„Endgame. Wezwanie” – James Frey, Nils Johnson-Shelton (recenzja 574)

Skąd się wzięliśmy? Dokąd zmierzamy? Jaka czeka nas przyszłość? Czy jest ona z góry spisana, czy też stanowi jedną wielką niewiadomą? Tego typu pytania ludzkość zadaje sobie od zarania dziejów. Ludzie wiary upatrują w tym dzieło Boga, który stworzył nas na swoje podobieństwo. Darwiniści są zgodni, iż powstaliśmy w drodze ewolucji. Ale gdzie tak naprawdę leży prawda? Czy ktokolwiek byłby w stanie udzielić właściwych odpowiedzi? A gdybym wam powiedziała, że po Ziemi stąpają potomkowie starożytnych ludów, wybrańcy, którym od tysięcy lat z pokolenia na pokolenie przekazywana jest wiedza na temat naszego stworzenia, uwierzylibyście? Zapewne nie… I w sumie dobrze, bowiem lepiej nie wiedzieć tego, co wiedzą oni. Nieświadomość bywa zbawienna. Rozpoczyna się Endgame, a to, że o tym nie wiecie, stanowi wasze wybawienie.

Jest ich dwanaścioro. Każdy z nich wywodzi się z innego ludu, wybranego przed tysiącami lat przez Ludzi Niebios. Nie znają się, niczego o sobie nie wiedzą, ale łączy ich jedno. Wszyscy byli przygotowywani i szkoleni na nadchodzące Endgame. Są Graczami. Bezlitosnymi, śmiertelnie niebezpiecznymi, sprytnymi, niesamowicie inteligentnymi i przewidującymi. Są zabójcami, akrobatami, szyfrantami i szpiegami. A teraz usłyszeli Wezwanie. Zaczęła się Gra, a jej stawką są losy całego świata. I to od nich zależy, jak będzie wyglądała jego przyszłość. Czy w ogóle będzie jakakolwiek przyszłość… Jest tylko jedna zasada: brak zasad, jakichkolwiek reguł. To Endgame – niepewność i śmierć. Tu nie ma miejsca na pytanie „dlaczego”?. „Nic decyduje o wszystkim. Przyszłość nie została spisana. Co ma być, to będzie.”

Zagraj.
Przetrwaj.
Rozwiąż zagadkę.
Ludu Ziemi.
Rozpoczyna się Endgame.

Inspiracją do napisania „Endgame” była przeczytana w dzieciństwie przez Jamesa Freya powieść „Masquerade” Kita Williamsa. Wówczas po raz pierwszy miał on do czynienia z zagadką zawartą w treści książki. Spodobał mu się ten pomysł. Nie zapomniał o nim nawet wówczas, kiedy świat zapomniał historię pewnego zająca niosącego skarb z księżyca na słońce. Wręcz przeciwnie, kiełkował on w nim, ewoluował, aż w końcu ujrzał światło dzienne jako pierwszy tom trylogii „Endgame”. To nie jest zwyczajna powieść, oj nie. To innowacyjny projekt angażujący największych na świecie. To nowa jakoś rozrywki, coś, czego dotąd świat nie widział. To nie tylko historia dwanaściorga bohaterów opisana na kartach książki, ale również zaproszenie dla nas, czytelników, do dołączenia do ogólnoświatowej gry, która ma na celu odnalezienie trzech ukrytych kluczy, które doprowadzą wybrańca do prawdziwego skarbu. Ale to nie wszystko. Powstać ma również gra opracowana przez Google Niantic, która pozwoli czytelnikom dołączyć do Endgame, gry rzeczywistości alternatywnej, która pozwoli im na interakcję z innymi uczestnikami rozgrywki. W planach jest też ekranizacja całej trylogii. Prawa do niej wykupiło studio 20th Century Fox. W niedalekiej przyszłości ma również powstać serial, który miałby wypełnić luki pomiędzy poszczególnymi filmami. Ale i to nie koniec. Jest pomysł i na to, aby ruszył program telewizyjny, coś w rodzaju reality show, w którym udział wzięłoby 25 uczestników mających za zadanie dotarcie do klucza ukrytego na terenie kraju, z którego by się wywodzili, a wszystko to możliwe byłoby dzięki umiejętnym odnajdywaniu kolejnych wskazówek i rozwiązywaniu zagadek. To wszystko dowód na to, że pomysł autora na „Endgame” realizowany jest z prawdziwym rozmachem, czego przykładem może być również to, że do tej pory pierwsza część trylogii przetłumaczona została w 42 językach, a jej pierwszy nakład w samym USA wyniósł 1 mln egzemplarzy. Prawdziwe szaleństwo!

Książka ta porównywana jest z „Igrzyskami śmierci” Suzanne Collins i faktycznie widać pewne podobieństwa, jak chociażby fakt, że wyznaczona grupa młodych ludzi ma się zmierzyć w rozgrywce, w której zwycięzca może być tylko jeden. Ale na tym koniec. „Endgame. Wezwanie” to odrębna historia, coś zupełnie nowego i choć czerpie garściami z napisanych prędzej opowieści, to i tak sama w sobie jest w pewien sposób innowacyjna, niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju i z pewnością godna waszej uwagi. Historia biegnie wielotorowo. Krok po kroku śledzimy poczynania poszczególnych uczestników Gry. Patrzymy, jak starają się zrozumieć znalezione przez nich wskazówki, jak walczą o wygraną, cierpią bądź napawają się chwilowym zwycięstwem, jak zawiązują się pomiędzy nimi sojusze – na moment albo i na dłużej, jak łączą ich uczucia, których żadne z nich się nie spodziewało, jak giną… I mimo tego, że bohaterami powieści są brutalni, bezlitośni, niezwykle skuteczni zabójcy, nie jesteśmy w stanie odmówić im sympatii. Sama spośród dwanaściorga Graczy wybrałam dwoje, którym przez cały czas gorąco kibicowałam i miałam nadzieję, że uda im się dotrwać do końca pierwszego etapu Endgame, którego celem jest odnalezienie jednego z trzech kluczy – Klucza Ziemi. Czy przeżyli, aby grać dalej? Tego niestety nie mogę wam zdradzić, nie bez wyjawiania z wyprzedzeniem tego, co was czeka podczas lektury. Ale jedno jest pewne – nie mogę doczekać się dnia, w którym dane mi będzie sięgnąć po kolejny tom trylogii. A wszystko przez zakończenie, które zostawia czytelnika z mnóstwem pytań oraz z otwartą buzią po wrażeniach, jakie dane mu było doświadczyć podczas lektury. Szkoda tylko, że tak długo trzeba będzie czekać na kontynuację. Kolejne części mają bowiem ukazywać się w odstępie równego roku od daty premiery I tomu.

„Endgame. Wezwanie” to pozycja w sam raz dla miłośników książek przygodowych, fanów fabuły pełnej napięcia oraz niespodziewanych zwrotów akcji, wielbicieli odkrywania tajemnic i rozwiązywania zagadek oraz osób zainteresowanych nowinkami technologicznymi, z których skwapliwie korzystają bohaterowie powieści. Przy tej książce nie można się nudzić. Wręcz trudno jest oderwać się od jej lektury, tak bardzo jest ona porywająca i wciągająca. Sama przy niej przepadłam na długie godziny, które jednakże minęły mi tak szybko, że nawet tego nie zauważyłam. Jeśli chcecie przeżyć prawdziwą przygodę, to nie wahajcie się ani chwili, tylko bierzcie do ręki pierwszy tom trylogii „Endgame” i dajcie się porwać opowiedzianej w niej historii. Ręczę za to, że nie pożałujecie, a będziecie mi wręcz wdzięczni, że was do tego namówiłam.

Moja ocena: 6/6

Endgame. Wezwanie [James Frey, Nils Johnson-Shelton]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Tytuł oryginalny: Engame. The Calling
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2014
Trylogia: Endgame, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-7924-251-1




21 Replies to “„Endgame. Wezwanie” – James Frey, Nils Johnson-Shelton (recenzja 574)”

      1. Ja też jakoś o niej nie słyszałam, ale cieszę się, że weszłam, gdyż bardzo mnie zachęciłaś 🙂
        Szkoda tylko, że kolejne tomy będą wydawane co rok, może więc przeczytam całość za 2 lata, bo na pewno zapomnę przez ten czas, o czym była poprzednia część.

        1. Podejrzewam, że ta przerwa pomiędzy poszczególnymi tomami spowodowana jest tym, aby był czas na nakręcenie poszczególnych ekranizacji, czy też serialu, a także po to, by czytelnicy chcący wziąć czynny udział w Grze mieli odpowiednio dużo czasu na próbę rozwiązana zagadek zamieszczonych w powieści.

    1. Przeczytałam Twoją recenzję, wypowiedziałam się w komentarzu pod nią. Szkoda, że książka Ci się nie spodobała. Aczkolwiek uważam, że kwestia tego, iż jest 12 bohaterów, nie jest żadnym minusem tej powieści. To nadaje jej smaku, urozmaica. Przynajmniej nie jest nudno…

  1. Cieszę się, iż wreszcie mogłam przeczytać Twoją recenzję ”Endgame”. Na wielu już blogach książkowych pojawiały się recenzje tej powieści, ale cierpliwie czekałam na tą Twoją. Inni zbyt dużo zdradzają, a z kolei Ty sama tworzysz tajemnice, sekrety, które rozwiążą się dopiero po ukończeniu danej książki.
    Nie muszę mówić, iż bardzo mnie zachęciłaś do sięgnięcia po tą pozycję. Opis jest naprawdę intrygujący, a treść, fabuła zupełnie odległe od współczesnej literatury.
    Dziękuję za Twoją opinię, mam nadzieję, iż jak najszybciej dostanę w swoje łapki ”Endgame”.
    Pozdrawiam 🙂

    1. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Dla takich komentarzy aż chce się pisać 🙂 Cieszę się bardzo, że zdołałam Cię zainteresować tą pozycją 🙂
      I faktycznie, masz rację odnośnie tego, że poniektórzy za dużo zdradzają z treści. Sama teraz podczytuję recenzje innych (nie robię tego prędzej, nim nie skończę własnego tekstu, aby się niczym nie wzorować, w żaden sposób nie nastawiać do książki) i faktycznie, za dużo wynika z tych tekstów, czasem wręcz spoilerują. A to już nie jest fajne, bo po co wówczas sięgać po książkę?…

  2. Ilość tej książki w blogosferze trochę mnie przytłacza i poczekam aż szum medialny wokół niej nieco ucichnie 😉 Nie ukrywam, że to często wpływa na moją ocenę końcową, a nie chcę jej oceniać nieobiektywnie.

  3. mnie także ta książka się spodobała;) choć z chęcią poczytałabym więcej o mitologii danych ras. Nie pasowało mi za to to, że powieść nie była wyjustowana.
    Chciałam Cię poinformować, iż zmieniłam stronę – połączyłam swoje blogi i mam własną domenę: okiemmk.com i dodałam Cię do obserwowanych blogów;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *