„Małe kobietki” – Louisa May Alcott (recenzja 559)

„Małe kobietki” to jedno z najpopularniejszych dzieł dziewiętnastowiecznej amerykańskiej pisarki, pionierki literatury kobiecej i powieści dla dziewcząt, Louisy May Alcott. Historia oparta na jej prawdziwych wspomnieniach z młodości opowiada o rodzinie Marchów, która niegdyś opływała w luksusy, a dziś mierzyć się musi z ubóstwem. Nie jest im łatwo, zwłaszcza odkąd pan March opuścił dom, by jako kapelan wspierać żołnierzy walczących w wojnie secesyjnej. Jego żona oraz dwie najstarsze córki ciężko pracują, aby móc utrzymać koniec z końcem.

„W życiu czeka nas wiele ciężkich chwil, ale wszystko da się wytrzymać, jeśli poprosimy o pomoc we właściwy sposób.”

Szesnastoletnia Meg marzy o bogactwie. Zazdrości innym pannom ich wytwornych strojów oraz możliwości brania udziału w towarzyskich spotkaniach i zabawach. Nie potrafi zrozumieć i uważa to za wielce niesprawiedliwe, że niektórzy mają wszystko, o czym tylko zamarzą, a inni zmuszeni są obejść się smakiem. Jako najstarsza z sióstr bezwiednie wywiera wpływ na pozostałe dziewczynki, a one kochają ją z całego serca, zwłaszcza rok młodsza od niej Jo, która uważa Meg za swą najlepszą przyjaciółkę i nie wyobraża sobie, by mogła ją kiedykolwiek utracić. Ta piętnastoletnia panna oddałaby wszystko, by być chłopcem. Jest najbardziej żywiołowa i temperamentna z nich wszystkich, a przy tym bardzo niezdarna, przez co wielokrotnie doprowadza do śmiesznych sytuacji. Następna w kolejności jest trzynastoletnia Beth, cichutka dziewczynka, uzdolniona muzycznie, o gołębim serduszku, która potrafi zjednać sobie każdego z kim tylko się zetknie. Jest tak nieśmiała, że praktycznie nie opuszcza domu. Najmłodsza z sióstr ma lat dwanaście. Na co dzień stara się być prawdziwą małą damą odznaczającą się dobrymi manierami i wyrażającą się w wytworny sposób. Ale tak naprawdę jest nieco próżna i afektowana, co martwi jej matkę.

„Prawdziwy talent czy cnoty prędzej czy później i tak wyjdą na jaw, a jeśli nawet nie, to wystarczy sama świadomość, że się je posiada i wykorzystuje z pożytkiem. Największy urok to skromność.”

Choć przez cały czas rodzina odczuwa brak pieniędzy, córki pani March starają się jak tylko mogą, aby urozmaicać sobie życie. Mimo codziennych obowiązków, znajdują czas na wspólną zabawę. Zakładają tajne stowarzyszenia jak np Klub Pickwicka (wszystkie bowiem zachwycają się dziełami Dickensa), albo też wystawiają najprawdziwsze sztuki (tu ukłon w stronę Jo i jej talentu pisarskiego). Swym optymizmem i entuzjazmem zarażają wszystkich dookoła, w tym najbliższych sąsiadów – rodzinę Laurence’ów. W domu obok mieszka bogaty, starszy, tajemniczy pan, pod którego opieką znajduje się jego szesnastoletni wnuk Laurie. Wychowywany pod czujnym okiem dziadka, pozostający pod stałą opieką swego guwernera, chłopak czuje się bardzo samotny. Kiedy w ich życie wkraczają urocze sąsiadki, zmienia się ono nie do poznania.

„(…) miłość rozprasza strach, a wdzięczność zwycięża dumę.”

„Małe kobietki” to powieść uznawana za klasykę amerykańskiej literatury. Ta napisana blisko 150 lat temu historia dziś może wydawać się nieco staroświecka i pretensjonalna. Niektórych czytelników może też drażnić jej moralizatorski wydźwięk. Dla mnie jednak jest to powieść, po którą ze względu na wartości, które ze sobą niesie, sięgnąć powinna każda dorastająca dziewczynka. Zwraca ona bowiem uwagę na to, co uważać powinniśmy za najważniejsze w naszym życiu. Pieniądze szczęścia nie dają. Największym bogactwem człowieka jest jego rodzina. Miłość, wzajemne zrozumienie i szacunek względem drugiej osoby. Spokój, poczucie bezpieczeństwa i dobre zdrowie. I praca, która „broni nas przed nudą i złymi postępkami, jest dobra dla ciała i ducha (…)”, która „daje też większe poczucie siły i niezależności niż pieniądze lub moda.” Jest w tej powieści coś magnetycznego, co przyciąga czytelnika. Jest klimatyczna, ze świetnie zarysowanymi portretami bohaterów i prawdziwym studium dorastania. I co dla mnie jest bardzo ważne ma swój ciąg dalszy, gdyż Louisa May Alcott napisała jeszcze trzy powieści („Dobre żony”, „Mali mężczyźni”, „Chłopcy Jo”) opowiadające o dalszych losach czterech sióstr March – Meg, Jo, Beth i Amy, po które z pewnością sięgnę, jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.

1. „Małe kobietki”, wyd. MG, 2012, tłum. Anna Bańkowska, s. 251
2. tamże, s. 89
3. tamże, s. 81
4. tamże, s. 150

Moja ocena: 6/6

Małe kobietki [Louisa May Alcott] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Little Women
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 304
ISBN: 978-83-7779-113-4

18 komentarzy

  • Elenkaa_ 17 października 2014 at 18:36

    Słyszałam o tej książce, bo kto nie słyszał… I mam ją w planach, jako klasyk, ale na początek chciałabym przeczytać jakąś książkę Jane Austen 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 17 października 2014 at 22:27

      Jane Austen uwielbiam 😀 Czytałam kilka jej powieści i każda bez wyjątku mi się podobała 😀

      Reply
  • Alicja 17 października 2014 at 19:06

    Całkiem fajna lektura się zapowiada, muszę przeczytać 😉

    Reply
  • Kiti 17 października 2014 at 21:01

    Słyszałam o tej książce, ale nie miałam okazji przeczytać. Nawet nie wiedziałam, że są dalsze tomy, dobrze wiedzieć. Przekaz powieści na pewno ważny.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 17 października 2014 at 22:28

      Przyznam Ci się szczerze, że o istnieniu kontynuacji dowiedziałam się dopiero w momencie przeglądania biografii autorki. Byłam mile zaskoczona 😀

      Reply
  • J. 17 października 2014 at 21:57

    Czytałam bardzo dawno temu i wtedy ta powieść naprawdę na mnie istotnie wpłynęła. Do dziś mam do niej sentyment. Kupiłam sobie nawet w oryginale, żeby kiedyś jeszcze raz przeczytać :).

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 17 października 2014 at 22:29

      Zatem życzę Ci przyjemnego powrotu do lektury i odkrywania jej uroku na nowo 🙂

      Reply
  • Anne18 18 października 2014 at 10:21

    Świetne cytaty wybrałaś. Mała uwaga, którą możesz zaakceptować lub nie. Według mnie lepiej brzmi związać koniec z końcem niż utrzymać koniec z końcem.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 19 października 2014 at 19:43

      Dziękuję za zwrócenie uwagi. Poprawiać jednak nie będę, gdyż tekst w tej postaci poleciał na wszystkie portale/strony księgarń, na których mam konto i na części z nich nie można dokonywać edycji. Więc niech wszędzie będzie jedna wersja 🙂

      Reply
  • ania notuje 19 października 2014 at 19:09

    A ja o niej słyszę pierwszy raz. Nie wiem, na razie mam już za wiele tytułów „do przeczytania” 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 19 października 2014 at 19:41

      Po tę historię można sięgnąć w każdym wieku, więc nawet jeśli teraz nie masz na nią czasu, to zawsze możesz jej dać szansę w przyszłości, choćby i za kilka lat 🙂

      Reply
  • barwinka 20 października 2014 at 08:28

    Wielokrotnie stykalam się z tym tytułem ale do tej pory nie miałam okazji go czytać. Myślę że pora to zmienić 🙂

    Reply
  • Ewa Książkówka 20 października 2014 at 12:51

    Ja usłyszałam o tej książce dzięki serialowi „Przyjaciele”. 🙂 W jednym z odcinków jest o niej mowa. Od tamtej pory chcę ją przeczytać. 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 października 2014 at 21:17

      Właśnie czytałam u kilku osób wypowiedzi, że przez ten serial sięgnęli po tę powieść. A ja Ci powiem, że mi umknął chyba ten odcinek, w którym ona się pojawiła 😀

      Reply
  • magdalenardo 27 października 2014 at 21:14

    Oj, ale mi głupio!
    Książka w tym pięknym wydaniu od blisko roku stoi na półce, a ja nadal jej nie znam (i to nie tylko w tej szacie graficznej, ale w ogóle!).

    Reply
    • Sylwia Węgielewska 27 października 2014 at 21:16

      Oj kochana! No to masz co nadrabiać!! I żadnej wymówki – bo książkę posiadasz 😉

      Reply

Leave a Comment