Ratujmy Maluchy – tylko czy one aby na pewno tego potrzebują?

Odkąd wszedł w życie obowiązek posyłania do przedszkoli 5-latków, a do szkół dzieci 6-letnich, rozpoczęło się jedno wielkie szaleństwo. Tak, szaleństwo, bo inaczej tego nazwać nie potrafię. Zaczęły się przepychanki pomiędzy przedstawicielami oświaty, a rodzicami o to, czy dzieci w wieku lat 6 gotowe są do rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej. Ruszyła akcja „Ratujmy Maluchy” będąca ogólnopolskim protestem rodziców przeciwko ustawie. Zaczęto zbierać podpisy, by znieść w/w obowiązek, inicjowano rozmowy z przedstawicielami rządu, rodzice posyłać zaczęli swoje pociechy do specjalistów, by ci wydali werdykt, czy dane dziecko można odroczyć o rok, by teraz nie musiało rozpoczynać nauki w szkole. Wszystko to w trosce o dobro naszych dzieci. Tylko czy aby na pewno?

ratujmy maluchy (4)

Jestem mamą dziewczynki urodzonej w pierwszej połowie 2008 roku. Objął ją zarówno obowiązek przedszkolny, jak i ten, by w wieku lat 6 poszła po raz pierwszy do szkoły. Czy kiedykolwiek pomyślałam o tym, by próbować odroczyć to, co nieuniknione? Nie, ani razu. Czy nie bałam się, że sobie nie poradzi? Oczywiście, że się bałam, ale boi się matka każdego dziecka, również tego o rok starszego – siedmioletniego, bo to przecież dla naszej pociechy coś zupełnie nowego – środowisko, nauczyciele, sama szkoła i nauka. Czy żałuję, że posłałam córkę w wieku lat 6 do szkoły? Absolutnie nie i zaraz Wam powiem, dlaczego.

ratujmy maluchy (1)

Edukacja 

Rok spędzony w I klasie zaowocował sporym skokiem w przód jeśli chodzi o edukację mojej córki. Potrafi pisać, czytać (nie dukać po literkach) oraz bezproblemowo liczyć – zarówno dodawać jak i odejmować, a także posługiwać się pieniędzmi. Zaczęła po raz pierwszy obcować z językiem obcym (angielskim), miała też zajęcia z informatyki. Nauka nie przychodziła jej z trudem. Wręcz przeciwnie. Chłonęła wszystko całą sobą. Rwała się do nauki. Ciekawa była nowego i chętnie podejmowała się stawianych przed nią wyzwań. Jeśli napotykała jakieś trudności miała pod ręką mnie, albo w szkole swoją panią nauczycielkę, która cierpliwie wszystko raz jeszcze tłumaczyła. Każdy postęp, każde prawidłowo wykonane zadanie było w klasie nagradzane. Nie oceanami, bo tych na początku nie ma. Uśmiechnięte buźki przyklejane bądź rysowane w ćwiczeniach i zeszytach, burza oklasków od kolegów i koleżanek oraz pani nauczycielki – to motywuje, to cieszy. Ważne jest to, że dzieci nie uczyły się przez cały czas przebywania w szkole. W klasie miały kącik czytelniczy oraz wydzielone miejsce na zabawę. Na półkach do wyboru gry planszowe i inne zabawki. Dużo śpiewały, tańczyły oraz chodziły na spacery. Zabawa połączona z nauką, z czego tej zabawy było nawet więcej. Na koniec roku szkolnego córka znalazła się w grupie najlepszych uczniów w swojej klasie i otrzymała za to nagrodę. Trzeba było widzieć tę radość na jej twarzy. Bezcenne.

Young School Age Child Painting With Her Hands in Class

Young School Age Child Painting With Her Hands in Class

Społeczeństwo

Moja córka jest jedynaczką. Od zawsze była nieśmiała i zamknięta w sobie, jeśli chodzi o kontakty z obcymi. Od urodzenia byłą cały czas ze mną, bowiem nie wróciłam do pracy, zostałam z nią, by te pierwsze lata jej dzieciństwa mi nie umknęły. Ciekawa byłam więc, jak poradzi sobie pod tym kątem w szkole – wszak otaczać ją będą zupełnie inne dzieci, niż w grupie przedszkolnej. Zmieni się również pani, a także dojdą inne nauczycielki – od angielskiego, informatyki czy religii. Początkowa nieśmiałość z czasem została przełamana. Zaczęła otwierać się na nowe znajomości. Znalazła sobie kilka koleżanek, a nawet kolegów. Polubiła również swoje panie nauczycielki. W domu żywo o wszystkim opowiadała i mocno przeżywała to, co danego dnia działo się w szkole. Czy bywały gorsze chwile? Oczywiście że tak. A to jakiś chłopiec ją uderzył, a to ktoś powiedział coś brzydkiego, albo też koleżanka uznała, że już nie chce się z nią bawić. Co wtedy robiłam? Siadałyśmy w domu i rozmawiałyśmy. Tłumaczyłam jej, że dzieci są różne i że nikogo nie można zmusić do przyjaźni. Jak nie ta koleżanka, to będzie inna. A co z agresją? Zgłaszałam sprawę wychowawczyni, albo bezpośrednio rozmawiałam z mamą agresywnego dziecka i powiem wam, że to wystarczyło. Każdej ze stron zależało na dobrych relacjach pomiędzy dziećmi, więc z miejsca reagowano na tego typu incydenty.

Czy byłoby inaczej, gdyby córka poszła do szkoły rok później? Oczywiście, że nie. Bo kto da wam gwarancję, że rok starsze dziecko nie zazna szkolnych zawodów, albo że nie spotka się z agresją ze strony innych? Ale wiem, co zaraz powiecie – rok starsze dziecko jest bardziej rozwinięte emocjonalnie i z pewnością o wiele łatwiej poradzi sobie z tego typu sytuacjami. Czy aby na pewno? Naprawdę jesteście tego tacy pewni? Bo ja nie. To jak w takim razie radzą sobie dzieci za granicą, które posyłane są do pierwszej klasy już w wieku lat 5 (np w Wielkiej Brytanii)?. Czy wg was nasze dzieci są od nich gorsze, słabiej rozwinięte, że mają iść do szkoły dopiero mając 7 lat?

ratujmy maluchy (2)

Wspomnienia

Ostatni rok zaowocował wydarzeniami, które moja córka długo będzie pamiętać. Jak wspominałam wyżej dzieci podczas przebywania w szkole niejednokrotnie wybierały się na przeróżne spacery. Te zaowocowały m.in wizytą w remizie, gdzie przymierzały stroje strażaków, wchodziły do ich wozów, robiły sobie wspólne zdjęcia. Odwiedziły gabinet weterynaryjny, w którym miały możliwość obcowania ze zwierzętami innymi niż domowe pupile – np wężami albo jaszczurkami. Wybrały się do krawcowej i poznały jej pracę od podszewki. To samo z urzędem pocztowym. Kilka razy były na występach obwoźnych teatrzyków dla dzieci, a nawet miały możliwość oglądania bajki w 3 D. Najchętniej córka wspomina wyjazd do Parku Krajobrazowego, który mieści się niedaleko naszego miasteczka, w którym chodziła z innymi leśnymi szlakami, przyglądała się pokazywanym przez panią roślinom, podziwiała napotkane zwierzęta i ptaki. W pamięci zapadł jej też wyjazd do Torunia, gdzie z klasą była w teatrze oraz w manufakturze cukierniczej, w której zrobiła własnego lizaka.


Dlatego też nigdy nie poprę akcji „Ratujmy Maluchy”, bo uważam, że nie ma ona sensu. Rozumiem, że niektóre dzieci faktycznie mogą jeszcze nie być gotowe do rozpoczęcia nauki, że lepiej dla nich byłoby, aby jeszcze jeden rok pochodziły do zerówki. Tu już rodzice muszą wiedzieć, co jest dobre dla ich dziecka i starać się mu w miarę możliwości pomóc. Ale na wszystkie świętości nie bojkotujmy całej ustawy, nie demonizujmy jej, nie zakładajmy z góry, że sześciolatek absolutnie nie nadaje się do tego, by w tym wieku rozpocząć szkolną edukację. Dzieci potrafią zaskakiwać. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, do czego są tak naprawdę zdolne. Wam może się wydawać, że sobie nie poradzą i odbije się to w jakimś stopniu na ich późniejszej szkolnej drodze, a tymczasem może być wręcz przeciwnie. Im młodsze dziecko tym szybciej przyswaja nowe informacje. Wykorzystajmy ich ciekawość świata. Pozwólmy im się lepiej rozwijać. Nie odbierajmy im tej możliwości. Nikt im przecież nie skraca w ten sposób dzieciństwa. Wręcz przeciwnie. Wzbogaca je, urozmaica o nowe doznania i bodźce. Pozwólcie na to….

13 komentarzy

  • Dawid 22 sierpnia 2015 at 13:51

    „[…] rok starsze dziecko jest bardziej rozwinięte emocjonalnie i z pewnością o wiele łatwiej poradzi sobie z tego typu sytuacjami. Czy aby na pewno? Naprawdę jesteście tego tacy pewni? Bo ja nie.”

    A ja jestem tego pewny. Pracowałem z dziećmi i wiem, że dla wielu kolejny rok to bardzo dużo – zwłaszcza w przypadku rozwoju emocjonalnego. Sama piszesz, że od urodzenia poświęcałaś Twojej córce dużo czasu – okej, ale co z dziećmi, którymi rodzice nie poświęcali tyle uwagi? Wiele dzieci musi samemu sobie radzić ze szkolnymi przeżyciami, a im są starsze, tym im łatwiej.

    „Ale na wszystkie świętości nie bojkotujmy całej ustawy, nie demonizujmy jej, nie zakładajmy z góry, że sześciolatek absolutnie nie nadaje się do tego, by w tym wieku rozpocząć szkolną edukację.”

    Rodzice – zresztą nie tylko rodzice, ale i specjaliści – są przeciwni tej ustawie właśnie z tego powodu, że to ustawa, która nakazuje posłać 6-latka do szkoły. To nie wybór, a wymóg, dlatego tyle osób jest przeciwko niej. Wcześniej, jeśli sądziłaś, że dziecko się nada, mogłaś – nie: musiałaś – posłać go do szkoły w wieku 6 lat. Teraz rodzic może jedynie ubiegać się o odroczenie dziecka, to wszystko. Zaś sam proces odraczania… poradnie w mniejszych miejscowościach praktycznie całą pierwszą połowę roku mają „zablokowaną” na sprawdzanie gotowości szkolnej… a przez to brakuje terminów na badania dzieci z innymi problemami – i to wina tej ustawy tak naprawdę, bo gdyby nie ona, rodzice nie chcieliby sprawdzić czy dziecko nadaje się do szkoły. Natomiast coraz więcej rodziców decyduje się na to, bo większość badanych dzieci zaleca się odroczyć – i koło się zamyka.

    „Na koniec roku szkolnego córka znalazła się w grupie najlepszych uczniów w swojej klasie i otrzymała za to nagrodę” – gratuluję córki. A teraz pomyśl o reszcie dzieci, które nie znalazły się w tej grupie. Na całą sprawę z posyłaniem 6-latków do szkoły patrzysz przez pryzmat swojego dziecka, które było w grupie najlepszych, trzeba jednak brać też pod uwagę te dzieci, które są mniej zdolne i dla których rozpoczęcie nauki szkolnej w wieku sześciu lat będzie po prostu falstartem.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 22 sierpnia 2015 at 15:50

      Jakby nie było nakazu edukacji szkolnej, to nikt nie posłałby do szkoły dziecka w wieku 7 lat, bo też gro osób uznałoby, że są za małe i że mogłyby jeszcze korzystać z okresu dzieciństwa wolnego od przymusowej nauki, zakazów i nakazów. Przyzwyczailiśmy się, że dzieci posyła się do szkoły w wieku lat 7. Skoro 6 latki nie są gotowe do nauki, to jakim cudem od lat za granicą temu samemu obowiązkowi podlegają dzieci jeszcze o rok młodsze, 5 letnie?

      Piszesz, że przeciwni ustawie są specjaliści i rodzice. Ale w tej samej grupie – specjalistów i rodziców są osoby, które ją w pełni popierają. Zawsze znajdą się przeciwnicy i zwolennicy nowej reformy.

      Moja córka nie jest jakoś super inteligentna. W klasie jest ich łącznie 24. Jedni radzili sobie lepiej, drudzy gorzej. Początki bywały różne. Na sam koniec jednak wszystkie dzieciaki były zadowolone. Musiałbyś widzieć dzień zakończenia szkoły. Wieszały się wychowawczyni na szyję, przytulały, nie chciały jej zostawiać na 2 miesiące wakacji. To był niesamowity i niezapomniany widok.

      Reply
  • Sardegna 22 sierpnia 2015 at 14:26

    Jestem absolutnie za tym, aby rodzic mógł decydować o obowiązku szkolnym swojego dziecka. I sam mógł wybrać, czy posyła dziecko, jako 6 czy 7 latka. Mam 2 dzieci, Siedmiolatkę, urodzoną w lipcu, 2008 – bardzo rozwiniętą dziewczynkę, która już rok temu znała litery, zaczynała samodzielnie czytać i pisać drukowanymi literami. Ale nie posłałam jej do szkoły, choć wszyscy mi mówili, że ona przecież taka dojrzała jest, więc spokojnie da sobie radę. I owszem, była dojrzała edukacyjnie, ale niekoniecznie emocjonalnie. Cieszę się niezmiernie ze swojej decyzji, gdyż teraz idzie do szkoły, jako gotowe do nowych wyzwań, dziecko. Mem też synka – rocznik 2010, urodzonego 30 grudnia. Według nowej ustawy powinien iść do szkoły za rok. Także moja córka, wtedy 8 latka będzie w klasie II, a synek – lat 5 i 9 mieś, w klasie I… Młody ma wadę wymowy, jest nieśmiały, nie jest taki przebojowy, jak siostra. Do przedszkola chodzi odkąd ma 2 lata i 9 mieś, a dopiero w czerwcu, w grupie 4 latków, zaczął nieco odważniej wypowiadać się na forum grupy. Dopiero teraz poznaje pierwsze litery, nie potrafi ich łączyć ze sobą. I teraz moje dziecko za rok, ma pójść do pierwszej klasy… a ja mam się cieszyć, że zdobywa nowe doświadczenia… No jakby nie do końca… Dlatego całym sercem będę „Ratować Maluchy”, bo o ile dzieci dojrzałe dobrze poradzą sobie, bez względu czy są 7 czy 6 latkami, tak te niedojrzałe mają za mało czasu by wyrównać swe szanse, i te edukacyjne i emocjonalne.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 22 sierpnia 2015 at 16:10

      W przypadku Twojego synka rozumiem chęć wspierania akcji. Tak jak mówiłam – rodzice dzieci, które naprawdę nie dadzą sobie rady, powinni zrobić to, co dla nich najlepsze – w tym wypadku odroczyć edukację – i sądzę, że w przypadku takim, jak Twój synek, urodzonym pod koniec roku, z problemami wymowy powinno być to bezproblemowo umożliwione.
      Jednak w przypadku reszty dzieci, które nie mają tego typu kłopotów (nie zaliczam do nich nieśmiałości, bo nieśmiałym można być i będąc dorosłym, to akurat nie stoi na przeszkodzie podjęcia nauki) nie powinno się tak usilnie walczyć z systemem. Powinno się dać im szansę pójścia szybciej do szkoły.

      Reply
      • Anne18 25 sierpnia 2015 at 16:54

        Macie rację rozwój emocjonalny dziecka jest bardzo ważny. To powinno być główne kryterium.

        Reply
  • Mystic 22 sierpnia 2015 at 21:51

    Całym sercem popieram tę akcję. Po pierwsze edukację, która nam przedstawiłaś dotyczy nielicznych szkół. Przez nawał pierwszoklasistów zostały poprzyjmowane nauczycielki, prosto po szkole pedagogicznej, które nie radzą sobie z dziećmi. Nie potrafią ich edukować poprzez zabawę, często też dają normalne oceny i podcinają skrzydła dzieciom. Wystarczy popatrzeć w telewizji, jak pseudo nauczyciele radzą sobie z dzieciaczkami. Oczywiście taką edukację dzieci mogą otrzymywać w zerówce. I na przykładzie przedszkola mojej córci widzę, że panie w przedszkolu edukują dzieci w ten sposób. Dlatego nie widzę sensu tej ustawy. Panie przedszkolanki, mają lepsze doświadczenie aby dzieci uczyć przez zabawę, niż wielkie panie nauczycielki z wydumanym ego.
    Druga stroną medalu jest samo dziecko. Moja córcia (rocznik 2010), mimo że jest otwartą dziewczynką, chętnie zawiera znajomości, rysuje pisze literki (niezgrabne i często przypadkowe) czy liczy ( potrafi policzyć do 20), wiem, że nie poradzi sobie w szkole. Miałyśmy problemy laryngologiczne, cały czas ćwiczymy logopedycznie. I dopiero po wycięciu migdałków, pojawił się kolejny przełomowy skok, jeżeli chodzi o jej wymowę. A przed nią jeszcze długa droga, aby wymawiać wszystkie słowa, czy niektóre literki, z którymi ma trudności. Na ten moment, nie wyobrażam sobie aby teraz mogła zacząć czytać i pisać, kiedy nie może poradzić sobie z wymową,a rok czasu to mało aby nadrobić „zaległości”. Nie jest gotowa emocjonalnie, nie radzi sobie z natłokiem emocji i wrażeń. Staje się nerwowa, obraża się, tupie i płacze. Został nam tylko rok aby przygotować ją na kolejne zmiany,a to bardzo mało czasu. Dlatego pierwsze co zrobimy, to udamy się do poradni po odroczenie.

    Reply
  • Anne18 25 sierpnia 2015 at 16:42

    Powiem Ci szczerze, że czekałam na taki post u Ciebie, bo pamiętałam , że masz dziecko , którego ta ustawa dotyczy. Bardzo mi się podoba ten artykuł, bo to nie jest już recenzja, ani krótki tekst tylko długi, dobry jakościowo wywód. Myślę, że to jest kwestia bardzo indywidualna, każde dziecko to inna historia. Jedne potrzebują roku więcej inni nie. Na pewno nie mam zdania, że to jest zabieranie im dzieciństwa i zabawy. Zastanawia mnie coś innego jeśli dojdzie do ogólnokrajowego referendum w tej kwestii to prawo głosu mają wszyscy pełnoletni obywatele, ale czy wszyscy mają pojęcie o tej sprawie ? O ile rodzice takich dzieci/ tacy, którzy takie dzieci znają/ mają w swoim otoczeniu/ pracują z nimi studiują kierunki pedagogiczne i im podobne wiedzą z czym to się je / mają np wnuki itp. Jednak co z resztą czy ich odpowiedź będzie przemyślana skoro mają nikłą wiedzę na ten temat ? Co o tym sądzisz ?

    Reply
    • Anne18 25 sierpnia 2015 at 18:22

      miało być osoby, które studiują kierunki pedagogiczne w sensie wszyscy, a nie tylko rodzice po takich studiach.

      Reply
      • Sylwia Węgielewska 26 sierpnia 2015 at 15:16

        Szczerze powiedziawszy nie znam odpowiedzi na Twoje pytanie i z pewnością nikt inny również jej nie udzieli. Możemy jedynie zgadywać, w jaki sposób postąpią ci ludzie. Jedni pójdą zagłosować na chybił trafił, inni posłuchają pewnie rodzin i znajomych, jeszcze inni być może zrobią na przekór swemu otoczeniu (jak będą za, to oni będą głosować na nie, i na odwrót). Jak będzie naprawdę? Czas pokaże.

        Reply
        • Anne18 26 sierpnia 2015 at 15:45

          Ja w sumie też nie wiem jak będzie. W ogóle moim zdaniem to pytanie jest dziwnie sformułowane bo powinno być coś o tym czy Twoim zdaniem rodzice powinni mieć wybór itp , bo to rodzice takiego dziecka, a nie rząd czy wszyscy powinni decydować. Dlaczego ? Ok zmieni się prawo i wszystkie dzieci pójdą do pierwszej klasy mając siedem lat o ile dla tych mówiąc umownie słabszych potrzebujących roku więcej na to, aby dojrzeć emocjonalnie to dobrze o tyle dla tych, które są gotowe rok wcześniej to źle, bo przyjdą bardziej dojrzałe z większymi umiejętnościami itp. Dysproporcje między dziećmi i tak będą nawet jeśli ich wiek będzie taki sam. Tak źle i tak niedobrze. Wszystkim się nie dogodzi.

          Reply
  • jusssi 27 sierpnia 2015 at 21:34

    Z zainteresowaniem przeczytałam ten post i jestem przekonana, że gro rodziców bardziej się boi niż same dzieci. Wg. mnie fajnym rozwiązaniem są np. „mini uniwersytety” dla dzieci czy temu podobne zajęcia, które wyrobią w dziecku nawyk skupienia uwagi, bo to chyba ona jest najczęstszym problemem. Oczywiście biorę pod uwagę, że są dzieci niegotowe, co poparte jest decyzją specjalistów itd. Moja Hanka jest z grudnia i już kilkoro osób mówiło mi jak to ciężko będzie miała, jak będzie odstawać itd… Zgroza, ona roku nie ma, a już stawiają ją na straconej pozycji. Abstrahując od przypadków dzieci z problemami, uważam że najwięcej zależy od rodziców i ich nastawienia, a także metod wychowawczych.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 sierpnia 2015 at 23:28

      Zgadzam się z Tobą w 100 %.
      Mówisz o swojej małej, która jest z grudnia. Zarówno w podstawówce, jak i w liceum miałam w klasie koleżankę, która urodzona była 28 grudnia. Ja jestem z Nowego Roku, zatem bez 3 dni dzielił nas dokładnie rok. Czy ktoś wówczas zwracał na to uwagę? Nie. Dziecko rocznikiem podlegało obowiązkowi szkolnemu i iść do tej szkoły musiało. Koniec pieśni. A co jest dziś? Powariowali z tą granicą wieku. Że niby rok młodsze dziecko nie da sobie rady w szkole? Bzdura wierutna. Przez ostatni rok obserwowałam dzieci z klasy mojej córki. Różne dzieci, pochodzące z różnych rodzin i środowisk. Każde sobie poradziło. Te bardziej rozwinięte były motywacją dla tych słabszych do tego stopnia, że na koniec roku nie widać było pomiędzy nimi różnicy. Dzieci są niesamowite i trzeba po prostu dać im szanse, a nie z góry zakładać jak to z nimi będzie. Masz rację – rodzice powinni przestać się bać, a bardziej przyłożyć do przygotowania dziecka do tego etapu jego życia jakim jest pójście do szkoły. W głównej mierze to właśnie od ich nastawienia zależy jak to dziecko sobie w tej szkole poradzi. Ja w moją córkę wierzyłam. Przygotowywałam ją na szkołę. Rozmawiałyśmy o tym, co ją czeka, jak będzie mniej więcej wyglądała nauka. Dała radę? Dała. Inne dzieci też dadzą 🙂

      Reply

Leave a Comment