Recenzja: „Sherlock, Lupin i Ja. Trio Czarnej Damy” – Irene Adler

Narratorką w książce jest młodziutka Irene, która latem 1870 roku przybywa wraz z matką do nadmorskiej miejscowości Saint-Malo na wakacje. Pierwszą napotkaną osobą, z którą szybko nawiązuje kontakt, jest nie kto inny jak Sherlock Holmes. To on poznaje ją ze swym przyjacielem, Arsene Lupinem i wkrótce pomiędzy trojgiem młodych ludzi zawiązuje się nić prawdziwej sympatii. Spędzają razem coraz więcej czasu poznając się wzajemnie i uatrakcyjniając sobie czas wolny.

Kiedy spokojnym dotąd miasteczkiem wstrząsa wiadomość o znalezieniu na plaży martwego mężczyzny, a następnie o zaginięciu kosztownej kolii pani Martigny będącej niezwykle cenną rodową pamiątką, Irene, Sherlock i Lupin postanawiają na własną rękę rozwiązać obie zagadki. Czy im się to uda? Kim jest tajemnicza postać w kapturze, którą zauważają na plaży? Czy osobą odpowiedzialną za kradzież biżuterii może być Dachowy Złodziej, o którym krążą w miasteczku legendy?

Muszę przyznać, że dawno już tak dobrze nie bawiłam się podczas lektury książki skierowanej do młodszego czytelnika, jak przy „Trio Czarnej Damy” będącej pierwszym tomem serii pt „Sherlock, Lupin i Ja”, której autorką jest rzekomo Irene Adler. Dlaczegóż rzekomo? Bowiem „Irene Adler” to tak naprawdę fikcyjna postać powołana do życia przez Arthura Conana Doyle’a w jednym z jego opowiadań o przygodach detektywa wszech czasów, Sherlocka Holmesa. Prawdziwym jej pomysłodawcą jest Pierdomenico Baccalario, włoski pisarz, autor serii „Ulysses Moore”.

Dobór głównych bohaterów jak dla mnie jest fenomenalny. Sherlock, Lupin i Adler, doskonale znani czytelnikom z innych dzieł literackich, zostali nagle wciągnięci w jedną, wspólną historię i mało tego – są tu młodymi ludźmi, ledwie nastolatkami, stojącymi u progu swej przyszłej drogi życiowej – najwybitniejszego detektywa na świecie (Sherlock), nieuchwytnego złodzieja-dżentelmena (Lupin) i primabaleriny (Irene). Nie są jeszcze skażeni życiowymi doświadczeniami, zamiast tego cechuje ich ta jedyna w swoim rodzaju dziecięca naiwność, wiara w ideały i nieokiełznana chęć przeżycia jakiejś wielkiej, niezapomnianej przygody, o której mogliby opowiadać po latach.

Tymczasem my, czytelnicy, mamy okazję przeżyć jedną z takich przygód podczas lektury „Tria Czarnej Damy”. Oprócz świetnie skrojonej przygodówki, w której mamy okazję zabawić się w detektywów, stanowi ona dowód na to, jak powinien wyglądać kryminał skierowany do młodego odbiorcy. Niby jest trup i kradzież, a młodzi bohaterowie wciągnięci zostają nagle w sieć niebezpiecznych intryg, jednak wszystko to opowiedziane zostało w tak delikatny sposób, bez drastycznych szczegółów, że książkę tę bez obaw można dać do czytania dzieciom nawet w wieku wczesnoszkolnym. Wydawnictwo zadbało przy tym o odpowiedniej wielkości czcionkę, która z pewnością pomoże im w samodzielnej lekturze. Całość zaś napisana jest tak ciekawie, że wciąga bez reszty już od pierwszych stron. Zdecydowanie polecam.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Sherlock, Lupin e Io. II trio della dama nera
Tłumaczenie: Katarzyna Kolasa-Garibotto
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2013
Seria: Sherlock, Lupin i Ja, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 272
ISBN: 978-83-7895-559-7
Grupa wiekowa: 9-11 lat


7 Replies to “Recenzja: „Sherlock, Lupin i Ja. Trio Czarnej Damy” – Irene Adler”

  1. Chociaż w wieku wczesnoszkolnym zdecydowanie nie jestem, mam olbrzymią ochotę sięgnąć po tę książeczkę ze względu na trio głównych bohaterów, zwłaszcza mojego ulubionego Lupin. : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *