"Prawo krwi" – Tess Gerritsen [recenzja, 197]


Tytuł oryginalny: Never Say Die
Tłumaczenie: Maria Świderska
Wydawnictwo: Mira / Harlequin
Rok wydania: 2013
Oprawa: miękka
Ilość stron: 304
ISBN: 978-83-238-9070-6

Willy Maitland nigdy nie pogodziła się z utratą ojca. Przed dwudziestu laty po raz ostatni zasiadł on za sterami samolotu Air America. Ten feralny lot zakończył się dla niego tragicznie. Najprawdopodobniej został zestrzelony gdzieś na terytorium Laosu. Jego ostatnim zadaniem było dostarczenie jakiegoś ładunku poza granice Laosu, do Wietnamu Północnego. Nikt dokładnie nie wiedział, co takiego przewożą.
Mimo upływu lat Willy nie wierzy, że jej ojciec nie żyje. Za dużo dziwnych rzeczy działo się przez te wszystkie lata, kiedy wraz z matką próbowały dowiedzieć się czegoś o Maitlandzie. Dokąd by nie poszły, zamykano przed nimi drzwi, albo udzielano wymijających odpowiedzi. Tak, jakby całą tę sprawę próbowano zatuszować. Co takiego wówczas się stało, że władze usilnie starają się ukrócić łeb sprawie?
Jednak dziewczyna się nie poddaje. Na prośbę umierającej matki wyrusza do Azji, aby po raz kolejny spróbować rozwiązać tajemnicę sprzed dwudziestu lat. Na jej drodze pojawia się intrygujący antropolog pracujący dla Wojskowego Biura Identyfikacji. Guy Barnard dostał zadanie, od którego zależy jego przyszłość. Wyciąga on pomocną dłoń do Willy. Chce jej pomóc odnaleźć ojca. Dziewczyna jednak nie wie, że nie robi on tego bezinteresownie. Tymczasem ktoś wynajmuje zabójcę, aby pozbył się panny Maitland. Komu tak bardzo zależy na zniknięciu Willy? Czy Guy będzie wstanie ją ochronić?

Twórczość pani Gerritsen nie jest mi obca. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią podczas lektury “Osaczonej”. Spodobał mi się styl oraz to, jak autorka rozwija swoje historie, stopniowo budując napięcie. Dlatego też sięgnęłam po kolejny tytuł jej autorstwa, “Śladem zbrodni”. Po raz drugi pani Gerritsen nie rozczarowała mnie. Wiedziałam już, że bez obaw mogę sięgać po jej kolejne pozycje. Dlatego też, kiedy nadarzyła się okazja przeczytania “Prawa krwi”, postanowiłam z niej skorzystać. I nie żałuję. W me ręce trafiła bardzo dobra lektura, która w pełni mnie usatysfakcjonowała.

Historię poznajemy dzięki narracji trzecioosobowej. Krok po kroku śledzimy kolejne wydarzenia. A wierzcie mi – dzieje się całkiem sporo! Kolejno napotykane osoby co rusz odkrywają jakiś rąbek tajemnicy sprzed lat, pomagając tym samym coraz bardziej zbliżyć się do rozwiązania zagadki. Jednakże wróg nie zamierza pozwolić parze głównych bohaterów dowiedzieć się, co naprawdę miało miejsce przed dwudziestu laty. Wysłany za nimi bezwzględny zabójca raz za razem będzie pozbywał się kolejnych dowodów oraz wszystkich, którzy mieli, bądź mogli mieć, jakiś związek ze sprawą. Wszystko będzie zmierzało ku zakończeniu, które mnie osobiście zaskoczyło. Takiego rozwoju wypadków się nie spodziewałam.

Pani Tess nie byłaby sobą, gdyby w jej powieści nie pojawił się wątek romantyczny. Łatwo można się domyśleć, że dotyczyć on będzie rozwijającej się znajomości Willy i Guy’a. Czas, który spędzą razem, a także niebezpieczeństwo, które zagroziło ich życiu, pozwoli im się bardziej zbliżyć do siebie. Jednak relacje pomiędzy nimi nie będą się łatwo układały. Willy w przeszłości została dotkliwie zraniona, przez co nie potrafi na nowo zaufać mężczyznom. Z kolei Guy skrywa przed kobietą swą mroczną przeszłość. W latach jego młodości wydarzyło się coś, przez co przez te wszystkie lata żył w ciągłej obawie o swój dalszy los. Coś, co na długie lata mogłoby pozbawić go wolności wtrącając za kraty więzienia…

“Prawo krwi” to z pewnością książka, po którą warto sięgnąć. Powinna spodobać się miłośnikom mocniejszych wrażeń. Wartka akcja, ciekawie poprowadzona fabuła, interesująca para głównych bohaterów – to wszystko sprawia, że warto przyjrzeć się tej książce nieco bliżej. Być może już spotkaliście się z tą pozycją prędzej, gdyż w 2008 roku pojawiła się ona na naszym rynku pod tytułem “Nigdy nie mów żegnaj”. Jeśli jednak do tej pory nie mieliście okazji zapoznać się z tą historią, to czym prędzej nadróbcie zaległości. Proza pani Gerritsen nie zawodzi. Każda jej książka to porządna dawka adrenaliny wpompowywanej do naszych żył podczas lektury. Osobiście bardzo lubię ten stan, dlatego też z chęcią sięgnę po kolejne jej powieści. I liczę na to, że uczynicie to samo.

Moja ocena: 5/6
Za książkę bardzo dziękuję
Recenzja bierze udział w konkursie organizowanym przez

0Shares
2 views

17 Replies to “"Prawo krwi" – Tess Gerritsen [recenzja, 197]”

  1. Mi ta książka podobała się nieco mniej, w moim odczuciu w dorobku Gerritsen są o wiele ciekawsze tytuły. Koniecznie sięgnij po inne jej powieści 🙂 Pozdrawiam 🙂

  2. Wahałam się nad nią i nad “Barwami pożądania” Megan Hart. Teraz żałuję, że odrzuciłam “Prawo krwi”, bo widzę, że to naprawdę ciekawa książka 🙂

  3. Niestety, nie czytałem żadnej książek tej autorki, ale zawsze gdy czytałem recenzje jej książek były pozytywne i postanowiłem, że kiedyś sięgnę po jeden z jej tytułów 😉
    Pozdrawiam

  4. Jeszcze nie znam książek tej autorki, co napawa mnie wstydem, bo jest bardzo popularna. Planuję zacząć od “Chirurga”, ale jeśli najpierw w moje ręce dostanie się “Prawo krwi” to też nie pogardzę lekturą 🙂

  5. Thrillery medyczne szczególnie mnie nie kręcą, a przynajmniej tak mi się zdaję, bo nie mam zbyt wielu doświadczeń z tym podgatunkiem dreszczowców 😉 Chyba kiedyś sprawdzę coś tej autorki, z czystej ciekawości 🙂 Nie raz ciekawość sprawiła, że odkrywałem pasującego mi autora 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *