Film: “Internat” (The Moth Diaries, 2012)

W elitarnej żeńskiej szkole Brangwyn rozpoczyna się nowy rok szkolny. Do internatu zjeżdżają się kolejne uczennice, w tym również Rebecca (Sarah Bolger) oraz jej najlepsza przyjaciółka Lucy (Sarah Gadon). Dziewczyny zbliżyły się do siebie po samobójczej śmierci ojca Rebecci, znanego i cenionego poety. Dziewczynie nadal trudno jest pogodzić się z jego odejściem. Lucy pomogła przyjaciółce przetrwać najgorsze chwile po utracie taty. Jak sama Rebecca wyznaje, to Lucy nauczyła ją, jak być znów szczęśliwą. Teraz rozpoczyna się kolejny rok szkolny i dziewczyny są pewne, że będą się w tym roku świetnie bawić. Tymczasem w szkole pojawia się nowa uczennica. Jest nią Ernessa Bloch (Lily Cole). Odkąd przybyła do szkoły, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Lucy stopniowo oddala się od swojej przyjaciółki. Jest coraz bardziej zafascynowana nową uczennicą i to z nią spędza cały czas wolny. Rebecca zauważa wyraźną zmianę w zachowaniu przyjaciółki. Lucy zaczyna się dziwnie zachowywać, przestaje jeść i staje się coraz słabsza. Koleżanki Rebecci oraz pracownicy internatu zaczynają ginąć w niewyjaśnionych okolicznościach. Rebecca jest pewna, że ma to związek z nową uczennicą, jednakże nikt nie chce jej wierzyć. Czy ma rację? Czy faktycznie ma to związek z Ernessą?

“Internat” (“The Moth Diaries”) jest irlandzko – kanadyjskim horrorem, który swą światową premierę miał w 2011 roku. Powstał w oparciu o powieść Rachel Klein pod tym samym tytułem (“The Moth Diaries”). Jego reżyserką, a zarazem osobą odpowiedzialną na scenariusz, jest Mary Harron. Mogliście już o niej usłyszeć prędzej. Reżyserowała film “American Psycho”. Za produkcję “Internatu” odpowiedzialni są ci sami ludzie, dzięki którym mogliście obejrzeć “Kruka” z Brandonem Lee w roli głównej. Główne role zagrały Sarah Bolger (“Alex Rider: Misja Stormbreaker”, “Kroniki Spiderwick”) jako Rebecca oraz Lily Cole (“Dziewczyny z St. Trinian”, “Parnassus”, “Królewna Śnieżka i Łowca”) jako Ernessa.

W filmie znajdziemy nawiązania do powieści gotyckich oraz opowieści o wampirach. Wspólnymi dla nich elementami, które pojawiały się w tego typu dziełach, jest seks, krew i śmierć, ale także obawa przed siłą kobiety, jej kobiecością. I dokładnie z tym samym mamy do czynienia w filmie “Internat”. Jest on pełen erotycznego napięcia, które czuć pomiędzy głównymi bohaterkami. Rebecca skrycie kocha Lucy i staje się coraz bardziej zazdrosna o rozwijającą się przyjaźń pomiędzy nią a Ernessą. Z tego też powodu zaczyna baczniej przyglądać się nowo przybyłej uczennicy. Pod wpływem pewnej lektury, którą otrzymała od nauczyciela literatury, zaczyna podejrzewać, iż Ernessa może być wampirem. Tak jak i one jest samotniczką i w oczach Becci przejmuje kontrolę nad swą ofiarą – Lucy. Tylko czy aby dziewczyny nie ponosi zbyt wybujała wyobraźnia? Czy Ernessa faktycznie jest wampirzycą? Jednocześnie rozmyśla o utracie ojca oraz samej śmierci. Pojawi się nawet myśl, że śmierć jest doznaniem ekstatycznym, najprzyjemniejszym momentem w życiu człowieka, po którym rodzimy się na nowo. Tylko czy to aby prawda? Rebbece nie podoba się również to, że tak wiele łączy ją z Ernessą; że pod wieloma względami są do siebie bardzo podobne. Obie straciły ojca z powodu jego samobójstwa. Każda z nich odziedziczyła również po nich talent – jedna do poezji, a druga muzyki.

Postać Ernessy jest niesamowita. Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłam, gdy stanęła w drzwiach internatu, pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła na jej widok, to czy ona nie jest przypadkiem członkiem rodziny Adamsów. Wysoka, szczupła, o jasnej karnacji skóry, długich kruczoczarnych włosach i równie czarnych dużych oczach – wypisz wymaluj starsza wersja Wednesday Adams. Od pierwszych chwil czuć, że skrywa w sobie jakiś sekret, coś mrocznego i nie dającego się racjonalnie wytłumaczyć. Kiedy tylko się pojawia, czuć niepokój, obawę o to, co za moment może się wydarzyć. Z pozoru cicha, opanowana, nikomu nie mogąca wyrządzić krzywdy, niczym niewinna wiktoriańska dziewczyna, która jeśli zechce, może przemienić się w prawdziwą bestię. Jest doprawdy klimatyczną postacią, a wrażenie to potęguje dodatkowo podkład muzyczny, który pojawia się w kluczowych momentach. Wielkie brawa dla Lily Cole, która świetnie poradziła sobie z przedstawieniem Ernessy.

“Moja matka mnie zarżnęła, 
Ojciec mnie zeżarł, 
Moja siostra Marlenka, 
Szukała wszystkich moich kości,
Zawiązała je w jedwabnej chuście,

 

Położyła pod krzewem jałowca.

 

ćwir, ćwir, jaki piękny ze mnie ptak!”
 
Tytuł filmu w przekładzie na język polski oznacza “Pamiętniki ćmy”. Główna bohaterka niczym tytułowy owad dąży do światła, które tutaj może oznaczać jedynie odnalezienie odpowiedzi na dręczące ją pytania. I nie ważne są konsekwencje – liczy się tylko dotarcie do prawdy, choćby była nie wiadomo jak bolesna. Ćmy pojawiają się również w kilku scenach, które mogą przyprawić widza o gęsią skórkę. W filmie wykorzystano fragment baśni (który widać powyżej) braci Grimm pt “Krzew Jałowca”. Pojawia się również dzieło Josepha Sheridana Le Fanu pt “Carmilla” opowiadające o młodej kobiecie zafascynowanej wampirzycą o imieniu Carmilla. To właśnie dzięki lekturze tej książki Rebecca zaczyna dostrzegać podobieństwa w zachowaniu Ernessy i Lucy. Jedyne co nie do końca spodobało mi się w filmie, to krwawa scena w bibliotece. Jak dla mnie jest ona nieco przerysowana. Choć przyznać trzeba, że robi wrażenie.
Jeśli szukacie horroru pełnego nagłych zwrotów akcji, lejącej się hektolitrami krwi i ofiar padających co rusz na glebę, to z pewnością tego tu nie uświadczycie. “Internat” jest bowiem bardziej horrorem psychologicznym, pełnym metafor i symboliki, który może być powodem do rozmyślań na temat życia i śmierci. Jestem wielką fanką horrorów i już sama nie wiem, ile w swoim życiu ich widziałam. Być może porównując “Internat” do innych znanych mi dzieł nie jest on może zbyt wyjątkowy, nie wyróżnia się niczym szczególnym, jednakże miło spędziłam przy nim swój czas wolny. Nie żałuję, że zdecydowałam się go obejrzeć. Jeśli lubicie takie klimatyczne historie, to obejrzyjcie “Internat”. Może się okazać, że film będzie dla Was miłym zaskoczeniem.
Moja ocena: 4/6
Za możliwość obejrzenia filmu
bardzo dziękuję
Recenzja opublikowana również:
Tytuł oryginalny: The Moth Diaries
Gatunek: horror
Czas: 79 minut
Produkcja: Irlandia, Kanada
Premiera: światowa 2011 r, polska 2012 r
Reżyseria: Mary Harron
Scenariusz: Mary Harron
Muzyka: Lesley Barber
Dystrybucja: Kino Świt
Nośnik: DVD
Kupisz: Merlin
0Shares

44 Replies to “Film: “Internat” (The Moth Diaries, 2012)”

  1. Chyba jednak bym nie przeczytała. Książki jako horrory to jednak średnio lubię, bardziej thrillery. Chociaż filmy o tym gatunku lubię oglądać (oczywiście dużo też od fabuły zależy, więc nie wszystkie). Pozdrawiam!

    1. A ja właśnie lubię czytać horrory. Bardziej działają na wyobraźnię, niż podane na tacy sceny w filmach. Ciężko utrzymać stan napięcia w książce. Nawet nie wiem, czy książka została wydana po polsku o.0 Muszę sprawdzić!

  2. Moim zdaniem jest to film z niewykorzystanym potencjałem. Fabuła była całkiem dobra, ale gorzej z wykonaniem. Jeszcze na początku były chwile grozy, ale potem ta groza powoli przeradzała się w śmieszność.

    1. Masz rację, można byłoby poprawić niektóre rzeczy i wówczas film dużo by zyskał. Ale nie ma co narzekać. Najgorzej nie było 🙂 Da się obejrzeć, a to już coś 🙂 Niektóre dzisiejsze filmy to czasem absolutne porażki :/

  3. Uwielbiam horrory oddziałujące bardziej na psychikę niż bazujące na wzrokowym strachu. Z chęcią obejrzę, należę raczej to strachliwych, więc raczej się nie zawiodę 🙂

  4. W tym filmie zachwyciła mnie tylko końcowa piosenka Mariny and the Diamonds 🙂 Lubię Lily Cole, ale raczej w rudych włosach. Chociaż przyznaję, że w tych ciemnych wygląda niepokojąco 🙂

  5. Od jakiegoś czasu ten film mnie prześladuje. Gdzie bym nie weszła to albo plakat, albo recenzja, albo coś z nim związane. Chyba najwyższa pora zmierzyć się z tym filmem 🙂

  6. Oglądałam już kiedyś ten film, a przynajmniej do czterdziestej minuty, jednak doszłam do wniosku, że to nie moje klimaty i go wyłączyłam. Być może do niego powrócę za jakiś czas.
    Ładna recenzja,
    Pozdrawiam
    Sherry

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *