„Rodzinne rewolucje” (recenzja 550, film)

Uwielbiam Drew Barrymore. To samo rzec mogę o Adamie Sandlerze. Filmy z ich udziałem mogłabym oglądać w ciemno. O ile o aktorce większość widzów wyraża się pozytywnie, o tyle na temat aktora poczytać można wiele niepochlebnych opinii. Niektórzy uważają, że Sandler obniżył swe loty, iż to już nie ten sam świetny aktor co przed laty. Hmm… Wiecie co ja na to? Mam to gdzieś. Wisi mi i powiewa czyjeś zdanie na temat jego osoby. Dla mnie ważne jest to, jak sama odbieram jego grę i czy potrafi on sprostać moim oczekiwaniom. A że nadal tak się dzieje, więc nie słuchając niczyich opinii, nie kierując się recenzjami wielkich filmowych krytyków, kiedy tylko pojawia się informacja o kolejnym filmie, w którym on zagra, nie mogę się doczekać momentu, aż będzie mi dane znów zobaczyć go na szklanym ekranie. Nic więc dziwnego, że kiedy nadarzyła się okazja obejrzenia filmu „Rodzinne rewolucje”, w którym Barrymore i Sandler wystąpili w rolach głównych, aż zatarłam łapki z radości, że będę mogła przez blisko dwie godziny podziwiać grę dwojga moich ulubionych aktorów.

Lauren (Barrymore) i Jim (Sandler) to dwoje samotnych rodziców. Jej związek rozpadł się przez skoki w bok męża, on zaś został sam po śmierci ukochanej żony. Każde z nich stara się zastąpić swym dzieciom oboje rodziców – Lauren dwóm synom, Jim zaś trzem córkom. A nie jest to wcale takie łatwe. Różnica wieku pomiędzy dziećmi, odmienne, często wybuchowe charaktery sprawiają, że czasem trudno zapanować im nad swymi latoroślami, jak też sprostać ich oczekiwaniom. Rodzicielstwo to praca 24h/24h, jednak żadne z nich nie narzeka. Kochają swe dzieci ponad wszystko i gotowi są dla nich poświęcić naprawdę wiele. Jednak każdemu potrzebny jest czasem odpoczynek, chwila tylko dla siebie. Korzystając z wolnego czasu Lauren i Jim postanawiają wybrać się na randkę w ciemno. Przewrotny los sprawia, że trafiają na siebie. Ich pierwsze spotkanie okazuje się jednak totalną klapą, jednym wielkim nieporozumieniem. Mają siebie serdecznie dość i oboje liczą na to, że już nigdy więcej się nie spotkają. Jednak życie to nie bajka, a pobożne życzenia rzadko się spełniają. Kiedy Jim i Lauren postanawiają wybrać się ze swymi dziećmi na niezapomniane wakacje, okazuje się, że  przez tydzień skazani będą na swoje towarzystwo w luksusowym afrykańskim kurorcie…

Blisko dwie godziny seansu minęły jak z bicza trzasnął. Ubawiłam się setnie patrząc na perypetie tych dwojga, a także ich dzieci stojących murem za swoimi rodzicami. I choć jak wiele filmów z tego gatunku „Rodzinne rewolucje” okazały się mieć przewidywalne zakończenie, to i tak w żaden sposób nie odebrało mi to przyjemności z oglądania filmu. Barrymore i Sandler zagrali świetnie. Widać, że są w doskonałej formie. Oglądając tych dwoje, ich wzajemne relacje, czułam narastające pomiędzy nimi napięcie i powoli rozwijające się uczucie. To samo rzec można o ich kontaktach z dziećmi – troska o ich dobro oraz rodzicielska miłość wręcz bije od tych dwojga. Pamiętać jednak trzeba, że film ten to nie tylko komedia romantyczna, ale też pod wieloma względami dramat. Mamy tu zdradzaną żonę, której były mąż absolutnie nie sprawdza się w roli rodzica wielokrotnie zawodząc własnych synów, nie dotrzymując danego im słowa. Jest też niemożność pogodzenia się ze śmiercią ukochanej osoby, pragnienie, by mimo tego, iż odeszła, nadal była blisko i uczestniczyła w życiu rodziny. Stale obecny jest również temat dojrzewania, dorastania dzieci, a co za tym idzie problemów z tym związanych. Elementy komediowe oraz te typowe dla dramatu podane zostały tu w odpowiednich dawkach, jedne drugich w żaden sposób nie przytłaczają, współgrają ze sobą i tworzą jedną spójną całość.

„Rodzinne rewolucje” to naprawdę świetny film, który gorąco polecam miłośnikom gatunku oraz fanom dwojga głównych bohaterów. Jeśli dotąd nie mieliście okazji obejrzeć go, nadróbcie zaległości. Film ten można obejrzeć zarówno w gronie rodzinnym ze swymi dziećmi, na  spotkaniu z przyjaciółmi, jak też podczas wieczoru we dwoje. To pełna uroku opowieść o miłości i rodzicielstwie, sympatyczna komedia, którą gorąco Wam polecam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginału: Blended
Gatunek: komedia
Czas: 117 min
Produkcja: USA
Premiera: maj 2014 (świat), lipiec 2014 (Polska)
Reżyseria: Frank Coraci
Scenariusz: Ivan Menchell, Clare Sera
W rolach głównych: Drew Barrymore, Adam Sandler

6 komentarzy

  • Alicja 28 września 2014 at 12:11

    Jeszcze tego filmu nie widziałam, ale uwielbiam Drew Barrymore, więc na pewno obejrzę. Póki co skończyłam oglądać ,,Starsza pani musi zniknąć z jej udziałem” 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 28 września 2014 at 12:19

      Widziałam ten film. Wiele lat temu. Świetny, bardzo mi się podobał 🙂 Zwłaszcza ta staruszka 🙂

      Reply
  • Anne18 28 września 2014 at 13:28

    550 tekstów . Nadal nie mogę wyjść z podziwu, a do obejrzenia filmu mnie zachęciłaś.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 28 września 2014 at 14:35

      Nie piszę od wczoraj, więc troszkę się ich już nazbierało 😉 Postów łącznie jest już lekko ponad 1100 😉 Przyznam Ci się, że te liczby mnie samą wprawiają momentami w pewne osłupienie 🙂

      Reply
  • Kiti 28 września 2014 at 15:06

    Komedie lubię obejrzeć, więc będę miała tą na uwagę. Autora kojarzę chyba z innego filmu, ale nie pamiętam tytułu.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 28 września 2014 at 22:21

      yyy jak możesz TYLKO kojarzyć aktora? jak można nie znać Sandlera!! normalnie tracę wiarę w młode pokolenie…. 😉

      Reply

Leave a Comment