"Strażnik Podłego Miasta" – Daniel Polansky [recenzja, 237]

Tytuł oryginalny: The Straight Razor Cure
Tłumaczenie: Jarosław Włodarczyk
Wydawnictwo: Bukowy Las
Rok wydania: 2013
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 432
ISBN: 978-83-624-78-82-8

Kim jest Opiekun, który budzi postrach na ulicach Podłego Miasta? Niegdyś był cenionym i wysoko postawionym agentem Czarnego Domu. Brał również czynny udział w niejednej bitwie w obronie własnego kraju. Przyszedł jednak moment, w którym podjął niewłaściwe decyzje, przez które pozbawiono go stanowiska i wszystkich przywilejów z niego płynących. Aby przeżyć, zmuszony był przejść na drugą stronę, obrać drogę przestępcy. Został niezależnym handlarzem narkotyków, z których sam skwapliwie korzysta. Jednak i tu trzeba było sporo pracy, żeby wyrobić sobie odpowiednią renomę; aby jego imię coś znaczyło wśród mieszkańców miasta. Nie jest bowiem łatwo utrzymać się na szczycie w tej branży. Dzień w dzień zmuszony jest dbać o własne interesy, odwiedzać swoich klientów oraz walczyć z wszelkimi próbami wkroczenia na jego terytorium.
Wszystko zmienia się w dniu, w którym Opiekun odnajduje zmasakrowane ciało małej dziewczynki. Na miejsce zostają wezwani strażnicy, a Ci wiedząc, że nie wiele zdziałają, posyłają po zimnych, czyli agentów Czarnego Domu. Wkrótce ginie kolejne dziecko. Główny bohater wiedząc, że śledztwo prowadzone przez agentów raczej nie wyjaśni tych morderstw, postanawia sam zająć się tą sprawą. A nie będzie to proste zadanie. Zmuszony będzie podążyć trudną drogą, aby poznać odpowiedzi. Na przeszkodzie będzie stał chociażby fakt, że w morderstwa zamieszany jest ktoś, posługujący się czarną magią, nie obawiający się zawezwać do pomocy prawdziwej grozy…

„Podczas gdy ty węszysz, kręcąc się w kółko, Podłe Miasto tańczy ze śmiercią.” (s. 304)

Książka jest debiutem literackim amerykańskiego pisarza Daniela Polansky’ego. Ten dotąd nikomu nie znany człowiek pojawił się nagle na rynku wydawniczym z książką, która moim zdaniem podbije serca nie jednego miłośnika fantastyki. Dużym plusem jest również to, że „Strażnik Podłego Miasta” jest pierwszym tomem trylogii, dzięki czemu tak szybko nie będzie trzeba się rozstawać z wykreowanym przez autora światem oraz jego bohaterami. Szczerze powiedziawszy było to dla mnie nie małym zaskoczeniem, gdyż ani na froncie książki, ani też w jej opisie nie widnieje taka informacja. Poza tym zakończenie historii również nie sugeruje, aby miał nastąpić jakiś ciąg dalszy. Skąd zatem wiadomo, że książka ta rozpoczyna trylogię? Wyczytałam to z krótkiej notki o autorze zamieszczonej na jednym ze skrzydełek okładki. Jestem teraz bardzo zaintrygowana tym, co też może się znaleźć w kolejnej części. Jak dla mnie historia mogłaby zakończyć się na tym tomie, gdyż w zasadzie wszystko zostało do końca wyjaśnione. No chyba że,… nie, tego już Wam zdradzić nie mogę.

„Dorastając w Podłym Mieście, szybko dowiedziałem się, że jedynym usprawiedliwieniem przestępstwa jest chęć przetrwania. Podniecenie i sława są dobre dla tych, którzy mają pełne żołądki.” (s. 351)

Opiekun nie miał łatwego życia. W młodym wieku stracił oboje rodziców i został jedną z sierot zamieszkujących ulice. Nie tylko jego spotkał podobny los. Panująca wówczas w mieście zaraza, zwana Gorączką, zabrała ze sobą tysiące istnień, a kolejne tyle naznaczyła na resztę życia. Chłopak szybko musiał dorosnąć, nauczyć się samodzielności. W pewnym okresie życia na jego drodze stanął Niebieski Żuraw, największy i najbardziej szanowany mag w mieście. To spotkanie odmieniło koleje jego losów, dzięki czemu zdołał utrzymać się przy życiu. W późniejszych latach służba w wojsku, udział w kolejnych bitwach, a następnie praca dla Czarnego Domu i utrata stanowiska odcisnęły kolejne piętno w jego życiorysie. Stał się twardym człowiekiem, nie uznającym słabości, nielojalności i intryganctwa. Bezproblemowo, w razie potrzeby, potrafiącym zastraszać ludzi, pokazując im tym samym, gdzie jest ich właściwe miejsce. Jednakże odkąd odszedł z Czarnego Domu nikogo nie zabił. Pojawienie się w Podłym Mieście mordercy bestialsko rozprawiającego się ze swoimi ofiarami, zmusiło Opiekuna do przewartościowania swoich zasad; do posuwania się do czynów, które dotąd uważał za haniebne. Ale co się dziwić. Od tego, czy zdoła znaleźć tego, kto za tym wszystkim stoi, zależy jego własne życie. Żeby przetrwać, człowiek gotowy jest na wszystko…

Historia Opiekuna wciągnęła mnie już od pierwszych stron książki. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Nie domyślałam się, że ta powieść będzie aż tak dobra. Czemu? Swoje przeświadczenie wzięłam stąd, że jest do literacki debiut, a co za tym idzie, nie wszystko musi być dopracowane w najmniejszym szczególe, że mogą pojawić się różnego rodzaju autorskie wpadki. Zatem wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy niczego takiego nie uświadczyłam podczas lektury. Panu Danielowi Polansky’emu należą się wielkie brawa za to, że oddał w ręce czytelników dzieło tak bardzo dopracowane i dopieszczone. Podczas lektury miałam wrażenie, jakbym sama przemierzała zaułki miasta, którymi podążał główny bohater. Gdy przymykałam powieki, każde z odwiedzonych przez Opiekuna miejsc stawało mi jak żywe przed oczami. Pociągając nosem, mogłam wyczuć zapachy dań podawanych w napotkanych knajpach, ale też smród ulic oraz rozkładającego się ciała. Autor nie szczędzi czytelnikowi opisów, które nie rzadko są brutalne. Dla mnie to jest wielki plus tej powieści. Czytając, ma się wrażenie realności wszystkiego, co w danej chwili ma miejsce. Do tego dochodzą wielobarwni bohaterowie, z których każdy ma nam do opowiedzenia własną niepowtarzalną historię.

„Strażnik Podłego Miasta” to doprawdy bardzo dobra powieść. Jest to połączenie dwóch najbardziej lubianych przeze mnie gatunków literackich – fantastyki oraz kryminału. Powieść obfituje w wiele nagłych zwrotów akcji. Już mamy wrażenie, że odgadliśmy, kto za tym wszystkim stoi i nagle następuje coś, co zupełnie burzy nasze dotychczasowe wnioski. Jestem wdzięczna autorowi za to, że do samego końca zdołał mnie zwodzić i wyprowadzać na manowce, podczas gdy prawda okazała się taka, jakiej w ogóle bym się nie spodziewała. Jest to świetny debiut Daniela Polansky’ego. Z niecierpliwością będę czekała na więcej. Gorąco polecam!

Moja ocena: 5/6
Za książkę dziękuję wydawnictwu:

28 Replies to “"Strażnik Podłego Miasta" – Daniel Polansky [recenzja, 237]”

  1. Ja również byłam pełna uznania dla tej powieści. Owszem nie idealna, ale naprawdę dobra. Autor bazuje na tym co sprawdzone, ale nie ma się poczucia „to już było”

  2. Wydaje się, że jest to bardzo intrygujący i ciekawy debiut. Oby nie skończyło się na udanym debiucie i następne ksiązki okazały się równie dobre 🙂 Pozdrawiam i zapraszam do siebie na recenzję filmu „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” 🙂

  3. Podobała mi się ta książka, ale niestety autorowi nie udało się mnie zaskoczyć, bo przewidziałam zakończenie. Jak na debiut jest dobrze, chociaż parę niedoróbek znalazłam, m.in trochę zbędnych dialogów. Niemniej chętnie przeczytam kolejne powieści Polansky’ego, a mam nadzieję, że takowe powstaną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *