatnimi czasy najczęściej napotykam książki traktujące o nadprzyrodzonych istotach i ich związkach z ze śmiertelniczkami. Ten schemat ostatnio jest bardzo często wykorzystywany, wręcz wałkowany do znudzenia, a nasz rynek zalewany jest powieściami zawierającymi właściwie te same historie, tylko ubrane w inne szatki.”
    Masz pojęcie, kobieto , że to prekursorka? To co się powtarza w dzisiejszej literaturze zawdzięczamy między innymi właśnie Andre Norton. To tak jakby powiedzieć, że pierwszy telewizor był do niczego, bo teraz to mają HD, internet itp. . Oczywiście miało prawo ci się nie podobać, ale to już co innego. W tamtych czasach ta seria to było coś wielkiego.

    1. Każdy ma prawo wyrażania własnego zdania. I tyle. Masz swoje, ja swoje i ok.
      I poproszę odrobinę szacunku. Nie znasz mnie, więc nie pisz do mnie słowami „Masz pojęcie, kobieto (…)” jakbyśmy byli dobrymi znajomymi, dobrze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *