Moje zdanie na temat tego, co lepsze – książka papierowa czy elektroniczna.

Świat się zmienia. Wiele rzeczy odchodzi do tzw lamusa, gdyż wypierają je coraz to nowe nowinki technologiczne. To samo dotyczy książek. Zdaję sobie sprawę, że zapewne nie jeden raz trafiliście w sieci na tekst porównujący książki tradycyjne z tymi wydawanymi w wersji elektronicznej, czyli tzw e-bookami. Ale to nic. Postanowiłam i ja zabrać głos w tej sprawie. Do tej pory w zasadzie wypowiadałam się jedynie w komentarzach pod postami innych osób. Uznałam jednak, że na mojej stronie powinien pojawić się wpis o tej tematyce. Jeśli zatem macie już dość dyskusji na temat tego, co lepsze – książka papierowa czy wersja elektroniczna – w tej chwili zrezygnujcie z dalszej lektury, nie wiem, przeglądnijcie sobie inne wpisy, albo po prostu opuśćcie moją stronę – co kto woli. Jeżeli natomiast macie chęć poznać moje zdanie na ten temat, zapraszam do dalszej lektury…

book-vs-ebook

Jak wiecie uwielbiam książki. Kupuję, dostaję, wymieniam. Moja biblioteczka przez lata rozrosła się do dość pokaźnych rozmiarów. Nigdy dotąd nie pokusiłam się o policzenie książek, które posiadam. Z całą pewnością jest ich bardzo dużo. Zajmują wszystkie możliwe półki w moim domu, stojąc nie w jednym, a w dwóch rzędach. Każda wolna przestrzeń wykorzystana jest do maksimum – wszędzie upchnięte są jakieś tomiszcza. Niestety mieszkanie nie jest z masy plastycznej, nie rozciągnie mi się cudownie tylko dlatego, że bardzo bym tego chciała. A nowe książki non stop zasilają moje zbiory… Znalazłam się w sytuacji, która zapewne wielu z Was jest dobrze znana – zaczyna brakować miejsca, już teraz ciężko jest mi znaleźć wolny kąt, aby ustawić kolejną moją książkową zdobycz. I tu na ratunek przychodzi czytnik e-booków. Swego czasu miałam tablet, na którym jednak rzadko czytałam. Nie odpowiadał mi wyświetlacz – za mocno świecił, raził w oczy. Poza tym bateria nie za długo trzymała, bo wiadomo, jak to z tabletami jest – system i inne pierdoły zżerają mu pamięć. Przyszedł jednak dzień, w którym mój tablecik stracił życie – moja córcia „niechcący” spaliła wejście zasilania, a sam tablet przestał reagować. Długo zbierałam się z myślą o kupnie kolejnego. W końcu jednak podjęłam decyzję, że jeśli mam już czytać książki w wersji innej, niż tradycyjnej, to potrzebuję porządnego sprzętu stworzonego specjalnie w tym celu. Odkładałam przez jakiś czas grosz do grosza i wkrótce stałam się posiadaczką czytnika e-booków z prawdziwego zdarzenia. Nie będę Was tu zanudzać specyfikacją techniczną, bo to nie jest zbyt interesujące. Wystarczy, że napiszę, iż jest to jeden z lepszych czytników, który sporo potrafi i wart jest swojej ceny. Nie, to nie Kindle 😉 Jakoś mam awersję do tego sprzętu, sama nie wiem dokładnie, dlaczego, ale tak już jakoś jest i tyle. No ale mniejsza o to. Czytnik zagościł w moim domu, a ja zaczęłam więcej czytać książek w wersji elektronicznej. Tak samo chętnie czytam książki w wersji papierowej, jak i elektronicznej. W zasadzie nie robi mi to wielkiej różnicy. Książki tradycyjne są mi po prostu bliższe ze względu na pewien rodzaj sentymentu, który do nich żywię.

book-vs-ebook2

Różnic pomiędzy książką tradycyjną a elektroniczną jest sporo, z czego każdy mol książkowy doskonale zdaje sobie sprawę. Pozwólcie jednak, że wypiszę Wam z mojego punktu widzenia plusy i minusy tych dwóch wersji książek.

Książka tradycyjna (papierowa jak kto woli)

  • magiczne okładki, które niejednokrotnie skłaniają po sięgnięcie po daną pozycję
  • szelest kartek
  • zapach farby drukarskiej, którą uwielbiam… tak, tak, przyznaję się, wącham książki 😉
  • ładnie wyglądają na półce, zwłaszcza kiedy tworzą jakiś większy cykl
  • ponoć posiadają duszę…
  • można je przytulić 🙂
  • zajmują stanowczo za dużo miejsca
  • z czasem papier żółknie, ciemnieje
  • okładka miewa załamania, rozdwajające się rogi, zamazują się tytuły/autorzy
  • kartki się zaginają
  • łatwo zniszczyć poprzez zalanie…
  • chwila nieuwagi i pozostawiamy na stronach ślady paluchów…

Książka elektroniczna (krótko mówiąc e-book)

  • nie zajmuje miejsca na półce, jeden czytnik pomieści tysiące pozycji; a jeśli jeszcze możemy dodać karty pamięci, to już w ogóle nie ma o czym mówić – przeolbrzymia niczym nie ograniczona kolekcja
  • jeśli w jakiś sposób stracimy plik z książką, zawsze możemy wejść na stronę księgarni/sklepu/inne gdzie dokonaliśmy zakupu i ponownie ściągnąć dany tytuł
  • nie kurzy się
  • kartki nie żółkną, nie ciemnieją
  • nie można w żaden sposób zabrudzić stronic powieści
  • czytnik można zabrać ze sobą wszędzie z dowolną ilością powieści nie skazując się na dźwiganie kilku książek w torbie
  • czcionkę książki można powiększyć tak, aby była czytelna dla każdego
  • czytnik jest lekki, nie ciąży w dłoni
  • porządny sprzęt jednak kosztuje
  • nie ma tego, co wymieniłam w plusach książki papierowej
  • nie każdy tytuł jest dostępny w wersji elektronicznej (niestety nasz kraj jeszcze pod tym względem raczkuje…)
  • często cena e-booka nie wiele się różni od ceny książki tradycyjnej, ale to ponoć mają zmienić, bo to wszystko wina tego, że na e-booki nałożony jest nadal podatek 23%…

book-vs-ebook5

Ostatnimi czasy mocno się nad czymś zastanawiam. W mojej biblioteczce znajduje się doprawdy bardzo dużo książek. Większość z nich została przeze mnie przeczytana i stoją sobie na półce, kurząc się niestety. W mej głowie zrodził się pewien pomysł, choć pewnie niektórzy uznają go za szalony… Zastanawiam się, czy nie wyprzedać wszystkich książek papierowych poza tymi, które są mi wyjątkowo drogie i które wolałabym zostawić sobie w tradycyjnej formie tak, żebym mogła zawsze spojrzeć na nie na półeczkę. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży całej reszty przeznaczyłabym na zamianę, tzn zakup tych samych tytułów tyle że w wersji elektronicznej. Książek bym nie straciła, a jednak sporo wolnego miejsca uzyskałabym w ten sposób.

Garść pytań do Was!

  • Co sądzicie o moim pomyśle wyprzedaży i zamiany wszystkiego, co się da oczywiście, na wersje elektroniczne?
  • Uważacie, że to szalony pomysł, czy też ma sens?
  • Sami zdecydowalibyście się na coś takiego?
  • Jaki w ogóle jest Wasz stosunek do książek elektronicznych? Czytujecie? Nienawidzicie? Macie sprzęt do tego, czy czytacie na ekranach komputera/laptopa/telefonu?

Czekam na Wasze komentarze. Pragnę poznać Wasze zdanie na ten temat.

book-vs-ebook0

44 komentarze

  • Luka 21 grudnia 2013 at 17:23

    Ja również jakiś czas temu dałam szansę czytnikowi. Ale książki jak kupowałam, tak kupuję 😉 A miał to być duży krok w stronę oszczędności. Nic z tego. E-booki czyta się świetnie, wygodnie, szybko, ale chętniej sięgam jednak po papierowe wersje. Postanowiłam, że na czytniku będę gromadzić tylko grubaśne księgi, książki do „autobusu” oraz te, których nie mogę zdobyć w wersji papierowej. I sprawa rozwiązana 😉 Mniej więcej…

    Twoje pytania…
    Wszystkich książek nie wyprzedawaj. Zatęsknisz 🙂 Zostaw te, do których masz największy sentyment oraz te, które może będziesz chciała jeszcze kiedyś przeczytać.

    Pomysł jest sensowny. Same książki w domu nie wpływają też dobrze na…zdrowie. Kurz, osad. Osobna biblioteczka to co innego, ale w pokoju sypialnym stosy książek nie są zbyt mądrym rozwiązaniem. Ja oczywiście mam w pokoju stosy książek 😉

    Ja nie zdecydowałabym się na to tak do końca. Raczej pół na pół.

    Na ostatnie pytanie odpowiedziałam już wyżej, ale dodam, że za jedyny rozsądny elektroniczny sposób czytania książek uznaję tylko czytanie na porządnym czytniku e-booków (koniecznie z e-papierem!). Laptopy, tablety odpadają.

    Ech, to się rozpisałam 🙂

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:00

      Spokojnie. Nie napisałam, że chcę wyprzedać wszystkie książki 🙂 Tam dalej po przecinku jest przecież, że zachowam te szczególnie mi bliskie 🙂 Po prostu wszelkie przeczytane przeze mnie tytuły, do których wiem, że pewnie i tak nie wrócę wystawiłabym na sprzedaż.
      A odnośnie czytania na czytniku, tego, że ma być to porządny sprzęt jeśli co. Właśnie taki mam. Z e-papierem, 16 odcieni szarości i wszystko inne, co możliwe, aby ułatwić czytanie. Spokojnie. Nie zamierzam zamienić papieru na coś, co będzie biło mi po oczach i męczyło wzrok 🙂

      Reply
      • Luka 22 grudnia 2013 at 10:22

        Ja to zawsze wszystko od razu skrajnie traktuję, więc jak przeczytałam „zamienić książki papierowe na elektroniczne” to od razu wyobraziłam sobie najgorsze 😉

        Reply
        • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:24

          Nie dziwię się 🙂 Aż tak drastyczna jeszcze nie jestem 😉

          Reply
  • Anne18 21 grudnia 2013 at 17:30

    Super pomysł na wpis to po pierwsze a teraz przechodzę do pytań.
    1)Co sądzicie o moim pomyśle wyprzedaży i zamiany wszystkiego, co się da oczywiście, na wersje elektroniczne?
    Moim zdaniem jest on szalony jednak książki papierowe mają w sobie jakąś magię to, że możesz na nie spojrzeć , dotknąć , przewrócić kartki, znaleźć ulubiony cytat, podpisać , zostawić ślad itd. Wiem, że technika idzie do przodu i w ogóle, ale moim zdaniem to już by była mała przesada. Gdy zabraknie mi miejsca zawsze mogę wymienić sprzedać, oddać do biblioteki, która jest słabo wyposażona , na jakaś loterię albo coś.
    2) Uważacie, że to szalony pomysł, czy też ma sens?- odpowiedziałam wcześniej

    3)
    Sami zdecydowalibyście się na coś takiego?
    Może jestem nie nowoczesna , ale w życiu bym się na coś takiego nie zdecydowała. Tradycjonalistka ze mnie. Jestem w ogóle bardzo sceptycznie nastawiona do tych wszystkich nowinek typu smartfon, tablet, czytnik , czy nawet telefon dotykowy. Można wymienić część , ale żeby od razu całość albo większość ? Zdecydowanie nie. Choć kupujący mieliby w czym wybierać to pewne. Ja jednak lubię mieć swoje książki na półce.

    4) Jaki w ogóle jest Wasz stosunek do książek elektronicznych? Czytujecie? Nienawidzicie? Macie sprzęt do tego, czy czytacie na ekranach komputera/laptopa/telefonu?
    Powiem tak nic do nich nie mam bo są dużym ułatwieniem np gdy chce się zdobyć książki po, które w bibliotece jest potworna kolejka albo na, które nas nie stać. Znam sporo osób, które z nich korzystają i są zadowolone. Sama nie czytam z jednego prostego powodu. Mam problemy ze wzrokiem kiedyś próbowałam czytać , ale moje oczy nie byłyby w stanie tego wytrzymać. Jedynie gdy potrzebuje czegoś na uczelnie jakiś fragment z książki papierowej wtedy korzystam , ale częściej drukuję nawet. Nie ma sprzętu w telefonie też nie korzystam z internetu. Nie idę z duchem czasu jak to mówią.
    Trochę się rozpisałam , ale chciałaś poznać moje zdanie więc spełniłam Twoją prośbę.

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:02

      Czemu wszyscy przeczytali jedynie początek zdania, a nie całość? Odnośnie tych „wszystkich książek”. Napisałam po przecinku, że z wyjątkiem tych, które są mi w pewien sposób drogie, do których czuję pewien sentyment 🙂 Po prostu cała reszta poleciała by na sprzedaż 🙂 Wymienianie znów nie ma najmniejszego sensu, no bo co mi niby da? Książka za książkę i nie rozwiązuję w ten sposób problemu miejsca. Biblioteka? No cóż, tu przemawia mój egoizm. Nie przelewa mi się z kasą, więc nie oddam za darmo. To jednak w większości mój wkład finansowy jest w tej mojej biblioteczce i nie zamierzam robić nikomu prezentów.

      Reply
      • Anne18 21 grudnia 2013 at 20:46

        Masz rację czegoś nie doczytałam ale swojego zdania nie zmieniam. To bedzie Twoja decyzja, ale miło, że chcesz poznać zdanie innych.

        Reply
        • Anne18 22 grudnia 2013 at 11:58

          Ja za to rzadko kupuję książki bo albo otrzymuję do recenzji, albo dostaję w prezencie kiedyś też pożyczałam z biblioteki. W empiku szukam głównie wydań kieszonkowych są super tanie i zajmują mniej miejsca zdecydowanie . Dlatego tak wyskoczyłam z tą biblioteką.

          Reply
          • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:25

            Ja swego czasu kupowałam bardzo dużo. Każdy wolny grosz był przeznaczony na kolejną książkę. Więc przez lata ten wkład finansowy w domową biblioteczkę urósł do dość pokaźnej kwoty 😉

  • Asia Pałasz 21 grudnia 2013 at 17:41

    Jak na razie jestem za książkami tradycyjnymi (może to dlatego, że nie mam ich zbyt wiele), ale kiedyś czytałam w wersji e-book i niby jest to jakiś „łatwiejszy” sposób, ale przez to popsułam sobie trochę wzrok i nawet jakoś tak nie mogę się dogłębnie „wczuć” w historię książki. Według mnie jest to bardzo szalony pomysł, żeby wysprzedać wszystkie książki i zamienić je ebookami. Straszny mam do nich sentyment i po prostu nie byłabym wstanie się z nimi rozstać. 🙂

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:04

      Jesteś kolejną osobą, która przeczytała, że chcę wyprzedać dosłownie wszystko 😛 Tam dalej jest, że zachowam w wersji papierowej te, które są mi w pewien sposób bliskie 🙂 Ale cała reszta owszem, poleciała by na sprzedaż 😉
      Odnośnie psucia wzroku. Książka tradycyjna psuje go o wiele bardziej. Czcionki są różne, interlinie również. Na czytniku, ale takim porządnym, ustawisz sobie wszystko pod siebie tak, żeby się jak najwygodniej czytało. Książka papierowa tego nie zapewni 😉

      Reply
  • Sara Stachowiak 21 grudnia 2013 at 17:42

    Również czytuję książki papierowe i e-booki, jest mi bez różnicy, w jakiej formie je czytam, choć czasami grube tomiszcza (papierowe) dają się porządnie we znaki i żałuję wówczas, iż danej książki nie mam na czytniku ;).
    Co do sprzedaży książek… sama jestem doskonałym przykładem na to, że coś takiego można zrobić ;). Swego czasu wyprzedałam całą swoją biblioteczkę (pisałam nawet o tym na swoim blogu), a za uzyskane pieniądze kupiłam właśnie czytnik, bez którego dziś po prostu nie mogę się obejść – uwielbiam to cacko :). I nie żałuję owej wyprzedaży; nadal pozbywam się papierowych książek, jeśli takie trafią pod mój dach i zostaną przeze mnie przeczytane. Obecnie na mojej półce mam jakieś kilkanaście tytułów, na czytniku natomiast o wiele więcej.
    Nowe e-booki może i są drogie, czasami ich wartość równa się wartości książek papierowych, ale te starsze można znaleźć po niższych cenach, nawet bardzo niskich (w tym roku zakupiłam np. „Metro 2033” za dokładnie… 0zł ;)), więc jeśli planujesz zastąpić część swoich książek wersjami elektronicznymi, na pewno znajdziesz wiele ciekawych ofert i promocji w Internecie.
    Ale wiadomo, całe to przedsięwzięcie musi być Twoją decyzją, ja swoich zamiarów z nikim nie konsultowałam (poinformowałam tylko o tym moją rodzinkę) i z efektów byłam i jestem zadowolona. Skoro jednak coś takiego przeszło Ci przez myśl, chyba jesteś na dobrej drodze do realizacji wyprzedażowego planu – w sensie, lubisz obie wersje książek, dostrzegasz plusy i minusy dużej biblioteczki, a to przecież dobry krok do „ułatwienia sobie życia” i pozbycia się zmartwień związanych z brakiem miejsca w domu ;).
    Ciekawa jestem, co postanowisz. Życzę Ci, abyś była usatysfakcjonowana swoją decyzją, jakakolwiek ona będzie :).
    Pozdrowionka!

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:06

      Jesteś pierwszą osobą, która zdaje się popierać mój pomysł 🙂 Cieszy mnie to bardzo. Jeśli byś mogła rzuć mi linkiem do Twojego wpisu na ten temat. Nie chce mi się przekopywać bloga w poszukiwaniu tego konkretnego postu. Tak, wiem, jestem leniwa. Musisz mi to wybaczyć 😉

      Reply
      • Sara Stachowiak 21 grudnia 2013 at 20:55

        Przejrzałam starsze posty i wywnioskowałam z nich, że nie robiłam zbyt wielkiego szumu wokół swojej wyprzedaży ;). Na ów pomysł wpadłam pod koniec maja 2012 roku, wyprzedaż rozpoczęłam 1 czerwca (najpierw zamieściłam informację na blogu, potem przeniosłam się na serwis aukcyjny), a dokładnie 19 czerwca uzbierałam już tyle funduszy, by móc kupić upragniony czytnik. W skład moich zbiorów wchodziły dwa regały, więc nie była to przesadna ilość, ale część książek sobie pozostawiłam (encyklopedie, książki z dzieciństwa, darowane z dedykacjami itp.). Chyba nawet zatwardziały e-czytelnik nie byłby w stanie pozbyć się dosłownie wszystkich papierowych egzemplarzy ze swej biblioteczki ;).

        Reply
        • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:27

          Hmm.. U mnie byłoby tego nieco więcej niż dwa regały. Już w tej chwili mam w kartonach upakowane książki przeznaczone na sprzedaż, których łącznie jest około 80 sztuk. Ale jak tak patrzę na półki to spokojnie mogłabym się pozbyć i drugie 80 tytułów. Żeby tylko znaleźć kupca… Ludzie są dziwni. Szukają tylko nowości. Jak są książki nieco starsze – to już ich nie interesują. I nie ważne, że w idealnym stanie i za 1/3 ceny okładkowej…

          Reply
          • Sara Stachowiak 23 grudnia 2013 at 21:26

            Widzę, że rozpoczęłaś wyprzedażową akcję; powodzenia :). Rzeczywiście te starsze książki cieszą się już mniejszą popularnością, no chyba że są w śmiesznie niskiej cenie, ale z doświadczenia wiem, że nie warto od razu się poddawać i mocno zaniżać ceny. Jeśli organizuje się wyprzedaż na wielką skalę,potencjalny kupujący jest w stanie wybrać dla siebie więcej niż 2-3 tytuły, oszczędzi na przesyłce itd., więc efekty są dla sprzedającego zadowalające. Ja podczas swojej „akcji” sprzedałam około 150 książek (część była nowa i nieczytana przeze mnie), najszybciej poszło ze znanymi autorami, wiadomo ;). No i w dalszym ciągu pozbywam się papierowych egzemplarzy na rzecz wersji elektronicznych. To dobre i praktyczne rozwiązanie, ja przynajmniej nie narzekam :). Pozdrawiam serdecznie i życzę wesołych świąt!

          • Miłośniczka Książek 23 grudnia 2013 at 23:40

            Tak, rozpoczęłam w dniu dzisiejszym wyprzedaż. Póki co na listę trafiło blisko 90 tytułów. Z czasem będzie ona aktualizowana. Posiadam sporo książek nadal oczekujących na ich przeczytanie, więc zapewne po tym, jak się w końcu doczekają, część z nich również zostanie przeznaczona na wyprzedaż. Mam nadzieję, że pójdzie mi to równie dobrze jak Tobie 🙂
            Dziękuję za życzenia 🙂 Wzajemnie 🙂

          • Anne18 26 grudnia 2013 at 13:15

            Ja sama na nic się nie skuszę,ale trzymam kciuki żeby udało Ci się sprzedać jak najwięcej tytułów i zrealizować swoje postanowienia zakupu e- booków. Mnie też trochę dziwi to, że najchętniej kupuje się nowości.

  • Dzosefinn 21 grudnia 2013 at 17:50

    NIGDY! Papier dla mnie świętością. 😛

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:06

      Też tak kiedyś myślałam. Z wiekiem człowiek dojrzewa, również do tego, żeby zrozumieć, że jednak można zastąpić różne rzeczy bez straty jakości 😉

      Reply
  • Chmurka 21 grudnia 2013 at 18:21

    Moim zdaniem sprzedaż książek to dobry pomysł. Niby książek nigdy nie za wiele, ale jednak kiedy jest ich naprawdę dużo, wtedy robi się już duży problem. Ja w wersji papierowej sprzedałabym wszystkie oprócz, tych najdroższych i kupiłabym te, do których będę chciała wrócić. W końcu po co wydawać znowu pieniądze na tę samą powieść, której już z pewnością nie przeczytam. Czytniki pod względem elektronicznej biblioteczki rzeczywiście jest pomocny. Wszystko w jednym miejscu i bez zajmowania dużej powierzchni. Chyba się zastanowię nad jego kupnem i zrobię podobnie jak ty planowałaś.
    Pozdrawiam 🙂

    Reply
    • Miłośniczka Książek 21 grudnia 2013 at 20:07

      Jak się cieszę, że popierasz mój pomysł. Czyli jednak nie jest znów taki szalony, skoro inspiruje innych 🙂

      Reply
  • jusssi 21 grudnia 2013 at 20:21

    Ja bym się chyba popłakała, gdybym miała sprzedać moje książki. Autentycznie serce by mi pękło. Lubię e-booki nie mam nic przeciwko, ale żeby zaraz takie radykalne kroki. Nigdy w życiu. Nie chodzi mi o samą treść książek, ale o samo obcowanie z formą książki. Cieszy mnie patrzenie, dotykanie, przewracanie stron, wąchanie…, a nawet pożyczanie książek innym. U mnie pomysł by się nie sprawdził, ja radzę nie podejmować takiej decyzji zbyt pochopnie, wiesz zawsze można kupić większy dom 😛 🙂

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:28

      Mnie też cieszy aspekt obcowania z papierową książką. Jak pisałam w +/- ebooków – nie da się chociażby wąchać książki, co osobiście jest moim uzależnieniem 😉 Jednak mam doprawdy mało miejsca w domu, córka rośnie, będzie potrzebowała również więcej przestrzeni dla siebie. Muszę więc coś wykombinować, aby ją uzyskać. Najlepszym sposobem wydaje mi się właśnie wyprzedaż nadmiaru tomiszczy zalegających na mych półkach.

      Reply
  • ejotek 21 grudnia 2013 at 20:47

    Twój pomysł ma swój sens, znając już Twojego bloga i stosiki domyślam się jaki ogrom książek musisz mieć… Ja bym tak nie potrafiła (póki co) zrobić, wiesz… sentyment, nowa biblioteczka jest i teraz miałabym… – nie! No i ja nie posiadam czytnika/tel. dotykowego czy czegoś w tym stylu, więc stąd może moje patrzenie na sprawę.
    Nie powiem myślę nad czytnikiem, ale przeraża mnie cena i nie wiem co wybrać, żeby się sprawdziło… Czy możesz mi napisać jaki kupiłaś? Jeśli nie tutaj to na maila? Proszę 🙂

    Reply
  • Jane Rachel 21 grudnia 2013 at 21:13

    Też mam czytnik. Fakt faktem jest wygodny, ma funkcję PaperWhite więc już w ogóle jest kapitalnie, ale… nie, książki papierowe mają dla mnie za duże znaczenie.

    1. Naprawdę chciałabyś wyprzedać książki, które się da i zamienić na wersję elektroniczną? Niedługo zobaczenie książki papierowej będzie abstrakcją, więc my – czytelnicy, mole książkowe – dbajmy o to, aby były w naszych domach. Na Twoim miejscu nie wyprzedawałabym wszystkiego. Jeśli faktycznie tak poważnie zdecydowałabym się na elektroniczne książki, to zaczęłabym kupować nowe stricte na czytnik, nie w papierowej wersji. Ale tamtych nie sprzedawałabym za żadne skarby.

    2. Oczywiście w jakimś stopniu ma sens, ale czy warto dać się po całemu zdominować przez elektronikę? Ona też czasami zawodzi. Sprzęty nie są długowieczne – w przeciwieństwie do książek – zaraz wyjdą nowe, lepsze modele, które nie będą mogły odczytać starych plików i sayo nara wszystkie książki. Również utracenie całej biblioteczki elektronicznej na wskutek awarii urządzenia nie jest przyjemne 🙁

    3. Na tak dużą skalę – raczej nie. Te lepsze książki wolałabym mieć w papierowej wersji, za to te trochę gorzej oceniane w elektronicznej. Ale wymienianie połowy biblioteczki na pliki na czytnik? Nie, co to, to nie. Zbyt mocno jestem związana z papierowymi wersjami.

    4. Tak jak mówiłam wcześniej, sama mam czytnik. Jest bardzo praktyczny, wygodny i w sumie go lubię, ale nie oddałam mu serca. Książki papierowe są numerem jeden. Im bardziej zniszczona, im dłużej trzymana przeze mnie w rękach, tym bardziej kochana. Taki sprzęt może zawieść, a książka – chociaż też może się zniszczyć – zawsze zostanie. To nic, że pobrudzona, pomięta i naznaczona czasem.

    To tyle z mojej strony 😉

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:33

      Kto wie, co przyniesie przyszłość. Pewnie i tak książki papierowe kiedyś znikną – choćby ze względu o dbałość o środowisko. Wszystko jedno. Elektronika zawodzi, może i tak, ale można temu łatwo zapobiec. E-booka możesz sobie przechowywać w kilku miejscach, masz więc kilka kopii zapasowych, a i zawsze możesz ponownie pobrać z wirtualnej półki sklepu, w którym dokonało się zakupu. A papierowa książka? Jeden egzemplarz i ameno. Zniszczy się = nie ma. Bo kto będzie robił przedruki, kserował itp itd?
      A co do zniszczonych książek, że im bardziej tym lepsza, bardziej związana sentymentalnie… Na mnie akurat to nie działa. Zniszczona w jakikolwiek sposób książka mnie denerwuje :/ Nie podoba mi się – zagięte rogi, plamy, starcia tytułu, cokolwiek = dla mnie jest nie do przyjęcia. Pod tym względem książki muszą być dla mnie idealne, niestety. A to da mi czytnik 😛

      Reply
      • Jane Rachel 23 grudnia 2013 at 20:26

        Masz po części rację, ale wychodzi z tego jeden wniosek – dajemy się zdominować przez elektronikę. Już większość czynności ułatwia nam elektronika, ale ona – jak powiedziałam – też zawodzi. Całym sercem i duszą jestem za tą odrobiną „normalności”, czyli np. za papierowymi książkami, telefonami bez internetu, itp. Ja słowo „książka” rozumiem jako okładkę, cudowny w dotyku papier, pachnące strony, tysiące liter i ten przyjemny ciężar, nawet jeśli czasami nie ułatwia poruszania się, bo ciąży w torebce. „Elektroniczna książka” to nic innego jak zwykły plik, który jest tylko do odczytania. No ale co kto lubi 😉

        Reply
        • Miłośniczka Książek 23 grudnia 2013 at 23:43

          Każdy lubi co innego 🙂 Sama idę z duchem czasu. Korzystam ze wszystkiego, co jest dostępne dla współczesnego człowieka. Cokolwiek nowego wyjdzie, będę to wypróbowywała, a jak się spodoba, odchodziła od poprzednich rozwiązań. Tak to już jest 🙂 Jest wielu zagorzałych miłośników wersji papierowych i najzupełniej to rozumiem. Wiem, jaką przyjemność daje obcowanie z książką w formie tradycyjnej. Jednakże nijako życie zmusza mnie do tego, aby przejść na wersje elektroniczne, przynajmniej odnośnie połowy biblioteczki 🙂

          Reply
  • ania notuje 21 grudnia 2013 at 21:35

    Długo uważałam, że warte uwagi są tylko książki papierowe. Kupiłam Kindle i nieco zmieniłam podejście. Zwykłe książki mogę wypożyczyć z biblioteki, szczególnie jeśli mam ochotę przeczytać je tylko raz. A elektroniczne mają przewagę oszczędności miejsca i wygody. Sama nie zamierzam już za wiele kupować papierowych – niestety są strasznie ciężkie i częste czytane tylko raz.

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:34

      Dokładnie tak. Kupujesz i odstawiasz. Kurzy się, miejsce zabiera, a i tak wiesz, że nie wrócisz do ponownej lektury. Owszem, ma się wybrane tytuły, bliskie sercu i takie trzyma się na półkach na wsze czasy. Sama takowe mam i akurat z tego typu powieściami nie umiałabym się rozstać. Ale cała reszta? Przeczytałam, odstawiłam na półkę i sterczy… kurzem zachodzą, zajmują coraz więcej miejsca. Mam dość :/

      Reply
  • Kiti 22 grudnia 2013 at 12:04

    Ja jakoś nie jestem przekonana do e-booków i czytnika. Faktem jest, że nie wszystkie książki są dostosowane do czytelnika, ale też nie zdecydowałabym się na to, aby wyprzedać niemal wszystkie i zostawić sobie tylko kilka. Z każdą z nich związane mam jakieś wspomnienie, a e-book niestety mi tego nie zastąpi.

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:35

      Nie powiesz mi, że do każdego tytułu jesteś przywiązana w równej mierze. Masz książki ukochane, które wspominasz, powracasz do nich. Ale masz też takie, które przeczytałaś i odstawiłaś na półkę, gdzie stoją do dziś. Czy tego typu książek nie potrafiłabyś się pozbyć? Robiąc tym samym miejsce na inne, być może ciekawsze?

      Reply
  • Dominika S. 22 grudnia 2013 at 14:57

    Mam czytnik już z pół roku, ale przyznam, że nie czytam na nim powieści w ogóle. Używam tylko do materiałów potrzebnych na studiach, podręczników i innych takich mniej ciekawych tekstów. Nie umiem pozbyć się papierowych książek. Zajmują dużo miejsca, ale na szczęście mam duży dom, więc jeszcze się mieszczą. Natomiast co, do Twojego pomysłu to nie byłoby to złe wyjścia, ale czy nie będziesz stratna? Zakładam, że za używane książki dostaniesz mniej, niż e-booki kosztują.

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:39

      Zazdroszczę przestrzeni życiowej. Też bym chciała sobie pozwolić na trzymanie wszystkiego, co trafia do mojej biblioteczki. Niestety mam ograniczone gabarytowo mieszkanie i zaczyna brakować miejsca na inne rzeczy. Wszędzie dookoła są książki. Fajnie to wygląda i w ogóle, ale zrobiło się tego za dużo.
      Czy będę stratna? Wiesz. Książki sprzedaje się w różnych cenach. Jedne za 1/3 wartości okładkowej, inne za połowę, a jeszcze inne nawet po cenie kupna. To wszystko zależy od tego, czy uda się znaleźć kupującego. E-booki póki co mają ten wspomniany przeze mnie vat w wysokości 23%, ale przecież mają go znieść = ceny będą o wiele niższe = będzie to opłacalne. Już teraz można wyhaczyć wiele tytułów w bardzo przystępnych cenach. Parę dni temu dokonałam zakupu obecnych nowości książkowych w cenach 14,90 i 12,50. Tytułów nie zdradzę, pokażę je przy okazji stosiku. Ale widać po tym, że można znaleźć upatrzone książki, wystarczy tylko poszukać, albo poczekać na okazje/promocje na stronach księgarń i sklepów.

      Reply
      • Sara Stachowiak 23 grudnia 2013 at 21:40

        Dokładnie! Trzeba szukać albo polować na promocje, których jest coraz więcej, zwłaszcza przy jakichś świątecznych okazjach, a takowych jest przecież mnóstwo. Nowości rzeczywiście powalają czasami swoją ceną, ale skoro ma się w posiadaniu książki świeżo wydane już przeczytane, po co spieszyć się z zakupem drogiego e-booka, skoro można poczekać, aż stanieje, prawda? 😉 A ze starszymi tytułami na pewno nie będzie problemu. Korzystasz może z Publio? Sama bardzo lubię tę stronę, non stop ma promocje (nie, nie bawię się w reklamowanie na zlecenie, żeby nie było ;)), więc warto tam zaglądać.

        Reply
        • Miłośniczka Książek 23 grudnia 2013 at 23:45

          Ja jestem z tych, co wiecznie wietrzą okazję i szukają możliwości oszczędzenia nawet jednego złotego 😉 Nie, nie jestem sknerą 😛 Po prostu nie lubię wydawać więcej skoro mogę gdzieś wydać mniej za to samo 🙂
          Odnośnie Publio. Oczywiście, że mam tam konto 🙂 Jak mogłabym nie mieć? Jedna ze wspomnianych przeze mnie wyżej zakupionych książek w wersji elektronicznej została właśnie kupiona na Publio 🙂 Druga jest z Virtualo 😉

          Reply
  • Kasia Roszczenko 22 grudnia 2013 at 17:36

    Ja póki co nie mogę się przekonać do książek elektronicznych, gdyż nie mam odpowiedniego sprzętu aby móc takie książki czytać a z laptopa nie do końca mi to pasuje. Nie miałam możliwości czytania książki elektronicznej na odpowiednim sprzęcie, więc nie mogę powiedzieć, że to mi nie pasuje.
    Zgadzam się ze wszystkimi plusami na temat książek papierowych – uwielbiam patrzeć na swoje półki, a jeśli już mi zaczyna brakować miejsca to po prostu wymieniam lub wyprzedaję tytuły mniej ciekawe lub nie tworzące serii.
    dochodzę do wniosku, że jeśli ktoś lubi formy elektroniczne to takie będzie czytał, jeśli formę papierową to się tylko na nią zdecyduje – a jeśli jest mu to obojętne to pokusi się na jedno i drugie 😉

    Reply
    • Miłośniczka Książek 22 grudnia 2013 at 17:43

      Na całe szczęście jestem szczęśliwą posiadaczką czytnika e-booków posiadającego wszelkie udogodnienia, jakie tylko może takie cacko mieć. Czytanie na nim książek niczym nie różni się od tego w wersji papierowej. Ekran przypomina kartkę papieru, nie świeci się, ma wyraźną czcionkę, którą można sobie dopasować wedle upodobań. To naprawdę przyjemna forma czytania, tylko jak sama piszesz, trzeba mieć na czym. Sama z laptopa nie umiem czytać niczego dłuższego – bolą mnie po prostu oczy.

      Reply
  • Alicja 25 grudnia 2013 at 13:54

    Książkom elektronicznym mówię nie.. po prostu nie potrafię się z nimi zaprzyjaźnić 🙂 Musi być papier i już !:)

    Reply
  • Lina 27 grudnia 2013 at 19:28

    Myślę, że sprzedaż książek, których nie tofasz, nie chcesz i nie będziesz czytać, jest bardzo dobrym pomysłem i ja bym tak zrobiła 🙂 Uwielbiam papierowe lektury, półki uginające się do lektur, ale mimo wszystko nasze mieszkanka nie są z gumy, więc trzeba wprowadzić trochę zmian, porządku i realności. Tak sobie myślę po cichu.
    Ponieważ jestem aktywną czytelniczką biblioteki, to czytam i oddaję, więc dlatego w moim pokoju przeważają książki, do których mam sentyment, które są tymi ‚naj’, bo na takie wydaję pieniądze. Ale też powoli kończy mi się miejsce 🙁 Od kiedy kupiłam sobie mego ulubionego Kindlusia to i e-booki, również uwielbiam. Przeglądam internet, mam kilka newsletterów, z fajnymi promocjami i tam kupuję ebooki, które darzę ciut mniejszym sentymentem i, których nie znajdę w naszych bibliotekach, a bardzo chciałabym je przeczytać. W moim osobistym, prywatnym odczuciu biblioteka, czytnik i własne papierowe książki to idealna równowaga dla książkomaniaka, takiego jak ja 🙂
    Pozdrawiam cieplutko,
    Lina

    Reply
  • kasia23112511 28 grudnia 2013 at 18:07

    Ja nie mam nic przeciwko czytnikom e-booków i przyznaje, że posiadanie takowego ma wiele zalet, ale… ja osobiście wolę tradycyjne książki. W podróży raczej nie czytam (mam chorobę lokomocyjną więc czytanie odpada), a w domu mimo, że miejsce się kurczy – wolę mieć papierowe wydania 🙂 W najbliższym czasie mam zamiar zmienić mieszkanie i liczę na większą przestrzeń, a w dalszej perspektywie chciałabym mieć biblioteczkę z prawdziwego zdarzenia 🙂

    Reply

Leave a Comment