Recenzja: “W drodze do domu” – Levi Henriksen

Zacznę dość nietypowo: nigdy nie lubiłam i nadal nie lubię książek będących zbiorami opowiadań. Denerwuje mnie w nich to, że kiedy wciągnę się już w jakąś historię, ta zbyt szybko się kończy i zmuszona jestem rozpoczynać kolejną opowieść. Dlaczego więc zdecydowałam się na lekturę dzieła Leviego Henriksena? Czym różni się ten konkretny zbiór od innych, że zdołał mnie do siebie przekonać? Odpowiedź brzmi: tematem przewodnim zawartych w nim opowiadań, którym jest Boże Narodzenie. I tą magiczną, przepiękną okładką – dookoła zimowy krajobraz, a w jego centrum rozświetlona, cudowna choinka.

W książce znalazło się dwadzieścia pięć historii, których akcja rozgrywa się w okolicach świąt Bożego Narodzenia, bądź też w ich trakcie. Jej bohaterami są zwykli ludzie, tacy jak Ty czy ja, zarówno mężczyźni jak i kobiety, a nawet dzieci. Wywodzą się oni z różnych kręgów społecznych. Niektórzy z nich mają rodziny, inni je stracili, albo są bardzo blisko ich rozpadu. Posiadają różny bagaż doświadczeń życiowych. Teraz zaś znaleźli się w pewnym sensie na zakręcie. Okres zbliżających się Świąt jest dla nich okazją do rozmyślań na temat własnego życia, do zastanowienia się nad tym, co udało im się osiągnąć, o czym marzyli, czego pragnęli, a do czego zdołali dojść.

Wśród nich jest bezdomny, który w młodości miał realną szansę zostać sławą piłkarskiego świata, a zamiast tego wylądował na ulicy. Teraz pragnie już tylko jednego – odwiedzić dawno niewidzianą matkę. Jest zdesperowany ojciec, który mimo tego, iż żona zostawiła go dla innego, pragnie uczynić wszystko, co w jego mocy, by podczas tegorocznych Świąt raz jeszcze przytulić własne dzieci i zobaczyć uśmiech na ich twarzy. Jest kobieta, która myślała, że nareszcie udało jej się znaleźć tego, na którego widok mogłaby powiedzieć: oto mój mężczyzna. Niestety ów człowiek skrywał przed nią bolesną tajemnicę. Jest też chłopiec, który stracił ojca, a teraz bardzo pragnie wypełnić po nim pustkę, która zakradła się nie tylko do ich domu oraz również serc. Pewien mężczyzna przekona się, jak wiele znaczy dla niego rodzina dopiero wówczas, kiedy jego mały synek zniknie mu z oczu.

Mimo iż bohaterów jest wielu, a ich historie różnią się pomiędzy sobą, to łączy je wiele elementów. Oprócz wspólnego mianownika w postaci okresu świąt Bożego Narodzenia, spaja je tragizm i realizm; humor, radość, ale też smutek, ból oraz zwątpienie. Wyziera z nich miłość, nadzieja i potrzeba bliskości drugiego człowieka, ale też nieuchronność śmierci i kruchość ludzkiego życia. Dotykają one najczulszych głębin naszej duszy, wzruszają i zapadają w pamięci. A przy tym wszystkim ukazują prawdziwą magię świąt Bożego Narodzenia i udowadniają, że jest to czas, w którym naprawdę mogą wydarzyć się cuda.

Jeśli więc macie ochotę przeczytać historie, które nie ociekają wszechobecnym lukrem i wymuszoną sztucznością, w zamian za to przedstawiając życie takim, jakie jest naprawdę, to koniecznie sięgnijcie po książkę Leviego Henriksena. Lektura opowieści tego norweskiego pisarza, dziennikarza i muzyka, za które otrzymał nagrodę czytelników renomowanej gazety “Dagbladet”, sprawi, że na wiele aspektów swojego życia spojrzycie z zupełnie innej perspektywy. Kto wie, może docenicie to, co posiadacie i przestaniecie gnać za wiatrakami?

Moja ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: Hjem til jul
Tłumaczenie: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2014
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 470
ISBN: 978-83-7785-574-4

0Shares

14 Replies to “Recenzja: “W drodze do domu” – Levi Henriksen”

  1. Czytałam i także polecam 🙂 Film również widziałam, ale nie wiem, po co w ogóle powstał, skoro został tak mocno okrojony… Wiadomo, wszystkich opowiadań nie zmieścimy w czasie, ale ta garstka, która została wykorzystana stworzyła pewną lukę i strasznie niekorzystnie wpłynęło to na cały film…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *