"Stokrotki w deszczu" – Anna Gratkowska [recenzja, 165]


Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2012
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 228
ISBN: 978-83-7674-212-0

„Stokrotki w deszczu” przyciągnęły mnie do siebie uroczą okładką oraz zachęcającym opisem historii zawartej na kartach powieści. Motywem przewodnim jest tu miłość, a każda z nas (czytelniczek) chętnie sięga od czasu do czasu po tego typu pozycje chcąc umilić sobie w jakiś sposób czas wolny. Pomyślałam więc sobie: czemu by nie?, i zabrałam się za lekturę.

„Boże dzięki Ci, że się odnaleźliśmy w gąszczu szukających miłości. Dziękuję za miłość, dzięki której nawet kosztowna lura smakuje jak prawdziwy włoski przysmak.” 

Książka opowiada o młodej kobiecie, od niedawna szczęśliwej mężatce. Wydawałoby się, że niczego w jej życiu nie brakuje. Kochający mąż u boku oraz własny kąt na ziemi – czego chcieć więcej? Jednak nasza bohaterka boryka się z problemem bezrobocia. Mimo ukończenia studiów dziennikarskich, nie może znaleźć pracy. Jej obecna sytuacja mocno ją przygnębia, ale na szczęście ma oddane przyjaciółki, na których wsparcie i pociechę może liczyć w każdej chwili.
Któregoś dnia w mieszkaniu młodego małżeństwa pojawia się kolega męża, Michał. Rozstał się właśnie z dziewczyną, z którą był w związku od kilku lat. Boleśnie zraniony i zagubiony ma przez najbliższe dwa tygodnie zamieszkać razem z nimi. Przez ten czas powinien znaleźć dla siebie nowe lokum. Jednakże kolejne wypadki sprawiają, że Michał pozostanie pod ich dachem przez dłuższy okres czasu.
Od tego momentu życie młodych małżonków ulegnie zmianie i to za sprawką nowego lokatora, który wprowadzi w ich poukładane życie sporo zamieszania. Czym to się skończy?

„Miało być tak pięknie, landrynkowo, a tymczasem jest zwyczajnie, z problemami. Ale nie ma sensu martwić się na zapas. Przecież w naszym życiu jest też miejsce na szczęśliwe zakończenia…”

Autorką omawianej książki jest Anna Gratkowska, absolwentka Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. „Stokrotki w deszczu” to jej debiutancka powieść, choć próbowała pisać już jako mała dziewczynka. Z rezerwą podchodzę do debiutów wszelakich, bo nigdy nie wiadomo, czego tak naprawdę można się spodziewać po danej pozycji. Czasem okazują się być prawdziwymi perełkami, innym razem z westchnieniem ulgi dziękujemy za to, że lektura dobiegła końca. Jak to się odnosi do „Stokrotek w deszczu”? Umieściłabym ją gdzieś pomiędzy… Nie ma tu niczego, co powiało by świeżością, zapadło na długi czas w naszej pamięci. Z drugiej strony opowiedziana historia nie jest znów aż tak beznadziejna, choć mogło być o wiele lepiej.

Jest to historia przedstawiająca wzloty i upadki młodej mężatki. Poznajemy ją dzięki narracji samej bohaterki, której imienia autorka do samego końca nam nie zdradza. Przez tego typu zabieg można odnieść wrażenie, że wydarzenia przedstawione na kartach powieści mogą mieć miejsce również w naszym życiu. Pozwala to bardziej utożsamiać się z główną bohaterką. Bo czyż mało jest kobiet, które starają się zaskarbić sobie sympatię teściowej, wiecznie krytykującej synową? Ilu z Was zostało bez pracy, przez co borykało się z finansowymi problemami? Czy i Wy marzycie o stworzeniu idealnego związku ze swoim partnerem? Jestem pewna, że na powyższe pytania każdy z Was, moi drodzy czytelnicy, odpowiedziałby twierdząco.
Historia opowiedziana przez autorkę jest niczym wycięty kawałek z życia zwykłej kobiety, jakich wiele, która na pewnym etapie swojego życia znalazła się w sytuacji, gdzie na nowo musi przeanalizować dotychczasowe życie, relacje z bliskimi i plany na przyszłość. Pytanie tylko: czy jej się to uda?

Jak wspomniałam na początku, rozpoczynając lekturę tego dzieła, miałam ochotę  na coś lekkiego i niezobowiązującego. Niestety „Stokrotki w deszczu” okazały się być zwykłym czytadłem jakich wiele. Tego typu książki czyta się dość szybko, ale równie szybko zapomina. Nie ma tu niczego, o czym nie czytałabym w innych pozycjach z tego gatunku. Bohaterowie są nijacy, bez większego wgłębiania się w ich psychikę. Zwykli przeciętniacy nie wyróżniający się niczym na tle innych osób. A szkoda. Książka miała potencjał być czymś lepszym, niestety autorka nie wykorzystała go. Wszystko opowiedziane jest jakoś tak bez większych emocji, płytko i bezbarwnie – może to właśnie sprawia, że poczułam rozczarowanie po lekturze? Co prawda w treści znajdziemy dość sporą dawkę życiowych porad i mądrości, które z powodzeniem moglibyśmy wykorzystać we własnym życiu, ale to za mało, żeby podnieść ostateczną ocenę „Stokrotek w deszczu”.

Moja ocena: 3/6
*cytaty pochodzą z tylnej okładki książki
Za książkę dziękuję

27 Replies to “"Stokrotki w deszczu" – Anna Gratkowska [recenzja, 165]”

  1. Kolejna średnia książka, która pewnie przyciągnęłaby mnie do siebie uroczą okładką. Skoro jednak mówisz, że raczej po przeczytaniu szybko się o niej zapomina, to znajdzie się jedynie na liście „czytadła” 😉

  2. Raczej nie przeczytam, trochę szkoda mi czasu na coś, co i tak już kiedyś, i gdzieś było. A na ferie i tak przygotowałam sobie sporo pozycji do przeczytania, więc na ilość lektur nie mogę narzekać 🙂

  3. Zbyt wiele jest takich książek na rynku – nijakich i zwykłych, więc po co tracić na nie czas? Zwłaszcza, że jeszcze tak wiele pasjonujących lektur przede mną! 😀

  4. Mam wrazenie, ze ksiazkajest idealna na zimowe wieczory. Do niczego nie zobowiazuje i mozemy o nej szybko zapomniec. Lektura dla malo wymagajacych czytelnikow.
    Pozdrawiam 🙂

  5. Czasem czytadła nie są takie złe, ale chyba z góry warto się nastawić na niezbyt ambitną lekturę. Nie lubię tego uczucia rozczarowania, gdy spodziewałam się po książce czegoś więcej, a dostałam kolejną banalna historię, jakich wiele…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *