„Dziewczyna którą kochałeś” – Jojo Moyes

Dwie kobiety. Dwie osie czasowe. I jeden obraz…

Liv Halston przed kilkoma laty straciła miłość swojego życia. Od tamtego czasu nie potrafi się pozbierać. Trwa w zawieszeniu, starając się jakoś przeżyć dzień za dniem.

„Oto rzeczy związane ze stratą męża, o których nikt ci nie mówi: że wyczerpanie doprowadzi do tego, iż będziesz chciała tylko spać i spać, i że w niektóre dni sam akt obudzenia się sprawi, że powieki natychmiast opadną ci z powrotem, i że nawet przetrwanie kolejnego dnia będzie się wydawać nadludzkim wysiłkiem (…).”

Niestety rzeczywistość nie daje o sobie zapomnieć. Piętrzą się nieopłacone rachunki. Wierzyciele dręczą telefonami. I tylko jeden obraz wiszący na ścianie w sypialni, zaręczynowy prezent od męża, z wizerunkiem pewnej dziewczyny daje jej siłę i nadzieję na lepsze jutro…

„Była jak przypomnienie, że to przetrwam (…) przypomina mi (…) o dziewczynie, którą kiedyś byłam. Która nie martwiła się na okrągło. I która potrafiła się bawić, która po prostu… robiła różne rzeczy. O dziewczynie, którą chcę znów być.”

Nadchodzi jednak dzień, w którym chcą jej go odebrać. Ale Liv nie zamierza oddać go bez walki. Jest gotowa na każde poświęcenie, byle tylko móc go zatrzymać. Nie spodziewa się jednak tego, jak wielkiej krzywdy przez to zazna i że walcząc może przekreślić swoją jedyną szansę na szczęście…

Jojo Moyes – ulubiona autorka milionów czytelników na całym świecie, której powieści zostały przetłumaczone na 35 języków i rozeszły się w nakładzie ponad 9 mln egzemplarzy, po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi napisać historię, która nie tylko wzrusza, ale też porusza ważne, częstokroć drażliwe tematy. Tak było w przypadku „Zanim się pojawiłeś” i tak też jest i tym razem, w „Dziewczynie którą kochałeś”. Tam mowa była o kalectwie i prawie do decydowania o własnym życiu. Tu z kolei Moyes porusza kwestię, która od dziesiątek lat jest tematem publicznej debaty i która do dziś wywołuje bolesne wspomnienia u wielu ludzi – niemieckiej okupacji w czasie pierwszej wojny światowej i tego, co ze sobą niosła: cierpień, bólu, tęsknoty za najbliższymi, grabieży mienia oraz… dzieł sztuki.

Biorąc do ręki powieść bądźcie gotowi na to, że poznacie losy nie tylko wspomnianej prędzej Liv Halston, ale również dziewczyny z obrazu, Sophie Lefevre – młodej Francuzki z miasteczka St. Peronne, które w czasach pierwszej wojny światowej znalazło się pod niemiecką okupacją. Choć obie bohaterki dzielą dziesiątki lat i skrajnie różna rzeczywistość je otaczająca, to jednak mają ze sobą wiele wspólnego. Obie kochały i obie zaznały bolesnej straty. Obie gotowe były wiele poświęcić i obie spotkały się z ogromną niesprawiedliwością wymierzoną w ich kierunku. Dla każdej z nich obraz stanowił to, co najcenniejsze i żadna z nich nie zamierzała poddać się bez walki.

Choć początkowo losy obu bohaterek poznajemy osobno – wpierw Sophie, by w kulminacyjnym momencie jej historii przenieść się do czasów współczesnych, gdzie poznajemy Liv – to w pewnym momencie splatają się one ze sobą i prowadzą do zaskakującego finału. Gdybym miała wybrać i powiedzieć, historia której z bohaterek zrobiła na mnie większe wrażenie, to byłaby to ta dotycząca młodej Francuzki. Jej oddanie, zdolność do poświęcenia, lojalność względem najbliższych, bezgraniczna miłość do męża oraz gotowość do podjęcia największego ryzyka są doprawdy godne podziwu.

„Dziewczyna którą kochałeś” to powieść, która wzruszy nie jednego czytelnika i sprawi, że zechce sięgnąć po kolejne dzieła autorki. To opowieść o bólu, stracie, tęsknocie, wielkiej miłości, godzeniu się z samym sobą i próbie ruszenia dalej, mimo przeciwności losu, które napotykamy na swej drodze. To historia o odkrywaniu tego, co w życiu najważniejsze i co tak naprawdę powinno się dla nas liczyć. Piękna powieść, w której losy bohaterek śledzi się z żywym zainteresowaniem i do której w przyszłości zechce się nie raz powrócić.

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: The Girl You Left Behind
Tłumaczenie: Nina Dzierżawska
Wydawnictwo: Znak/Między Słowami
Rok wydania: premiera 11.01.2017
Oprawa: miękka
Liczba stron: 544
ISBN: 978-83-240-2757-6

5 komentarzy

  • Kasia T-J/Wielbicielka-książek Styczeń 10, 2017 at 16:09

    Nie przeczytałam jeszcze żadnej książki autorki, choć mam w planach „Zanim się pojawiłeś”. Ale być może zacznę od najnowszej powieści Jojo Moyes.

    Reply
  • Kasiek Styczeń 10, 2017 at 17:56

    Moyes to ja już powoli kocham bezkrytycznie

    Reply
  • Gandalf Styczeń 31, 2017 at 23:18

    My też ją kochamy! 🙂 Ale czytając tę recenzję chyba nie musimy polecać ani jej, ani jej książek – rekomendacja Sylwii wystarczy 😉

    Reply

Leave a Comment