“Czas Żniw” – Samantha Shannon [recenzja 382]

 

“Byłam pewnego rodzaju hakerem. Nie czytającym umysł, raczej radarem umysłu wchodzącym w zaświaty. Potrafiłam dostrzegać szczegóły sennego krajobrazu i dusze łotrów. Rzeczy, które działy się poza mną. Rzeczy niewyczuwalne dla przeciętnego jasnowidza.” (15)

Paige Mahoney nigdy nie była zwyczajną dziewczyną. Już jako małe dziecko wyraźnie różniła się od swych rówieśników. Skrzętnie jednak ukrywała swą odmienność tak, że nawet jej własny ojciec nie miał pojęcia, że jego ukochana córka wykazuje wyjątkowe umiejętności… zakazane, za posiadanie których groziła jej śmierć. Nie dość, że jest ona jasnowidzem, to jeszcze dość szczególnym, niezwykle rzadkim – sennym wędrowcem potrafiącym przenikać do umysłów innych ludzi. Z tego powodu zainteresował się nią jeden z mim-lordów syndykatu, kryminalnego podziemia skupiającego wyjątkowych jasnowidzów przeciwstawiających się władzy Sajonu. Jaxon Hall oferował jej ochronę, bezpieczeństwo, poczucie przynależności i spore pieniądze w zamian za pracę dla niego. Paige przystała na jego propozycję, a dziś, po trzech latach pracy dla Halla, nie żałuje podjętej wówczas decyzji. Jednak nadchodzi dzień, który przewraca do góry nogami uporządkowane życie panny Mahoney. W wyniku pewnych wydarzeń dziewczyna budzi się w obcym mieście – Oksfordzie, miejscu, które według wszelkich doniesień od dawna nie istnieje. Szybko okazuje się, że trafiła do czegoś w rodzaju obozu karnego dla jasnowidzów, którzy zdegradowani zostali tu do roli niewolników dziwnych istot zwanych Refaitami. Paige zostaje przydzielona Naczelnikowi, małżonkowi krwi Nashiry – władczyni Refaitów. Chcąc zachować życie, dziewczyna zmuszona jest podporządkować się zasadom panującym w Szeolu I (jak nazwano Oksford). Tymczasem ktoś z ukrycia stara jej się pomóc. Tylko czy aby bezinteresownie? A może to kolejna pułapka?

W dniu, w którym zauważyłam “Czas Żniw” w zapowiedziach wydawnictwa SQN wiedziałam, że muszę przeczytać tę powieść. Czułam, że to może być książka dla mnie. Zainteresował mnie opis fabuły – historia dotycząca jasnowidzów, a do tego przebywających na Ziemi istot wykraczających poza ludzkie pojmowanie. Do tego doszła kwestia zaświatów, tego, co czeka nas po śmierci. Jest to intrygujący temat, który od zawsze żywo mnie interesował. Każdy z nas jest przecież ciekaw tego, czy istnieje coś więcej niż życie, które jest nam dane – czy po tym, kiedy już zamkniemy na zawsze nasze oczy czeka nas nicość, ciemność, czy też może coś innego. Samantha Shannon w swej debiutanckiej powieści, będącej pierwszą częścią siedmiotomowego cyklu, pokusiła się o to, aby przedstawić czytelnikom swoją wizję zaświatów. To one stanowią nieodłączny element życia każdego jasnowidza i jak się z czasem okazuje również Refaitów. Zarówno jedni, jak i drudzy nie potrafią egzystować bez kontaktu ze światem zmarłych, z którego czerpią całą swoją moc oraz energię życiową. Spodobała mi się ta wizja. Daje bowiem nadzieję, że z chwilą śmierci nasze dusze nie znikają, przechodzą jedynie na wyższy poziom i mogą na swój sposób dalej uczestniczyć w życiu śmiertelników. Choć to uczestnictwo zależy od wielu czynników, gdyż duchy można wykorzystywać zarówno w dobrym, jak i złym celu.

“Naturalnie każda forma jasnowidzenia była zakazana (…) Ja dokonywałam zdrady przez sam fakt, że oddychałam.” (16)

Paige przyszło żyć w trudnych czasach. Mamy rok 2059, Londyn. Niby niedaleka przyszłość, jednak jakże różna od tej, w której dane jest nam żyć. Jej świat jest brutalny, bezwzględny. To rzeczywistość, w której od dwustu lat wszelka odmienność traktowana jest niczym zaraza, którą należy za wszelką cenę wytępić. Każdy z jasnowidzów tropiony jest niczym bezpańskie i niebezpieczne zwierzę przez specjalnie powołane w tym celu służby Sajonu, a o tych, którzy zostali przez nie pojmani, wszelki słuch ginie. Odmieńcy, którzy zdołali uchować się przy życiu, wiodą nędzny żywot, a jeśli mają szczęście trafiają do syndykatów, grup działających w podziemiu przeciwko obecnej władzy. Wydawać by się mogło, że obóz dla jasnowidzów kierowany przez Refaitów nie jest wcale takim złym miejscem. W końcu nie muszą się już ukrywać i żyją wśród swoich. Jednakże owa “wolność” ma swoją cenę. Bardzo wysoką, która dla kogoś takiego jak Paige wydaje się prawdziwym okrucieństwem. Dziewczyna bowiem nie należy do osób, które łatwo się poddają i bez słowa przyjmują to, co los im zgotował. Nie, ona stale walczy, o siebie, o innych, o lepsze jutro. I to widać podczas lektury. Tego niezłomnego ducha, który w obliczu zagrożenia życia nadal nie chyli karku, ciągle przeciwstawia się każdemu wrogowi, choćby nie wiadomo jak silnemu. Bo lepiej zginąć, niż się poddać. To niezwykle silna osobowość, charyzmatyczna, której postawy życiowej nie jeden człowiek może pozazdrościć. Autorce udało się wykreować bardzo wyrazistą postać o niebagatelnych cechach charakteru, a to bardzo lubię w powieściach. Nie cierpię historii, w których bohaterowie są nijacy, miałcy, niczym szczególnym się nie wyróżniający. Na całe szczęście Samantha Shannon sprostała moim oczekiwaniom tworząc postać, której losy śledziłam ze sporym zaciekawieniem od samego początku do ostatniej strony. Jednak pragnęłam bliżej poznać również Refaitów, a dzięki autorce stało się to możliwe. Poświęciła ona sporo uwagi samemu Naczelnikowi, dzięki czemu czytelnik sporo dowie się o tej dziwnej rasie, ich życiu, pragnieniach i motywach, które nimi kierują. 

“Czas Żniw” jest literackim debiutem Samanthy Shannon, ale powiem Wam, że tego absolutnie nie widać. Gdybym nie przeczytała o tym w nocie o autorce, nie podejrzewałabym, że to pierwsza jej książka. Jest ona bowiem bardzo dopracowana i to pod każdym względem. Wszystko jest przemyślane, logiczne, jedno wynika z drugiego i tworzy spójną całość. Do tego na końcu zamieszczony został specjalny słowniczek, dzięki któremu możliwe jest pełne zrozumienie toczącej się w powieści historii. A jest ona po prostu fantastyczna. Świetnie napisana, lekko, dzięki czemu lektura staje się czystą przyjemnością. Mało tego. Od tej książki po prostu ciężko się oderwać. Z chwilą, w której rozpoczęłam czytanie, dosłownie przepadłam. Znalazłam się nagle w 2059 roku i przeżywałam wszystkie wydarzenia razem z Paige. To historia o prawdziwej przyjaźni, lojalności względem innych, rodzących się głębszych uczuciach, walce o lepsze jutro, ale również o władzę, pełna intryg i tajemnic do odkrycia. Nie mogę doczekać się chwili, w której w me ręce trafi kontynuacja. Zwłaszcza, że historia zakończyła się w chwili, która pozostawiła mnie z mocno bijącym sercem i mnóstwem pytań odnośnie tego, co się dalej wydarzy. Gorąco polecam powieść Samanthy Shannon każdemu miłośnikowi fantastyki. Pewna jestem, że Was nie zawiedzie. 

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: The Bone Season
Tłumaczenie: Regina Kołek
Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2013
Cykl: The Bone Season, tom 1
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 520
ISBN: 978-83-7924-082-1SQN

0Shares

19 Replies to ““Czas Żniw” – Samantha Shannon [recenzja 382]”

  1. Już czytałam wiele pozytywnych opinii na jej temat, a Twoja jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że warto się z nią zapoznać. Lubię takie książki fantastyczne, o jasnowidzach chyba jeszcze nigdy nie czytałam, więc byłoby to miłą odmianą:)

    1. Sama prędzej również nie czytałam niczego o jasnowidzach, dlatego ten tytuł tak bardzo mnie zaintrygował 🙂

  2. Do fantastyki przekonuje się cały czas, a na dodatek o tej powieści słyszałam tyle razy, że nabrałam ochoty na przeczytanie jej 🙂 Nie wiedziałam tylko, że cały cykl ma mieć aż 7 tomów! Wow!

    1. Początkowo też nie wiedziałam. Dopiero w miarę wczytywania się w informacje o autorce wyszło to na jaw 🙂 Ale fajnie. Mam tylko nadzieję, że kolejne części będą trzymały poziom 🙂

    1. O kurcze, to już gdzieś można przeczytać? Nie szukałam od dłuższego czasu informacji na temat kontynuacji, a też czekam z niecierpliwością 😀
      Gdzieś czytałam, że seria ma mieć 7 części, więc będzie co czytać 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *