Niezapomniane historie miłosne

Dziś 14 luty, Walentynki, Święto Zakochanych. Przez ostatni tydzień zamieszczałam na blogu wpisy tematyczne, związane z miłością, abyście poczuli ducha zbliżających się Walentynek. Było o tym, iż „Miłość przychodzi niespodziewanie”, a także co nieco o filmach („Moje TOP filmów romantycznych”) oraz muzyce („Najpiękniejsze piosenki o miłości”). Blog w głównej mierze poświęcony jest jednak literaturze, zatem nie mogło zabraknąć propozycji lektur przepełnionych miłością. Postanowiłam w tym celu przejrzeć własny blog, przeczytane i zrecenzowane przeze mnie książki, by spośród nich wybrać dla Was te, które w sam raz nadają się do tego, by sięgnąć po nie w Walentynki.

Książka ta zebrała różne opinie. Jedni wychwalali pod niebiosa, inni nie szczędzili słów krytyki. Jeśli natomiast chodzi o mnie, to mnie historia Jeana Perdu porwała. Zresztą dałam temu wyraz mojej recenzji.

W swojej księgarni – o wiele mówiącej nazwie „Apteka Literacka” – Jean Perdu sprzedaje książki tak jak farmaceuta medykamenty. Umiejętnie rozpoznaje, co ktoś nosi w sercu, i proponuje odpowiednią fabułę na konkretny problem. Nie potrafi jednak uleczyć własnego cierpienia, które zaczęło się pewnej nocy wiele lat temu, kiedy odeszła od niego ukochana kobieta. Wszystko się zmienia, gdy Jean w końcu otwiera pozostawiony przez nią list. Wcześniej nie miał odwagi go przeczytać…

Lekka, przyjemna, ciepła, przepełniona emocjami książka dla młodzieży, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością. Love story nieco inne niż wszystkie. O tym, że warto ją przeczytać przekonywałam Was już dość dawno (ponad dwa lata temu) w mojej recenzji.

Ten dzień wyglądał na najgorszy w całym życiu siedemnastoletniej Hadley Sullivan. Utknęła na lotnisku w Nowym Jorku, spóźniona o cztery minuty na lot do Londynu i najprawdopodobniej również na drugi ślub ojca żeniącego się z kobietą, której nawet nie poznała, a więc i nie polubiła. Wtedy, w zatłoczonej poczekalni, spotkała chłopaka idealnego. Był Anglikiem, miał na imię Oliver i rezerwację na najbliższy nocny lot do Londynu. Tuż obok miejsca Hadley…
Zbiegi okoliczności i dziwne przypadki odgrywają wielką rolę w tej dowcipnej powieści o związkach rodzinnych, drugich szansach, jakie daje nam życie, a zwłaszcza o młodzieńczej pierwszej miłości. Rozgrywająca się w ciągu zaledwie 24 godzin historia Hadley i Olivera przekonuje, że prawdziwa miłość może nas spotkać w najmniej spodziewanym momencie i miejscu, że strzały Amora znajdują drogę do ludzkich serc nawet w nowoczesnym świecie, w którym tak łatwo spóźnić się na samolot i tak trudno zauważyć to, co najważniejsze.

Bardzo lubię książki Gabrieli Gargaś. Do tej pory mnie nie zawiodła, więc po kolejne jej dzieła sięgam już w ciemno. Tak było m.in z „Namaluj mi słońce”, które okazało się być wyjątkową lekturą, opowiadającą historię, która mogłaby przydarzyć się każdemu z nas.

Sabina jest przyjacielem do wynajęcia. Spotyka się z samotnymi ludźmi, którzy nie mają z kim porozmawiać o swoich kłopotach, i cierpliwie wysłuchuje ich problemów. Sama jednak nie ma udanego życia – żyje samotnie i choć docenia uroki życia w pojedynkę, tak naprawdę wydaje się nieszczęśliwa, jakby zamrożona.
Gdy pewnego dnia w parku poznaje małą dziewczynkę, Marysię, nawet nie podejrzewa, jak bardzo ta znajomość zmieni jej życie. Marysia z niezwykłym uporem dąży do zaprzyjaźnienia się z Sabiną, co początkowo bardzo drażni kobietę. Niepostrzeżenie jednak mała zajmuje w sercu kobiety coraz więcej miejsca. A gdy na scenę wkracza jej ojciec, przystojny Maks z trudną przeszłością, akcja nabiera tempa…

Kolejny polski akcent w zestawieniu to powieść Krystyny Mirek – „Miłość z jasnego nieba”. Autorka opowiedziała historię, która zachwyciła mnie do tego stopnia, że mogę polecić Wam jej lekturę z czystym sumieniem.

Poruszająca opowieść o spotkaniu dwojga ludzi, których pozornie nic nie jest w stanie połączyć…

Daniel i Angelika to ludzie, którzy już od dawna mają w życiu jasno sprecyzowane cele i są w stanie zrobić wiele, by je osiągnąć. Teraz los zetknął ich ze sobą w sytuacji, z której tylko jedno z nich może wyjść zwycięsko.

Ona chce zmusić go, by podpisał niekorzystną dla siebie umowę. On za wszelką cenę pragnie zmienić warunki tego kontraktu, a przy tym, jako niepoprawny uwodziciel, chce uczynić z niej kolejną zdobycz do swojej „kolekcji”. Okoliczności zdają się nie sprzyjać porozumieniu, a tym bardziej – narodzinom uczucia. Jednak w mroźny dzień św. Walentego wiele się może wydarzyć…

Ta książka to opowieść o kiełkującym uczuciu, budującym się zaufaniu, dokonywaniu trudnych wyborów, godzeniu się z przeszłością i… opadających maskach.

„Dziewczę z sadu” to urocza historia dla młodzieży autorstwa Lucy Maud Montgomery, autorki, którą pokochały miliony za stworzenie postaci Ani z Zielonego Wzgórza. Jednak prócz Anne Shirley warto też poznać historię Kilmeny, która przypomina nieco bajkę o Kopciuszku. To opowieść o pierwszej, pięknej i niewinnej miłości…

Eric Marshall, świeżo upieczony absolwent college’u przyjeżdża na Wyspę Księcia Edwarda, by w zastępstwie chorego przyjaciela poprowadzić szkółkę w Charlottetown. Poznaje tam piękną i tajemniczą Kilmeny – niemą dziewczynę obdarzoną słuchem absolutnym, która komunikuje się ze światem poprzez grę na skrzypcach. Eric się w niej zakochuje. Musi jednak zawalczyć o swoją miłość. Czy uda mu się zdobyć serce Kilmeny? Dziewczę z sadu to opowiedziana z punktu widzenia młodego mężczyzny historia prawdziwej i głębokiej miłości, która okazuje się mieć uzdrawiającą moc.

Miłość, choć piękna, bywa też bardzo często trudna. Doskonale się o tym przekonali bohaterowie powieści Nicholasa Sparksa – „Jesienna miłość”. Piękna książka i równie zachwycająca ekranizacja – jeśli ktoś miałby ochotę obejrzeć, polecam.

Powieść przez wiele miesięcy nie schodziła ze światowych list bestsellerów. Jest rok 1958. Beztroski siedemnastolatek, Landon Carter, rozpoczyna naukę w ostatniej klasie szkoły średniej. Jego ojciec kongresman pragnie, by syn zrobił karierę – tymczasem Landon, podobnie, jak reszta klasy, nie zaczął jeszcze zastanawiać się, co zrobić z dorosłym życiem. Jedynie Jamie Sullivan, cicha, spokojna dziewczyna opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem, jest inna. Nie rozstaje się z Biblią, nie chodzi na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony. Czy możliwe jest, aby losy tych dwojga tak różnych młodych ludzi mogły połączyć się na zawsze?

Kto powiedział, że prawdziwie kochać potrafią tylko ludzie? „Miłość na czterech łapach” udowadnia, że istnieją na tym świecie istoty, które potrafią kochać równie mocno, jeśli nie mocniej, jak my. Piękna historia, bardzo wzruszająca. Wyciskacz łez…

Wszystkie psy idą do Nieba… chyba że mają niedokończone sprawy, tu na Ziemi. A niektóre z nich mają też do spełnienia ważną misję.

Okazuje się, że nie tylko koty mogą żyć po kilka razy. Główny bohater książki – Bailey – to uroczy psiak, który po serii niefortunnych zdarzeń odchodzi z tego świata. Ku swemu zdziwieniu odradza się ponownie, by trafić w ręce ośmioletniego chłopca imieniem Ethan. Wkrótce stają się nierozłącznymi przyjaciółmi a Bailey dożywa szczęśliwej starości u boku chłopca w poczuciu, że spełnił swoją misję.

Jednak zamiast udać się do psiego raju, Bailey przychodzi na świat ponownie w kolejnym psim wcieleniu. Czy uda mu się wreszcie odkryć, jaki jest cel jego życiowej misji?

Poprzednia pozycja daje nam jasno do zrozumienia, że nie tylko ludzie potrafią kochać. Ale czy są do tego zdolni zmarli? A dokładniej rzecz biorąc… zombie? „Ciepłe ciała” Isaaca Mariona rzuca nieco światła na ten temat i rozwiewa wszelkie wątpliwości.

R nie ma imienia, wspomnień, pulsu. Wraz z innymi zombie zamieszkuje opuszczone lotnisko. Żadne z nich nie pamięta, jaka katastrofa zamieniła świat w przerażające i puste miejsce, a ich – w chodzących Martwych. Żeby podtrzymać swoją egzystencję, muszą polować na Żywych, ukrywających się w opuszczonym mieście.
Pożeranie Żywych to smakowanie ich wspomnień, odtwarzanie tego, kim byli.
Podczas jednej z krwawych wypraw R znajduje Julie i – zupełnie niespodziewanie dla samego siebie – ocala ją przed śmiercią, zabierając ze sobą. Tak właśnie rozpoczyna się pełna napięcia znajomość, która diametralnie zmieni nie tylko ich samych. Jednak zimny i martwy świat nie podda się bez walki.

„After. Płomień pod moją skórą” to ostatni hit, prawdziwy fenomen wydawniczy. Historia przeniesiona wprost z serwisu Wattpad do rąk czytelników w wersji papierowej. Burzliwa historia związku Tessy i Hardina, która niektórych przyprawia o szybsze bicie serca, innych zaś irytuje i prowokuje do wygłaszania słów krytyki. Czytałam, mi się podobała. Czekam teraz na kontynuację, która ma się pojawić w kwietniu tego roku.

Życie Tessy można podzielić na to, co zdarzyło się przed poznaniem Hardina i na to, co zdarzyło się później.

Kiedy Tessa zaczyna studia, jej życie wydaje się idealnie poukładane: chce spełnić marzenia o pracy w wydawnictwie i jak najszybciej połączyć się z ukochanym Noah, który czeka na nią w rodzinnym mieście.

Ale spotkanie Hardina, który wydaje się być jej całkowitym przeciwieństwem, wywróci jej życie do góry nogami. Hardin jest arogancki, zbuntowany i w niczym nie przypomina troskliwego Noah. Ale to on budzi w Tessie uczucia, jakich dotąd nie zaznała.

Na sam koniec prawdziwa perełka literatury. Piękna, ponadczasowa, jedyna w swoim rodzaju. Historia miłości Jane Eyre i Rochestera, która podbiła serca milionów czytelników na całym świecie (w tym moje) i która nieustannie zachwyca kolejne pokolenia. „Jane Eyre. Autobiografia” <3

Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi…

To jest autobiografia – być może nie w ujęciu nagich faktów i okoliczności, lecz prawdziwego cierpienia i doświadczenia – pisał angielski filozof, George H. Lewes – to właśnie nadaje książce jej urok: dusza przemawia tutaj do duszy; jest to wypowiedź z głębin wewnętrznego zmagania i bólu ducha, który wiele przeszedł.

Miłego dnia 😀

8 komentarzy

  • AnnRK Luty 14, 2015 at 16:10

    No tak, nie czytałam żadnej z tych książek…
    W ogóle, jak tak się nad tym zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że w znajomości literackich historii romantycznych jestem bardzo kiepska.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 14, 2015 at 19:11

      Nic nie szkodzi 🙂 Masz przynajmniej co nadrabiać – czeka na Ciebie wiele przyjemnych chwil spędzonych z książkami 🙂

      Reply
  • Anne18 Luty 14, 2015 at 17:48

    Jesienna miłość to dla mnie absolutny numer jeden. Masz do mnie jakieś pytanie ? Możesz je zadać jeszcze do jutra pod ostatnim postem na blogu.

    Reply
  • Kinga Luty 14, 2015 at 18:50

    Czytałam tylko „Lawendowy pokój ” ,ale książka była naprawdę wspaniała , klimatyczna i pokochałam ją z całego serca . Resztę dopisałam do listy,aby wypożyczyć w bibliotece 😉

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Luty 14, 2015 at 19:13

      Bardzo się cieszę, że i Tobie przypadła ta książka do gustu. Czytałam bowiem nieco ostrzejszych słów krytyki na jej temat i nie było to miłe :/ Ale wiadomo, gusta są różne.
      Odnośnie reszty tytułów, to życzę Ci, byś znalazła je szybko w bibliotece 🙂

      Reply
  • natka294 Luty 15, 2015 at 15:25

    Czytałam z tego tylko „Lawendowy pokój”, jak i „Jesienną miłość” – i obu historii nie zapomnę nigdy – zapamietam na długo 😉

    Reply

Leave a Comment