Recenzja: “Silver” – Asia Greenhorn

“(…) Moc wzmaga Pragnienie, a Pragnienie ugasi tylko krew. Moc niszczy, kochana. Żaden wampir nie jest w stanie jej kontrolować przez dłuższy czas. Moc wypala w nim duszę i zabija rozum.”

Chcąc uratować Rhysa przed niechybną śmiercią, która groziła mu za złamanie zasad Paktu, Winter ofiarowała mu największy z darów – uczyniła go Nieśmiertelnym. Nie wiedziała jednak, jak poważne będzie to miało konsekwencje. Nie mogła przewidzieć, że pod wpływem ofiarowanej mu Mocy jej ukochany się zmieni i że zacznie zagrażać i tak już niestabilnemu rozejmowi zawartemu przed laty przez ludzi i wampiry. Musi go powstrzymać, nim będzie za późno. Żeby to jednak uczynić, musi wpierw nauczyć się kontrolować Moc, która w niej drzemie. Nie będzie to jednak możliwe, jeśli nie zaakceptuje tego, kim jest; tego, że w jej żyłach płynie krew Dwóch Ras – zarówno ludzka jak i wampirza. Jeśli jej się nie uda, będzie tylko jedno wyjście…

“Dopóki on żyje, każdy, kogo kochasz lub chociaż przelotnie znasz, będzie w niebezpieczeństwie. Teraz powiedz, czy go zabijesz?”

Przy okazji omawiania poprzedniej części przygód Winter wspominałam o tym, że od samego początku zachwyciła mnie oprawa graficzna książki. Piękna kolorystyka oraz tłoczenia z miejsca zwróciły moją uwagę. Byłam pod ogromnym wrażeniem wyglądu okładki. Trzeba przyznać wydawnictwu Dreams, że pod tym względem nie zawodzi czytelnika. Za każdym razem, kiedy mam w rękach ich książki, mam wrażenie, że to małe dzieła sztuki. Tak też było i tym razem, bo czyż okładka “Silver” nie jest cudowna? Bije z niej jakaś tajemnica i melancholia, a także pewien magnetyzm, który sprawia, że ręce same rwą się do tego, by sięgnąć po tę książkę i rozpocząć lekturę.

“Święty Dawid był tym samym miejscem od zawsze, wampiry i ludzie zjednoczeni szkolnym herbem, a jednak podzieleni niewidzialnym murem. W tym wszystkim ona, która nosiła w sobie cechy jednych i drugich. Ona, która stąpała po krawędzi tego muru jak po wystrzępionej linie nad przepaścią.”

Winter wyraźnie różni się od bohaterek, które spotkać można w innych powieściach o podobnej tematyce. Nie jest trzpiotowatą dziewuchą wzdychającą na każdym kroku do swego ukochanego. Miłość, która połączyła ją z Rhysem, w żadnym wypadku nie jest szczęśliwa i przesłodzona. Jest wręcz tragiczna, pełna bólu, cierpienia i wyrzeczeń. Winter doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że czyniąc go Nieśmiertelnym, postąpiła niewłaściwie i że teraz musi to wszystko naprawić. Uczucie, jakim darzy chłopaka, nie przysłania jej rozumu, nie zaślepia, nie czyni jej obojętną na krzywdę innych. Nie jest jej jednak łatwo. Toczy wewnętrzną walkę o samą siebie, o to, kim była, a kim, bądź też czym, się teraz staje. Jej determinacja oraz odwaga są godne podziwu, rzadko spotykane u osób w jej wieku. Asia Greenhorn powołała do życia bohaterkę, której nie sposób zapomnieć – wyrazistą, charakterną, z krwi i kości, niewyidealizowaną.

Muszę przyznać, że “Silver” jest tak samo dobra jak poprzedni tom. Wydarzenia rozgrywające się w tej części porwały mnie od samego początku. Bardzo wciągająca lektura, naprawdę. Autorka ma lekkie pióro i pisze poprawnie, dzięki czemu książkę czyta się szybko i przyjemnie. Śledzimy losy znanych nam już bohaterów – Winter, Rhysa, Madison czy Garetha, ale na scenę wkraczają też nowe postacie, jak np te związane z królestwem Kretów. Ten tom dostarcza nam odpowiedzi na pytania, które mogliśmy sobie zadawać przy okazji lektury “Winter”, ale też pojawiają się kolejne zagadki do rozwiązania, tajemnice do odkrycia. Nie brakuje też momentów zaskoczeń.

Podsumowując, “Silver” to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy mają za sobą lekturę poprzedniej części. Coś w sam raz dla tych, którzy szukają czegoś lekkiego i niewymagającego, wciągającego i dostarczającego czystej rozrywki. Idealna dla osób poszukujących opowieści o nieprzesłodzonej miłości w świecie paranormalnym. Gratka dla miłośników wampirów, której daleko do wyidealizowanej i cukierkowatej historii rodem ze “Zmierzchu” Stephenie Meyer. I choć to książka typowo młodzieżowa, z powodzeniem sięgnąć mogą po nią i starci czytelnicy. Zdecydowanie polecam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Silver
Tłumaczenie: Kornelia Krzystek
Wydawnictwo: Dreams
Rok wydania: 2013
Seria: Winter, tom 2
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 440
ISBN: 978-83-63579-14-2

0Shares
1 views

2 Replies to “Recenzja: “Silver” – Asia Greenhorn”

  1. Okładka rzeczywiście świetna a i bohaterka mi się podoba. Świetna recenzja, dzięki, będę miała na uwadze ten cykl, bo dawno nie czytałam nic wampirzego 🙂

  2. Kusisz! Oj kusisz! Znowu! 😛 A tak z innej beczki. Pora w końcu ściągnąć oba tomy z półki, bo już trochę wstyd, że tyle czasu na niej stoją i tylko kurz zbierają 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *