“Lokatorka Wildfell Hall” – Anne Brontë [recenzja 324]

Powieść Anne Brontë opowiada o młodej kobiecie, która pewnego dnia zamieszkała w opuszczonej posiadłości Wildfell Hall wraz ze swoim małoletnim synem oraz oddaną służącą Rachel. Mieszkańcom okolic przedstawiła się jako Helen Graham, lecz nie ujawniła nic konkretnego ze swej przeszłości. Domysły odnośnie jej pochodzenia i powody, dla których zdecydowała się wprowadzić do zaniedbanej posiadłości stały się źródłem plotek na jej temat oraz bezpodstawnych oskarżeń skierowanych ku ich obiektowi zainteresowania. Tylko jedna osoba wydaje się być odporna na wszystkie te pomówienia. Jest nią młody panicz Gilbert Markham będący najbliższym sąsiadem Helen. Z biegiem czasu staje się on coraz bardziej zaintrygowany panią Graham, jednak ona stara się go trzymać na dystans. Początkowo nie rozumie on jej postępowania względem niego. Wszystko jednak ulega zmianie, kiedy do rąk Gilberta trafia jej dziennik. Skrywa on wszystkie tajemnice Helen, po przeczytaniu których Markham nie dziwi się, czemu kobieta postanowiła zataić przed okolicznymi mieszkańcami swoją przeszłość.

“Lokatorka Wildfell Hall” przypisywana jest autorstwu Anne Brontë. Jednakże ostatnimi czasy wyszły na jaw pewne fakty, które zdają się potwierdzać to, iż wszystkie książki wydane przez słynne trio sióstr Brontë zostały tak naprawdę napisane przez jedną z nich, a mianowicie Charlotte. Szerzej o tym można przeczytać w książce “Charlotte Brontë i jej siostry śpiące” autorstwa Eryka Ostrowskiego będącej biografią najstarszej z sióstr. Czytałam najsłynniejsze dzieło Charlotte “Jane Eyre. Autobiografia” i teraz po przeczytaniu “Lokatorki Wildfell Hall” widzę wyraźne podobieństwo pomiędzy nimi. Napisane zostały one tym samym stylem. Niepodobna bowiem, aby dwie osoby, choćby były spokrewnione, pisały w tak podobny do siebie sposób.

Pierwotnie historia stanowi wspomnienia Gilberta Markhama. Pisze on listy do swego serdecznego przyjaciela, w których to szczegółowo opisuje wszystkie wydarzenia mające miejsce od chwili, w której w Wildfell Hall zamieszkała tajemnicza wdowa. W momencie, w którym do jego rąk trafia dziennik kobiety, narratorem staje się pani Graham, która wyjawia nam tajemnice ze swej przeszłości. Muszę przyznać, że ta część pochłonęła mnie bez reszty. Życie Helen nie było bowiem usłane różami. Stanowczo za dużo musiała wycierpieć. Niemniej jednak przez cały czas pozostawała w zgodzie z samą sobą oraz Bogiem, który stanowił dla niej największą wartość w życiu. Historia opowiada nam o kobiecie, która będąc jeszcze panną miała romantyczne wyobrażenie miłości i patrzyła na swą przyszłość optymistycznym okiem. Jednakże los wystawił ją na ciężką próbę. Jej uczucia zostały brutalnie zdeptane, lojalność niedoceniona, a widoki na dalsze życie nie zapowiadały niczego dobrego. Mając na uwadze dobro swojego dziecka, musiała podjąć decyzje, które zaważyły na jej dobrym imieniu, a tym samym zhańbiły ją w oczach wielu ludzi. Nie ulękła się jednak i nie pochyliła głowy z pokorą, nie poddała się presji otoczenia. Wolała przekreślić dotychczasowe życie, byle tylko nie zatracić własnej duszy i nie przekreślić przyszłości syna.

“Lokatorka z Wildfell Hall” kreśli przed nami obraz kobiety żyjącej w początkach XIX wieku. W tym okresie pozycja kobiety była jasno określona. Jej głównym zadaniem było bycie dobrą żoną. A co się za tym kryło? Bezkrytyczna lojalność, usłużność oraz spełnianie wszelkich zachcianek swojego męża. Mężczyźni byli wówczas bardziej panami swoich współmałżonek, niż życiowymi partnerami traktującymi ukochane na równi z sobą. Nie liczyło się zdanie kobiety w tamtych czasach. Zaś wszelkie próby oporu były odpowiednio zwalczane. Wielokrotnie też przy podjęciu decyzji o małżeństwie górę brały pobudki materialne – nie liczyło się pokrewieństwo dusz, ale zapewnienie sobie odpowiedniego statusu społecznego. Obecnie nie jesteśmy w stanie sobie do końca uzmysłowić tego, jak ciężkie i okrutne życie zmuszone były wówczas wieść nasze poprzedniczki. Mimo wielkiej fascynacji tamtym okresem historycznym, sama nie chciałabym żyć w tamtych czasach i doświadczać tego, czego doświadczały ówczesne kobiety.

Książka została napisana pięknym językiem. Nie zabrakło tu szczegółowych opisów przyrody, które zostały przedstawione w taki sposób, iż podczas lektury bez problemu można sobie wyobrazić wszystko to, co widzieli sami bohaterowie powieści. A jeśli już o nich mowa, to zostali oni starannie dopieszczeni. Każdy z nich jest tak prawdziwy, jak to tylko możliwe. Nie zauważyłam tu żadnych rzucających się w oczy przerysowań. Są oni z krwi i kości, realni tak samo, jak i my. Różnią się pomiędzy sobą charakterem oraz upodobaniami. Razem stanowią zaś pełny obraz tamtych czasów dając nam poczuć, jak wówczas wyglądało życie na wszystkich szczeblach drabiny społecznej.

“Lokatorka z Wildfell Hall” to historia niezwykła. Nie żałuję ani jednej chwili spędzonej podczas lektury tej książki. Cieszę się, że trafiła ona w moje ręce, gdyż dzięki temu mogłam poznać niesamowitą kobietę, która może stać się wzorem do naśladowania dla wielu pań żyjących współcześnie. Jest to powieść, do której się wraca i o której nie sposób zapomnieć. Do tego została pięknie wydana, dzięki czemu będzie prawdziwą ozdobą każdej biblioteczki. Ze swojej strony gorąco polecam.

Moja ocena: 5/6

Lokatorka Wildfell Hall - CYFROTEKA.PL

Tytuł oryginalny: The Tenant of Wildfell Hall
Tłumaczenie: Magdalena Hume
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2012
Oprawa: twarda
Liczba stron: 544
ISBN: 978-83-7779-068-7

 

0Shares

24 Replies to ““Lokatorka Wildfell Hall” – Anne Brontë [recenzja 324]”

  1. Bardzo podobała mi się recenzja choć nie przepadam za tym czasem i osadzaniem w nim książek – to już kwestia gustu…ale mam kilka znajomych osób, którym zdecydowanie przypadnie do gustu, więc może sprezentuję??
    Pozdrawiam Ciepło i Zapraszam do siebie
    Marta Kor – MK Czytuje

    1. Fakt. Tego typu książki nie każdy lubi. Są specyficzne, pisane innym stylem i w ogóle odbiegające od tego, czym teraz raczą nas pisarze. Ale jak ktoś lubi, będzie zadowolony z lektury 🙂

    1. Właśnie teraz mam w planach “Agnes Grey”. Ciekawe, czy mi się spodoba 🙂 A potem chciałabym przeczytać “Vilette” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *