„Red Rising: Złoty syn” – Pierce Brown

„Jakże daleko odszedłem od przyszłości, którą wyobrażałem sobie jako chłopiec. I jakże daleko od przyszłości, którą pragnąłem zapewnić swojemu ludowi, kiedy pozwoliłem, aby wyrzeźbili mnie Synowie Aresa. Myślałem, że zmienię całe światy. Któryż z młodych głupców tak nie myśli? Lecz tylko wpadłem w tryby machiny bezkresnego imperium, nieuchronnie miażdżącej wszystko i wszystkich.”

Darrow pokonał przeciwników. Osiągnął szczyt. Zdobył Olimp. Zyskał przychylność samego ArcyGubernatora, który uczynił go swoim Lansjerem. Jednakże nie dane mu było długo cieszyć się należnymi mu przywilejami. Ród Bellona ani nie zapomniał, a tym bardziej nie wybaczył przelanej krwi jednego z ich rodziny.

„Wspinasz się tak wysoko, że upadniesz w błoto.”

I Darrow upada. Boleśnie, tracąc niemal wszystkich i wszystko, co dotąd osiągnął. W słowach Nero au Augustusa kryła się prawda…

„Wszystko, co stało się wcześniej, było tylko szeptem w naszym świecie. Kiedy opuścisz tę górę, wszelkie więzi zostaną zerwane, a przysięgi stracą ważność. Nie jesteś na to gotów. Nikt nie jest.”

Nieoczekiwanie zyskuje sprzymierzeńca w osobie jednego ze swoich największych wrogów. Tylko czy zawiązany pomiędzy nimi sojusz wystarczy, by podnieść się, stawić czoło przeciwnikom i wypełnić obietnicę złożoną Eo?

Tego rzecz jasna nie mogę wam zdradzić. Mogę jednak zapewnić was i to z czystym sumieniem, że warto, naprawdę warto sięgnąć po tę książkę, bo jest jeszcze lepsza od Złotej krwi, która otworzyła trylogię Red Rising autorstwa Pierce’a Browna.

Pierwsza część była zaledwie przystawką do tego, co otrzymujemy w jej kontynuacji. Tam mieliśmy do czynienia z chłopcami, których poddano nie lada próbom, okrutnym i przerażającym, które miały wyłonić najsilniejszych, najprzebieglejszych i najmądrzejszych spośród nich. Tym razem wszystko przenosi się o poziom wyżej, gdzie nie ma już miejsca na sentymenty. Gra toczy się bowiem o wysoką stawkę.

Polityka. Oto słowo klucz. To od niej zależy zwycięstwo. I to na niej w głównej mierze opiera się ta część. Ale jak to w polityce bywa – nie wszystko rozgrywa się uczciwie. Zdrady, spiski, intrygi, przekupstwo, matactwo, manipulacje, knowania. To wszystko tu jest. To i jeszcze więcej, o czym Darrow nie jeden raz niestety się przekona. Przyjaciel wbijający nóż w plecy. Wróg ratujący z opresji, ale nie za darmo – jedynie dla własnych korzyści. Złoci są zepsutą rasą. Czy istnieje więc jakakolwiek szansa na to, by się zmienili? Darrow jest o tym przekonany. Tylko czy to aby nie jest mrzonka naiwnego Helldivera?

„Jesteśmy ludźmi. (…) Każdy z nas może się zmienić. Każdy z nas może być tym, kim zechce.”

Pierwszy tom był mocną powieścią, brutalną, w której nie brakowało krwawych rozgrywek. Ten jest pod tym względem jeszcze gorszy. Co rusz toczą się walki i to zarówno w sferze dyplomacji, jak i bardziej bezpośrednie – twarzą w twarz bądź z użyciem wielkich flot i wysoko rozwiniętych technologii. W tej części dzieje się tak dużo, że czasami wręcz można nie nadążać za przebiegiem wydarzeń. Nie ma chwili wytchnienia. Akcja goni akcję. A szala zwycięstwa przechyla się niczym chorągiewka na wietrze – raz w jedną, raz w drugą stronę.

A w epicentrum tego wszystkiego jest Darrow. Czerwony chłopak, który stał się Złotym, by spełnić marzenie ukochanej kobiety – wyzwolić swój lud z niewoli.

Darrow należy do postaci jakie lubię najbardziej. Ma silną osobowość i nie ustaje w wysiłkach, by osiągnąć wyznaczone sobie cele. Jest bohaterem, który przez swoje uczynki i postawę głęboko zapada w pamięci. Wielowymiarowym i naprawdę wyrazistym, a przy tym z krwi i kości – człowiekiem, który oprócz zalet ma też wiele wad. Nieustannie się rozwija pod wpływem tego, czego doświadcza. Wyciąga wnioski, analizuje i kalkuluje, kiedy trzeba łamie też zasady, stale dostosowując się do otaczającego go świata. Jest żywym dowodem na to, że o naszej pozycji nie decyduje urodzenie, ale to, czego pragniemy i jak postępujemy.

Z niecierpliwością wyglądać więc będę daty premiery ostatniego tomu trylogii Red Rising, by poznać finał opowieści o Helldiverze, który zapragnął zmienić świat – zwłaszcza że zakończenie tej części znów wywróciło wszystko na nice pozostawiając mnie z rozdziawioną buzią i pytaniem: co teraz…?

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Red Rising Trilogy #2: Golden Son
Tłumaczenie: Małgorzata Koczańska
Wydawnictwo: Drageus
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-64030-68-0

drageus

1 Comment

  • Martyna i Paulina Kwiatkowskie 11 grudnia 2015 at 17:09

    Pierwszy tom niesamowicie nas zaciekawił, o czym już pisałyśmy. Chętnie poznamy całą serię. Ciekawe, kiedy ukaże się jej zwieńczenie.

    Reply

Leave a Comment