Recenzja: „Sąsiedzi” (Neighbors, 2014)

Lubicie komedie? Bo ja tak, nawet bardzo. Przecież każdemu z nas przyda się czasem chwila wytchnienia, czystej rozrywki, a nic tak nie relaksuje jak dobra komedia, przy której można się pośmiać wraz z przyjaciółmi bądź rodziną.

O „Sąsiadach” swego czasu było dość głośno. Zewsząd atakowały mnie reklamy bądź opinie znajomych. Jakoś się jednak nie składało i nie dane mi było go prędzej obejrzeć. Dopiero niedawno nadarzyła się ku okazja, więc postanowiłam z niej skorzystać.

Film opowiada o Macu (Seth Rogen) i Kelly (Rose Byrne) Radnerach, młodym małżeństwie zmagającym się z trudami rodzicielstwa. Nieprzespane noce, niemożność wyjścia ze znajomymi, brak czasu na seks – to tylko niektóre z ich codziennych problemów. A teraz doszedł kolejny… Do domu obok wprowadza się bractwo studenckie Delta Psi Beta, na którego czele stoi Teddy Sanders (Zac Efron). Mac i Kelly od razu przewidują kłopoty i nie mylą się. Z początku dość niewinne psikusy przeradzają się w prawdziwą wojnę sąsiedzką. Obie strony popuszczają wodze fantazji i zaczyna się ostra jazda! Kto zwycięży?

Muszę przyznać, że „Sąsiedzi” to całkiem przyjemny film, przy którym można się naprawdę pośmiać (wybuchające poduszki powietrzne ukryte w najmniej spodziewanych miejscach bądź „dojenie” żony…). Nie jest to w żadnym wypadku ambitne kino (choć zdobył 12 nominacji do nagród), a jedynie obraz służący czystej rozrywce i jako taki sprawdza się bardzo dobrze. Aktorzy nie zawodzą, zwłaszcza Seth Rogen. Nie wiem, co takiego ma w sobie ten facet, bo przecież nie można o nim powiedzieć, by był Adonisem, ale naprawdę lubię oglądać go na szklanym ekranie. Pamiętam jego role z „40-letniego prawiczka”, „Zack i Miri kręcą porno”, „Sex telefon” bądź „To już jest koniec”. W każdym z tych filmów miło było patrzeć na niego samego i jego grę. Przekonujący jest również Zac Efron, który wcielił się w rolę przywódcy bractwa studenckiego. W jego przypadku przynajmniej jest na czym zawiesić oko.

Ci dwaj panowie naprzeciw siebie to zderzenie dwóch pokoleń, dwóch różnych światów. Patrząc na nich nachodzi człowieka refleksja: czym tak naprawdę jest dorosłość? Czy osiąga się ją z wiekiem? A może dopiero po założeniu rodziny i zdobyciu pracy?

Zatem kochani, jeśli macie wolne półtorej godzinki i ochotę na obejrzenie czegoś lekkiego, to polecam wam „Sąsiadów”.

Moja ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: Neighbors
Gatunek: komedia
Czas: 91 min
Produkcja: USA
Premiera: marzec 2014 (świat), maj 2014 (Polska)
Reżyseria: Nicholas Stoller
Scenariusz: Andrew J. Cohen, Brendan O’Brien
Muzyka: Michael Andrews

8 Replies to “Recenzja: „Sąsiedzi” (Neighbors, 2014)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *