Recenzja: „W milczeniu” – Erica Spindler

Avery Chauvin przed wielu laty wyrwała się z Cypress Springs, swego rodzinnego miasteczka, by spełnić swe marzenia o studiach dziennikarskich. Teraz, zmuszona przez okoliczności, powraca, by stawić czoła przerażającej świadomości, iż jej własny ojciec, powszechnie szanowany człowiek, ceniony i lubiany lekarz, popełnił samobójstwo. Nie potrafiąc się z tym pogodzić, Avery zaczyna szukać odpowiedzi na pytania dotyczące jego śmierci, które nie dają jej spokoju. Dlaczego ktoś, dla kogo życie ludzkie było największą wartością, postanowił się zabić? Czemu nie zostawił listu, jakichś słów pożegnania? Dlaczego wybrał tak bolesną śmierć?

W trakcie poszukiwań znajduje stare wycinki z gazet dotyczące morderstwa sprzed piętnastu lat. Ofiarą była nijaka Sallie Waguespack. Sprawa dawno została wyjaśniona i zamknięta. Dlaczego więc jej ojciec przez te wszystkie lata przechowywał informacje na ten temat?

W międzyczasie w Cypress Springs zjawia się Gwen Lancaster, która szuka mordercy swego brata. Oficjalny raport ze sprawy brzmi: zaginięcie, jednak Gwen jest przekonana, że ktoś zabił Toma. Tylko dlaczego? I kto to mógł zrobić?

Kiedy znalezione zostają zwłoki brutalnie zamordowanej młodej kobiety, przeszłość zderza się z teraźniejszością. Avery zaczyna podejrzewać, że być może jej ojciec wcale nie popełnił samobójstwa. Mógł zostać zamordowany. Idąc za tropem Avery natrafia na ślad Siedmiu. Tylko czy mają oni jakikolwiek związek ze sprawą?

Mając za sobą cztery inne powieści Erici Spindler, po rozpoczęciu lektury „W milczeniu” uderzyło mnie jej podobieństwo do „Wyścigu ze śmiercią”. Zarówno tam, jak i tutaj, główna bohaterka otrzymuje zagadkowy telefon od bliskiej osoby, by następnie rzucić wszystko i przybyć na miejsce w celu wyjaśnienia sprawy. Co prawda w tamtym wypadku chodziło o zaginięcie, a tutaj o samobójstwo, jednakże ta zbieżność od razu zwróciła moją uwagę.

„Czasami Cypress kojarzyło mi się z pajęczyną. Kiedy człowiek w nią wpadał, nie miał już ucieczki.”

Chociaż Avery udało się z niego wyrwać i rozpocząć życie na własny rachunek w wielkim mieście, to niestety nie wszystkim było to dane – albo nie chcieli opuszczać domu, albo też nie mogli sobie na to pozwolić. Kiedy Avery przyjeżdża do Cypress Springs, z niemałą fascynacją (ale i lekkim przerażeniem) zauważa, że mimo upływu wielu lat praktycznie nic się tu nie zmieniło. Nadal jest „tym samym malowniczym, prowincjonalnym, typowym miasteczkiem Południa jak przed dziesiątkami lat, kiedy powstawało.” Dookoła mili ludzie ochoczo służący pomocą, te same sklepy i uliczki, ten sam skwer na środku miasteczka, na którym co roku urządzany jest festyn. Jakby czas się zatrzymał… Im dłużej Avery przebywa w miasteczku, tym bardziej zaczyna zdawać sobie sprawę, że zapomniała już, „(…) jak to jest żyć wśród przyjaciół, ludzi sobie życzliwych, należeć do małej społeczności, być osobą z krwi i kości, a nie anonimowym numerem, kimś, kto się liczy już choćby dlatego, że tę społeczność współtworzy i dba o jej kształt.” Ale z biegiem czasu zaczyna do niej docierać, że Cypress Springs ma swoje tajemnice, wiele skrzętnie skrywanych, mrocznych i przerażających sekretów. Jaką cenę przyjdzie jej zapłacić za próby odkrycia o nim prawdy?

Prędzej wspomniałam o tym, iż główna bohaterka trafia na ślad Siedmiu. Zaczęłam się zastanawiać, skąd ta nazwa. Dlaczego akurat siedmiu, a nie sześciu bądź ośmiu? Idąc za ciosem postanowiłam sprawdzić, czy w literaturze bądź filmie znajdę inne grupy złożone z dokładnie siedmiu członków. Długo nie musiałam szukać. „Siedmiu samurajów” – dramat z 1954 roku w reżyserii Akiry Kurosawy, w którym mieszkańcy japońskiej wioski wynajmują siedmiu roninów do obrony przez atakami. „Siedmiu wspaniałych” – western z 1960 roku w reżyserii Akiry Kurosawy, w którym (podobnie jak wyżej) mieszkańcy biednej meksykańskiej wioski wynajmują zawodowych rewolwerowców, by ci bronili ich przed bandziorami. „Liga Sprawiedliwych” – animacja, w której siedmioro najpotężniejszych superbohaterów broni Ziemi m.in przed atakami kosmitów. Nawet w bajce o królewnie Śnieżce było siedmiu (!!) krasnoludków, którzy udzielają schronienia pasierbicy zazdrosnej królowej pragnącej śmierci dziewczyny. Liczba siedem wg starożytnych filozofów posiada własności opieki i władzy nad światem. Teraz trzeba zadać sobie pytanie: czy Siedmiu Erici Spindler jest ugrupowaniem tego samego typu – krzewiącym dobro, niosącym pomoc, dbającym o ład i sprawiedliwość, czy może wręcz przeciwnie? Odpowiedź znajdziecie na kartach powieści.

Erica Spindler specjalizuje się w pisaniu powieści z gatunku thrillera romantycznego, dlatego też nic dziwnego, że i „W milczeniu” nie zabrakło wątku miłosnego. Na horyzoncie pojawia się dawna sympatia Avery, co do której myślała, że zamknęła już ten etap swojego życia. Do głosu dochodzą też uczucia względem kogoś, kogo do tej pory uważała jedynie za przyjaciela. Z obydwoma mężczyznami łączy ją wspólna przeszłość, tylko z którym z nich zechce budować swą przyszłość? Wybór nie jest łatwy, tym bardziej, że są oni niczym woda i ogień, różni pod wieloma względami, a przy tym niesamowicie pociągający. Ten trójkąt miłosny wprowadza dodatkowe napięcie w całej historii, bowiem już nie tylko chcemy rozwikłać tajemnice miasteczka, ale też dowiedzieć się, z którym z dwojga kandydatów zwiąże się Avery. Czy w ogóle któregoś wybierze w obliczu informacji, które pojawią się w trakcie prowadzonego przez nią prywatnego śledztwa.

„W milczeniu” to świetny przykład na to, jak powinien wyglądać świetnie skrojony thriller. Groza i napięcie towarzyszą nam już od początku powieści, a im dalej brniemy w historię, tym bardziej wzrasta w nas poczucie niepokoju. Autorka tak poprowadziła fabułę, że do samego końca nie sposób przewidzieć, jak to wszystko się zakończy. I to jest świetne, naprawdę świetne! Uwielbiam niespodzianki i bycie zaskakiwaną przez autora. Erice Splinder się to udało, po raz kolejny. Moje piąte spotkanie z jej twórczością tylko potwierdza to, co już od dawna wiem – ta kobieta potrafi pisać i to tak, że nie sposób oderwać się od jej książek. Tajemnice, intrygi, spiski, zdrady, poczucie winy, wybaczenie, przyjaźń, lojalność, miłość i romans, a do tego świetnie wykreowani bohaterowie i mnóstwo akcji – tego wszystkiego doświadczycie biorąc do ręki „W milczeniu”.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: In Silence
Tłumaczenie: Klaryssa Słowiczanka
Wydawnictwo: Mira/Harlequin
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 496
ISBN: 978-83-276-1016-4

14 komentarzy

  • Lustro Rzeczywistości Luty 9, 2015 at 16:27

    Nie miałam okazji poznać tej autorki ale właśnie dziś dostałam jej książkę i bardzo się cieszę, że zbieglo sie to z recenzją u Ciebie.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 9, 2015 at 20:06

      Więc wszystko przed Tobą 😀 Mam nadzieję, że spodoba Ci się styl autorki i że weźmiesz do ręki kolejne jej książki 😀

      Reply
  • Irena Bujak (Bujaczek) Luty 9, 2015 at 21:33

    Nie wiem czemu,ale nie mogę się na niej do końca przekonać. Spindler fajnie tworzy napięcie, ale jej styl pisania do mnie nie przemawia.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 9, 2015 at 23:13

      Czasem i tak bywa. Ja tak mam np z Nesbo. Niby chwalą, niby czytałam jego książkę, ale nie zaskoczyło na tyle, bym chciała więcej.

      Reply
  • nikolsosna Luty 9, 2015 at 22:33

    Nie znam autorki ale Twoja recenzja i ocena zainteresowały mnie. Czy na początek sięgnąć po tę książke czy zacząć od jakiejś wcześniejszej?

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 9, 2015 at 23:12

      Każda z pięciu książek tej autorki, którą miałam okazję czytać, nie zawiodła mnie. Żadna z nich nie wiąże się z pozostałymi. Opowiadają oddzielne historie. Więc w sumie bez różnicy, po którą z nich byś sięgnęła 🙂 Jeśli jednak zainteresowało Cię „W milczeniu”, to może zacznij od niej? 🙂

      Reply
  • Czytadła CI Luty 10, 2015 at 00:20

    Nie czytałam jeszcze żadnej książki tej autorki. Choć mam 2 w swojej biblioteczce – wstyd się przyznać… Ale baardzo zachęciłaś mnie do zapoznania się z jej twórczością, dlatego jeśli zobaczę gdzieś tę pozycję to z pewnością po nią sięgnę (i muszę koniecznie nadrobić te 2 pozostałe!).

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 11, 2015 at 13:06

      Faktycznie, wstyd 😉 Koniecznie nadrób swoje, a potem sięgnij po tę 🙂

      Reply
  • Dominika S. Luty 10, 2015 at 07:35

    Dawno nie czytałam żadnej książki Eriki Spindler, mimo że dość lubię jej twórczość. Będę musiała nadrobić 🙂

    Reply
  • AnnieK Luty 10, 2015 at 09:47

    Po książkę Spindler zawsze z chęcią sięgnę.

    Reply
  • misha Luty 11, 2015 at 12:56

    Rany, naprawdę tak wysoko oceniłaś tę książkę i uważasz, że jest dobrze napisana? Jak dla mnie to gniot jakich mało. A styl autorki pozostawia wiele do życzenia.

    http://postmeridiem1.blogspot.com/2015/02/w-milczeniu-erica-spindler.html – tu link do mojej opinii. Chętnie wymienię się poglądami. 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 11, 2015 at 13:05

      Mnie akurat nie drażniło częste pojawianie się nazwy miasteczka. W sumie w ogóle nie zwróciłam na to uwagi.
      A odnośnie języka, dialogów itp, to jak napisałam u Ciebie – być może to wina tłumacza, a nie autorki?

      Reply

Leave a Comment