„Miłość w Burzanach” – Katarzyna Archimowicz (recenzja 473)

„Dopóki dwoje ludzi zmierza do jednego celu, dopóki są zgodni co do swojej przyszłości, dopóki mają ochotę i siłę budować jeden wspólny dom, dopóty nie widać między nimi różnic. Ale wystarczy, że jednemu z nich choć przemknie przez myśl coś, z czym to drugie się nie zgadza lub co inaczej postrzega, a już cieniem zarysować się może przed nimi ta ich wspólna przyszłość, którą tak mozolnie budowali.”

Małżeństwo Grety i Grzegorza, dotąd zgodne i szczęśliwe, od pewnego czasu przeżywa trudne chwile. Wszystko było w porządku dopóki Grzegorz nie zaczął przebąkiwać o tym, że mogliby postarać się o dziecko. Niestety jego żona nie podzielała jego entuzjazmu. Nie była przeciwna posiadaniu potomstwa, jednak czuła, że jeszcze nie jest na nie gotowa. Odwlekała więc ewentualność zajścia w ciążę na bliżej nieokreśloną przyszłość. Powracali co jakiś czas do tego tematu, jednak za każdym razem koniec rozmowy wyglądał tak samo – stanowczą odmową ze strony Grety. Ale nie tylko ta kwestia burzyła spokój w ich związku. Grzegorz coraz częściej mówił o tym, że chciałby wziąć udział w najbliższej misji w Afganistanie. Jako czynny zawodowy żołnierz czuł wewnętrzną potrzebę odbycia tego rodzaju służby, a poza tym upatrywał w niej również korzyści majątkowe. Po powrocie mieliby bardziej stabilną sytuację finansową. Greta przekonywała go, że oboje mają stałą, dobrze płatną posadę i niczego więcej im już nie potrzeba. Do tego nie wyobrażała sobie półrocznego rozstania z mężem – raz, że brakowałoby jej jego bliskości, a dwa odeszłaby od zmysłów zamartwiając się każdego dnia, czy aby nadal żyje i nic mu się złego nie stało. Jednak Grzegorz, głuchy na argumenty żony, i tak zgłasza się do odbycia misji i wkrótce wyjeżdża zostawiając załamaną Gretę zupełnie samą z mnóstwem pytań kłębiących się w głowie. Azylem stają się dla niej rodzinne Burzany, w których mieszka jej ukochany wuj Michał. Od zawsze darzył ją wielkim uczuciem, wspierał w trudnych chwilach, dlatego też wiedziała, że i tym razem może liczyć na jego pomoc. Jednak nie tylko spokój odnajduje nad Bugiem Greta. Na jej drodze staje przystojny, dość tajemniczy i niemiłosiernie bogaty Ukrainiec, który z nikomu niewiadomych powodów postanowił nagle porzucić luksusy dotychczasowego życia i przenieść się na dalekie polskie Kresy. Jego pojawienie się w Burzanach burzy spokój okolicznych mieszkańców, a z czasem także Grety. Czego chce? Jakie ma zamiary? Czy można mu ufać? Z biegiem czasu Greta będzie musiała zastanowić się nad tym, na czym najbardziej zależy jej w życiu. Od decyzji, którą podejmie, zależeć będzie cała jej przyszłość…

„Oj, małe bywają ludzkie umysły i serca, ślepe na prawdę i na miłość. Nie ma znaczenia, w jakich ilościach dozuje się ludziom szczęście, radość, błogosławieństwa i pomyślność. Czy dostają je szczyptami, czy garściami, z rzadka tylko nieliczni potrafią je docenić. A po świecie błąka się tyle dobra… Wystarczy otworzyć ramiona i brać…”

Katarzyna Archimowicz ukończyła matematykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jest nie tylko nauczycielką w szkole podstawowej i gimnazjum, ale również doradcą zawodowym. „Miłość w Burzanach” to jej literacki debiut i jako taki całkiem dobrze jej wyszedł. Niestety widoczny jest tu pewien schemat, który ostatnio bardzo często gości w powieściach obyczajowych – związek dwojga ludzi przechodzi pewien kryzys, jedno z nich ucieka na polską wieś (albo za granicę) w poszukiwaniu szczęścia i spokoju, a wówczas na jej/jego drodze pojawia się ktoś nowy i mamy klasyczne trio oraz trudne do podjęcia decyzje dotyczące przyszłości. Muszę przyznać, że powoli zaczyna mnie już to nudzić. Chciałabym wziąć do ręki książkę, która wniesie w końcu coś nowego, powieje pewną świeżością, jakimś niebanalnym pomysłem na historię. Zamiast tego po raz kolejny dostałam coś, co było z góry przewidywalne. I choć przyjemnie czytało mi się powieść Archimowicz, to odczuwałam pewne znużenie podczas lektury. Jednak jest coś, co bardzo mi się spodobało w tej powieści. Burzany i ludzie w nim mieszkający. Śmiałam się czytając o toczącej się nocami po wsi taczce, na której to Nawrocki wiózł do domu żonę (albo ona jego) po nakrapianej imprezie. Interesująca wydała mi się Helena, zielarka z ciętym językiem i o niebywałej intuicji, przez którą nazywano ją nawet wiedźmą. Spodobała mi się również postać Daniła, uważanego przez mieszkańców Burzan za wioskowego głupka, podczas gdy tak naprawdę był on niezwykle wrażliwym, prostolinijnym, a przy tym obdarzonym niezwykłym talentem młodym mężczyzną, który przez wieczne docinki sam zaczął wierzyć w to, że jest głupi i nic dobrego w życiu z pewnością go nie spotka. Od razu obdarzyłam go cieplejszymi uczuciami i mocno kibicowałam, aby w końcu odmienił się jego los i uśmiechnęło się do niego szczęście. Pozytywną postacią jest tu również wuj Grety, Michał Burzański – choleryczny proboszcz, krzyczący, narzekający i klnący niczym szewc, a przy tym człowiek z sercem na dłoni.

„Miłość w Burzanach” to historia o ludziach, którzy na pewnym etapie swojego życia pogubili się w swoich uczuciach i na nowo musieli dojść do tego, na czym im naprawdę zależy, czego im brak, co daje im szczęście i czego najbardziej pragną. Udowadnia, że walczyć można ze wszystkimi uczuciami nękającymi człowieka, ale z jednym się nigdy nie wygra – z własnym sercem. Miłość spada na nas w najmniej oczekiwanym momencie i na zawsze odmienia nasze życie. Szczęśliwym ten, kto jej doświadczy…

Moja ocena: 4/6

Black Publishing

decorative

Wydawnictwo: Black Publishing
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Liczba stron: 456
ISBN: 978-83-7536-766-9

decorative

0Shares