"Książę Mgły" – Carlos Ruiz Zafon [recenzja, 156]




Tytuł oryginalny: El Principe de la Niebla
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: 2010
Oprawa: audiobook
Czas: 320 min
Lektor: Piotr Fronczewski
ISBN: 978-83-7495-924-7

Każdy czytelnik jest w stanie wskazać grono pisarzy, których pod jakimś względem wyróżnia spośród wielu innych i po których dzieła może sięgać bez zastanowienia, wiedząc, że kolejna pozycja ulubionego pisarza go nie zawiedzie. Do grona autorów, których kocham bezwarunkowo, należy hiszpański pisarz Carlos Ruiz Zafon. Poznałam go dzięki lekturze „Cienia wiatru”, po której doszczętnie przepadłam. Cudowna magiczna Barcelona oraz niesamowita przygoda porwały mnie do reszty i sprawiły, że pokochałam pióro Zafona. Byłam pewna jednego – chciałam poznać inne dzieła autora.
Długo polowałam na książkę, która była debiutem literackim pisarza. Mowa o „Księciu Mgły”, który po raz pierwszy został wydany w 1992 roku. Jest on pierwszą częścią Trylogii Mgły, w skład której wchodzą jeszcze: „Pałac północy” oraz „Światła września”.

Jest rok 1943. Trwa II wojna światowa. Rodzina Carverów decyduje się na przeprowadzkę do niewielkiej osady rybackiej położonej gdzieś nad Atlantykiem. Była to decyzja Maxymiliana Carvera, który w ten sposób pragnął zapewnić swej żonie Andrei oraz dzieciom Max’owi, Irinie i Alicji bezpieczeństwo. Już od pierwszej chwili, odkąd pojawiają się w nowym miejscu zamieszkania, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, nie dające się wyjaśnić w żaden logiczny sposób. Na dworcu Max zauważa, że wskazówki zegara wiszącego na jednej ze ścian biegną w przeciwnym kierunku. Do tego na ich drodze pojawia się tajemniczy kot, którego z miejsca przygarnia mała Irina. Wydaje się, jakby specjalnie czekał na przyjazd rodziny…
Carverowie wprowadzają się do domu nad morzem, który niegdyś należał do państwa Fleishmanów. Przed dekadą wydarzyła się tu tragedia. Syn Fleishmanów, Jacob, utonął w morzu. Rodzice chłopca postanowili opuścić dom i wyjechać jak najdalej od przykrych wspomnień. Dom stał od tamtego czasu opuszczony, aż do chwili, kiedy pojawili się państwo Carver.
Max i Alicja poznają miejscowego chłopaka, Rolanda oraz jego dziadka, Victora Kray’a, który jest latarnikiem. To on opowiada dzieciom mrożącą krew w żyłach opowieść o Cain’ie, którego określa mianem Księcia Mgły, a także o wraku statku – „Orfeuszu”, którego szczątki znajdują się w pobliżu klifu. Kimże jest ów mężczyzna? Co wydarzyło się w noc zatonięcia frachtowca? Jaki związek Książę Mgły może mieć z tajemniczym ogrodem znajdującym się na tyłach nowego domu Maxa, w którym chłopiec odkrył posągi wyglądające na trupę cyrkową na czele z przerażająco wyglądającym clownem? Czy to wszystko jest w jakiś sposób połączone z dziwnymi rzeczami, jakie wokół siebie zauważa Max?

Tajemnicza, magiczna, pełna dramatycznych wydarzeń, z nie do końca szczęśliwym zakończeniem. Takimi słowami można oddać w pełni historię opisaną w „Księciu Mgły”. Tajemnica spowijająca niczym mgła tytułowego Księcia od samego początku porwała mnie i zauroczyła. Autor doskonale potrafi budować stan napięcia, dzięki czemu w pełni doceniamy grozę sytuacji. W skupieniu śledziłam kolejne wypadki oraz kawałek po kawałki odkrywane sekrety zdarzeń, jakie niegdyś się rozegrały, a które obecnie mogły stanowić klucz do rozwiązania zagadki dotyczącej wszystkiego, co napotkało bohaterów powieści. Bohaterowie zostali doskonale przedstawieni. Zachwyca szczegółowość z jaką pisarz oddaje targające nimi emocje. A trzeba przyznać, że akurat w tej historii ich nie brakuje. Od rodzącej się pierwszej miłości po prawdziwą tragedię, której doświadczą główni bohaterowie.

„Księcia Mgły” poznałam w wersji audio. Lektorem jest tu Piotr Fronczewski. Przyznam, że obawiałam się słuchania książki w jego wykonaniu. Miałam bowiem wcześniejsze doświadczenia z pozycjami, do których pan Fronczewski podkładał swój głos. Udało mi się do końca odsłuchać książkę, ale tylko dlatego, że po prostu byłam ciekawa, jakże się potoczą losy bohaterów. Głos lektora okazał się dla mnie nieco zbyt monotonny. Fronczewskiemu nie zawsze udało się oddać emocje targające poszczególnymi bohaterami, przez co momentami sytuacje wymagające większego napięcia wcale takie nie były. Dochodzi do tego jeszcze jeden minus. Lektor nie do końca przykładał się do zwracania uwagi na przecinki w zdaniu, co czasami było uciążliwe i niezbyt przyjemne w odbiorze. Moim skromnym zdaniem jako lektor do „Księcia Mgły” o wiele bardziej nadawał by się pan Jan Janga Tomaszewski, którego umiejętności lektorskie są o niebo lepsze, niż pana Fronczewskiego.

Powieść Carlosa Ruiza Zafona polecam każdemu miłośnikowi historii osnutych tajemnicą, którą krok po kroku muszą rozwiązywać bohaterowie narażając przy tym niejednokrotnie własne życie. Mimo że książka określana jest mianem młodzieżowej, to wg mnie spodoba się również dorosłym czytelnikom. Gorąco polecam!

Moja ocena 5/6
(nie odejmę oceny za lektora, ocena jest za historię)
Za możliwość odsłuchania „Księcia Mgły” dziękuję

0Shares