Recenzja: „Dotyk Crossa” – Sylvia Day

Po przeczytaniu „Zaplątanych” Emmy Chase, których to wam z całego serca jeszcze raz polecam, sięgnęłam po książkę, która przez bardzo długi czas zajmowała pierwsze miejsca na światowych listach bestsellerów i o której mówi się, że jest tym, czym miało być „Pięćdziesiąt twarzy Greya” E.L. James – lepiej napisanym i nasyconym erotyzmem romansem z pełnokrwistymi bohaterami. Mowa o „Dotyku Crossa”, pierwszej części czterotomowego cyklu „Rozpalona” autorstwa amerykańskiej pisarki japońskiego pochodzenia Sylvii Day mającej w swym dorobku literackim kilkanaście powieści tłumaczonych na blisko czterdzieści języków, których sprzedaż liczona jest w milionowych nakładach.

Historia rozpoczyna się w bardzo podobny sposób do tej, którą znamy z dzieła E.L. James. Młoda, piękna i wykształcona Eva Tramell rozpoczyna nową pracę w agencji reklamowej mieszczącej się w wieżowcu Crossfire należącym do Gideona Crossa, oszałamiająco przystojnego potentata finansowego. Pierwsze ich spotkanie zapiera dziewczynie dech w piersi…

„Intensywny magnetyzm, którym emanował, stawał się coraz bardziej odczuwalny. Miałam wrażenie, że ta wibrująca, niesłabnąca energia, która go otaczała, była niemal namacalna.”

… a i on, choć tego w tym momencie nie okazuje, nie pozostaje na nie obojętny. Ich drogi ponownie szybko się krzyżują dając początek wzajemnej fascynacji, wybuchającemu pożądaniu oraz namiętności, a z czasem też kiełkującemu uczuciu. Jednakże oboje mają swoje mroczne tajemnice, które skrzętnie skrywają przed sobą. Demony przeszłości zatruwają im dusze i mają wpływ na wzajemne relacje. Czy dwoje mocno doświadczonych przez życie ludzi jest w stanie stworzyć zdrowy, szczęśliwy związek?

Zarys fabuły wskazuje na to, że oto przed nami historia miłości dwojga potrzaskanych przez los młodych ludzi, których ścieżki na pewnym etapie ich życia nagle przecięły się, by dalej podążyć wspólnym torem. I choć po części faktycznie tak się staje, wszak otrzymujemy bohaterów mocno doświadczonych w przeszłości, którzy nadal, po upływie wielu lat od bolesnych wydarzeń, nie do końca potrafią się pozbierać, to delikatność i piękno uczucia, jakim jest przecież miłość, zostają w tej powieści sprowadzone do zaspokajania przez tych dwoje swoich zwierzęcych instynktów, wyładowania napięcia seksualnego i ujścia ich wzajemnych popędów. Pojawiają się elementy BDSM, potrzeby kontroli nad partnerem (kolejne podobieństwo do „Pięćdziesięciu twarzy Grey’a”). Zamiast erotyku otrzymujemy jednak książkę pornograficzną. I to w najczystszym wydaniu. Z masą szczegółów odnośnie tego, kto, komu, gdzie i w jaki sposób robi. I nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby nie język, jakim operują główni bohaterowie. Zarówno w trakcie zbliżeń, jak i poza nimi, potrafią być bardzo wulgarni.

„Chcę rozkraczyć cię i lizać tak długo, aż będziesz błagała o mojego fiuta.” / „Od dłuższego czasu marzę o tobie na górze, walącym mnie tak, że dusza ze mnie uchodzi.” / „Jeb, jeb. jeb”

Tego typu słownictwo oraz ogóle zachowanie Gideona i Evy w stosunku do siebie sprawiły, że nie byłam w stanie poczuć jakiejkolwiek sympatii do tych dwojga, jak też nie czerpałam najmniejszej przyjemności z lektury. Wręcz z utęsknieniem wyglądałam końca, co chwilę sprawdzając, ileż jeszcze stron pozostało mi do jej zakończenia.

A przecież pomysł na fabułę był naprawdę dobry, w żadnym wypadku nie odkrywczy (co to to nie), ale z pewnością mający potencjał. Zwłaszcza, że w powieści pojawiła się jeszcze jedna interesująca postać, której los również nie oszczędzał – współlokator Evy, Cary Taylor. Umieszczenie w jednej historii trzech skrajnie różnych postaci, z których każda swoje w życiu przeszła, oddziałujących na siebie w sposób bezpośredni, mogło zaowocować naprawdę świetną opowieścią, która poruszyłaby czytelnicze serca, jak też na długo zapadła w pamięci. I byłoby to możliwe, gdyby tylko autorka napisała ją w inny sposób, nie tak wulgarny, ordynarny…

„Dotyk Crossa” miał być historią o tym, jak to traumatyczne przeżycia z przeszłości wpływają na późniejsze życie człowieka, jego relacje z innymi ludźmi. To miał być erotyk pełen pasji i namiętności łączącej dwoje ludzi, których pewnego dnia los postanowił postawić na swojej drodze. Zamiast tego okazał się być dziełem pornograficznym, niezwykle wulgarnym, takim, o którym pragnę czym prędzej zapomnieć.

Moja ocena: 2/6

Dotyk Crossa [Sylvia Day]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Bared to You
Tłumaczenie: Ksenia Sadowska
Wydawnictwo: Wielka Litera
Rok wydania: 2012
Seria: Rozpalona, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-63387-40-2

22 Replies to “Recenzja: „Dotyk Crossa” – Sylvia Day”

  1. Mam ją na półce, dostałam na urodziny. Przez 50 twarzy Greya nie przebrnęłam i przypuszczam, że Dotytk Crossa będzie nadal leżał na półce i ładnie wyglądał wśród innych książek. Tylko albo aż tyle 😉

  2. A ja właśnie czytam tę książkę jestem na 115 i jestem zła bo to jest jedno wielkie chamstwo jak autorka śmie odgapiać od „50 twarzy Graya” Gray jest nie zastąpiony. Wszystko to samo on jest miliarderem i ma wielki szklany budynek, tak samo wyjeżdża z tekstem o pieprzenie się i wiele innych. Wszystko podobne.

    1. Nie czytałam „50 twarzy Greya”. Widziałam jedynie ekranizację I tomu. Ale masz rację. Książki są bardzo podobne. Widać autorka chciała wykorzystać wypróbowany przez James sposób na wbicie się na szczyty list. Jakby nie patrzył – udało jej się.

  3. Od początku wiedziałam, że to powieść niewiele różniąca się od Greya, ale potem pisałaś jeszcze o niesympatycznych bohaterach, jestem pewna, że w przyszłości będę książkę omijać. 😉

    Pozdrawiam.

  4. Ja właśnie doceniłam ten pomysł – może nie do końca tutaj wykorzystany, ale w kolejnych tomach sytuacja się rozwija. Fakt też, że miała to być trylogia, a zmieniła się w serię – chyba ma się skończyć na piątym tomie? – jest nieco denerwujący, bo to ostatnio coraz częstszy zabieg. W sumie rynkiem ostatnio zawładnęły pentalogie: Rywalki, Cross, Wybrani, ciekawe, co tam jeszcze do tego dołączy.
    Niemniej zgadzam się, że język autorka ma bardzo wulgarny i żałuję, że akurat w tym przypadku tłumaczka nie próbowała chociaż trochę go złagodzić.

  5. Nie powiem: a nie mówiłam ;P Książka dla mnie jest lepiej napisana niż Grey, fabuła ma potencjał, ale niestety w tej jak i w pozostałych częściach cyklu najwięcej jest seksu okraszonego bardzo ostrym słownictwem – wszędzie, ciągle i praktycznie w każdej konfiguracji. Ja się zawiodłam. Dla mnie pornos dla części kobiet by mogły się pobudzić, choć mnie akurat taka forma nie pobudza 🙂 Pozdrawiam ciepło 😉

  6. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałam się, czy nie sięgnąć po tą książkę, to już wiem, że nie jest to coś dla mnie. A po „Zaplątanych” na pewno niedługo sięgnę, bo czytam o niej same pozytywne opinie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *