Recenzja: „Futu.re” – Dmitry Glukhovsky

„Wyzwolenie! Nieśmiertelność dała nam wolność. Po milionie lat niewoli! Pięćdziesiąt tysięcy pokoleń niewolników musiało urodzić się i umrzeć! My pierwsi żyjemy w epoce prawdziwej wolności. Nikt już nie musi się bać, że nie ukończy dzieła swojego życia. Możemy tworzyć! Możemy dokonywać czynów, których nikt dotychczas nie dokonał! Możemy doświadczać wszystkich uczuć dostępnych człowiekowi i odkrywać nowe! Możemy zmienić oblicze Ziemi i zasiedlać kosmos. Gdyby tylko Beethoven mógł doczekać powstania syntetycznej orkiestry! Gdyby tylko Kopernik mógł dożyć lotów międzygwiezdnych… My możemy. Dokonamy odkryć, które za tysiąc lat zmienią wszechświat, i sami za tysiąc lat zobaczymy, jaki on będzie dzięki tym odkryciom!”.

XXV wiek. Świat się zmienił. Ludzkość w końcu osiągnęła to, o czym marzyła od dawna – nieśmiertelność. Dzięki odkryciom naukowym człowiek zadrwił ze śmierci, stanął naprzeciw niej i zaśmiał się jej prosto w oczy, a następnie wygnał ją do ciemnego kąta; tę nikomu niepotrzebną staruchę z kosą. Splunął też Bogu w twarz – bo na cóż mu on potrzebny? A zwłaszcza jego syn, Jezus – „Komiwojażer z katalogiem pustych nadziei. Naczelnik umarłych.” Obiecali oni ludziom wieczne życie w Królestwie Niebieskim, ale dotąd nikt nie powrócił z tamtej strony, aby potwierdzić, że faktycznie spełniają swą obietnicę. Teraz człowiek osiągnął nieśmiertelność, sam, bez boskiej pomocy, więc po cóż miałby dalej wierzyć w coś, co nie ma gwarancji? Spełniło się jeszcze jedno odwieczne marzenie ludzkości – Europa naprawdę się zjednoczyła. Przez całą można przemknąć tunelami i rękawami powietrznymi, w jednej chwili być w Marsylii, a za moment w Mediolanie, Krakowie czy Hamburgu.

„(…) w świecie złożonym z milionów klastrów, z milionów zamkniętych komórek, nie ma nic cenniejszego, niż otwarta przestrzeń.”

Ale osiągnięcie nieśmiertelności nie obyło się niestety bez przykrych konsekwencji – przeludnienie, brak wolnej przestrzeni, załamanie się gospodarki żywnościowej i przemysłu. Aby nie doprowadzić do upadku Europy, rząd postanowił wprowadzić ustawę o wyborze pozwalającą regulować przyrost naturalny. W praktyce oznacza to, że każdy człowiek zmuszony jest podjąć decyzję, czyje życie jest ważniejsze – jego własne, czy też dziecka. Chcąc zachować wieczną młodość, pozostać nieśmiertelnym, należy usunąć ciążę. W przeciwnym wypadku osobie dorosłej, ojcu bądź matce (zależnie od podjętej przez nich decyzji), wstrzykiwany jest akcelerator przyspieszający proces starzenia się. Ma się wówczas maksymalnie 10 lat, które można spędzić z bliskimi, po czym następuje śmierć.

„A jeśli będzie nas chociaż o jedną trzecią więcej… Deficyt, głód, wojny domowe… Ale ludzie nie chcą niczego rozumieć, mają gdzieś gospodarkę i ekologię, nie chce im się i boją się myśleć. Pragną bez końca żreć i bez końca się ruchać. Można ich tylko zastraszyć. Nocne szturmy, Nieśmiertelni, maski, przymusowe aborcje, iniekcje, starość, wstyd, śmierć…”

Niektórzy jednak łamią prawo, nie zgłaszają ciąży. W takim przypadku dzieci odbierane są rodzicom, a następnie trafiają do specjalnych internatów, które szkolą je na przyszłych Nieśmiertelnych. To właśnie oni czuwają nad przestrzeganiem ustawy o wyborze. Jednym z nich jest Jan, a właściwie 717 – główny bohater powieści.

„Jestem w Falandze, a Falanga we mnie. Jeśli rozkazali mi zatkać własnym ciałem otwór strzelniczy, to tak właśnie będzie. Nieśmiertelni to nie zawód, lecz zakon. Nie praca, lecz służba. Poza jej granicami nie ma nic. Moje życie bez służby jest puste. A dezertera czeka trybunał.”

„To naturalny porządek rzeczy: zwykli ludzie są stworzeni do tego, by się rozkoszować. Światem, jedzeniem, sobą nawzajem. Do czego jeszcze? Żeby być szczęśliwymi. A tacy jak ja są stworzeni, żeby ich szczęście chronić.”

„- Nikogo nie zabijam (…)
– Oni sami dokonują wyboru. Ja zawsze
postępuję zgodnie z przepisami”

Jana poznajemy z chwilą, w której otrzymuje intratne zlecenie od senatora Ericha Schreyera. W zamian za zlikwidowanie Rocamory, jednego z czołowych przywódców Partii Życia zmierzającej do obalenia ustawy o wyborze, oraz jego ciężarnej partnerki ma szansę awansować. Skuszony tą wizją, wraz ze swym oddziałem Nieśmiertelnych, wyrusza wypełnić zadanie. Jednak nic nie idzie tak, jak to sobie zaplanował…

Mając w pamięci historię opowiedzianą przez autora w jego bestsellerowej powieści „Metro 2033” śmiem twierdzić, że wizja przyszłości nakreślona przez niego w najnowszym jego dziele pt „Futu.re” jest jeszcze bardziej przerażająca i o wiele mroczniejsza niż tamta rozgrywająca się w tunelach moskiewskiego metra po nuklearnej wojnie, która zmiotła z powierzchni ziemi prawie całą ludzkość. Co prawda w obu przypadkach odpowiedzialność za taki a nie inny stan rzeczy ponosi nie kto inny jak człowiek, jednakże o ile w „Metrze 2033” zachowany został naturalny porządek świata i prawa ewolucji, tak w „Futu.re” wszystko stanęło na głowie odkąd ludzie zatrzymali proces starzenia i osiągnęli nieśmiertelność. I nie tyle przeraża fakt, że wszystko dookoła stało się sztuczne (jedzenie, materiały budowlane, trawa, niebo, horyzont…), ale że ludzie utracili człowieczeństwo, wyzbyli się moralności (starcy zamykani w rezerwatach, aby nie gorszyli swym widokiem społeczeństwa; by zdychali na uboczu) oraz zapomnieli o wartościach, które niegdyś były dla nich najważniejsze. Obecnie liczy się tylko piękne ciało, wieczna młodość, możliwość spełniania swoich zachcianek z kim się chce, gdzie się chce i jak się chce. Rodzina? Na co ona komu? Po co dzieci? Przecież przez nie ktoś inny musi dokonać wyboru, zestarzeć się i umrzeć.

„W nowym świecie ludzie nie wstydzą się swojej natury, są gotowi się eksponować, intymność stała się publiczna. Nie mają czego kryć ani przed kim. Po wprowadzeniu ustawy o wyborze rodzina straciła sens. Jest jak ząb, w którym dentysta uśmiercił nerw: po pewnym czasie sama zmurszała i się rozpadła.”

Ludzkość wyzbyła się wyższych uczuć oraz naturalnych instynktów, a jeśli ktoś czuje się źle, albo ma potrzebę wprowadzenia się w określony stan, to przecież zawsze może sięgnąć po specjalnie stworzone w tym celu pigułki…

„Pigułki to współczesny trend. Do wyboru, do koloru. Pigułki szczęścia, błogości, sensu… Nasza Ziemia trzyma się na trzech słoniach, te na skorupie ogromnego żółwia, żółw na grzbiecie niewyobrażalnych rozmiarów wieloryba, a wszystko to – na pigułkach.”

Nawet nasz główny bohater z nich korzysta, choć jedynie z tych pozwalających mu zasnąć. W ciągu dnia jakoś sobie radzi – jest jednym z Nieśmiertelnych, członkiem brygady szturmowej, służy społeczeństwu. Zapomina… Jednak nocą powracają do niego wspomnienia z dzieciństwa związane z jego pobytem w internacie, który nie tylko zapisał się w jego pamięci jako najgorszy z koszmarów, ale który przede wszystkim ukształtował go na tego, kim jest obecnie.

„Są wspomnienia, które nigdy nie blakną, nieważne, ile czasu upłynęło. Takie wydarzenia kryją się w przeszłości każdego i jedno słowo wystarczy, by pojawiły się w umyśle tak jasno i wyraźnie, jakby rozegrały się wczoraj.”

Wraz z nim przemykamy ciemnymi korytarzami jego pamięci, przeżywamy traumatyczne wydarzenia, w których zmuszony był brać udział, patrzymy na świat jego oczyma – oczami dorastającego w piekle dziecka i wraz z nim zadajemy pytanie: w imię czego dziecko musiało przez to wszystko przechodzić… Co to za świat, w którym coś takiego jest na porządku dziennym?

„Dlaczego ja? Dlaczego muszę płacić? Co ja zrobiłem? Dlaczego mnie zabierają? Dlaczego zamykają mnie w internacie? To niesprawiedliwe! Niech ona płaci za siebie sama! Niech mój pieprzony ojciec przyjdzie i zapłaci! Dlaczego ja!? Dlaczego oni się kurwią, a kara spotyka mnie!?.”

„Dlatego zawsze trzeba być posłusznym. Marzyć tylko o tym, by służyć społeczeństwu. I pamiętać: usprawiedliwianie rodziców to przestępstwo. Miłość do rodziców to przestępstwo. Wspominanie ich to przestępstwo. Przestrzegaj tych nakazów i kiedyś, jeśli zdołasz przejść próby i zdać wszystkie egzaminy, internat cię wypuści.”

Tyle tylko że już będziesz zupełnie innym człowiekiem. Ukształtowanym przez system. Jednym z wielu. Mrówką w mrowisku, trutniem w ulu pracującym bez wytchnienia dla tych, którzy siedzą na samej górze i ze swego Olimpu kierują obecnym porządkiem świata. Ale nawet oni są hipokrytami, bowiem twierdzą, że robią to wszystko po to, by uchować ludzkość przed zagładą, by nie doprowadzić państwa do upadku. Tymczasem prawda jest zupełnie inna.

„Wszystko zaczyna się jako kwestia zasad i problem przyszłości planety, a kończy się na budżetach i tekach ministerialnych.”

Nawet w świecie przyszłości, gdzie nieśmiertelność wliczona jest w pakiet socjalny, ludzie nadal walczą między sobą o stanowiska. Kryją się za parawanem zasad, walki o lepszy byt i przyszłość dla społeczeństwa, a na boku ścierają się pomiędzy sobą starając się uszczknąć dla siebie jeszcze więcej. Główny bohater zostaje wciągnięty w wir politycznych rozgrywek i na własnej skórze, boleśnie, przekonuje się, jak naprawdę funkcjonuje świat, w którym przyszło mu żyć.

Krok po kroku jesteśmy świadkami jego wewnętrznej przemiany, stopniowego otwierania się na prawdę i zrozumienia nie tylko tego, co w życiu najważniejsze, ale też samego siebie.

„To, co żywe, umiera. Nie jesteśmy bogami. I nie możemy się nimi stać. Oparliśmy się głową o sufit. Nie możemy niczego zmienić, bo sami nie możemy zmienić siebie. Ewolucja się zatrzymała – na nas. Śmierć zapewniała nam odnowę. Reset. A my jej zakazaliśmy.”

Mimo tego iż początkowo trudno było mi wgryźć się w lekturę, choć nadszedł nawet moment, że byłam nią tak zmęczona, że skłonna byłam odłożyć ją na bok (nie pomagały nawet fantastyczne ilustracje Sergey’a Kritskiy’ego zamieszczone na stronicach, ani słuchana podczas lektury specjalnie stworzona w tym celu przez Nikolay’a Krivina muzyka), to ostatecznie nie poddałam się i czytałam dalej. Teraz wiem, że gdybym zaniechała dalszej lektury, naprawdę bym tego żałowała. Kiedy bowiem udało mi się przebrnąć przez początkowe rozdziały, pokonać niemoc czytelniczą i niechęć względem kolejnych, nagle okazało się, że „Futu.re” to powieść naprawdę wyjątkowa, wręcz oszałamiająca i niezapomniana! W zupełności zgadzam się ze słowami zamieszczonymi na okładce powieści, iż jest to „nie tylko pełnokrwista science fiction z trzymającą w napięciu fabułą, zaskakującymi zwrotami akcji (…) To kipiąca od uczuć literatura”. Z bardzo dobrze wykreowanymi bohaterami i absolutnie doskonale nakreśloną wizją przyszłości. Opowiedziana w powieści historia zmusza czytelnika do rozważań na temat samego siebie oraz kierunku w jakim zmierza przyszłość naszego świata. I powiem wam, że jeśli obierze ona drogę podobną do tej, jaką nakreślił w swym dziele Glukhovsky, to ja, moi drodzy, już w tym momencie się z niej wypisuję. Dla mnie to, co opisał autor na kartach powieści, to nie obiecany raj, żadna tam utopia, to istne piekło na ziemi. Najgorszy z koszmarów. Jeśli ceną za nieśmiertelność, wyzbycie się chorób i bólu ma być odczłowieczenie, to ja serdecznie za nią podziękuję. Wolę obecny stan rzeczy – rodzimy się, dorastamy, zakładamy rodziny, a potem, kiedy przychodzi nasz czas, umieramy. Zataczamy koło. Tak było, tak jest i tak być powinno.

„Nie powinniśmy żyć wiecznie! Nie takimi nas stworzono! Jesteśmy zbyt głupi na wieczność. Zbyt egoistyczni. Zbyt zadufani w sobie. Nie jesteśmy gotowi na życie bez końca.”

Moja ocena: 6/6

FUTU.RE (PRZEDSPRZEDAŻ) [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Будущее
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilustracje: Sergey Kritskiy
Liczba stron: 640
ISBN: 978-83-63944-48-3

Na tej stronie możecie posłuchać wspomnianych wcześniej utworów Nikolay’a Krivina.

Wyzwanie: „Czytam Fantastykę III”, „Czytam opasłe tomiska”

1Shares