“Laura” – J.K. Johansson (recenzja 521)

Miia Pohjavirta przez ostatnie lata pracowała jako policyjna konsultantka d/s walki z przestępczością w internecie. Teraz będzie miała okazję wykazać się jako wychowawca i pedagog w liceum, do którego niegdyś sama uczęszczała, a w którym od dawna pracuje jej brat – Niklas. Jest on szkolnym psychologiem, którego młodzież ochrzciła mianem Psycho-Nikke. Mimo dość dziwnego przydomka jest on powszechnie lubiany i szanowany, młodzi ludzie wiedzą, że jeśli tylko będą czuli taką potrzebę, mogą się do niego zwrócić o pomoc, a on zrobi wszystko, co będzie w stanie, by rozwiązać ich problemy. Miia ma nadzieję, że i ona zapuści tu korzenie na dłużej. Pech chciał, że rozpoczęcie przez nią nowej pracy zbiegło się z dramatycznym wydarzeniem, które wstrząsnęło całym liceum. Zaginęła jedna z uczennic, Laura Anderson. Ponoć widziano ją jeszcze na plaży podczas tradycyjnego świętowania przez uczniów pożegnania lata. Do domu już jednak nie wróciła. Zdenerwowani rodzice zgłosili na policję zaginięcie córki. Nic więc dziwnego, że w związku z tą całą sprawą pojawienie się w szkolnych murach Mii za grosz nie wzbudza zaufania wśród uczniów. Przekonani są, że to nie przypadek, iż właśnie teraz zaczęła tu pracować. Tymczasem poszukiwania nastolatki utknęły w martwym punkcie. Nie znaleziono ciała, a kolejne informacje od znajomych dziewczyny oraz przypadkowych informatorów nie przynoszą nic nowego. Miia rozpoczyna własne śledztwo, zwłaszcza że zaginięcie Laury przypomina jej dramatyczne wydarzenia sprzed 20 lat, które dosięgły bezpośrednio jej bliskich. Wkrótce odkrywa, że nastolatkę oraz jej brata łączyło coś więcej niż tylko spotkania w jego szkolnym gabinecie. Czyżby Niklas miał coś wspólnego ze sprawą? Szybko jednak zauważa, że w Palokaski prawie każdy z mieszkańców ma coś do ukrycia… a i sama Laura nie była taka święta, na jaką wyglądała.

Nie trzeba mnie długo namawiać, abym sięgnęła po kryminał. A już zwłaszcza wówczas, jeśli na okładce widnieją zapewnienia, że historia ta wciśnie mnie w krzesło oraz sprawi, że nie będę mogła się od niej oderwać. Porównanie z serialem telewizyjnym “Miasteczko Twin Peaks” scementowało postanowienie, że przeczytam tę książkę. Chciałam poczuć to, te  wszystkie emocje, które towarzyszyć mi miały podczas lektury. Rozpoczęłam więc swoją przygodę z “Laurą”, pierwszym tomem trylogii “Miasteczko Palokaski” autorstwa J.K. Johansson. Warto wiedzieć, że “J.K. Johansson” to jedynie pseudonim, pod którym ukrywają się znani i lubiani fińscy autorzy, którzy na co dzień zajmują się pisaniem scenariuszy filmowych i telewizyjnych.

Książka liczy sobie nieco ponad 250 stron i należy do gatunku, który uwielbiam. Powinnam łyknąć ją na raz, a tymczasem męczyłam się z nią kilka dni. Czytałam i odkładałam na bok, aby za jakiś czas znów do niej powrócić i po kilku stronach stwierdzić, że to jednak nie to, czego się spodziewałam, że nie pisałam się na coś takiego. “Laura” jest po prostu nudna. Zamiast wartkiej akcji, którą mi obiecywano, otrzymałam grzęzawisko, w którym raz po raz ona utykała, ciągnęła się z mozołem i kiedy już udawało jej się choć trochę wyskoczyć do przodu, wpadała w kolejny dół i znów stawała w miejscu nie mogąc się wydostać. Śledztwo prowadzone przez policję jest tak żałosne i ukazane w powierzchowny sposób, że strach człowieka oblatuje na myśl o tym, że wymierzaniem sprawiedliwości zajmują się tacy ludzie, jak ci z miasteczka Palokaski. To już główna bohaterka o wiele bardziej angażuje się w całą sprawę, choć przecież nie pracuje już dla policji. Jednakże tylko to o niej dobrze świadczy, bowiem cała reszta… no cóż. Mii Pohjavirty nie można polubić. Nie potrafię poczuć sympatii do kogoś, kto stale myśli o facetach, łóżkowych figlach oraz żałosnym uzależnieniu się od Facebooka. Cały kryminalny wątek przytłoczony został przez jej życie osobiste – seksualne fantazje, spotkania z przyjaciółeczkami i inne nic nie wnoszące do historii pierdoły. Gdzieś pomiędzy wierszami ukazane zostały problemy społeczne dotyczące podziału klasowego mieszkańców miasteczka, czy np te związane z niemożnością zajścia w ciążę mimo wieloletnich starań małżonków. Jednak nawet to zostało potraktowane w powieści po macoszemu – ot są i tyle, żadnego szerszego, głębszego spojrzenia na to wszystko.

Czas poświęcony na lekturę “Laury” okazał się być czasem straconym. Kryminał z tego żaden, a przynajmniej nie taki, który mógłby zadowolić miłośników tego gatunku. Główna bohaterka niczym się nie wyróżnia, jest irytująca i nudna. Policja przedstawiona została przez autorów jako banda półgłówków, która nie potrafi sobie z niczym poradzić i na którą nie można liczyć. Akcji nie ma tu żadnej, historia ciągnie się jak flaki z olejem i sprawia, że przy bardziej pochmurnym dniu najzwyczajniej w świecie uśnie się nad książką. Jestem rozczarowana i zła, że zmarnowałam tyle czasu na tak marną lekturę. Stanowczo odradzam Wam sięgnięcia po tę powieść. No chyba że potrzebujecie skutecznego usypiacza… odlot w ramiona Morfeusza gwarantowany.

Moja ocena: 2/6

Laura [J.K. Johansson]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Laura
Tłumaczenie: Anna Bunder
Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2014
Trylogia: Miasteczko Palokaski, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 252
ISBN: 978-83-08-05379-9

Literackie

0Shares

22 Replies to ““Laura” – J.K. Johansson (recenzja 521)”

  1. Chyba wszystkie recenzje jakie czytałam utrzymane są w podobnym tonie do Twojej opinii. Naprawdę to smutne jak marketing może nakręcić oczekiwania czytelników, którzy spodziewają się super historii, a dostają po prostu gniot. Będę się trzymać od “Laury” z daleka.

  2. Ja z kolei nie uważam, żeby była aż tak zła. Owszem, nie była specjalnie rewelacyjna, ale wciągająca moim zdaniem. Fakt faktem, że nie czytam sporo tych skandynawskich, więc nie mam wielkiego porównania, ale na tle innych wypada średnio, ale nie marnie. Oczywiście jest to tylko moje zdanie i każdy może mieć inne;)

    1. Znamy się nie od wczoraj. Wiesz, że zaczytuję się w kryminałach, a mając sporo tytułów za sobą mogę spokojnie porównać ją do innych czytanych przeze mnie powieści. Na ich tle wypada baaardzoo słabiutko, niestety.

  3. Możesz u mnie przeczytać, co pisałam o tej książce – zgadzam się z Tobą. Nuda, nijakość, banalność – to główne cechy tej “powieści”, “powieści”, bo bardziej przypomina niedopracowane opowiadanie…Jeszcze te seksualne przygody Mii to jakiś tragizm. Totalnie bezwartościowy wątek. I w ogóle nie ma tutaj wyraźnego śledztwa…Spodoba się tylko osobom, które się na kryminałach nie znają.

  4. Po książkę raczej nie sięgnę, ale powiem Ci, że zauważyłam taką tendencję, która ostatnimi czasy jest dosyć popularna, a mianowicie nazwiska i imiona autorów 🙂 Na kanwie J.R.R. Tolkiena, J.K.Rowliing i G.R.R.Martina, mniej znani pisarze budują swoją karierę posługując się inicjałami 🙂 To zaczyna być dosyć żałosne i śmieszne… ostatnio sama czytałam książkę autorki, która podpisuje się G.Z.Martin… Dzisiaj Ty z J.K.Johansson… Straszne :/

  5. Ooo, widzę, że nieźle zjechałaś tę książkę, ale widocznie się jej należało 😛 Również jestem miłośniczką kryminałów, choć o istnieniu tego dowiedziałam się dopiero dzięki Twojej recenzji. Skoro wątek kryminalny jest tak słaby, to z pewnością po nią nie sięgnę 🙂

  6. Tak też myslałam… Zbyt piękne to by było, gdyby z tej książki, porównanej do Twin Peaks, mogło wyjść coś dobrego. Fanów Twin Peaksa ostatnio bardzo się mami. Wayward Pines, teraz Laura. Po tę pozycję nie sięgnę na pewno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *