„Projekt Mefisto” – Marcin Mortka

Niedawno miałam okazję sięgnąć po jedną z ostatnich nowości na rynku, najnowsze dzieło Marcina Mortki – „Projekt Mefisto”. Głównym bohaterem powieści jest wysłannik Piekła, który pod kryptonimem „Zygmunt” pojawia się w niewielkim miasteczku o dość nietypowej nazwie – Wypluty. Będąc po szeregu szkoleń m. in po survivalu miejskim oraz zajęciach z psychologii werbunku, zaopatrzony w potrzebne gadżety typu frustrometr czy teczka, z której można wyciągnąć wszystko to, co w danym momencie może być mu potrzebne do działania, Zygmunt zamierza wypełnić powierzoną mu misję – nakłonić tubylców do czynienia zła i zebrać za to tyle punktów, by wyrobić grzeszną normę dla korporacyjnego Piekła, dla którego liczą się teraz tylko osiągane przez agentów terenowych wyniki.

Szybko jednak okazuje się, że nie wszystko idzie tak, jak się tego nasz diabeł spodziewał. Na mieszkańców miasta nie działa przekaz – największa z diabelskich sztuczek, pozwalająca im manipulować ludźmi, zaś wszelkie inne działania Zygmunta nie przynoszą spodziewanych rezultatów w postaci punktów odnotowywanych w programie „Projekt Mefistofeles”. Na domiar złego nasz bohater ma wrażenie, że ktoś wie jego istnieniu i bacznie go obserwuje.

Wkrótce dociera do niego, iż Wypluty nie są wcale takim zwykłym miasteczkiem, że zarówno ono jak i część jego mieszkańców skrywa pewne tajemnice, które nie tylko mogą pokrzyżować jego plany, ale też doprowadzić do… końca świata.

„Projekt Mefisto” zapowiadał się naprawdę smakowicie. Dawał złudzenie na to, iż będzie to przednia lektura. Niestety w rzeczywistości okazała się być ona mocno przeciętną historią. A szkoda, naprawdę, bowiem i pomysł na nią był ciekawy, i wplecenie elementów słowiańskiej mitologii – z leszymi, rusałkami i wodnikami na czele – nadało jej odpowiedniego klimatu. Co więc poszło nie tak?

Może fakt, iż za dużo w powieści wulgaryzmów? Tu praktycznie każdy klnie jak szewc, nawet pozornie miło wyglądająca staruszka, która otworzywszy usta potrafi puścić wiązanką, od której uszy więdną. Słownictwa wydobywającego się z ust co niektórych mieszkańców miasteczka nie powstydziliby się najbardziej zagorzali menele sterczący pod monopolowym. W większości przypadków nie przeszkadzają mi wulgaryzmy – jeśli używane są z umiarem i w sytuacjach naprawdę tego wymagających. Tutaj zaś klnie się przy każdej możliwej sposobności…

Powieść Mortki ma być z założenia satyrą – ośmieszającą i piętnującą ukazywane w niej zjawiska, obyczaje, politykę, grupy i stosunki społeczne. I tak jest w istocie, tyle że znów autor „nieco” popłynął w niektórych kwestiach. Wypluty to miasto, w którym kościół i monopolowy stanowią dwa miejsca nadające kształt miejscowemu życiu intelektualnemu. Tu człowiek albo się modli, albo chla do upadłego – tego ostatniego przykładem jest grupka istot rodem ze słowiańskich wierzeń spotykająca się u wujka Czesia (który też zbyt normalny nie jest), by zażyć kielonka (albo i kilku flaszeczek) wódeczki przygotowanej przez gospodarza, zagryzając jakimś ogóraskiem. Tu każdy urzędnik jest skorumpowany, większość mieszkańców ciągle sfrustrowana i prawie każdy dookoła nieustannie kombinuje, jak uszczknąć dla siebie co nieco kosztem innych. Niezbyt przyjemny obraz naszego społeczeństwa nakreślił autor powieści.

Przez pierwszą połowę powieści miałam problem z wciągnięciem się w fabułę. Dalej, kiedy na jaw zaczynają wychodzić pewne sekrety i dzieje się coś więcej, jest już nieco lepiej – choć do dobrej historii nadal „Projektowi Mefisto” daleko. Nie do końca odpowiada mi też zakończenie historii, które – po tym wszystkim, co przeżyli bohaterowie – wydało mi się nijakie i nie do końca takie, jakiego oczekiwałam. Wytknąć też muszę błędy w tekście, na która natknęłam się podczas lektury – może nie ma ich zastraszająco dużo, ale są – czego, wziąwszy pod uwagę to, iż nad poprawnością tekstu pracowało kilka osób, być po prostu nie powinno.

Podsumowując – „Projekt Mefisto” mógłby spodobać się i zadowolić wielu czytelników, gdyż pomysł na fabułę autor miał naprawdę niezły. Niestety wspomniane przeze mnie minusy mocno rzutują na odbiór całości i sprawiają, że w ostatecznym rachunku książka ta jest po prostu przeciętna. Pewnie sięgną po nią fani twórczości autora i być może odbiorą ją zgoła inaczej niż ja. Do mnie niestety historia opowiedziana na jej kartach nie przemówiła i była jedynie stratą czasu.

Moja ocena: 3/6

Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2016
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
ISBN: 978-83-280-3710-6

„Projekt Mefisto” kupisz w księgarni

2 komentarze

  • Agata 22 grudnia 2016 at 00:02

    Ciekawi mnie ta książka. Pomysł na fabułę dosć oryginalny. Teraz się waham.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 22 grudnia 2016 at 08:48

      Poczytaj może jeszcze kilka innych opinii na jej temat i dopiero podejmij decyzję. Książka nie zając, nie ucieknie 🙂

      Reply

Leave a Comment