Recenzja: „Powiedz wilkom, że jestem w domu” – Carol Rifka Brunt

Jak podnieść się po stracie bliskiej osoby? Kogoś, kto jako jedyny potrafił nas dostrzec, docenić i w pełni zrozumieć? Kto nadawał sens naszemu życiu, wprowadzając do szarego, nudnego życia barwy tęczy?

„Czy na resztę życia pozostanę już głupia? Kto będzie odkrywał przede mną prawdziwą historię skrytą pod tym, co dostrzega większość ludzi? Jak zostać osobą, która zna się na tego typu rzeczach? Jak zostać kimś, czyj wzrok przenika wszystko na wylot? Jak zostać Finnem?”

Nastoletnia June traci ukochanego wujka, a zarazem ojca chrzestnego, który umiera z powodu AIDS. Jej poukładany dotąd świat rozpada się na drobne kawałeczki, a wszystko dookoła traci nagle swój sens. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, iż wszystko wskazuje na to, że tylko jej będzie go brakowało, że dla nikogo więcej nie był kimś ważnym i wyjątkowym, kogo nie da się zastąpić. Starsza siostra pochłonięta jest przygotowaniami do wystawianej w szkole sztuki oraz zakrapianymi imprezami ze znajomymi. Matka, a zarazem siostra zmarłego Finna, robi wszystko, aby jak najszybciej powrócić do normalności i o wszystkim zapomnieć. Zaś ojciec, zapracowany księgowy, woli usuwać się w cień, popierając tym samym stanowisko żony, by nie zaogniać i tak już napiętej atmosfery w domu.

„Miałam wrażenie, że Nowy Jork znajduje się na wysokości wielu tysięcy kilometrów, jakby bez Finna zabrakło mu czegoś, co przyciskało go do ziemi, i całe miasto wzbiło się w powietrze.”

I wówczas w życiu nastolatki pojawia się Toby, mężczyzna, którego matka nazywa „specjalnym przyjacielem” Finna, i którego zarówno ona, jak i starsza siostra June Greta zdają się szczerze nienawidzić… Pozostaje jeszcze kwestia ostatniego obrazu, który przez ostatnie miesiące swego życia malował Finn – portretu June i Grety, któremu nadał tytuł „Powiedz wilkom, że jestem w domu”. Dlaczego tak bardzo zależało mu na ukończeniu tego dzieła? Czy chciał coś dzięki niemu osiągnąć? I dlaczego obraz dostał tak mglistą, niewiele mówiącą nazwę?

„Nie chciało mi się jej tłumaczyć, jakiego typu jestem osobą. Dziwaczką, która chowa w plecaku wytarmoszony egzemplarz Kieszonkowej antologii tekstów średniowiecznych, dziewczyną, która nosi tylko i wyłącznie spódnice, zazwyczaj w połączeniu ze średniowiecznymi botkami, osobą notorycznie przyłapywaną na gapieniu się na innych. Nie chciało mi się wyjaśniać, że ludzie nie ustawiali się w kolejkę, żeby móc spędzać ze mną czas.”

Główna bohaterka powieści autorstwa amerykańskiej pisarki Carol Rifki Brunt (mającej dotychczas w swym dorobku literackim same krótkie formy), a zarazem jej narratorka, jest nieśmiałą, samotną introwertyczką, izolującą się od ludzi, która próbując zapomnieć o otaczającej ją rzeczywistości ucieka myślami w przeszłość, w odległe czasy średniowiecza. Samotne spacery w pobliskim lesie dają jej ku temu doskonałą okazję. Podczas nich niejednokrotnie słyszy odległe wycie wilków…

„Wtedy rozległo się przeciągłe, smutne wycie. Przez chwilę wydawało mi się, że wydobywa się ze mnie. Zupełnie jakby świat przemienił moje uczucia w dźwięk.” / „Miałam ochotę krzyczeć razem z wilkami. Pozwolić, by gorące wycie przemieniło mój oddech w zjawę w zimowym chłodzie lasu.”

Fascynacja June średniowieczem zrodziła się z tego, iż interesował się nim również Finn. Był jej jedynym prawdziwym przyjacielem, choć niegdyś to samo mogłaby powiedzieć o swojej starszej siostrze Grecie. Jednakże relacje pomiędzy nimi uległy zmianie, kiedy pojawił się Finn. Siostrzaną miłość zastąpiła obojętność, która momentami przeradzała się nawet we wrogość. Finn stał się dla June najważniejszą osobą na świecie, kimś, komu mogła powiedzieć wszystko, powierzyć największy sekret bez obawy, że zostanie wyśmiana czy źle zrozumiana. Dlatego nie dziwi, że kiedy ten umiera, świat nagle traci dla niej wszelki kolor, a dalsze życie sens.

„Nie wydaje mi się, żeby Bóg mógł stworzyć chorobę, która zabija ludzi tak dobrych jak Finn, a jeśli tak właśnie było, to nie ma mowy, żebym miała oddawać mu cześć.”

Kiedy zabrakło Finna, June zaczyna powoli zdawać sobie sprawę z tego, że nie wiedziała o nim wszystkiego, że nie znała go tak dobrze, jak jej się przez cały czas wydawało. Nagle okazuje się, że miał on swoje własne tajemnice oraz świat, do którego jej nie dopuścił. Tylko dlaczego? Czyżby nie była dla niego równie ważna, jak on dla niej? Smutek, zagubienie i odczuwana przez nią pustka po stracie ukochanego wujka przeradza się w zazdrość, a potem w złość, frustrację i niezrozumienie. Pojawia się też poczucie krzywdy związane z tym, że wszyscy dookoła zdawali się wiedzieć więcej, niż ona. Przewracając kolejne stronice powieści jesteśmy świadkami stopniowej, wewnętrznej metamorfozy June; przechodzenia przez nią kolejnych etapów na drodze do zrozumienia i pełnej akceptacji zaistniałej sytuacji oraz otaczającej jej rzeczywistości. Nie jest to jednak łatwa droga. Pełno na niej nierówności, wybojów i bólu. Lecz kto powiedział, że to będzie proste?

„Wiedziałam, jak niebezpieczne mogą być utracone nadzieje, jak potrafią przemieniać ludzi w osoby, którymi nigdy nie spodziewali się zostać.”

Podczas lektury powieści bardzo łatwo można zauważyć, że nie tylko June autorka poświęciła swą uwagę. Gdyby nie postaci drugoplanowe, ta historia nie byłaby taka sama. Najbardziej rzuca się w oczy sylwetka starszej siostry głównej bohaterki – Greta. To piękna, inteligentna i powszechnie lubiana dziewczyna, obdarzona niezwykłym talentem aktorskim, która w pewien sposób stała się mimowolną ofiarą cudzych ambicji. Odebrano jej dzieciństwo tylko po to, by nie przegapiła danej jej przez życie szansy, gdyż drugiej takiej okazji może już nie być. Jednakże próby sprostania oczekiwaniom innych męczą ją i powoli wykańczają. Nikt poza June zdaje się tego niestety nie dostrzegać. Tylko młodsza siostra widzi, że coś złego się dzieje z Gretą, że powoli zmierza ku autodestrukcji, że potrzebuje pomocy… choć jej krzyku nikt nie chce zauważyć.

„Nie mieli pojęcia, jakimi uczuciami darzyłam Finna. Nie rozumieli, że gdy mówią o AIDS, jakby to ono było najistotniejszą częścią tej historii – ważniejszą od Finna, mojej miłości do niego czy tego, jak w dalszym ciągu łamał mi serce w każdej sekundzie każdego dnia – miałam ochotę krzyczeć.”

Temat związany z AIDS został w powieści bardzo mocno zarysowany, zaczynając od przyczyny śmierci wuja Junne, a kończąc na zwykłych codziennych rozmowach pomiędzy członkami jej rodziny, bądź z zupełnie obcymi ludźmi. To, co przeraża w tym wszystkim, to to, że dla innych ważniejszy jest sam fakt, że ktoś w ogóle był chory, niż jakim był człowiekiem. Że stanowi to sensację i powód do dyskusji, a nawet dumy, że zna się kogoś, w kogo rodzinie ktoś umarł z powodu tej choroby. Przy czym nagminnie wyolbrzymiano fałszywe informacje na jej temat oraz siano niepotrzebną panikę. Jednak takie to były czasy… Historia opowiedziana w powieści rozgrywa się bowiem pod koniec lat 80 XX wieku i z tego też względu nie powinno dziwić podejście ówczesnych ludzi, gdyż niewiele było wówczas wiadomo na temat AIDS. Patrząc przez pryzmat czasu widać, jak wiele zmieniło się w tej kwestii – medycyna zrobiła znaczne postępy w tej dziedzinie, a także zmieniło się podejście ludzi do osób zarażonych. A jeśli już jesteśmy przy temacie AIDS, to wiąże się on z drugim, bardzo ważnym tematem, który został poruszony przez autorkę – przemijalnością, kruchością naszego życia oraz nieuchronnością śmierci.

„Nie wiedziałaś? Na tym właśnie polega sekret. Gdy człowiek akceptuje samego siebie i zadaje się tylko z najlepszymi z możliwych osób, śmierć wcale nie jest straszna.”

Podczas lektury nieustannie towarzyszy nam muzyka, a zwłaszcza „Requiem” Mozarta, bliskie sercu zarówno Finna jak i June, powstałe w 1791 roku i będące jednym z największych utworów sakralnych, a zarazem ostatnią i nieukończoną jego kompozycją. Łatwo zauważyć, że nie bez powodu pojawiło się ono w opowiedzianej przez autorkę historii. Dopełnia ją i spaja. Jest odpowiedzią na pytania, które pojawiają się w takcie czytania powieści. Trzeba tylko umieć dostrzec związek tego utworu z losami June oraz jej bliskich…

„Powiedz wilkom, że jestem w domu” to niezwykle wzruszająca, chwytająca za serce i zmuszająca do refleksji historia, która zapadnie w pamięci wielu osób. Carol Rifka Brunt gra na uczuciach czytelnika niczym światowej sławy wiolonczelistka odgrywająca na scenie najlepszy ze swoich utworów. To książka inna niż wszystkie. Nietuzinkowa, jedyna w swoim rodzaju. To opowieść o miłości, próbie wybaczenia i odnajdywaniu własnego miejsca na świecie. To historia, która przywraca wiarę w ludzi i bezinteresowne dobro. To powieść, obok której nie możecie przejść obojętnie. Ją trzeba przeczytać, żeby zrozumieć, co tak naprawdę ważne jest w naszym życiu.

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: Tell the Wolves I’m Home
Tłumaczenie: Marcin Sieduszewski
Wydawnictwo: YA!
Rok wydania: 14.01.2015
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-280-0970-7


16 Replies to “Recenzja: „Powiedz wilkom, że jestem w domu” – Carol Rifka Brunt”

  1. Bardzo jestem zainteresowana tą książką, przykuła moją uwagę już chyba z miesiąc temu jak ujrzałam ją w zapowiedziach. Koniecznie muszę przeczytać!

  2. Ależ ja czekam na tę powieść! ,,Powiedz wilkom, że jestem w domu” zainteresowało mnie jeszcze w czasie zapowiedzi (nawiasem mówiąc, kilkukrotnie przekładano premierę powieści, co u mnie doprowadziło niemalże do czytelniczego kryzysu), zbiera za granicą rewelacyjne opinie, i tematyka jest taka nietuzinkowa… Zdecydowanie muszę przeczytać.

  3. Świetna recenzja! Jestem bardzo ciekawa tej książki, fabuła w końcu wydaje się być oryginalna i inna od młodzieżówek wydawanych przez YA. Z pewnością przeczytam. Tytuł i okładka jest zresztą bardzo intrygująca (szczególnie tytuł jakoś przyciąga). Pozdrawiam, Gaba

  4. Narobiłaś mi ochoty, po obejrzeniu stosika musiałam poznać Twoje zdanie i teraz wiem, że muszę się z nią zapoznać. Mam nadzieję, że stanie się to szybko, lubię takie dotykające do głębi powieści. 😉

    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *