„Ksin. Początek” – Konrad T. Lewandowski (recenzja 576)

„Wielki powrót kultowej Sagi o kotołaku!” – takimi oto słowy my, czytelnicy, jesteśmy witani na okładce powieści Konrada T. Lewandowskiego „Ksin. Początek”. Książka ta stanowi prequel do „jednej z najbardziej znanych serii fantasy w polskiej literaturze”. Czy faktycznie za taką jest ona uznawana – mówiąc szczerze: nie wiem. Kiedy wydany został pierwszy tom wspomnianej sagi, a było to pod koniec lat 80 ubiegłego wieku, byłam małą dziewczynką, której daleko było do sięgania po tego typu historie. Przyjmijmy jednak, że tak było faktycznie – przecież musiał istnieć powód, dla którego wydawnictwo Nasza Księgarnia postanowiło wznowić ten cykl, nieprawdaż? Nowe wydanie jest połączeniem nieznanej dotąd historii pochodzenia głównego bohatera – kotołaka Ksina, oraz mikropowieści „Przybysz”. Fajnym dodatkiem jest zamieszczony na samym końcu bestiariusz zawierający całe mnóstwo ciekawych informacji na temat najróżniejszych nadnaturalnych istot występujących na kartach powieści.

Historia toczy się dwutorowo.

Z jednej strony jest to opowieść o kotołaku Ksinie, który zrodził się jako bestia, dziecię Onego, ale pod wpływem miłości i opieki Starej Kobiety zdołał pokonać w sobie wewnętrzne zło i stał się niemal ludzki. Nauczył się samokontroli podczas zachodzącej w nim Przemiany i nie ulegania mrocznym, zwierzęcym instynktom towarzyszącym innym przedstawicielom jego gatunku. Po śmierci swej piastunki, spełniając jej ostatnią prośbę, wyrusza do Katimy, największego miasta a zarazem stolicy królestwa Suminoru po drodze ratując zbiegłą prostytutkę o imieniu Hanti, z którą od tej pory zwiążą się jego dalsze losy.

Druga część historii opowiada o Aspaji, córce bogatego kupca z Katimy. Jest ona zaręczona z mężczyzną, którego wybrał dla niej ojciec, jednakże nie godzi się na taki los. Pragnie przygody. Ma dość opowieści innych. Chciałaby na własne oczy zobaczyć te wszystkie potwory zamieszkujące Puszczę Upiorów, o których tyle słyszała. W tym celu obmyśla przebiegły plan, w który wciąga nieświadomego niczego Galiona – maga przybyłego do Katimy, aby dzięki protekcji jej ojca dostać się na Akademię Magów, by tam udowodnić swoje pierwszeństwo do wiedzy na temat tworów Onego, do której bezczelnie przyznał się miejscowy mag bazujący na informacjach zawartych w listach od  Galiona, w których ten nie szczędził słów na temat swych odkryć. Intryga kupieckiej córki kończy się sukcesem, dzięki czemu ona i Galion wyruszają w drogę ku swemu przeznaczeniu…

Dobrze, że do książki dołączony został bestiariusz, bowiem nie sposób spamiętać i wymienić tych wszystkich istot, które przewijają się na kartach powieści. Mamy tu znane wszystkim wampiry, wilkołaki, strzygi, południce, ghule czy sfinksy, ale są też kotołaki, koniołaki, pająkołaki (mnogość -łaków), porońce, odczłowieczeńcy, martwiaki, bazyliszki… Świat dzieci Onego, który zrodził się dokładnie przed 1721 laty, jest naprawdę przebogaty. I muszę przyznać autorowi, że całkiem fajnie przedstawiony. Na kartach powieści pojawiają się również magowie, jednak ich pozycja w społeczeństwie jest dość niepewna. Ma to związek z pewnym wydarzeniem z przeszłości, podczas którego doszło do rzezi magów. Od tamtej pory nauka magii pozostaje pod kontrolą i tylko nielicznym wolno stosować bardziej ofensywne zaklęcia.

Choć powieść przeczytałam dość szybko i bez żadnego problemu, to jednak nie udało jej się sprostać moim oczekiwaniom. Pojawia się w niej niestety nieco nieścisłości i braku logiki (np. postać maga Tagero). Nie spodobał mi się wątek romantyczny na linii Ksin – Hanti. Jest jakiś taki naciągany, sztuczny, mało realny. Zabrakło mi też pewnej żywiołowości, jakiegoś większego tempa w tej historii, dzięki któremu trudno byłoby się od niej oderwać, pragnąc tym samym czym prędzej poznać dalsze losy bohaterów. Tymczasem nie miałam najmniejszych oporów przed odłożeniem książki na bok i nie czułam nieodpartej chęci jak najszybszego powrotu do niej. Jeśli mam być szczera to również główni bohaterowie nie wywarli na mnie żadnego wrażenia. Aspaję od samego początku znielubiłam i ledwo tolerowałam. Kłamliwa, wyuzdana, egoistyczna intrygantka mająca uczucia innych osób za nic. Ksin w sumie niczym szczególnym się też nie wyróżniał (poza oczywiście byciem kotołakiem), bym miała obdarzyć go jakąś sympatią czy też uznać za postać, którą warto byłoby na dłużej zapamiętać. Interesował mnie jedynie na samym początku historii, a im dalej w las tym bardziej stawał mi się obojętny. Szkoda, naprawdę, bo niestety nie tego się spodziewałam po tej powieści. Liczyłam na to, że przeżyję jakąś ekscytującą przygodę, a niestety tak się nie stało. „Ksin. Początek” okazał się zbyt słaby, by mnie zadowolić. Zbyt przeciętny, by zasłużyć na to, aby stanąć u boku innych powieści fantastycznych na mej półce. Mówiąc krótko – nie polecam.

Moja ocena: 2/6

Ksin. Początek [Konrad T. Lewandowski] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2014
Seria: Saga o kotołaku, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-10-12539-2

Zachęcam do zapoznania się z recenzją tej książki na blogu Janka – Tramwaj nr 4

69Shares