„Ogród Kamili” – Katarzyna Michalak [recenzja 352]

  • Ogród Kamili
  • Wydawnictwo: Znak Literanova
  • Rok wydania: 2013
  • Seria: kwiatowa, tom 1
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 352
  • ISBN: 978-83-240-2495-7

 

Za każdym razem, kiedy sięgam po książki Michalak, do końca nie wiem, czego mogę się po nich spodziewać. Autorkę poznałam blisko półtora roku temu, kiedy w moje ręce zupełnym przypadkiem trafiła jej powieść „Rok w Poziomce”. Tamtego dnia zakochałam się w tej historii i wiedziałam jedno – chcę więcej! Od tamtej pory przeczytałam prawie wszystkie dotąd wydane przez panią Kasię książki. Jedne były dla mnie pocieszeniem, bądź też powodowały salwy niekontrolowanego śmiechu. Inne doprowadzały do wzruszeń i wyciskały łzy z oczu, a historie bohaterów na zawsze zapadały w mej pamięci. Znalazła się nawet taka, która rozbudziła moje zmysły i wzmogła pożądanie. Ale to nie wszystko! Trafiła do mych rąk również cudowna książka kucharska będąca prawdziwą skarbnicą świetnych i wypróbowanych przepisów. Dlatego też biorąc do ręki „Ogród Kamili”, pierwszy tom nowej serii – kwiatowej, nie wiedziałam tak na prawdę, czego tym razem mogę się spodziewać. Czy znów podczas lektury znajdę ukojenie i miło spędzę czas? A może wręcz przeciwnie, me serce będzie krwawić nad losami bohaterów? Odpowiedź kryła się na stronicach powieści…

Poznajemy dwudziestoczteroletnią Kamilę, mieszkającą od ośmiu lat ze swoją jedyną krewną – ciotką Łucją w malutkim, ale bardzo przytulnym mieszkanku. Mimo młodego wieku los panny Nowodworskiej nie oszczędzał. Jednego dnia straciła matkę oraz doznała zawodu miłosnego. Wydarzenia sprzed lat załamały ją doszczętnie. Gdyby nie troskliwa opieka ciotki nie wiadomo, jakby się życie Kamili dalej potoczyło, gdzie by trafiła, do czego zmuszona byłaby się posunąć, aby przeżyć. A może wręcz przeciwnie? Nie byłoby jej w tej chwili… Na całe szczęście nie była sama, a miłość Łucji powoli przywracała dziewczynę światu. Z biegiem czasu Kamila zapragnęła przestać być ciężarem dla kochanej cioteczki. Chciała się usamodzielnić, stanąć o własnych nogach i odwdzięczyć za te wszystkie lata, które Łucja jej poświęciła. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki pewnego dnia do Kamili uśmiecha się los. Niespodziewanie otrzymuje intratną ofertę pracy wiążącą ją z pewnym starym mającym duszę domem o wdzięcznej nazwie Sasanka, na którego tyłach znajduje się najprawdziwszy Tajemniczy Ogród pełen cudownie pachnących róż… O takim domu i dokładnie takim zielonym zakątku Kamila od dawna marzyła. Jednak w życiu nie ma niczego za darmo i nic nie przychodzi ot tak sobie, o czym pana Nowodworska szybko, a na dodatek boleśnie się przekona. Czy tego chce, czy nie, powróci do niej przeszłość, której demony do dziś trawią jej duszę. Czy da radę stawić im czoła? Czy zdoła się w końcu wyzwolić i zacznie żyć pełnią piersią? I najważniejsze, czy spotka ją miłość, której ot tak dawna pragnie jej serce?

„Ogród Kamili” to książka niezwykła. Przesycona jest na wskroś emocjami, które targały mną podczas lektury. To powieść o miłości, więzach rodzinnych, prawdziwej przyjaźni, lojalności względem bliskich, ale również o popełnionych w życiu błędach, zadanych krzywdach i próbach wyzwolenia się z okowów przeszłości. To historia o odwadze stawienia czoła temu, co niegdyś się wydarzyło i uczyniło, a także o próbach otrzymania przebaczenia. Z pewnością nie jest to lekka lektura, która niczego do naszego życia nie wnosi. Wręcz przeciwnie. Dogłębnie wzrusza i nie daje o sobie łatwo zapomnieć. Autorka nie byłaby sobą, gdyby na kartach swej powieści nie zawarła wielu życiowych prawd, które, choć czasem bolesne, otwierają czytelnikowi oczy na to, co tak na prawdę liczy się w życiu każdego z nas, o czym warto pamiętać podejmując ważne decyzje i dokonując życiowych wyborów.

Kamila Nowodworska nie jednego czytelnika może zirytować. Tak, to prawda i mówię Wam to otwarcie. Denerwować może to, jak bardzo naiwna jest to kobieta. Jednakże gdy poznacie jej historię, zmienicie zdanie na jej temat. Życie jej nie rozpieszczało. Będąc zaledwie nastolatką utraciła wszystko, co najbardziej kochała w swym życiu – ukochaną matkę i mężczyznę, z którym pragnęła przejść przez życie. Traumatyczne przeżycia spowodowały, że zamknęła się w sobie, otoczyła swoistym kokonem i wycofała się ze świata ludzi. Dopuszczała do siebie jedynie ciotkę Łucję, jedyną żyjącą krewną. Oprócz niej nie miała zupełnie nikogo. A ta otoczyła ją bezwarunkową miłością, stała się wręcz nadopiekuńcza zamykając swą siostrzenicę w złotej klatce. A wiadomo, że choćby klatka była z najszlachetniejszego kruszcu, to nadal pozostaje ona klatką, więzieniem, z którego z czasem każdy pragnie wyrwać się na wolność. Niespodziewana szansa, którą zgotował jej los, zmienia dziewczynę. Powoli, choć bardzo niepewnie, zaczyna stawać o własnych siłach i walczyć o marzenia, z których nigdy nie zrezygnowała. I co najważniejsze nadal ma wsparcie ciotki Łucji, która w końcu rozumie, że zbytnia troska o dobro siostrzenicy wcale nie wyszła jej na dobre. Razem dodają sobie sił i mogą zawsze liczyć jedna na drugą, nie ważne, co by się nie działo, u tej drugiej natrafią na wyciągniętą pomocną dłoń.

Docierając do ostatniej strony powieści miałam szczerą chęć zacząć wyć. Ze złości!! Nie, nie na powieść, spokojnie. Pragnęłam nawrzeszczeć na autorkę. No bo jak tak można!?!? Jakim prawem uczyniła to swoim wiernym czytelnikom? W TAKI sposób zakończyć historię? Zostawić TYLE otwartych wątków i AŻ tyle pytań bez odpowiedzi? To okrutne pani Kasiu! Ja rozumiem, że chodzi o to, aby czytelnik wziął do ręki kontynuację, więc trzeba uczynić wszystko, aby go do tego zachęcić. Ale żeby od razu w TAKI sposób? Jak pani mogła… Jak ja teraz wytrzymam do marca przyszłego roku, na kiedy to zaplanowana jest premiera „Zacisza Gosi”, drugiej części serii kwiatowej? Ja się pytam… JAK?

Moja ocena: 6/6

0Shares