Przedpremierowo: “Lawendowy pokój” – Nina George (recenzja 519)

“Miłość jest jak mieszkanie. W mieszkaniu zaś należy korzystać ze wszystkiego, niczego nie zakrywać, ani nie >>chronić<<. Żyje naprawdę ten, kto na dobre zamieszkał w miłości i nie boi się żadnego z pomieszczeń, nie lęka się żadnych drzwi. Kłótnia czy czuły uścisk – jedno i drugie jest tak samo ważne. Przyciągać się i odpychać. Kluczowe jest, by korzystać z każdego pokoju miłości. Inaczej zadomowią się w nim duchy i złe zapachy. Zaniedbane pomieszczenia i domy bywają wszak upiorne i cuchnące.”

“Literacka Apteka” to księgarnia mieszcząca się na barce, należąca i prowadzona przez Jeana Perdu. Swą nazwę zawdzięcza Kästnerowi, niemieckiemu pisarzowi i satyrykowi, który wydał m.in “Liryczną apteczkę domową” będącą zbiorem jego poetycko-leczniczych utworów. Marzeniem i celem Jeana stało się to, aby za pomocą książek “leczyć uczucia niezakwalifikowane jako cierpienie i niezdiagnozowane przez medycynę. Wszystkie owe śladowe emocje, porywy, którymi nie interesuje się żaden terapeuta rzekomo właśnie z powodu ich znikomości czy nieuchwytności. Na przykład poczucie, że znów kończy się lato. Albo uświadomienie sobie, że nie ma się już całego życia na szukanie swojego miejsca.” I o dziwo wychodzi mu to nad wyraz dobrze. Potrafi dojrzeć w ludziach to, o czym marzą, czego pragną, bądź przed czym uciekają i naprawdę im pomóc. Szkoda tylko, że owa umiejętność nie sprawdza się w jego przypadku. Od ponad dwudziestu lat zmaga się z cierpieniem, które mimo upływu tylu lat od chwili, kiedy bezpowrotnie utracił coś, na czym bardzo mu zależało, ani trochę nie zmalało, nie dało chwili wytchnienia. Przed laty był naprawdę szczęśliwym człowiekiem, a wszystko z powodu pewnej kobiety. Oddał jej nie tylko swoje serce, ale również całe swe jestestwo. Była dla niego wszystkim, sensem życia, powodem, by wstawać kolejnego dnia, powietrzem, którym oddychał, promykiem słońca na twarzy. Aż któregoś dnia opuściła go bez słowa pozostawiając po sobie jedynie pustkę, gdyż wszystko to, co miał, odeszło wraz z nią. Mijały kolejne lata, podczas których żył i robił wszystko tak, aby nie przywodzić na myśl tamtych wspólnie przeżytych chwil, pełnych uniesień, namiętności, miłości, wspólnych rozmów toczonych pod rozgwieżdżonym niebem, szaleństw, którym razem się oddawali. Zaprzestał nawet wymawiać jej imię, gdyż niosło ono jedynie ból rozdzierający jego duszę. Jednakże wszystkie jego starania, wieloletnie wysiłki, próby podźwignięcia się z ogromu cierpienia, którego doznał, legły w gruzach w ciągu zaledwie jednego dnia. Nowa sąsiadka przyniosła mu list, który odnalazła w szufladzie mebla podarowanego jej przez Perdu. Napisała go kobieta, która przed laty złamała mu serce, a to, co mu w nim wyznała sprawiło, że pod księgarzem ugięły się nogi. Dociera do niego, że zmarnował dwadzieścia lat życia… Pod wpływem impulsu Jean postanawia wybrać się do Prowansji. To tam wszystko się poniekąd zaczęło i tam powinno się zakończyć. W jego osobistej, intymnej podróży towarzyszyć mu będą młody pisarz, którego przerósł odniesiony spektakularny sukces, oraz książki, gdyż bez nich nie potrafi się obyć. A zwłaszcza bez jednej – “Zorzy południowej” Sonary, której lektura wielokrotnie pomagała mu w chwilach, kiedy panowanie nad nim przejmowało cierpienie, ból i tęsknota po stracie ukochanej. Jak zakończy się ta podróż? Czy Perdu znajdzie odpowiedzi na wszystkie dręczące go pytania? Czy w końcu uda mu się uleczyć swą strzaskaną duszę? Odnajdzie upragniony spokój, czy też już na zawsze skazany będzie na cierpienie?

“Czy wiesz, że pomiędzy końcem a nowym początkiem istnieje coś jeszcze? To czas zranienia, Jeanie Perdu. Jest jak bagno pochłaniające marzenia, troski i zapomniane zamiary. W tym czasie stąpasz wolniej. Nie lekceważ, Jeanno, tego okresu przejścia pomiędzy pożegnaniem a nowym początkiem. Daj sobie czas. Nieraz progi są szerokie, musisz zrobić więcej niż jeden krok.”

Piękna, piękna i jeszcze raz piękna! Taka właśnie jest ta historia. Dosłownie brakuje mi słów, by opisać wszystko to, co z sobą niesie, jak wielkie emocje przekazuje i jak bardzo zmienia postrzeganie na życie tych, którzy ją przeczytają. Moje zmieniła na pewno i jestem jej za to niezmiernie wdzięczna. To opowieść o życiu i śmierci, prawdziwej miłości i bolesnej stracie, bólu istnienia i poszukiwaniu samego siebie, przemijającym życiu i tęsknocie za utraconymi latami. O marzeniach i zdeptanych nadziejach, drugiej szansie tam, gdzie nie widziało się już sensu bycia. O żalu za niewykorzystanymi szansami i o przegapieniu promyków radości, które odeszły bezpowrotnie. O niewierze we własne siły i niskim poczuciu własnej wartości. O wpływie dzieciństwa, przeżyć z przeszłości na nasze przyszłe życie, na to kim jesteśmy i jacy jesteśmy, na postrzeganie samego siebie. To opowieść o tym, co kryje się na dnie ludzkiej duszy. Ale nie tylko. To również historia, która pozwoli Wam zrozumieć, jak ważne w naszym życiu mogą być książki. Ta “nieskończoność, jaką oferują (…) Ich nigdy nie zabraknie. I nigdy nie przestaną kochać swojego czytelnika lub czytelniczkę. Wobec wszelkiego, co nieobliczalne, są jedynym elementem, na którym można polegać. Wobec życia. Wobec miłości. Także po śmierci.” Bo nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, że “Bywają powieści, które można określić raczej jako towarzyszy podróży. Niektóre zaś są jak policzek. Inne z kolei jak przyjaciółka, która okryje nas ciepłym kocem jesienią, kiedy nadchodzi nas melancholia. A niektóre… no cóż. Niektóre są jak różowa wata cukrowa, zamigoczą nam w głowie na parę sekund i pozostawią z niczym. Jak krótki i namiętny romans.” To, w jaki sposób autorka “Lawendowego pokoju” pisze o życiu, miłości, wszelkich uczuciach oraz, co dla mnie osobiście jest równie ważne, o książkach sprawiło, że pokochałam tę historię całym sercem i polecać ją będę każdej osobie złaknionej opowieści, która dogłębnie porusza i na zawsze już pozostanie w pamięci. Dołącza więc do mych ulubionych powieści zaraz obok “Cienia wiatru” Carlosa Ruiza Zafona i “Jane Eyre. Autobiografia” Charlotte Brontë. Nina George ma w swym dorobku ponad dwadzieścia powieści i blisko sto opowiadań. Jeśli są one choć w połowie tak dobre jak “Lawendowy pokój” – biorę w ciemno!

“Każdy człowiek ma taki swój wewnętrzny pokój, w którym czają się demony. I dopiero kiedy go otworzy i stawi im czoła, będzie naprawdę wolny.”

Moja ocena: 6/6

Lawendowy pokój [Nina George]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Wszystkie cytaty pochodzą z “Lawendowego pokoju”

Tytuł oryginalny: Das Lavendelzimmer
Tłumaczenie: Paulina Filippi-Lechowska
Wydawnictwo: Otwarte
Rok wydania: premiera 30 lipiec 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-7515-307-1

Otwarte

Recenzja opublikowana również:

LubimyCzytac ; Empik (fragment)Granice ; Goodreads ; Matras ; TaniaKsiazka

7Shares

38 Replies to “Przedpremierowo: “Lawendowy pokój” – Nina George (recenzja 519)”

  1. Jakoś ja nie zachwyciłam się niezwykle Prowansją i podobnymi miejscami. Wolę bardziej egzotyczne krajobrazy np. z powieści ‘krzyk Maorysów’. Chodzi tu o Nową Zelandię.
    Ale jeżeli będę mogła to sięgnę po tę książkę. Żeby sprawdzać dalej 😉

  2. A ja zastanawiałam się nad przyjęciem propozycji zrecenzowania tej powieści… Chyba nie ma na co czekać, tylko zgadzać się i zatopić w tej pięknej historii!

  3. Nie wiem dlaczego, ale wszystko, co wiąże się z lawendą uwielbiam i chcę poznać. Ta roślina ma na mnie jakiś dziwny, magiczny wpływ. Zachwyciła mnie okładka, zachwyciła mnie Twoja recenzja, wiec jak nie przeczytać książki 🙂

  4. Nawet nie wiesz, jaką mam ochotę na tę książkę. Wczoraj nawet wzięłam udział w konkursie na facebookowej stronie wydawnictwa, może uda mi się ją wygrać. Czuję, że mnie zachwyci. Zresztą Twoja ocena mówi sama za siebie.

  5. Książka jest jedyna w swoim rodzaju. Na początku nie myślałam ,że będzie to tak wzruszająca , piękna i pouczająca powieść . Muszę zapoznać się z innymi książkami autorki ,bo klimat powieści oraz język jakim ona włada był niesamowity 😉

    1. Cieszę się, że i Ciebie ta historia zdołała zauroczyć 🙂 Sama się sobie dziwię, że prędzej nie trafiłam na powieści tej autorki – zważywszy na to, ile ma ich w swoim dorobku. Za to teraz mamy chociaż obie co nadrabiać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *