Recenzja: „Zakon Mimów” – Samantha Shannon

Półtora roku temu odkładając na półkę powieść „Czas Żniw”, literacki debiut Samanthy Shannon, a zarazem pierwszy tom świetnie zapowiadającej się wówczas serii fantastycznej, nie mogłam doczekać się chwili, w której w me ręce trafi kontynuacja, bym mogła czym prędzej poznać dalsze losy głównych bohaterów. Z biegiem czasu stopniowo jednak zapominałam o tej książce… Zatarły się w mej pamięci szczegóły historii, a także co niektóre postaci i związki pomiędzy nimi. Kiedy więc pojawiła się okazja do przeczytania drugiego tomu serii – Zakonu Mimów, zabrałam się za niego pełna obaw, czy w ogóle  dam jeszcze radę powrócić do tej opowieści.

Historia rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym zakończyła się w poprzedniej części – od ucieczki Paige oraz grupy jasnowidzów z koloni Szeol I, w której byli więźniami Refaitów. Niestety nie wszystko przebiega zgodnie z oczekiwaniami, w efekcie czego z życiem uchodzi zaledwie garstka z nich. Teraz zmuszeni są się ukrywać, gdyż władze Sajonu Londyn uznały ich za przestępców najgorszego kalibru i zwiększyły skalę poszukiwań oraz przesłuchiwań mieszkańców na ulicach miasta. Za najbardziej niebezpieczną uznana została Paige, dlatego też, nie widząc innego wyjścia, postanawia ona wrócić do swojego mim-lorda.

Byłam teraz uciekinierem. Poszukiwanym zbiegiem. Bez gangu i żyjąc z groźbą kary Białego Spoiwa, stałabym się pośmiewiskiem każdego chałturnika i żebraka, być może gotowego donieść na mnie do Sajonu. Traktowano by mnie jak powietrze. Jaxon stanowił moje jedyne połączenie z syndykatem, a ten był jedyną organizacją, która mogłaby się sprzeciwić Sajonowi.

Nie zamierza jednak milczeć i zapomnieć o tym, co wydarzyło się w koloni. Pragnie poinformować członków syndykatu o niebezpieczeństwie grożącym im ze strony Refaitów oraz Emmitów, uświadomić im, że władze Sajonu są jedynie marionetkami w rękach refaickiej przywódczyni. Jedyną szansą opowiedzenia o wszystkim syndykatowi jest zwołanie Eterycznego Stowarzyszenia – a tego nie czyniono od dziesięcioleci…

– To nie jest coś, co wydarzy się w ciągu jednej nocy. Nie uwierzą w ani jedno twoje słowo (…). A nawet jeśli uwierzą, to stawisz czoła dziesiątkom lat tradycji i korupcji. Wiekom. Wiesz, co się dzieje, kiedy wsadzisz kij w mrowisko.
– Mrówki zaczynają atakować.

O ile poprzedni tom w głównej mierze nastawiony był na wartką akcję, tak tym razem autorka skupiła się na przedstawieniu czytelnikom kwestii politycznych –  tego, w jaki sposób wyglądają rządy w syndykacie. I trzeba przyznać, że zrobiła to bardzo dokładnie. Główna bohaterka szybko przekonuje się, a my wraz z nią, iż podziemny świat pełen jest zepsucia, intryg, spisków, knowań, podziałów, wzajemnych walk i podkopywania autorytetów. Tu jeden drugiemu patrzy na ręce. Nikomu nie można ufać, bo tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kto dla kogo pracuje i po czyjej stoi stronie. Czy zatem w obliczu grożącego jasnowidzom niebezpieczeństwa ze strony Refaitów i Emmitów, przywódcy poszczególnych sekcji będą w stanie połączyć siły, by stanąć do walki przeciwko wspólnemu wrogowi? I czy w ogóle dadzą wiarę doniesieniom Paige o ich istnieniu?

„Zakon Mimów”, oprócz ciekawie opowiedzianej historii, dostarcza nam też wielu cennych informacji na temat Refaitów oraz samych Międzyświatów, czyli miejsca, z którego pochodzą, znajdującego się pomiędzy życiem a śmiercią. W końcu dowiadujemy się czegoś więcej na temat tego, dlaczego opuścili oni swój świat, a także w jaki sposób rodzina Sargas, z której wywodzi się ich przywódczyni, doszła do władzy. Poznanie ich historii pozwala nam lepiej zrozumieć te istoty, a także motywy, jakimi się kierują.

Główna bohaterka ma niezwykle silną, charyzmatyczną osobowość. Autorce udało się wykreować bardzo wyrazistą postać o niebagatelnych cechach charakteru, co bardzo lubię w powieściach. Nie uznaję historii, w których bohaterowie są nijacy, miałcy, niczym szczególnym się nie wyróżniający. Na całe szczęście Samantha Shannon sprostała moim oczekiwaniom tworząc postać, której losy śledziłam ze sporym zaciekawieniem od samego początku do ostatniej strony. Od wydarzeń, które miały miejsce w pierwszym tomie serii, Paige mocno się zmieniła. Dojrzała, ale nie tylko tylko pod względem psychicznym. Również jej dar się wzmocnił. Jest teraz w stanie dokonywać rzeczy, o których kiedyś nie pomyślałaby, że będą możliwe. Uświadomiła sobie też, iż żyje w podwójnym świecie, w cieniu którego kryją się mistrzowie manipulacji. Na domiar wszystkiego w jej życiu ponownie pojawia się Naczelnik, z którym, oprócz złotego sznura, czyli łącza pomiędzy dwoma duchami, zaczyna łączyć ją coś więcej niż wzajemny szacunek i potrzeba dalszej współpracy w celu odsunięcia od władzy przywódczyni Refaitów. Muszę przyznać, że ten wątek śledziłam z największą uwagą. Dlaczego? Ze względu na Naczelnika, czyli Arcturusa Mesarthima, który od samego początku był dla mnie postacią niezwykle interesującą i intrygującą. To, co zaistniało pomiędzy nim a Paige, zarówno dla ludzi, jak i Refaitów, jest czymś nie do pomyślenia – a wiadomo, że zakazany owoc smakuje najlepiej…

Chociaż „Zakon Mimów” nie wywarł na mnie tak wielkiego wrażenia i nie wzbudził tylu emocji, co poprzedni tom, to mimo wszystko warto było sięgnąć po tę część. Gdyby nieco więcej było w niej akcji, a mniej politycznych wojenek, wówczas śmiało stwierdzić bym mogła, że „Zakon Mimów” był wyśmienitą lekturą. Niestety tempo akcji w tym tomie osłabło na rzecz przedstawienia czytelnikom innych aspektów historii, które choć pod wieloma względami były bardzo ważne, to odebrały mi jednak przyjemność z lektury i sprawiły, że momentami miałam uczucie znużenia.

Ciekawa jestem tylko, jak długo przyjdzie nam czekać na kolejną część – zważywszy na to, że zakończenie powieści pozostawia nas z mnóstwem pytań cisnących się na usta…

Moja ocena: 4/6

Czas Żniw. Tom 2. Zakon Mimów [Samantha Shannon]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: The Mime Order
Tłumaczenie: Regina Kołek
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2015
Sezon: Czas Żniw, tom 2
Oprawa: miękka
Liczba stron: 544
ISBN: 978-83-7924-338-9

Wyzwanie: „Czytam Fantastykę III” ; „Czytam opasłe tomiska”

6 komentarzy

  • JustinaJ Maj 12, 2015 at 18:42

    Pierwsza część też mi się podobała, więc na pewno sięgnę po drugą, gdy tylko pojawi się w bibliotece. Co prawda wolę, gdy akcja jest wartka, ale może nie będzie mi to bardzo przeszkadzać. 🙂

    Reply
  • naszksiążkowir Maj 12, 2015 at 20:06

    wszyscy tak chwalili Czas żniw, a na mnie nie zrobił większego wrażenia. widzę, po Twojej recenzji, że kolejna część też nie zrobi, więc bez żalu spasuję.

    Reply
  • Kinga Maj 12, 2015 at 20:51

    Muszę zabrać się za „Czas żniw” 🙂

    Reply
  • Pani Lecter Maj 12, 2015 at 21:55

    Cały czas się waham. Chyba nic mnie nie przekona.

    Reply
  • Judyta Maj 13, 2015 at 18:22

    Jeszcze nie udało mi się przeczytać Czasu żniw, ale coś czuję, że niebawem po nią sięgnę 🙂

    Reply
  • Shelf-of-Books Maj 15, 2015 at 21:17

    Jestem baardzo ciekawa tej całej serii! 😀 Pozdrawiam, Shelf of Books

    Reply

Leave a Comment