„Kroniki Tej Jedynej. Początek” – Nora Roberts

Wizji zagłady prawie całej ludzkości i prób budowania świata na nowo w literaturze było już doprawdy całe mnóstwo. Wystarczy wspomnieć chociażby cykl Uniwersum Metro 2033, niezapomnianą „Drogę”  Cormaca McCarthy’ego, nie tak dawno wydany „Młody Świat” Chrisa Weitza czy cykl „Dawca” Lois Lowry. A cały czas powstają kolejne. Tym razem swoją cegiełkę dołożyła Nora Roberts – autorka mająca w swoim dorobku literackim ponad dwieście powieści (!!), oddając w ręce czytelników „Początek” rozpoczynający trylogię „Kroniki Tej Jedynej”.

„Zapisano to tak dawno temu, że większość zapomniała. (…) tarcza pęknie, a materia świata zostanie rozdarta przez krew Tuatha de Dananna. Więc teraz koniec i ból, niesnaski i strach – początek i światło.”

Jedna kropla krwi. Zaledwie tyle wystarczyło, by świat ogarnął chaos, a śmierć poniosły miliardy ludzi. Tajemniczy wirus, który w zastraszającym tempie odebrał życie niezliczonym jednostkom ludzkim, dał jednocześnie początek czemuś nowemu – budzącemu zarówno strach jak i pożądanie. Niektórzy bowiem z tych, którym udało się przetrwać krwawe żniwa obdarzeni zostali zdolnościami wykraczającymi ponad ludzkie rozumowanie.

Wieści o nich co i rusz docierają do Arlys Reid – dziennikarki telewizyjnej, której jednak trudno jest uwierzyć w ich prawdziwość. Tymczasem kolejni ludzie odkrywają w sobie nowe umiejętności. Jonah Vorkies, ratownik medyczny, jest w stanie dojrzeć w drugim człowieku czekającą go śmierć. W zastępczyni szefa kuchni jednej z ekskluzywnych nowojorskich restauracji – Lanie Bingham – z dnia na dzień budzi się magiczna moc. Zaś będąca zaś w ciąży bliźniaczej Katie podejrzewa, iż jej dzieci z całą pewnością nie będą normalnymi ludźmi, że będą one ze wszech miar wyjątkowe.

Jednakże nie wszystkim ocalałym podoba się fakt, iż wśród nich żyją ludzie obdarzeni paranormalnymi zdolnościami. Zamiast połączyć siły i wspólnie spróbować odbudować świat, wolą obarczać Niesamowitych winą za całe zło, które spotkało świat. Coraz częściej dochodzić zaczyna do gwałtów, okaleczeń i zabójstw z zimną krwią. Szerzy się też fanatyzm religijny, którego wyznawcy upatrują w Niesamowitych pomiotu Szatana, który za wszelką cenę należy zniszczyć.

Pośrodku tego chaosu i coraz większego szaleństwa nieliczni próbują żyć dalej, przetrwać i zacząć budować świat na nowo. Tylko czy jest to aby jeszcze w ogóle możliwe?

Lektura „Początku” Nory Roberts była moim pierwszym spotkaniem z twórczością autorki (tak, naprawdę) i przyznać muszę, że nie mam na co narzekać. Co prawda dla kogoś takiego jak ja, oczytanego w pewnym stopniu w tego typu historiach, ta opowiedziana na kartach jej powieści nie była w zasadzie niczym nowym, a tym bardziej zaskakującym, niemniej jednak przyjemnie spędziłam czas z książką.

Historię poznajemy dzięki narracji trzecioosobowej śledząc naprzemiennie poczynania poszczególnych bohaterów. Nie jest ona jednakże ciągła. Nie o wszystkim bowiem dowiadujemy się na bieżąco. Bywa i  tak, iż czas przeskakuje do przodu, a my informowani jesteśmy o uprzednich wypadkach np przy okazji jakiejś ważniejszej dla historii akcji, bądź podczas prowadzonych pomiędzy bohaterami rozmów.

Początek powieści jest o wiele mocniejszy, niż część dalsza – dzieje się znacznie więcej, jak i wyraźniej czuć towarzyszące bohaterom napięcie. Później już tak dobrze niestety nie jest – wszystko zwalnia, emocje opadają i choć bywają momenty, że dochodzi do ożywienia akcji, można poczuć znużenie i rozczarowanie lekturą.

Jeśli chodzi o świat przedstawiony, wizję przetaczającej się po Ziemi Zagłady, jak i zachowania ludzi w obliczu tego, co nieznane i przerażające, to autorka stanęła moim zdaniem na wysokości zadania ukazując wszystkie te elementy w sposób nie tylko przekonujący i pobudzający wyobraźnię, ale przede wszystkim dający sporo do myślenia. Zwłaszcza w kwestii człowieczeństwa, tego, jaka jest ludzka natura.

„- Nie rozumiem, dlaczego, skoro straciliśmy tak wiele, zwracamy się przeciwko sobie.
– Taka już ludzka natura. (…) To okropne, ale tak jest.”

„Potężne, poważne kryzysy wydobywają z nas to, co najlepsze lub najgorsze, niekiedy jedno i drugie. A czasem te potężne, poważne kryzysy na niektórych nie mają wpływu. Co oznacza, że bez względu na okoliczności, dupki pozostaną dupkami.”

„Moim zdaniem naszym największym problemem od samego początku są ludzie, którzy celują palcami i nie tylko palcami, w tych, ktorzy nie są tacy jak oni. Powinniśmy być od nich lepsi. To może być nasza ostatnia szansa, żeby urządzić ten świat, jak należy.”

Jeśli chodzi o kreację głównych bohaterów, to autorka zadbała o to, by każdy z nich stanowił odrębną jednostkę – obdarzoną indywidualnymi cechami charakteru jak i motywacją działania. Szkoda tylko, że pozostałe postaci pojawiające się na kartach powieści – czy to na dłużej, czy też tylko w formie wspomnienia o nich – zostały przedstawione przez nią albo jako absolutnie dobre, albo też – w drugą stronę – całkowicie przepełnione złem. Zabrakło tego, co pomiędzy – szarości, jednostek o bardziej złożonych osobowościach.

Jedną wielką zagadką pozostaje też póki co samo pojawienie się apokalipsy. Co prawda na samym początku dostajemy szczątkową informację o tym, iż w ten oto sposób wypełni się przepowiednia związana z nastaniem wojny pomiędzy światłem a ciemnością, której końca i wyniku nie zapisano, ale jak dla mnie to stanowczo za mało. Kto przewidział taki los ludzkości? Dlaczego zagłada dotknęła ją akurat teraz? Co zdecydowało o tym, że tylko niektórzy z ocalałych zyskają wyjątkowe zdolności? Podczas lektury książki do głowy przychodzi mnóstwo pytań, lecz odpowiedzi na nie nie znajdujemy. Kto wie, być może przyniosą je kolejne części „Kronik Tej Jedynej”. Pozostaje czekać…

Tytuł oryginalny: Chronicles of the One. Year One
Tłumaczenie: Magdalena Rabsztyn-Anioł
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2018
Trylogia: Kroniki Tej Jedynej, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 448
ISBN: 978-83-8117-540-1

Grafika pochodzi z Instagrama Wydawcy


1Shares