„Król Cierni” – Mark Lawrence [recenzja 332]

  • Król cierni
  • Tytuł oryginalny: King of Thorns
  • Tłumaczenie: Anna i Jarosław Fejdych
  • Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
  • Rok wydania: 2013
  • Trylogia: Rozbite Imperium, tom 2
  • Oprawa: miękka ze skrzydełkami
  • Liczba stron: 624
  • ISBN: 978-83-61386-31-5

Minęły cztery lata odkąd książę Jorg Ancrath pokonał swego wuja władającego Upiornym Zamkiem na Wyżynach Renaru i sam zasiadł na jego tronie. Przez cały ten czas nosił przy swym boku tajemniczą szkatułkę, która jak sam mówi „mieści w sobie piekło, przez które niemal nie postradałem zmysłów”. Na świecie nadal trwa Wojna Stu, podczas której władcy poszczególnych księstw i królestw starają się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i tym samym objąć urząd cesarza, dzięki czemu będą mogli władać całym Imperium. Wśród nich jest Jorg. Zanim jednak będzie mógł zawalczyć o marzenia, musi stawić czoło jednemu z pretendentów do najwyższej władzy. Oto bowiem do jego bram zbliża się olbrzymia armia księcia Strzały, Orrina. Tymczasem w Upiornym Zamku trwają pospieszne przygotowania do ślubu Jorga z młodą księżniczką Mianą. Dlaczego akurat teraz młody król postanowił sprawić sobie żonę? Co takiego skrywa owiana tajemnicą szkatułka młodego króla? I jak zamierza pokonać swego przeciwnika, kiedy ma on do dyspozycji armię wielokrotnie przewyższającą wojowników broniących jego zamku? Jedno jest pewne… uczciwa walka nie wchodzi w grę. Jorg to król podstępu i możecie być pewni, że nie zawaha się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Tylko czy tym razem to wystarczy?

„Król Cierni” to drugi tom trylogii Rozbite Imperium autorstwa Marka Lawrence’a. Poprzednia część „Książę Cierni” była zarazem początkiem historii młodego wówczas Jorga Ancratha oraz debiutem literackim pisarza. Podczas lektury dało się zauważyć pewne niedociągnięcia, jednak wówczas przymknęłam na to oko. Wiadomo przecież, że początkujący autorzy mają prawo popełniać błędy. Uznałam wówczas powieść za dobrą, niosącą w sobie potencjał na ciekawą kontynuację. Tylko czy tak faktycznie się stało? Sięgając po „Króla Cierni” miałam już pewne oczekiwania względem lektury i żywiłam nadzieję, że Lawrence’owi uda się im sprostać. I wiecie co? Udało mu się! Drugi tom trylogii Rozbite Imperium już nie jest tylko dobry, oj nie, on jest bardzo dobry.

Historia opisana w powieści rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych. Teraźniejszość przepleciona jest retrospekcjami wydarzeń mających miejsce od momentu objęcia przez Jorga władzy na Wyżynach Renaru aż do dnia dzisiejszego, oraz zapiskami z pamiętnika Kathrine ap Scorron, kobiety, która swego czasu zawróciła w głowie księciu. Moim zdaniem to bardzo przemyślany ruch pisarza, dzięki któremu całość staje się jeszcze bardziej ciekawa i intrygująca. Dzięki temu zabiegowi mamy dokładny wgląd w to, co sprawiło oraz co się wydarzyło, iż obecny Jorg jest taki, a nie inny. W poprzedniej części dał się nam poznać jako ktoś, kogo trawi przeszłość, komu ciernie tak głęboko oplotły serce, że stał się nieczułym i bezlitosnym oprawcą, chodzącym zabójcą, któremu lepiej nie wchodzić w drogę. W tej części dowiemy się znacznie więcej o wydarzeniach, które złamały wówczas małego chłopca czyniąc go potworem żądnym zemsty. Jorg w końcu pozna prawdę, a ta okaże się być niezwykle okrutna i bolesna. Czy dzięki temu zdoła uleczyć swą strzaskaną duszę? Czy w końcu zazna spokoju? Czy też może wręcz przeciwnie – wyzbędzie się reszty człowieczeństwa, która jeszcze w nim gdzieś tam się tliła?

Powrócą dawni wrogowie oraz pojawią się zupełnie nowi, którym nasz młody król będzie musiał stawić czoła ryzykując nie tylko własne życie, ale również wiernych mu kompanów, jego braci. Zyska kilku sprzymierzeńców, choć niestety nie za darmo. Utraci też kilku przyjaciół, a każda strata tylko pogłębi czający się w jego wnętrzu mrok. Jego wędrówka naznaczona będzie śmiercią wielu osób, choć to delikatnie powiedziane. Z ust do ust przekazywane są opowieści i legendy o Jorgu z Ancrath, dzięki którym same jego imię budzi postrach w ludzkich sercach. Ale nie ma co się dziwić, wszak to brutalny wojownik, nie mający w sobie litości, bez mrugnięcia okiem pozbawiający życia każdego, kto tylko stanie mu na drodze do osiągnięcia przez niego wyznaczonego celu.

„Król Cierni” to doskonała kontynuacja pierwszego tomu trylogii Marca Lawrence’a Rozbite Imperium. Świetnie napisany i przemyślany w najdrobniejszym szczególe. W miarę postępu czytania kolejne kawałki układanki historii wskakują na swoje miejsca tworząc jedną spójną całość, która usatysfakcjonuje każdego miłośnika fantastyki. Powieść na pierwszy rzut oka może przytłoczyć swą objętością (ponad 600 stron słowa pisanego). Gwarantuję Wam, że zupełnie tego nie odczujecie, kiedy rozpoczniecie ją czytać. Historia tak mocno Was zaabsorbuje, wciągnie do swego świata, że będziecie zdziwieni, jak szybko dobrnęliście do ostatniej strony. A dalej… poczujecie presję, by jak najszybciej sięgnąć po ostatni tom tej trylogii i dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy.

Moja ocena: 5/6

7 Replies to “„Król Cierni” – Mark Lawrence [recenzja 332]”

  1. Bardzo lubię fantastykę, opis pierwszego tomu już mi się spodobał,a swoją dzisiejszą recenzją jeszcze bardziej to pogłębiłaś. A jak grubsze to tym lepiej, dłużej będę z ulubionymi bohaterami:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *