„Intryga” – L.J. Shen

„Intryga” – L.J. Shen

„(…) ten mężczyzna nie bawił się w związki. On wolał niszczyć. A jednym z jego poprzednich celów było zniszczenie mojego życia.”

Przed dziesięciu laty, kiedy Emilia mieszkała wraz z rodzicami na terenie posiadłości, w której ci pracowali, pomiędzy nią a synem jej właścicieli – Baronem „Brutalem” Spencerem – doszło do czegoś, co zmusiło dziewczynę do opuszczenia rodziny i rozpoczęcia wszystkiego na nowo w obcym dla siebie mieście.

Obecnie, zmuszona porzucić marzenia związane z malarstwem, pracuje na kilka zmian, aby móc utrzymać nie tylko siebie, ale również swoją chorą siostrę. A i tak mimo wysiłków i poświęcenia ledwo udaje im się wiązać koniec z końcem.

Przypadek sprawia, że na jej drodze ponownie staje ten, którego miała nadzieję już nigdy więcej nie spotkać w swoim życiu – Brutal. Z chwilą, w której spotyka on Emilię, postanawia wciągnąć ją w planowaną przez siebie latami intrygę – za jej zgodą, albo i siłą. Dla niego nie ma to bowiem znaczenia, gdyż przywykł do tego, iż zawsze dostaje to, czego chce.

Tylko czy i tym razem tak będzie?

Co mnie podkusiło, by tym razem sięgnąć po romans? Gatunek, od którego zazwyczaj trzymam się z daleka? Licho wie. Jednak skoro już zdecydowałam się na lekturę „Intrygi” L.J. Shen, postanowiłam podjąć wyzwanie i zmierzyć się z opowiedzianą na jej kartach historią. I cóż… to jednak nie moja bajka. Najlepsze jest to, że na półce czeka na mnie jeszcze jedna część cyklu „Święci grzesznicy”, do której należy „Intryga”, a mianowicie „Chaos”. W tym momencie naprawdę mocno się zastanawiam, czy w ogóle się za nią wezmę…

Wracając jednak do „Intrygi” – dlaczego stwierdzam, że to jednak nie moja bajka? Nie czułam tej historii. Jak to mówią? Czytałam bo czytałam, ale bez większej przyjemności. I raczej tylko po to, aby móc w końcu dotrzeć do zakończenia i bez żalu odłożyć książkę na półkę.

Bo prawda jest taka, iż jest ona bardzo przeciętną pozycją – momentami wręcz kiepską. Podczas lektury pierwszej połowy książki byłam o krok od odłożenia jej na bok i zapomnienia o niej. Nie podobało mi się to, co czytałam. Nie przemawiała do mnie ta historia, postawa bohaterów denerwowała, a drętwe i częstokroć puste dialogi dosłownie dobijały. Drzemiąca we mnie masochistka postanowiła jednak, iż doczytam historię Brutala i Emilii do końca, choćbym miała przy tym cierpieć.

Na całe szczęście w drugiej połowie książki następuje widoczna poprawa – historia nabiera tempa, na jaw wychodzić zaczynają skrywane tajemnice, zauważalna jest też zmiana w samych bohaterach. Czy jest to jednoznaczne z tym, iż zyskali oni w moich oczach? Może trochę… ale nie na tyle, by zapadli w mej pamięci, ani też żebym za nimi tęskniła, gdy już odłożę książkę na półkę.

Bo wiecie, ja naprawdę lubię kontrasty – to, gdy autorzy stawiają naprzeciw siebie bohaterów o odmiennych osobowościach, które ścierając się ze sobą krzeszą iskry i sprawiają, że człowiek chce się dowiedzieć, dokąd to ich zaprowadzi. Ale nie uznaję przerysowywania postaci. Z jednej strony do bólu dobra, miła dla całego świata, naiwna i uległa kobieta, a z drugiej bad boy – ale nie taki, o którym marzą przedstawicielki płci pięknej, ale prawdziwy (wybaczcie wyrażenia) cham i szowinistyczna świnia.

Ja naprawdę rozumiem, że przykre doświadczenia z przeszłości mogą wpłynąć na postawę człowieka, jego zachowanie, ale to, co przez większą część książki prezentował sobą Brutal, a już zwłaszcza w relacjach damsko-męskich, z naciskiem na jego stosunek do Emilii… przechodziło wszelkie szczyty i było nie do zaakceptowania – przynajmniej dla mnie.

Zastanawiacie się pewnie, czy w ogóle dostrzegłam jakieś plusy tej powieści? Kilka na pewno, jednak zbyt mało, bym mogła uznać tę powieść za dobrą i móc ją wam z czystym sumieniem polecić. Co zatem za nią przemawia? Z całą pewnością to, że sceny seksu, ogólnie damsko-męskich zbliżeń, nie zostały przedstawione w wulgarny, wyuzdany sposób. Co prawda autorka nie zostawia wiele pola dla wyobraźni, gdyż o wszystkim pisze ze szczegółami, jednakże czyni to doprawdy z wyczuciem – co stanowi na plus. Drugim jest pojawienie się w historii elementu, jakim jest kwiat wiśni – jego historii i związku z tym, co dzieje się z bohaterami powieści. Na koniec – okładka. Tak, wiem, nie powinno się oceniać książek po ich oprawie, ale prawda jest taka, że należę do wzrokowców i dużą wagę przykładam do oprawy graficznej – a ta tutaj, z tym nachmurzonym przystojniakiem na froncie, naprawdę do mnie trafia.

I to chyba by było na tyle. Powiedziałam, co chciałam na temat powieści L.J. Shen. Wam natomiast pozostawiam decyzję odnośnie tego, czy po nią sięgniecie.

Tytuł oryginalny: Vicious
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2018
Seria/Cykl: Święci Grzesznicy, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-8117-319-3

1Shares
Powrót do góry