"Elmer. Wielka księga przygód" – David McKee [recenzja, 213]

Tłumaczenie: Maria Szarf
Wydawnictwo: Papilon
Rok wydania: 2012
Oprawa: twarda
Ilość stron: 112
Ilustracje: Agnieszka Antowska Design, Hubert Grajczak, Marek Nitschke
ISBN: 978-83-245-9939-4

Kiedy tylko “Elmer. Wielka księga przygód” zagościł w moim domu, od razu wiedziałam, że to będzie godna uwagi pozycja dla mojego dziecka. Wystarczyło mi jedno spojrzenie na moją córkę, żeby przekonać się, iż ta książka z pewnością przypadnie jej do gustu. Jak tylko zobaczyła tę dużą niebieską książkę, od razu przysiadła obok mnie i prosiła, abym przeczytała jej historię, która kryła się w jej wnętrzu. Jakież było jej zaskoczenie, kiedy okazało się, że zamiast jednej bajki, w środku znajdują się aż cztery przygody kolorowego słonia w kratkę o imieniu Elmer.

Jak już wspomniałam w książce przeczytamy o czterech przygodach niezwykłego słonia. Spotkamy się z jego kuzynem Wilburem, który słynie z tego, że uwielbia robić psikusy, a zwłaszcza takie z użyciem własnego głosu. Poza tym Elmer wyruszy na poszukiwanie zaginionego pluszowego misia, którego zgubiło słoniątko. A problem jest poważny, gdyż maluch bez swojego ukochanego pluszaka nie potrafi zasnąć. Przeczytamy również o wizycie Elmera u jego dziadka Eldo. Wspólnie wybiorą się na spacer, podczas którego będą przywoływali przyjemne wspomnienia z przeszłości. Ostatnia historia dotyczy tęczy, która z niewiadomych powodów utraciła swoje piękne kolory. Nasz słoń w kratkę postawi sobie za cel przywrócenie tęczy jej dawnego wyglądu.

Każda z historii niesie ze sobą pewne przesłanie. Opowieść o Wilburze uczy nas, że czasami nie warto stroić sobie z kogoś żartów, gdyż jeśli wpadniemy w kłopoty i będziemy wzywać pomocy, to możemy jej nie uzyskać. Dlaczego? Bowiem każdy dojdzie do wniosku, że zapewne ponownie żartujemy, że to kolejny z naszych wygłupów, dlatego zignoruje nasze prośby. Poszukiwania misia dowiodą, że nie ważny jest wygląd ukochanego pluszaka, gdyż dla jego właściciela jest on wyjątkowy i jedyny na świecie, bez względu na to, czy się czymś szczególnym wyróżnia, czy też jest całkiem zwyczajny. Spotkanie Elmera z jego dziadkiem Eldo pozwoli zrozumieć dziecku, że najważniejsze w życiu są więzy rodzinne i pamięć o swoich bliskich. Ostatnia historia dowodzi, że na świecie istnieją rzeczy, którymi można obdarowywać innych bez obawy, że sami to utracimy. A o czyn mowa? O szczęściu i miłości. Jednym i drugim można się wielokrotnie dzielić i tym samym sprawiać, że świat wokół nas stanie się o wiele lepszy.

Książka jest doskonale wykonana. Twarda okładka oraz dobrej jakości papier to główne atuty tej pozycji. Na uwagę zasługują również ilustracje. Są duże, wielokolorowe i bardzo sympatyczne. Nie można zapomnieć również o użytej czcionce. Duża i wyraźna z pewnością ułatwi lekturę nie jednemu dziecku. Oprócz tego na końcu książki znajduje się mała niespodzianka dla dzieci – obrazek Elmera do pokolorowania. To było nasze pierwsze spotkanie ze słoniem w kratkę, ale jestem pewna, że nie ostatnie. Przygody Elmera tak bardzo spodobały się mojej córce, że z pewnością sięgnę po inne jego przygody. Jako mama mogę spokojnie polecić “Elmera. Wielką księgę przygód” wszystkim rodzicom, którzy poszukują dla swoich pociech ciekawych książek, do których ich dzieci będą z chęcią wracały. Jestem absolutnie pewna, że ta książka przypadnie do gustu nie jednemu młodemu czytelnikowi.

Moja ocena: 5/6
Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu

0Shares

6 Replies to “"Elmer. Wielka księga przygód" – David McKee [recenzja, 213]”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *