„Dziadek do Orzechów” – E.T.A. Hoffmann

Historia opowiedziana na kartach „Dziadka do Orzechów” E.T.A. Hoffmanna rozpoczyna się w pewien wigilijny wieczór. Rodzeństwo Fred i Klara z niecierpliwością wyczekują gwiazdkowych prezentów, a zwłaszcza podarku od ich ojca chrzestnego – sędziego Droselmajera, od którego zawsze dostają coś wyjątkowego i przygotowanego przez niego własnoręcznie. Tym razem postanowił on sprezentować dzieciom niezwykły, mechaniczny zamek, zachwycający detalami i kunsztem wykonania, jednakże jego działanie szybko nudzi dzieci…

Chłopcu o wiele bardziej do gustu przypadają jego nowi huzarzy, zaś uwagę Klary przyciąga mały, intrygująco wyglądający człowieczek, który okazuje się być Dziadkiem do Orzechów. Zauroczona nim dziewczynka nawet nie podejrzewa, iż już niebawem przeżyje jedną z największych i najwspanialszych przygód, o jakich dotąd mogła jedynie śnić!

Tak oto rozpoczyna się opowieść o księciu, księżniczce, żądnej zemsty królowej Mysibabie, bajkowej krainie i małej, niezwykłej dziewczynce potrafiącej dostrzec najpiękniejsze i najcudowniejsze rzeczy, które umykały uwadze innych.

Historia Dziadka do Orzechów autorstwa E.T.A. Hoffmanna po raz pierwszy do rąk czytelników trafiła w Berlinie, w 1816 roku. W Polsce ukazała się niemal sto lat później, w tłumaczeniu Wandy Młodnickiej i niestety – z błędem, gdyż ówczesny wydawca autorstwo historii przypisał nie Hoffmannowi, a… Aleksandrowi Dumasowi. Od tamtego czasu książka ta była wielokrotnie wznawiana, ukazując się w przekładzie różnych tłumaczy, jednakże to autorstwa Józefa Kramsztyka z 1927 roku było tym, na którym oparła się większość kolejnych wznowień.

Wydawnictwo MG jednakże powróciło do korzeni. W 2017 roku ukazał się ich „Dziadek do Orzechów” w oryginalnym przekładzie Józefa Kramsztyka i właśnie to konkretne wznowienie miałam okazję niedawno przeczytać. Nim jednak to nastąpiło, wpierw mą uwagę przykuło samo wydanie tej ponadczasowej opowieści. A to – bez dwóch zdań – robi nader pozytywne wrażenie. Okładka zaprojektowana przez Zuzannę Malinowską na tle innych wydań, na które natrafiłam przeglądając sieć, a które możecie zobaczyć poniżej, wypada – moim skromnym zdaniem – najkorzystniej. Z jednej strony jest minimalistyczna, z drugiej zaś bardzo klimatyczna i nasuwająca skojarzenia ze Świętami Bożego Narodzenia. W podobnym stylu rok później ukazało się wydanie spod znaku Wilgi – widać, na którym ze wznowień się wzorowali… jednakże ich dzieło nie robi już takiego wrażenia jak to od wyd. MG.


1978 – Nasza Księgarnia

1987 – Nasza Księgarnia

1988 – Młodzieżowa Agencja Wydawnicza

1991 – Książka i Wiedza

1998 – Nasza Księgarnia

2008 – Instytut Baśni

2008 – Siedmioróg

2011 – G&P

2018 – Wilga


No dobrze… okładka okładką, ale co z wnętrzem, powiecie? Otóż robi ono równie pozytywne wrażenie co i zewnętrzna oprawa książki. Po odwróceniu okładki (zarówno z przodu jak i z tyłu) natrafiamy na klimatyczną, świąteczną wklejkę pełną grafik prezentów i śnieżynek, przełamanych niewielką choineczką, myszką i zegarem – czyli elementami bezpośrednio związanymi z całą opowieścią. Tekst zdobią czarno-białe drzeworyty Bertalla (Charlesa Alberta d’Armoux), które pojawiają się na prawie że każdej stronie i które w dużym stopniu odpowiadają temu, o czym w danym momencie czytamy. Książka ta liczy sobie nieco ponad 190 stron, jednakże jej objętość byłaby znacznie mniejsza gdyby nie to, iż zastosowano tu naprawdę szerokie marginesy, a do tego każdy rozdział oddzielony został od kolejnego dwiema szarymi stronami (na jednej z nich znajduje się wyraźny tytuł rozdziału).

Pewnie trudno będzie wam uwierzyć w to, co za chwilę napiszę, ale cóż… Lektura w/w książki była dla mnie tak naprawdę pierwszym spotkaniem z historią Dziadka do Orzechów. Nie sięgałam po tę książkę będąc dzieckiem, ani też nie widziałam żadnych bajek czy adaptacji/ekranizacji filmowych tej opowieści. Pewnie w tym miejscu zastanawiacie się, jak to w ogóle możliwe? Jak widać… jest, a ja jestem tego najlepszym przykładem. Mówiąc szczerze nigdy dotąd nie ciągnęło mnie do tej historii. Powoli jednak nadrabiam zaległości w klasyce – zarówno tej dla dorosłych, jak i tej dla młodszych czytelników, a że pojawiła się okazja do sięgnięcia po dzieło Hoffmanna, więc postanowiłam skorzystać z niej.

Nie mogę powiedzieć, aby ta historia skradła moje serce… Niemniej jednak ma ona coś w sobie, co może się podobać – zwłaszcza dzieciom, do których przecież w głównej mierze skierowana jest ta książka. Jest w niej bajkowość i baśniowość, są księżniczki i książęta, pojawia się niebezpieczeństwo pod postacią Króla Myszy i jego mysich zastępów, jest zagadkowo i tajemniczo, a na końcu czeka nas cukierkowy happy end – czyli jest tu wszystko to, co tak bardzo podoba się małym czytelnikom. Nie zabrakło też morału, który tak istotny jest w dziecięcej literaturze, a ten dotyczy tego, by nie patrzeć oczami a sercem, bo nie zawsze wygląd jest najważniejszy, a to co skrywa nasze wnętrze.

Mnie jednak, jako mamę, dziwi to, w jaki sposób autor wykreował rodziców Klary, a dokładniej rzecz biorąc ich podejście do tego, co mówi im ich własne dziecko. Nie tylko nie dają wiary w słowa dziewczynki i nie są zainteresowani tym, co przeżywa, ale wręcz wyśmiewają i karcą ją za to, co do nich mówi. Dla mnie coś takiego jest nie do przyjęcia. Rodzic powinien być otwarty i gotów w każdej chwili wysłuchać swoje dziecko, w żaden sposób nie podcinać jego skrzydeł, a także w miarę możliwości rozwijać jego wyobraźnię, a nie ją tłamsić.

„Dziadka do Orzechów” E.T.A. Hoffmanna można lubić, bądź też nienawidzić. Pewne jest jedno: fakt, iż należy on do światowej klasyki literatury dziecięcej sprawia i z tego też powodu po prostu wypada go znać. Z uwagi na wydanie zaś stanowić może piękny prezent dla dziecka.

Tytuł oryginalny: Nussknacker und Mäusekönig
Tłumaczenie: Józef Kramszyk
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2017
Oprawa: twarda
Ilustracje: drzeworyty Charlesa Alberta d’Arnoux
Liczba stron: 192
ISBN: 978-83-7779-435-7

2Shares