„Kaiken” – Jean-Christophe Grange (recenzja 551)

Policjanci z brygady kryminalnej w trakcie swej wieloletniej służby są świadkami wielu okrutnych czynów, których dopuszczają się ludzie. Czasem jednak nawet prawdziwi weterani, którzy nie jedno w swym życiu przeszli i widzieli, trafiają na akty przemocy, które nie mieszczą się w głowie, przechodzą ludzkie pojęcie. Olivier Passan prowadzi właśnie sprawę, która ma na celu schwytanie wyjątkowo brutalnego zabójcy. Bestialską śmiercią giną kobiety w zaawansowanej ciąży. Morderca rozpruwa je niczym myśliwy oprawiający swą zwierzynę, natomiast nienarodzone dzieci, nadal połączone z matką pępowiną, pozostawiane są doszczętnie zwęglone u ich stóp. Jaką kreaturą trzeba być, by dopuszczać się czegoś takiego? Passan ma podejrzanego, właściwie jest pewny, że to akurat ta osoba jest Akuszerem – taki bowiem przydomek nadano jej w mediach. Jednakże z braku twardych dowodów ma związane ręce i choć nie może udowodnić mu winy, nie popuszcza. Nie spocznie, póki nie dorwie drania. Czeka, aż ten popełni jakiś błąd, choćby najdrobniejszy. Do czynienia ma jednak z wyjątkowo inteligentnym i przebiegłym osobnikiem. Zaczyna się gra, brutalna, momentami zahaczająca o szaleństwo. Tymczasem pojawia się nowe zagrożenie. Życiu dzieci Oliviera oraz jego żony grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czyżby była to jedna z zagrywek Akuszera?

„Kaiken” jest dziełem J.C. Grange’a, uważanego za jednego z najwybitniejszych i najpoczytniejszych francuskich autorów thrillerów. Jego powieści zajmują wysokie miejsca na światowych listach bestsellerów, wydawane są w 30 językach, a niektóre z nich doczekały się adaptacji filmowych, w których zagrali m.in Jean Reno, Vincent Cassel czy Monica Bellucci. Dotąd nie miałam możliwości zapoznania się z twórczością Grange’a, ale teraz, będąc świeżo po lekturze „Kaikena” przyznać muszę, iż wcale nie dziwi mnie fakt, że stał się on tak popularnym autorem, docenionym nie tylko przez czytelników na całym świecie, ale również krytyków literackich. Dawno bowiem nie czytałam tak świetnego thrillera, trzymającego w napięciu już od pierwszych stron. Książki, od której trudno było mi się oderwać, tak pochłaniała mnie historia w niej zamieszczona. A jest ona pod wieloma względami wyjątkowa, chociażby z tego powodu, iż jest wielowątkowa. To nie tylko pościg za mordercą, ale również opowieść o kulturze, tradycjach, społecznej przynależności, poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, wpływie wychowania na późniejsze nasze życie, rodzinnych więzach oraz sieci psychologicznych zależności. Bohaterami tej powieści są nie tylko Olivier Passan i tropiony przez niego zabójca, ale również rodzina naszego policjanta, najbliższa ich przyjaciółka oraz… Japonia, która odgrywa znaczącą rolę w całej historii. To kraj, z którego pochodzi żona Oliviera. To kraj, który stał się dla Passana prawdziwą obsesją, graniczącą wręcz z obłędem. To kraj będący kością niezgody w małżeństwie głównego bohatera. W końcu to kraj, którego tradycje i historia stanowią podwalinę dla większości wydarzeń rozgrywających się w powieści. Cały ten japoński wątek został przedstawiony przez autora w sposób niezwykle ciekawy, a dzięki niemu opisana przez niego historia nabiera szczególnego znaczenia oraz rumieńców. Na uwagę zasługuje z całą pewnością postać Oliviera Passana. To taki prawdziwy glina, z krwi i kości, będący połączeniem brutalności i bezwzględności w stosunku do przestępców z niezwykłą czułością i ojcowską miłością przeznaczoną dla własnych dzieci, dla których gotów byłby poświęcić dosłownie wszystko, nawet własne życie. Bardzo podobają mi się tego typu policjanci, prawdziwi, niewyidealizowani, tacy jak my, mający własne marzenia, borykający się z wieloma problemami, zarówno w sferze zawodowej jak i na polu rodzinnym. Tacy bohaterowie nie nudzą. Tacy bohaterowie skutecznie przyciągają uwagę. Takich bohaterów chce się bliżej poznać i kibicować im. Takich bohaterów chciałabym częściej widzieć na kartach powieści z tego gatunku.

Życzę sobie, a także wszystkim miłośnikom thrillerów, kryminałów i sensacji, aby na naszym rynku wychodziło znacznie więcej powieści takich jak ta, którą napisał Jean-Christophe Grange. Trzymających w napięciu, pełnych akcji, niespodziewanych jej zwrotów, kryjących w sobie wiele tajemnic, zaskakujących na każdym kroku. Podobno „Kaiken” to dość delikatna wersja tego, co zazwyczaj pisze autor. Czytałam gdzieś, że jego poprzednie dzieła są bardziej brutalne, krwawe, z jeszcze bardziej chorymi i pokręconymi mordercami. Jeżeli tak jest faktycznie, z pewnością po nie sięgnę. Jestem miłośniczką wszelkiej makabry i im bardziej przerażająca jest historia, tym mocniej jestem usatysfakcjonowana z lektury. Wiem już, że nazwisko Grange dołącza do mojej osobistej listy najciekawszych, najbardziej godnych uwagi autorów powieści podnoszących poziom adrenaliny we krwi. Jeśli do tej pory nie mieliście okazji sięgnąć po jego książki, a tak jak i ja jesteście miłośnikami literatury z gatunku thrilleru, nie wahajcie się ani chwili. Sięgnijcie po „Kaiken”. Z pewnością będziecie zadowoleni z tego, co znajdziecie na jego kartach. Z emocji, które będą wam towarzyszyły podczas lektury. Gorąco polecam!

Moja ocena: 6/6

Kaiken [Jean-Christophe Grange] - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Kaiken
Tłumaczenie: Wiktoria Melech
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 10 wrzesień 2014
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 528
ISBN: 978-83-7885-977-2

Baza recenzji Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

22 Replies to “„Kaiken” – Jean-Christophe Grange (recenzja 551)”

  1. Koniecznie muszę zapoznać się z dziełami tego pisarza. Aż dziwne, że dotąd nie miałam okazji czytać żadnej jego książki skoro jest to autor, który nie stroni od makabry oraz opowieści o przerażających, niezrównoważonych postaciach. „Kaiken” trafia na listę 🙂

  2. Czytałam cztery książki autora i tylko jedną byłam lekko rozczarowana. „Keiken” jeszcze nie czytałam ale na pewno przeczytam, bo bardzo lubię styl Grange’a.

  3. Thrillery uwielbiam, a że w ostatnim czasie przekonuję się do literatury francuskiej, to z pewnością będę mieć autora na oku:) Można powiedzieć, że w końcu mam czego konkretnego szukać w bibliotece lub księgarni:D

  4. Pamiętam jeszcze ten nieszczęsny Lot bocianów Jean-Christophe Grange’a. Jego debiut. Autor bardzo mnie intrygował, ale po kilku zdaniach Lotu… myślałam, że wyjdę z siebie 😉 Styl jak u pięciolatka. Nie powinno się zrażać, wiem. Tym bardziej ciekawie zerkam na tę nowość. I zerkam też na tę piękną szósteczkę. A recenzja mnie tak kusi, że nareszcie chyba spotkam się z tym panem kolejny raz.

  5. Kilka dni temu czytałam inną, równie pozytywną recenzję tej książki. Już od wtedy mam na nią ochotę, a Twoja opinia jeszcze to pogłębiła. Lubię wielowątkowe thrillery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *