„Infekcja” – Graham Masterton

„Infekcja” – Graham Masterton

W końcu mogę powiedzieć, że mam za sobą najsłynniejszy z cykli horrorów spod pióra Grahama Mastertona, a mianowicie „Manitou” traktujący o walce jasnowidza Harry’ego Erskine’a z najpotężniejszym i najokrutniejszym spośród indiańskich szamanów w historii rdzennych mieszkańców Ameryki – Misquamacusem. Powiem wam, iż cieszę się na myśl, że to już koniec tej historii. Cały cykl okazał się być bowiem bardzo nierówny – raz lepszy, raz gorszy (słaby „Duch Zagłady” i jeszcze słabszy „Armagedon”), przez co po kolejne jego tomy sięgałam z coraz to mniejszą ekscytacją i czytałam je już tylko po to, aby móc w końcu poznać całość i przekonać się, kto w ostatecznym rozrachunku zwycięży, a kto poniesie klęskę.

„Infekcja” będąca szóstym, a zarazem wieńczącym cykl „Manitou” tomem rozpoczyna się w podobny sposób jak w części czwartej – „Krwi Manitou”. Znów do szpitala trafiają pacjenci wymiotujący krwią, z tą jednak różnicą, iż tym razem należy ona do nich samych, a nie ofiar, które uprzednio zabili i z niej osuszyli. Lekarze, mimo usilnych starań, nie potrafią udzielić odpowiedzi, dlaczego chorzy wymiotują własną krwią, ani też w żaden sposób ich uratować.

Jedną z osób pracujących nad znalezieniem sposobu na powstrzymanie tej siejącej śmierć zarazy jest epidemiolożka Anna Grey. Jednym z zarażonych był człowiek, z którym wiązała swą przyszłość… Dlatego tym bardziej pragnie więc znaleźć skuteczny lek i nie dopuścić do kolejnych nieszczęść.

Wkrótce (jak łatwo można się tego domyślić) ścieżki Anny przecinają się z Harry’m Erskine’m, który w wyniku dość nieprzyjemnej sprawy dosłownie zmuszony został do opuszczenia swego dotychczasowego miejsca zamieszkania, ba!, nawet całego stanu, w którym akurat przebywał i powrotu niejako na stare śmieci. Razem będą musieli stanąć do nierównej walki z żądnymi pomsty synami Misquamacusa, a także z tajemniczymi siostrami zakonnymi, których pojawienie się za każdym razem zwiastuje nadejście kolejnej tragedii…

Można się czepiać tego, iż jeden tom cyklu jest lepszy bądź też gorszy od poprzedniego – bo brak w nim np klimatu czy też pojawiają się trudne do zaakceptowania (nawet jak na horror) absurdy. Niemniej jednak nie można odmówić Mastertonowi jednego – facet potrafi w niebywale sugestywny sposób odmalować ludzkie cierpienie. Za każdym razem, kiedy ktoś staje się u niego ofiarą, pewnym można być jednego – umrze ona w zastraszający sposób, czytelnik zaś będzie miał okazję ze szczegółami prześledzić jej ostatnie chwile nim ta wyda z siebie ostatni dech. Nie inaczej jest też w „Infekcji”… dlatego też jeśli nie jesteście miłośnikami gore, lepiej nie zabierajcie się za tę powieść.

Kolejnym co może zaszokować, albo wręcz zniesmaczyć czytelników nie obeznanych z piórem Mastertona jest to, iż nie stroni on od wulgaryzmów. (Chociaż obok takiego Edwarda Lee… Masterton to małe piwo 😉 ) Postaci opętane u niego przez siły nadprzyrodzone, bądź też one same przemawiające bezpośrednio do głównych bohaterów nie boją się używać mocniejszych, częstokroć obscenicznych słów. Osobiście mnie to nie rusza – z jednej strony dawno już przyzwyczaiłam się do stylu autora, ale też uważam, że w pewnych sytuacjach wulgarny język jest po prostu na miejscu – podkreśla pewne rzeczy, sprawia, że są bardziej dosadne, jak też porażające.

Nie wiem, jak wam, ale pierwszym, co przyszło mi do głowy po spojrzeniu na okładkę „Infekcji”, było skojarzenie z filmowym horrorem w reżyserii Corina Hardy’ego pt „Zakonnica”, który na ekranach kin zadebiutował w ubiegłym roku. Oczywiście obie te historie nie mają ze sobą nic wspólnego – zresztą powieść Mastertona po raz pierwszy wydana została za granicą dobrych kilka lat temu, niemniej jednak wizerunki obu sióstr zakonnych widniejących na froncie okładki książki / plakatu filmowego mają ze sobą coś wspólnego – zarówno wygląd, ale przede wszystkim dość upiorne wrażenie, które wywołują. Pomijając to przyznać muszę, iż pomysł na objawianie się upiornych siostrzyczek w powieści okazał się być jednym z lepszych, jakie autor wykorzystał na przestrzeni całego stworzonego przez siebie cyklu. Scena w kostnicy, albo ta w sypialni Anny, gdy jedna z nich wypełzła spod jej łóżka, były naprawdę creepy… i stworzyły fajny klimat – taki, jakiego oczekuję właśnie po dobrych horrorach.

Jeśli zaś chodzi o samą historię… Nie było źle! Wręcz całkiem dobrze, zwłaszcza mając w pamięci poprzedni tom, który okazał się być totalną katastrofą. „Infekcja” się wybroniła, choć – szczerze mówiąc – biorąc pod uwagę fakt, iż wieńczy ona cały cykl, spodziewałam się jakiegoś większego WOW na końcu – bo ja wiem?, jakiejś doszczętnej (wybaczcie słowo) rozpierduchy, z której ostateczny zwycięzca wyjdzie ledwo żywy po stoczonej walce. Niestety tego tu zabrakło. Moment kulminacyjny przeszedł bez większego echa, a i na dobrą sprawę mógłby dobrze czy źle stanowić punkt wyjścia do napisania kolejnej części tegoż cyklu (co mam nadzieję jednak nie nastąpi, bo co za dużo to nie zdrowo).

Na koniec wspomnę jeszcze tylko, iż po „Infekcję” możecie sięgnąć nawet wówczas, gdy nie czytaliście poprzednich tomów cyklu „Manitou”. Powieść ta jest bowiem napisana w taki sposób, iż na dobrą sprawę stanowić może osobny twór. A to wszystko dzięki temu, iż najważniejsze informacje związane z przeszłością Harry’ego Erskine’a oraz jego walki z największym indiańskim szamanem przywoływane są w odpowiednich miejscach, uzupełniając wszelkie luki tak, że nie ma się poczucia, iż czegoś się nie wie, że coś gdzieś nam tam umyka i trzeba by było przeczytać poprzednie części, by mieć lepszy obraz całości. Oczywiście lepiej mieć za sobą wcześniej wydane tomy, ale jeśli nie było nam dotąd dane po nie sięgnąć, to nie odczujemy braku ich znajomości podczas lektury „Infekcji”. I to jest naprawdę fajne 🙂

Zatem jeśli nie mieliście dotąd okazji zapoznać się z poprzednimi częściami przygód Erskine’a, a zaciekawiła was „Infekcja”, nie wahajcie się po nią sięgnąć. A jeśli macie je już za sobą, no to wiadomo – po „Infekcję” sięgnąć trzeba 🙂

Tytuł oryginalny: Plaque of the Manitou
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2019
Seria/Cykl: Manitou, tom 6
Oprawa: miękka
Liczba stron: 384
ISBN: 978-83-8125-359-8

Z cyklu „Manitou”

1 „Manitou” – 2 „Zemsta Manitou” – 3 „Duch Zagłady” – 4 „Krew Manitou” – 5 „Armagedon” – 6 „Infekcja”

1Shares
Powrót do góry