Recenzja: „Malfetto. Mroczne Piętno” – Marie Lu

Przed paroma laty świat dotknęła okrutna zaraza, która zebrała śmiertelne żniwo zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. Niektórym dzieciom co prawda udało się wyzdrowieć, jednakże choroba odcisnęła na nich widoczny ślad w postaci blizn i innych zmian w wyglądzie (kolor oczu, brwi, włosów). Nadano im miano malfetto i wkrótce zaczęto obwiniać za wszelkie pojawiające się kłopoty oraz klęski żywiołowe. Ich rodziny zaczęły borykać się z finansowymi problemami, gdyż nikt nie chciał mieć do czynienia z kimś, kto pod swym dachem miał skażone, przeklęte dziecko. Z czasem wyszło na jaw, że niektóre malfetto wykazują nadprzyrodzone zdolności jak np kontrola nad żywiołami, a nawet wskrzeszanie zmarłych. Stali się oni Mrocznymi Piętnami, na których Inkwizycja wydała wyrok śmierci.

Jedną z nich jest nastoletnia Adelina, która w wyniku splotu pewnych wydarzeń trafia pod skrzydła Bractwa Sztyletu zrzeszającego takich jak ona, osoby obdarzone szczególnymi umiejętnościami. A trzeba przyznać, że dar dziewczyny jest szczególny. Jeśli tylko nauczy się go w pełni kontrolować, może stać się najpotężniejszym Mrocznym Piętnem w szeregach Bractwa. Z jej pomocą mogą ziścić się ich plany związane z usunięciem z tronu obecnego króla i osadzeniem na nich prawowitego władcy. Nie wiedzą jednak, że Adelina ma na głowie poważniejszy problem i to taki, który popchnąć ją może nawet do zdrady…

„Malfetto. Mroczne Piętno” to pierwszy tom trylogii autorstwa bestsellerowej pisarki Marie Lu znanej rzeszom czytelników na całym świecie dzięki jej niezwykle popularnej serii „Legenda”. Pierwotny koncept na tę historię miał być zupełnie inny. Miała to być opowieść o młodym bohaterze, który dzięki opanowaniu niezwykłych umiejętności daje radę pokonać czarny charakter i odnosi ostatecznie zwycięstwo. W trakcie pracy nad książką okazało się jednak, że autorce o wiele bardziej spodobał się pomysł, by historia skupiona była na kimś, kto początkowo miał odgrywać w niej drugoplanową rolę, na antybohaterze, a właściwie antybohaterce – Adelinie Amouteru. I tak też się stało.

Adelina nie jest ani piękna, ani dobra. Jej serce przepełnia mrok i nienawiść, a wszystko za sprawą ojca, który odkąd dziewczyna stała się malfetto, był dla niej niezwykle okrutny, wręcz bezlitosny. Obwiniał ją za wszelkie swe niepowodzenia i na każdym kroku dawał jej do zrozumienia, że jest pomyłką, potworem, który nie jest godzien niczyjej miłości. Zadawany jej przez lata ból, nie tylko ten fizyczny, ale przede wszystkim psychiczny, sprawił, że zarówno umysł jak i serce dziewczyny opanowała ciemność. Potrzeba akceptacji i bliskości drugiego człowieka nieustannie walczy w niej z nieumiejętnością zaufania komukolwiek, z pragnieniem czynienia innym krzywdy. Przepełnia ją gorycz i prześladują słowa ojca, które nie tylko dotkliwie ją ranią i stale przypominają o tym, kim jest, ale też mają wpływ na podejmowane przez nią decyzje.

W powieści widoczne jest wyraźne nawiązanie do średniowiecznych czarownic. Malfetto są prześladowani, tropieni niczym zwierzęta przez Inkwizycję, oskarżani o cuda nie widy, by ostatecznie spłonąć na stosie ku uciesze gawiedzi i pozornemu zapewnieniu społeczeństwu przychylności ze strony bogów. Jeśli przyjrzymy się natomiast sposobowi walki jednego z członków Bractwa Sztyletu, da się bez problemu zauważyć fascynację autorki grą Assassin’s Creed, której to się namiętnie oddaje.

Poważnym problemem książki, jaki dostrzegłam podczas lektury, jest nagromadzenie w niej błędów wynikających z niedokładnej korekty i redakcji tekstu. Ludzie odpowiedzialni za jego poprawność chyba spali, albo myśleli o niebieskich migdałach, zamiast pracować… Początkowo starałam się nie zwracać na nie uwagi, jednakże im dalej, tym trudniej było mi przejść obok nich obojętnie. Jest to ewidentna wina wydawcy, który oddał w ręce czytelników książkę naszpikowaną karygodnymi wpadkami niczym poduszeczkę pełną wbitych w nią szpilek.

Jeśli jednak zapomnieć na chwilę o powyższym, to przyznać muszę, że naprawdę wciągnęła mnie historia o Adelinie i innych Mrocznych Piętnach. Napisana jest lekko, za co należy się ukłon w stronę autorki. Pamiętać jednak należy i o tym, że spory w tym udział ma też na pewno tłumacz w osobie Marcina Mortki.

„Malfetto. Mroczne Piętno” to opowieść o przeznaczeniu, więzach rodzinnych, wpływie doświadczeń życiowych na późniejsze zachowanie jednostki, walce o władzę, zmaganiu się z wewnętrznymi demonami, ścieraniu się własnych ambicji z dobrem ogółu, a także o… miłości. Tu akcja goni akcję i nie ma miejsca na nudę. Z przyjemnością sięgnę po kontynuację.

Moja ocena: 4/6

Malfetto. Mroczne piętno [Marie Lu] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: The Young Elites
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2015
Trylogia: Malfetto, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-7983-137-1


8 komentarzy

  • Kinga Czerwiec 6, 2015 at 12:33

    Nie słyszałam o niej,ale z chęcią przeczytam 😉

    Reply
  • Pani Lecter Czerwiec 6, 2015 at 21:11

    Kolejna świetna okładka dla książki pełnej błędów. Ostatnio czytałam ”Dziecko ciemności” i miałam ochotę napisać prywatną wiadomość do wydawnictwa. -.- Mnie bardzo podoba się temat, chętnie przeczytałabym 🙂

    http://skazani-na-ksiazki.blogspot.com/

    Reply
  • Irena Bujak (Bujaczek) Czerwiec 6, 2015 at 23:38

    Brrr, nie cierpię jak w książkach korekta jest byle jaka. Sama nie jestem orłem, robię błędy, ale kiedy nawet ja potrafię je wskazać to coś jest nie tak.
    Niemniej ciekawi mnie ta książka więc kiedyś pewnie sięgnę.

    Reply
  • Elfik Book Czerwiec 7, 2015 at 17:36

    Powieść robi dobre wrażenie. Wydaje mi się po Twoje recenzji, że jest dość schematyczna, ale też pod wieloma względa jest oryginalna. Z chęcią przeczytam ją 😉

    Reply
  • Blair Czerwiec 8, 2015 at 23:20

    Jakoś ominęła mnie premiera tej książki – do ostatniego mięsiaca, kiedy wycziałam ją na lubymycztać nawet nie wiedziałam, że istnieje, co w moim przypadku jest dość dziwne, bo lubię Lu za „Legendę” i chętnie przeczytam coś innego przez nią napisanego. 🙂

    Zapowiada się dość fajnie. Mam nadzieję, że autorka poradziła sobie z wykreowaniem świata i cóż, bohaterowie też nieźle są przez ciebie przedstawieni. Bardzo interesuje mnie główna bohaterka, jako czarny charakter. 😀

    Zdziwiłaś mnie trochę tą korektą i redakcją – Zielona Sowa to bardzo dobre wydawnictwo. Zwykle ich książki pod tym względem są wydawane świetnie…

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Czerwiec 8, 2015 at 23:37

      No tym razem niestety wpadek sporo. Dostałam odpowiedź od Wydawcy, że to się już nie powtórzy, że wówczas były problemy, które zostały zażegnane. Mam nadzieję, że tak jest w istocie, bo naprawdę tego typu błędy doprowadzają mnie do szewskiej pasji podczas czytania 😉

      Reply
  • Elise Sierpień 15, 2015 at 18:11

    Jestem świeżo po lekturze „Malfetto” i jestem pod ogromnym wrażeniem. Zakończenie powaliło mnie na łopatki. Czy możesz powiedzieć coś więcej na temat błędów redakcyjnych? Ponieważ osobiście żadnych nie dostrzegłam.

    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Sierpień 16, 2015 at 14:31

      „Gdy otwieram przymrużone oczy, widzę mój parujący oddech (…)” – str. 263 -> jak wiesz główna bohaterka ma jedno oko, wiec nie mogła otworzyć obu

      „Czuję podobne zawroty głowy jak wtedy, gdy opierałam się o zamknięte drzwi i do zachrypnięcia wołałEM siostrę (…)” – str. 279 -> raz forma żeńska, raz męska wypowiedzi

      „Patrzę na ciało (…), wygięte w parko syzmach bólu, i znów widzę mego ojca” -> 299 -> co to są „parko syzmy” 😉

      Tego typu wpadki. Jest tego mnóstwo. Wydawca o tym wie, tłumaczył mi się w e-mailu.

      Reply

Leave a Comment