“Rio” [recenzja 396, film]

“Rio” to film animowany twórców “Epoki lodowcowej”. To przesympatyczna historia dla całej rodziny, a zwłaszcza dla jej młodszych członków. Opowiada o Blu, niebieskiej papudze, która będąc jeszcze malutkim ptaszkiem przypadkiem trafiła pod dach Lindy. Przez piętnaście lat dziewczynka i jej ptasi przyjaciel powoli dorastają przywiązując się do siebie tak bardzo, że nie potrafią się ze sobą rozstać ani na chwilę. Linda prowadzi małą księgarnię, a Blu dzielnie jej we wszystkim towarzyszy. Co prawda nie nauczył się nigdy latać, ale w ogóle mu to nie przeszkadza w codziennym życiu u boku jego pani. Pewnego dnia pojawia się Tulio, doktor ornitologii z Brazylii. Przebył szmat drogi tylko po to, aby odnaleźć Blu. Jak się okazuje jest on ostatnim męskim przedstawicielem swojego gatunku i tylko od pomyślnego połączenia go z partnerką oczekującą na niego w Brazylii zależy jego przetrwanie. Linda i Blu, choć bardzo się tego boją, postanawiają wyruszyć do Brazylii, załatwić co trzeba, a potem szybciutko wrócić do ich ukochanej Minnesoty. Tylko czy aby na pewno jest to takie proste? Jak potoczą się losy Blu? Czy wyznaczona mu partnerka go zaakceptuje?

Obejrzałam “Rio” po raz pierwszy wraz z całą moją rodziną, a potem jeszcze kilka razy z moją pięcioletnią córką. I nie mam dość! Nie wiem sama, co takiego jest w tej bajce, ale mimo tego, że widziałam ją już wielokrotnie wcale mi się nie nudzi. To taka bajka, która ma w sobie to “coś” co stale przykuwa uwagę i przyciąga niczym magnes. Jest ciepła, sympatyczna, niesamowicie kolorowa i pełna humoru. Nie uraczymy w niej niekulturalnych zwrotów, nie ma też jakichś specjalnych scen przemocy, dzięki czemu “Rio” z powodzeniem mogą oglądać już najmłodsze dzieci. Dużą rolę odkrywa w niej muzyka. Na każdym kroku towarzyszą nam rytmy samby – porywają nas, rozbudzają nasze serca, popychają do działania, sprawiają, że człowiek ma ochotę sam ruszyć w tany. Bajka porusza również bardzo ważny temat – wolności. Blu, wychowany od pisklęcia przez człowieka, nigdy nie nauczył się latać. Zupełnie mu to nie przeszkadzało, gdyż miał wszystko, czego dusza zapragnie u boku swej właścicielki. Wszystko uległo diametralnej zmianie, gdy wybrał się do Rio, gdzie poznał tutejszych ptasich mieszkańców, a zwłaszcza wyznaczoną mu partnerkę. Nowe miejsce, znajomości, zawarte przyjaźnie otwierają mu powoli oczy na to, co utracił, czego w swym życiu dotąd nie zaznał. Mimo tego, że u Lindy żyło mu się dotąd bardzo dobrze, ze wszystkimi możliwymi wygodami, to jednak nigdy nie był wolny. A co daje ptakom prawdziwą wolność? Możliwość rozpostarcia skrzydeł i wzbicie się w przestworza. Czy Blu będzie dane jeszcze poczuć wiatr pod piórami? Czy udomowiony ptak ma jeszcze szansę nauczyć się latać?

Jeśli nie mieliście okazji dotąd obejrzeć “Rio”, to nadróbcie to czym prędzej. Gwarantuję Wam miło spędzony czas i uśmiech na Waszej twarzy 🙂

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: Rio
Gatunek: animacja, familijny, komedia, przygodowy
Czas: 96 min
Produkcja: USA
Premiera: świat 22.03.2011, Polska 8.04.2011
Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz: Don Rhymer, Joshua Sternin, Jeffrey Ventimilia, Sam Harper
Muzyka: John Powell
Dystrybucja: Imperial – Cinepix

0Shares
1 views

16 Replies to ““Rio” [recenzja 396, film]”

    1. Tu akurat wiek się nie liczy. Teraz robią bajki z myślą o widzach w każdym wieku i ta z pewnością do nich należy 🙂

  1. Bajka jest niesamowita 😀 My z córą też często do niej wracamy 🙂 Mała uwielbia i praktycznie zna na pamięć większość piosenek z bajki 😀

    1. To tak jak i u mnie 😀 Kupiłam jej na Gwiazdkę pod choinkę i od tego czasu prawie że co dzień ją włącza 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *