„Kroniki Jakuba Wędrowycza” – Andrzej Pilipiuk

Doprawdy nie wiem, co mnie podkusiło, by sięgnąć po „Kroniki Jakuba Wędrowycza”, pierwszy tom cyklu „Oblicza Wędrowycza” Andrzeja Pilipiuka. Być może stało się tak za sprawą wielu pochlebnych recenzji, na które natrafiłam w sieci, albo przez intrygujący blurb dający nadzieję na lekturę nie tylko lekką, ale przede wszystkim pełną humoru, czego akurat w tamtym momencie było mi trzeba. Może też wina leży w zwykłej ludzkiej ciekawości, która kazała mi sprawdzić, co też takiego ma w sobie główny bohater, że po jego przygody sięga tak wielu czytelników. Po którejkolwiek stronie leży wina, faktem pozostaje to, że po lekturze książki mam lekki mętlik w głowie i nie do końca jestem przekonana, czy mi się ona podobała, czy wręcz przeciwnie.

„Kroniki Jakuba Wędrowycza” to zbiór luźno powiązanych ze sobą opowiadań, których głównym bohaterem jest tytułowy Jakub. Jest to postać pod wieloma względami kontrowersyjna i dziwna, niemniej jednak trudno odmówić jej pewnego uroku i oryginalności. Jakub jest egzorcystą amatorem, o którym członkowie towarzystwa egzorcystów mają jak najgorsze zdanie uważając go m.in za naciągacza i hochsztaplera, bałwana i alkoholika podrywającego autorytet ich profesji. Postronna osoba, nieznająca Jakuba, patrząc na niego faktycznie mogłaby odnieść dość… negatywne wrażenie:

„Ubrany był w złachmanioną jeansową kurtkę, na nogach miał gumofilce posztukowane drutem i łatane krążkami gumy z dętek rowerowych. Przy plecionym ze sznurków od snopowiązałki pasie przytrzymującym spodnie, uszyte z czegoś w rodzaju płótna workowego, wisiała pękata manierka, z której od czasu do czasu pociągał łyk. Musiał tam mieć coś wysokooktanowego (…).”

Ci jednak, którzy mieli z nim do czynienia, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że mimo iż stanowczo zbyt często zagląda do kielicha i mało kiedy bywa trzeźwy, to

„Jeszcze nie pojawił się wampir, kosmita, wilkołak czy upiór, który dałby radę nieustraszonemu egzorcyście w gumofilcach.” – Jarosław Grzędowicz

Dwanaście opowiadań zamieszczonych w książce pozwala czytelnikowi przeżyć wraz z głównym bohaterem różnorakie przygody. Dojdzie m.in do konfrontacji z zawodowym zabójcą egzorcystów oraz odwiedzin w nawiedzonej fabryce artykułów papierniczych, do której wezwą go na pomoc jego koledzy po fachu. Wybierze się do sanatorium, gdzie podejmie się rozwiązania zagadki kryjącej się w tamtejszym jeziorze. Podczas pierwszych w swym życiu wakacji wraz z kumplami od kielicha postanowi otworzyć… hotel. Zmierzy się z kosmitami, a także opowie nieocenzurowaną bajkę o Czerwonym Kapturku swemu wnukowi, podczas słuchania której czytelnik nie raz wybuchnie śmiechem.

„- Oszukujesz, dziadku. W tamtych czasach nie było jeszcze karabinów.
– Jak umiesz lepiej opowiadać, to może się zamienimy?
– No dobrze, niech będzie ten karabin, a jaki on był?
– A pepeszka.
– Lepszy byłby amerykański.
– Wtedy jeszcze nie było Ameryki. Znaczy Kolumb nie dopłynął. Więc poszedł przez las.
– A nie miał ze sobą koszyka?
– Miał.
– A w środku? Co było w środku koszyka?
– No wiadomo. Chlebuś z drabinką sznurową, ciasto nadziane pilnikami, słoik z miodem, a w miodzie dynamit…
– Dziadku?
– Tak?
– A były w nim lekarstwa dla staruszki?
– A tak. Był arszenik i cyjanek, i strychnina…”

W książce, oprócz opowiadań, znalazły się trzy ciekawe dodatki. Pierwszym z nich jest przepis na hot doga pochodzący z książki kucharskiej Jakuba Wędrowycza, w którym głównym składnikiem jest średnio wyrośnięty pies uprzednio złapany na linkę hamulcową, z którą główny bohater się nie rozstaje. Nasz drogi egzorcysta zabawił się też w astrologa, bowiem przygotował horoskop na bieżący rok dla każdego ze znaków zodiaku. Przyznać trzeba, że bardzo interesujący. Zaś na samym końcu książki znalazł się poufny protokół z zatrzymania Jakuba, z którego dowiadujemy się o nim kilku ciekawych rzeczy.

Każde z opowiadań wzbogacone zostało przez ilustracje autorstwa Andrzeja Łaski, przedstawione w dość niecodzienny sposób – jako wycinki z gazet, które bardzo dobrze oddają ich klimat oraz charakter głównego bohatera.

Choć książka ta należy do fantastyki, opowiedziane w niej historie nie rozgrywają się bynajmniej w jakimś nierzeczywistym świecie wykreowanym przez jej autora. Wręcz przeciwnie. Osadzone są w naszej szarej polskiej rzeczywistości, a cała akcja dzieje się gdzieś na wschodniej granicy naszego kraju. Bohaterami również nie są jakieś zmyślne istoty, a zwykli ludzie, dokładniej rzecz biorąc jednostki patologiczne, społeczni menele i pijaczkowie – Jakub (nasz egzorcysta amator), Semen (rosyjski monarchista) czy Józef (bimbrownik). Trudno wręcz nazwać ich „bohaterami”, gdyż bliżej im do antybohaterów. Mimo tego nie sposób ich nie polubić. To prości ludzie, których główną rozrywką są spotkania w knajpie przy kielichu i którzy przez swoją ignorancję, naiwność i zerowe poszanowanie prawa oraz obyczajowości raz za razem wplątują się w nie jedną kabałę – a te wywołują uśmiech na twarzy – jak np wówczas, gdy Jakub próbował dobrać się do głowicy jądrowej wpierw podejrzewając, że jest to jakiś dziwny model pralki…

„Kroniki Jakuba Wędrowycza” to książka, która przez swój specyficzny klimat, osobliwy humor, dość kontrowersyjną tematykę i niecodziennego bohatera nie każdemu czytelnikowi przypadnie do gustu. Jak wspominałam na samym początku, sama nie wiem, czy mi się ona podobała, czy wręcz przeciwnie. Z pewnością coś w sobie ma, bo gdyby tak nie było, nie poświęciłabym jej uwagi i czasu, aby ją przeczytać. Będę chyba musiała sięgnąć po kolejny tom cyklu o przygodach ekscentrycznego egzorcysty amatora, by ostatecznie wyrobić sobie zdanie na jego temat.

Moja ocena: 4/6

Kroniki Jakuba Wędrowycza [Andrzej Pilipiuk] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2014, wyd. VII
Cykl: Oblicza Wędrowycza, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilustracje: Andrzej Łaski
Liczba stron: 296
ISBN: 978-83-7964-000-3

bonito-pl

10 komentarzy

  • Katarzyna Chojecka-Jędrasiak Wrzesień 10, 2015 at 16:43

    UWIELBIAM Kroniki, ale zdaję sobie sprawę, że to specyficzna proza i poczucie humoru 🙂
    Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po Wędrowycza w ogóle mi się nie spodobał, kiedy zrobiłam drugie podejście po kilku latach, byłam zachwycona 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 11, 2015 at 12:34

      Tak, proza jest specyficzna i to bardzo 🙂 Widać po komentarzach – jedni uwielbiają, inni ostro krytykują 🙂
      A co do sięgania po raz kolejny po te same książki, to faktycznie czasem warto to robić, bowiem z upływem lat, nabieraniem życiowych doświadczeń zupełnie inaczej spogląda się na to, co one poruszają.

      Reply
  • Patrycja P. (Asvalin) Wrzesień 10, 2015 at 20:29

    Też się kiedyś skusiłam pochlebnymi recenzjami. I należę to grona tych zawiedzionych, nie tego się po niej spodziewałam. Miało być zabawnie i fascynująco, oryginalnie! Autor ma talent do kastrowania akcji – kiedy robi się ciekawie, on postanawia wszystko zakończyć jak machnięciem różdżki. A humor… w sumie jakiś tam był, ale poziom raczej przeciętny (może nawet poniżej). Może gdyby gdyby to był zwariowany staruszek, któremu coś zawsze się przytrafia, a nie wieloletni alkoholik niewychodzący z ciągu, zapewne inaczej bym na to wszystko patrzyła.

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 11, 2015 at 12:35

      Powiem Ci szczerze, że akurat to zakańczanie historii mi w sumie nie przeszkadzało. Tak po prostu miało być. Jakieś niedopowiedzenia, by czytelnik mógł sobie wyobrazić sam, co też dalej mogło się wydarzyć.

      Reply
  • nasz książkowir Wrzesień 10, 2015 at 20:54

    a mnie się nie podobała, ani trochę. żenujący humor, styl jakby autor w życiu nic nie napisał… choć czytałam to dobrych kilka lat temu, do tej pory źle wspominam!

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 11, 2015 at 12:32

      Hmmm a może spróbowałabyś podejść raz jeszcze? Czasem po kilkuletniej przerwie zupełnie inaczej podchodzi się do książek, zwraca uwagę na inne aspekty niż za pierwszym razem 🙂

      Reply
  • Aleksandra Wrzesień 11, 2015 at 09:22

    Hah, chyba pierwsza wyważona opinia na temat Wędrowycza, którą czytam – zwykle jest albo kochany, albo nienawidzony. Przyznam, że ja należę do tej pierwszej grupy – humor dość niski, ale za większością opowiadań o Wędrowyczu kryje się sporo kpiny ze współczesności, a ta mi się bardzo podoba.
    Pozdrawiam

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Wrzesień 11, 2015 at 12:31

      Dziękuję 🙂 Właśnie o to mi chodziło. Jestem pomiędzy – bo jak napisałam powyżej w recenzji nie do końca potrafię stwierdzić, czy tę postać polubiłam czy nie 🙂

      Reply
  • Dagmara Wrzesień 12, 2015 at 00:51

    Mi opowieści o Jakubie Wędrowyczu jakoś nie przypadły do gustu, za to moja mama pochłonęła wszystkie książki z serii ;).
    Ja od zawsze zakochana w wilkołakach i wampirach przez przypadek trafiłam na trylogię Pilipiuka pt „Kuzynki” i mogę szczerze polecić. Choć nie zawiera takiej dawki humoru to jednak i tu mogę pochwalić autora lekkim piórem bo wszystkie trzy części („Kuzynki”, „Księżniczka” i „Dziedziczki”) czyta się bardzo szybko i przyjemnie :).
    Pozdrawiam serdecznie

    Reply
  • barwinka Wrzesień 12, 2015 at 12:23

    Bardzo lubię twórczość Jakuba Wędrowycza, ale seria o Wędrowyczu, tak przez wszystkich wielbiona, mnie nie przekonuje. Plasuje się ona na ostatnim miejscu wśród twórczości autora. Najbardziej przypadł mi do gustu cykl „Oko Jelenia”, seria o Kuzynkach też jest całkiem niezła. Opowiadania wypadają różnie, ale w sumie warto je poznać 🙂

    Reply

Leave a Comment