Recenzja: „Klątwa Jessabelle” (Jessabelle, 2014)

Do obejrzenia „Klątwy Jessabelle” przekonało mnie przede wszystkim stwierdzenie, iż jest to najbardziej intrygujący horror 2014 roku. Poza tym lubię filmy, w których głównym tematem są skrywane od lat rodzinne tajemnice.

„Klątwa Jessabelle” rozpoczyna się mocnym wejściem. Główna bohaterka, Jessie (Sarah Snook) zamierza właśnie wprowadzić się do swojego chłopaka. Niestety w drodze do niego wydarza się wypadek, w którym on ginie na miejscu, a ona w ciężkim stanie trafia do szpitala. Rokowania na szczęście są dobre – dziewczyna za kilka m-cy znów będzie chodzić, potrzebuje jedynie rehabilitacji i spokoju, by szybko powrócić do zdrowia. Nie mając innego wyjścia przenosi się do domu ojca, którego nie widziała od lat, gdyż ten, krótko po jej narodzinach, oddał ją na wychowanie ciotce.

Nowe lokum nie sprawia przyjemnego wrażenia – dom położony jest w głuszy, w pobliżu są bagna, a ona zmuszona jest zamieszkać w pokoju swej zmarłej matki, który przez wszystkie te lata, które upłynęły od jej śmierci, zamknięty był na głucho.

Dziewczyna odnajduje tam kasety wideo, na których jej matka rozkładając karty Tarota stara się przewidzieć przyszłość swego nienarodzonego dziecka. A ta niestety nie jest zbyt… przyjemna. Ojciec dziewczyny na widok kaset wpada w niezrozumiały dla niej szał. Wkrótce okazuje się, że w domu poza Jessie i jej tatą jest jeszcze ktoś, jakaś obecność, która wyraźnie czegoś chce od dziewczyny…

Co stanowi na plus dla tego filmu? Z całą pewnością jego klimat. Wyraźnie odczuwalny jest niepokój oraz stopniowo narastające napięcie – jak np podczas sceny w wannie czy odkrywania nagrobka. Pozytywnym urozmaiceniem okazało się też wprowadzenie do fabuły elementów voodoo, które mnie osobiście od zawsze interesowało i intrygowało.

Nie obyło się jednak bez minusów. Największym jest chyba sama odtwórczyni głównej roli – Sarah Snook. Jest mało przekonująca. O ile robienie maślanych oczu oraz powłóczyste spojrzenia w kierunku jej przyjaciela z dawnych lat wychodziły jej zaskakująco dobrze, tak okazywanie strachu i przerażenia już nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Denerwowało mnie też eksponowanie jej kobiecych walorów (czyt. biustu) oraz zadziwiający fakt, że co by się nie działo (zarwana noc, czyjaś śmierć), nasza bohaterka wygląda ciągle świeżo i kwitnąco. Doprawdy było to mało przekonujące, a wręcz nielogiczne. Nie do końca też spodobało mi się zakończenie filmu – szczerze mówiąc liczyłam na coś zupełnie innego, a otrzymałam coś przewidywalnego i mało zaskakującego.

Podsumowując. „Klątwa Jessabelle” okazała się być dość przeciętnym filmem. Nigdy w życiu nie uznałabym go za „najbardziej intrygujący horror 2014 roku”, bo takiż w żadnym wypadku nie był. Obejrzeć co prawda można, ale szału nie ma.

Moja ocena: 3/6

Tytuł oryginalny: Jessabelle
Gatunek: horror
Czas: 90 min
Produkcja: USA
Polska premiera: 28.11.2014
Reżyseria: Kevin Greutert
Scenariusz: Robert Ben Garant
Muzyka: Anton Sanko

11 Replies to “Recenzja: „Klątwa Jessabelle” (Jessabelle, 2014)”

  1. Zwiastun jest ciekawy, intrygujący. Coś jest w tym filmie, że rzeczywiście przyciąga. Szkoda, że główna postać jest mało przekonująca. Ale dam jej szansę i obejrzę ten film. Może mi bardziej przypadnie do gustu 😉

  2. Zgadzam się całkowicie! Takich filmów, o podobnej tematyce lub sposobie ich realizacji, jest masa! Ten film nie był najlepszym/najbardziej intrygującym horrorem 2014. Wręcz przeciwnie – schematyczny i po prostu nudny. Wyszedł naprawdę przeciętnie, ale były znacznie gorsze produkcje, które trafiły na ekran kina…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *