Co mnie ostatnio denerwuje w blogosferze

Blogowanie ostatnimi laty stało się niezwykle modne. Dziś niemal każdy z nas ma bądź kiedyś miał własnego bloga. Sama bloguję od ponad dwóch lat. Prędzej zdarzało mi się założyć kilka blogów, jednak nie przetrwały one próby czasu. Byłam wtedy młoda, głupia i sama nie wiedziałam, czego oczekuję od życia. Ale mniejsza z tym, bo to w tym momencie nie jest istotne. Do czego zmierzam? Ano do tego, co ostatnimi czasy doprowadza mnie do szewskiej pasji w naszej „kochanej” blogosferze…

KAŻDY PISAĆ MOŻE…

Zawsze wychodziłam z założenia, że jeśli ma się problemy z poprawną pisownią, to nie powinno się w ogóle zabierać za pisanie czegokolwiek z przeznaczeniem do publikacji w sieci. Niestety bardzo często natrafiam w necie na blogi/strony , na których publikowane treści są pełne błędów najróżniejszej maści. O ile kłopoty z postawieniem w odpowiednim miejscu przecinka mogę jeszcze zrozumieć, to już literówek, powtórzeń i innych tego typu błędów nie potrafię wybaczyć. W dzisiejszych czasach istnieje tyle edytorów tekstów, które mają w swych opcjach sprawdzanie pisowni, że nie ma dla mnie wytłumaczenia dla artykułu/recenzji/etc , w których nadal znajduję kFjatki językowe. Najbardziej jednak denerwuje mnie wiecie co? Niepoprawny zwrot „ książkę”, „ powieść”. Jaką kurna „tą”??? Weźmy dla przykładu wyraz „kobieta”. Mianownik: kto co? – ta kobieta => biernik: kogo co? – tę kobietę. „Książka” czy „powieść” to też ONA, czyli „ta książka/powieść” -> w bierniku „tę książkę/tę powieść”. Czy to tak trudno zapamiętać? Żeby nie było, że się wymądrzam (choć pewnie i tak część z Was w ten sposób pomyśli), dla udowodnienia powyższego zacytuję Wam krótkie wyjaśnienie pochodzące ze strony poradni językowej PWN:

Poprawna forma biernika, przynajmniej w języku oficjalnym, to tę książkę. W mowie częsta jest postać, którą zapisałoby się tą książkę, i takież zapisy można spotkać w tekstach pisanych: mailach, listach prywatnych, notatkach itp. W oficjalnym tekście, np. dokumencie urzędowym, wypracowaniu szkolnym lub artykule przeznaczonym do publikacji, taka postać byłaby jednak błędem.

Zatem Wszyscy ci, którzy stosujecie formę „tą książkę”, „tą powieść”… proszę Was! Weźcie pod uwagę powyższe i piszcie poprawnie. Mówić sobie możecie, jak chcecie. Nie słyszę Was = nie drażni mnie.

POLUBCIE MNIE!! PROSZĘ…

„Cześć! Jestem X. Właśnie założyłam/em bloga (bądź: prowadzę od jakiegoś czasu bloga) i fajnie by było, gdybyście do mnie zajrzeli. Jeśli się Wam spodoba to zaobserwujcie! Odwdzięczam się! Obs za obs / kom za kom.”

Co to się ostatnio wyprawia na Facebooku… Wchodząc na swój profil i spoglądając na tablicę ostatnich aktywności zamiast pożądanych przeze mnie treści natrafiam coraz częściej na ogłoszenia powyższego typu. Ja naprawdę rozumiem, że ludziom zależy na tym, aby ich miejsca w sieci były odwiedzane, obserwowane, komentowane. Sama należę do tej grupy (i Wy z pewnością też!!) i wcale się tego nie wypieram. Jednakże takie wymuszanie na innych tego typu aktywności jest już dla mnie przesadą. Moim zdaniem dobry, ciekawy, bogaty w treści blog obroni się sam i prędzej czy później zostanie dostrzeżony oraz doceniony. Ściąganie sobie sztucznych Czytelników/obserwatorów na dłuższą metę nie przyniesie niczego dobrego. Na początku może i zwiększy Wam wejścia – wszak musieli przecież wejść, by dodać Was do obserwatorów bądź wrzucić ten jeden komentarz, za który Wy (zgodnie z obietnicą) zrewanżujecie się tym samym. A potem? Cisza… Bo te osoby już do Was nie wrócą. Bo i po co? Przecież już wypełniły zadanie nieprawdaż? Obs za obs, kom za kom i tyle. Więc jaki to ma w ogóle sens? Jeśli chcecie, by Wasze blogi były odwiedzane, to udzielajcie się w sieci. Czytajcie to, co piszą inni. Komentujcie – ale w wartościowy sposób! A nie: „fajny blog, zajrzyj do mnie!”, „podoba mi się! zachęcam do odwiedzenia mojego bloga…”. Autorzy blogów doceniają PRAWDZIWYCH Czytelników i do takich chętnie zaglądają. Nikt nie lubi osób, które się jedynie reklamują i niczego swą obecnością nie wnoszą. Sama usuwam tego typu komentarze, bo na moim blogu nie ma dla nich miejsca i tego typu Czytelnikom „serdecznie” dziękuję za odwiedziny. Dlatego też Wy wszyscy, którzy wypisujecie te bzdury na Facebooku, zaśmiecacie grupy i tablice innych, weźcie sobie do serducha powyższe słowa i zastanówcie się nad swoim zachowaniem. Dla własnego dobra…

87 Replies to “Co mnie ostatnio denerwuje w blogosferze”

  1. Odnośnie wiadomości od innych blogerów/blogerek- ostatnio na Instagramie ktoś napisał mi „f4f?”. Myślę sobie: „o co chodzi?”… Po jakimś czasie dopiero zorientowałam się, że chodzi o „follow for follow” :)) zabawnie!

  2. Wiesz… rozumiem, że błędy Cię wkurzają, ale nie zawsze pisanie bezbłędne jest łatwe. Muszę się przyznać, że ostatnio walnęłam taką gafę i napisałam „tą książką” zamiast „tę książkę”. Mogłabym powiedzieć, że to ze względu na dysleksje (mimo walki i ćwiczeń nie zawsze da się ja pokonać), a jednak tak nie robię. Biorę pełną odpowiedzialność za swoje błędy. Szczególnie wstyd mi, jak znajdę takie kwiatki w tekście po roku. Nie oznacza to, że osoby piszące się nie starają. Literówki, gdy komóś wejdzie dodatkowa litera, rozumiem… ale „kFiatki”… to mnie zaskoczyło 😀
    Mnie jednak również wkurzają tego typu zaproszenia. Rozumiem, że ktoś jest nowy… ale bez przesady. Zapraszać, zapraszam, ale tylko jeżeli jest jakiś konkurs i wiem, że dana osoba chętnie wzięłaby udział, ale o nim nie wie 😉

    1. Doskonale rozumiem Twoje stanowisko. Wiem jak trudne bywa dla niektórych osób pisanie bez błędów. Uważam jednak, że jeśli ma się wątpliwości odnośnie napisanych wyrazów/zdań/czegokolwiek albo ma się stwierdzoną dysleksję, to i tak należy przepuścić napisany przez siebie tekst przez jakiś filtr sprawdzający jego poprawność, bądź poszukać w sieci odpowiedniej odmiany/użycia polskiego znaku. Literówki i mi się zdarzają, to norma zwłaszcza wówczas, kiedy staram się napisać coś szybko, bądź pod wpływem większych emocji. Bardziej chodziło mi o nagminne literówki występujące w tekście, bo to już jest czyste niedbalstwo.

        1. Hahaha 😀 Tak to jest, jak się próbuje napisać coś szybko na telefonie 😀 Dziwie się, że nie pozmieniało mi całego tekstu na niezrozumiałe ciągi zdań 😀

  3. Sama przez długi czas pisałam tą, ale w końcu piszę tę. Ja na szczęście nie dostaję takich komentarzy obs za obs, ale zauważyłam, że niektóre osoby wchodzą do mnie tylko w tym momencie, gdy ja do nich zajrzę.

    1. A mnie denerwuje w tych zaproszeniach jeszcze to, że wrzucając do jakiejś grupy link do odpowiedniego postu na moim blogu, w komentarzach pod tym zamiast dostać jakąś konkretną odpowiedź, znajduję link do kolejnego bloga ze słynnym już „zajrzyj do mnie :D”…

  4. Zdecydowanie zgadzam się z tym co napisałaś, a zwłaszcza jeśli chodzi o błędy językowe. Znam jeden taki blog, byłam raz z ciekawości, chciałam zobaczyć kto czyta tam recenzje przy tylu błędach i zdaniach całkowicie nie mających sensu. Jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że blog prowadzony mniej więcej od pół roku ma kupę wyświetleń ponad 100 obserwatorów i współpracuje z kilkoma wydawnictwami. Dla mnie jest to po prostu nie do pomyślenia, zwłaszcza przy ilości błędów ortograficznych i zdań, które kompletnie nie mają sensu.

    1. Coś takiego, o czym piszesz, niestety tylko aby źle świadczy o wydawnictwach 🙁 Bo podążając tą drogą widać jedynie, że nie zwracają uwagę na umiejętności przekazywania treści Czytelnikom osób, do których wysyłają książki. W tym wypadku widać, że nie liczy się to, jak kto pisze, ale żeby tekst pojawił się w wielu miejscach i było głośno o danym tytule. Bardzo mi się to nie podoba, ale niestety jest dość powszechne.

  5. Jedna uwaga na temat błędów: „Zatem Wszyscy Ci, którzy stosujecie formę…” – warto zapamiętać, że w takim kontekście ‚ci’ powinniśmy zapisywać małą literą 🙂

    ‚Tą powieść’, ‚tą książkę’ też mnie irytuje. Nie trzeba polonistycznej wiedzy, by zapamiętać tak prostą regułę i dziwi mnie, że ludzie oczytani nie potrafią jej zapamiętać.

    A to usilne napraszanie się jest żenujące. Dla mnie namolni blogerzy są całkowicie skreśleni.

  6. Popieram z całego serducha! Zwłaszcza, że jestem po polonistyce i błędy tym bardziej mnie denerwują… Niektórzy chyba wychodzą z założenia, że nieważne czy napisze się „książka” czy „ksionszka” (podaję skrajny przykład, ale wiadomo o co chodzi). Ja po prostu nie jestem w stanie czytać blogów, na których jest pełno byków (choćby merytorycznie były ok). Poza „tą/tę” do szału doprowadza mnie (wcale nie takie rzadkie) połączenie typu „ów bohaterka”, „ów dziecko” etc. Ludzie! To się odmienia… Ów mężczyzna, owa kobieta, owo dziecko…

    Z tym kom. za kom. to też żenada… Czytelników zgromadzić można tylko za pomocą ciężkiej pracy, rzetelnych, interesujących notek i cierpliwości. Tu nie ma dróg na skróty ani żadnych magicznych zaklęć.

    Uff! Jednym zdaniem – zgadzam się z Tobą 🙂

    1. Dziękuję Ci, że zechciałaś wypowiedzieć się w tym temacie 🙂
      Skrajny przykład – świetny 🙂 ksionszka 😛
      Sama po polonistyce co prawda nie jestem, ale wychowano mnie w domu, w którym od najmłodszych lat zwracano mi uwagę na poprawną wymowę oraz pisownię. To już jest u mnie pewne „zboczenie”. Czasem denerwujące ludzi z bliskiego otoczenia, bowiem potrafię kogoś w locie, nie zastanawiając się nad tym, czystym odruchem, poprawić w momencie, kiedy powie coś nieprawidłowo 😉

  7. Mnie również denerwują komentarze w których za każdym razem podlinkowany jest blog, albo tylko w formie „zapraszam do mnie”. Gdy ktoś u mnie zostawia komentarz a nie kojarzę tej osoby to z ciekawości sama do niej zajrzę, jak nie teraz to trochę później i nie trzeba mnie do tego przymuszać.

    1. Powiem Ci, że w przypadku, o którym wspominasz, to też nie musi wyglądać akurat w ten sposób. Jeśli ma się konto na blogspocie, automatycznie nick osoby pozostawiającej komentarz jest podlinkowany do jej konta i żeby wejść, odwiedzić ją, wystarczy jeden klik. Tu, na wordpresie, jest podobnie. Sama przecież chyba to widzisz, że w formularzu komentarza jest miejsce na podanie adresu/bądź e-maila (zależy od formularza) i znów niepotrzebne jest dodatkowe pozostawianie namiarów na własnego bloga w odpowiedzi pod danym tekstem na blogu. Jeśli chodzi o mnie – ja usuwam tę „nadprogramową” informację z komentarzy 😉

  8. Błędy językowe się zdarzają, gorzej z tymi ortograficznymi. Mnie samej zdarzają się różnego rodzaju błędy, mimo wielokrotnej edycji tekstu, dlatego czasami się cieszę, że mam czytelników, którzy pomagają mi w tym i wytykają w komentarzach słowa do poprawki. Jednak jak ktoś robi to w sposób rażący, to się wcale nie dziwię, że jest to coś, co może zdenerwować.

    Kolejna rzecz, czyli taka cisza reklama. Nie rozumiem tego. Sama jak wchodzę na czyjegoś bloga i widzę, że napisał np. recenzję, która interesuje mnie tyle co nic, to nie komentuje. Po co marnuje swój czas, czas autora tekstu? Dla komentarza: „Przeczytam”? Cóż…Sama nie lubię tego u siebie, więc nie spamuje innym pod tekstem. Liczba wejść jest ważniejsza niż komentarzy.

    Inną rzeczą, która mnie osobiście denerwuje, to chwalenie się (np. wymienienie nagle w jakimś poście) z iloma wydawnictwami bloger książkowy współpracuje. Jeżeli taka informacja znajduje się w osobnej zakładce, to rozumiem. Wtedy gratuluje, że jest tak popularny 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Poruszyłaś bardzo ważną rzecz – mianowicie to, że masz Czytelników, którzy potrafią wytknąć Ci jakiś błąd, który znajdą w Twoim tekście. Sama mam kilka takich osób i jestem wdzięczna za ich istnienie oraz to, że nie boją się odezwać i wskazać mi, że w którym momencie powinęła mi się noga. Życzyłabym sobie więcej takich osób. Dlatego też od razu w tym miejscu wystosuję mały apel do tych, którzy przeczytają ten komentarz:

      Jeśli widzicie u kogoś jakiś błąd w tekście, który napisał – nie bójcie się o tym napisać w komentarzu. Oczywiście z wyczuciem i zachowaniem wszelkich form grzecznościowych, a nie bezczelnie atakując autora tekstu. Inteligentni ludzie docenią Wasze uwagi, a tym samym będą mieli świadomość, że faktycznie ich czytacie skoro potrafiliście wyłapać jakieś wpadki 🙂

      Aga… a ja Cię nie denerwuję? 😉 Mi też zdarza się czymś pochwalić, choć nie tak, że wypisuję o tym każdym, byle jakim poście. Najczęściej po prostu we wpisie podsumowującym dany okres blogowania piszę, czy udało mi się coś osiągnąć – czy to nawiązanie nowej współpracy, czy wygranie w konkursach itp itd. Mam nadzieję, że taka forma „chwalenia się” Ci nie przeszkadza 🙂

      A odnośnie komentarzy, to sama robię to samo co Ty. W sensie – jeśli przeczytam coś, ale nie mam nic konkretnego do powiedzenia, to nie pozostawiam żadnego komentarza. Nie lubię pisać pustych słów, byle tylko dać znać autorowi tekstu, że oto ja, taka i siaka, weszłam na jego blog i pozostawiam po sobie ślad w postaci komentarza jako dowód na powyższe.

  9. Jak na człowieka lubiącego pisać i studiującego dziennikarstwo mam wyjątkowo dużą tolerancję dla języka polskiego prezentowanego przez blogerów. Nie skreślam ludzi, którzy nie wypowiadają się wyłącznie pełnymi zdaniami albo takich, którzy zaczynają zdania od spójników. Uwielbiam powtórzenia, pod warunkiem, że mają jakiś sens. Uważam, że szkoła, próbując nauczyć nas zasad poprawnej pisowni, trochę za mocno ograniczyła nam wyobraźnię i zwyczajnie wyznaczyła coś w stylu „jedynej słusznej drogi” (powtórzenie słowa nie wcześniej niż po pięciu zdaniach!). Podobnie jest z kolorowankami i słynnym „nie wyjeżdżaj za linie”. Są jednak błędy, które mnie irytują, to prawda 🙂 Nie znoszę słowa „iż”, chyba, że jest użyte w jakimś celu (np. kiedy próbujemy tekstu stylizowanego), nie rozumiem pisania „was”, „twój” i „ciebie” z dużej litery (może dlatego, że kiedyś wykładowca wyrzucił mi cały wielki artykuł do kosza, kiedy zobaczył te duże litery haha a poprawiałam je z małych w ostatniej chwili, jak mi koleżanka zwróciła uwagę, że tak TRZEBA), „tą książkę” też mi daje po oczach 🙂

    1. Ja zwroty grzecznościowe „Tobie”, „Twój” etc. piszę z wielkiej litery, tak już się u mnie przyjęło i nic tego nie zmieni, ale jak widzę pisane w ten sposób zaimki typu „mu”, „jej”, „nasz”, „go” (i nie mam tu na myśli np. nekrologów), zgrzytam zębami ;).

      1. Dla mnie pisownia „Twój” „Wasz” „Ty” z wielkiej litery jest rzeczą tak oczywistą jak to, że słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie. Tak uczono mnie w domu. To samo powtarzano w szkole. To wyrażenie szacunku w stosunku do drugiej osoby.

        Oczywiście przykład podany przez Tajus jest już wręcz śmieszny, by „mu”, „jej”, „nasz” itd pisać również z wielkiej litery. Ciekawa jestem, gdzie osoby stosujące coś takiego, się tego nauczyły 😛 Bo jeśli w szkole… no cóż, to by bardzo źle świadczyło o poziomie edukacji w dzisiejszych czasach 😉

  10. To co się dzieje to po prostu porażka, jak możemy tak strasznie kaleczyć nasz język? Często czytam blogi i jest tam masa błędów które po prostu rażą w oczy. Ja, że tak powiem „od małego” czytam dużo i ortografia jakoś sama się zapamiętała i weszła w krew. (Chociaż przecinki to dla mnie wolna amerykanka. :P) Oczy chyba mają jakiś radar, bo naprawdę jak widzę ewidentne błędy to nic innego nie mogę przeczytać, nawet nie skończę takiego artykułu! Ile razy łapki mnie świerzbią żeby naskrobać to i owo… Ale czy to pomoże? Uważacie że należy zwracać innym uwagę np w komentarzach czy po prostu sobie darować?
    Hitem ortograficznym jest dla mnie historia nauczycielki biologii, która sprawdzając kartkówki zastanawiała się co to jest „musk” zamiast „mózg” 😀 Naprawdę jest coraz gorzej!
    Pozdrawiam

    1. Swoim komentarzem udowodniłaś, jak wiele do naszego życia wnosi czytanie książek. Dokładnie. Im więcej lektur pochłaniamy, tym bardziej wzbogacamy nie tylko nasze słownictwo, ale również automatycznie przyswajamy prawidłowe formy pisowni.
      Jeśli chodzi o przecinki… no cóż. Przyznaję, że i mi zdarza się popełniać w tej kwestii błędy. Nikt w końcu nie jest alfą i omegą, żeby wiedzieć wszystko na każdy temat. Jesteśmy tylko ludźmi, a popełnianie błędów jest nijako wpisane w naszą naturę. Najważniejsze, by się uczyć, wyciągać wnioski i na drugi raz nie popełniać tych samych wpadek 🙂

      „Musk” mnie rozwalił 😀

  11. Dokładnie, zgadzam się z twoimi punktami! Od dawna mnie denerwują takie sytuacje 🙂 Albo jak nie ma żadnych akapitów bądź przerw i bardzo ciężko mi czytać takie notki jak wszystko jest jednym ciurkiem..

    1. Oj tak… takowe wpisy i mnie denerwują. Lubię przejrzystość. Każdy element czy to w recenzji, czy też w jakimkolwiek innym tekście, ma u mnie swoje miejsce i musi być oddzielony od poprzedniej myśli.
      A najbardziej to już chyba wkurzają mnie książki, w których tekst pisany jest jednym ciągiem. Lektura mnie wówczas męczy i choćby historia była super ciekawa, to droga przez kolejne karty jest dla mnie mordęgą.

  12. Na początek trochę się popodlizuję 😀 i powiem Ci, że bardzo lubię te Twoje posty „nie-recenzyjne” (recenzje też lubię, ale nie o nich teraz mowa). Już sobie Ciebie wyobrażam jak Cię coś wkurza i zasiadasz, żeby to od razu przelać na papier, tzn. wirtualny papier :).
    Super, że o tym napisałaś, bo ja chwilami już miałam wrażenie, że pisząc „tę książkę” strzelam byka i że coś się zmieniło w polskiej gramatyce od czasu jak chodziłam sobie na lekcje j.polskiego. Ale okazuje się, że jednak inni też to zauważyli. Ufff…ciężar spadł mi z serca :).
    Co do panienek od kom. za kom., to nie zapomnę jak któregoś dnia miałam więcej czasu i „pochodziłam sobie” po różnych blogach i na każdym (dosłownie każdym!!!) znalazłam pewną blogerkę z komentarzem „fajna recenzja – zapraszam do siebie …. tu adres blogu”. Daję sobie głowę uciąć, że panienka nawet pół zdania z tych „fajnych recenzji” nie przeczytała. No cóż…ogarnął mnie pusty śmiech i tyle :).
    Sama niedawno zaczynałam (raptem troszkę więcej niż pół roku temu) i doskonale pamiętam jak na początku liczy się każde wejście, jak bardzo mnie to cieszyło – każdy komentarz, zwiększająca się liczba odwiedzin wywoływały u mnie uśmiech i autentyczną radość. Ale niech to będzie dobrowolne, a nie niejako z przymusu.
    Ale się rozpisałam – już zmykam 😀

    1. A możesz podlizywać mi się do woli 😉 Każdy z nas jest próżny (choć się do tego nie przyznaje) i lubi, kiedy ktoś prawi mu jakieś miłe słowa 😉 Przygotowany mam jeszcze jeden tekst do publikacji i drugi, taki bardziej na zasadzie mniej słów – więcej grafiki, więc niedługo będziesz miała możliwość zaczytania się w czymś innym, niż recenzje 🙂 Jak pamiętasz w jednym z moich poprzednich wpisów wspominałam, że właśnie chcę wprowadzić na blog więcej tekstów nie będącymi recenzjami, bo taka forma bloga odrobinę mi już zbrzydła i potrzebuję odmiany 🙂

      Co do tego typu „blogerek”, o których wspominasz, to też wielokrotnie takowe odwiedzały mój blog. Ba! Nadal się pojawiają. I co robi wówczas Sylwia? Usuwa, bez sentymentów, bo takie „komentarze” na kij są mi potrzebne 😉

      Odnośnie statystyk – liczba wejść, komentarzy i cała reszta. To jest i zawsze będzie ważne. Niech mi tu nikt nie waży się napisać, że to się dla niego nie liczy, bo w to nie uwierzę. Piszemy, prowadzimy te swoje blogi, staramy się. Największą zapłatą jest świadomość, że ktoś nas czyta, że to, co robimy ma jakiś sens. A jeśli zauważamy, że nasza praca przekłada się na liczbę odwiedzin, zwiększającą się ilość obserwatorów, to aż chce się od razu działać dalej i robić jeszcze więcej w tym kierunku 🙂 Dla mnie statystyki (nie kryję się z tym!) są bardzo ważne 🙂 Ale jak sama mówisz – nie na siłę, nie drogą wymuszania na innych tego, by weszli, polubili itd itp…

  13. Rozumiem cię, bo błędy tego typu też mnie irytują, ale przyznaję się, że czasami nawet mi zdarzy się jakiś zrobić. A, co do tych komentarzy to naprawdę wkurzające. Tylko pracą coś osiągniesz.

    1. Każdy czasem robi błędy. Nikt nie jest idealny. Sama popełniam różne wpadki. Niemniej jednak staram się przeglądać tekst tyle razy przed publikacją, aż będę pewna (przynajmniej w moim mniemaniu), że jest napisany poprawnie. Dopiero wówczas puszczam go do obiegu 🙂

  14. O rany, to, co mnie denerwuje w naszej blogosferze, sięga dużo wyżej:P Nie tylko błędy, próba zgarnięcia jak największej liczby komentarzy i obserwatorów (swoją drogą, wygląda to z lekka desperacko), ale przede wszystkim kopiowanie cudzych pomysłów i robienie na siłę ze swojego bloga atrakcyjnego miejsca. Do czego zmierzam? Ano, spotkałam ostatnio pewien blog, młody, dopiero założony. Pierwsze co; zapewnienie, że kocha książki. Ponad wszystko. A błędów na nim co nie miara – swoją drogą, wciąż się zastanawiam, co to są ‚usterki miłosne’… Po tygodniu nagle zmieniły się priorytety, czyli ‚nie samą recenzją blog żyje’ i zaczęły się różnego rodzaju akcje. Pal licho, że skopiowane z innych portali książkowych/blogów. Na sam koniec ubawiły mnie anonimowe komentarze, które wychwalały bezsensowną recenzję, w której błąd gonił błąd: od ortografii po stylistykę… nie trudno się domyślić, kto był ich autorem…
    Nie trudno więc zrozumieć frustracje innych, którzy muszą to czytać;P

    1. Wiesz, ja tylko wytknęłam to, co ostatnio mnie prześladuje 🙂 Gdybym miała wymienić wszystko… oj ten post nie miałby chyba końca 😉

      Odnośnie cudzych pomysłów. Hmm… Wiesz, można się posiłkować czymś, co ktoś gdzieś napisał, ale w taki sposób, żeby jedynie bazując na tym stworzyć coś własnego, choć w jakimś stopniu podobnego. A jeśli już robi się coś bardzo podpadającego pod czyste zerżnięte tematu od kogoś, to chociaż wypadałoby napisać, skąd zaczerpnęło się pomysł na wpis – podanie źródła itd.

      „Usterki miłosne”? Hmm… słyszałam o rozterkach, ale żeby były usterki? Nie wiem, pierwsze słyszę 😀

      A odnośnie anonimowych komentarzy/robionych z fikcyjnych kont byle tylko podwyższyć ogólną ocenę danego tytułu/wpisu/czegokolwiek , to wystarczy, że przypomnę w tym momencie sprawę mojej recenzji książki dla dzieci „Niezwykłe światy Arabelki”, gdzie wytknęłam podejrzaną ilość pozytywnych opinii na LC pod tym tytułem z kont, które powstały w bardzo krótkich odstępach czasu 😉

  15. Takie litrówki i mi się czasem zdarzą. Jednak staram się ich unikać. Z resztą ostatnio zastanawiałam się jak mam napisać tą czy tę książkę. Dlatego zajrzałam szybko do sieci jak się poprawnie pisze i z głowy 🙂
    Z tym promowaniem stron to tez jest lekka przesada. Ja swojego bloga prowadzę powoli i bez pośpiechu. Jeżeli się kiedyś przebiję wyżej to znaczy, ze moje wysiłki nie pójdą na marne. 🙂

    1. Jak już w kilku powyższych komentarzach napisałam, literówki zdarzają się każdemu. Nikt nie jest idealny. Mi bardziej chodziło o skrajne przypadki, kiedy ktoś nagminnie robi błędy w rażącej ilości swoich tekstów. Tego typu blogi (inne miejsca w sieci) skutecznie mnie do siebie zrażają, bo widzę, że autor/ka za nic ma swoich Czytelników, skoro oddaje im tekst naładowany błędami.

  16. Dla mnie „tę książkę” brzmi za sztucznie, blog jest pisany kompletnie na luzie – piszę o książkach tak jak o nich mówię, ale mimo wszystko pewnie po jakiś czasie wejdzie mi w nawyk pisanie „poprawnie”.

  17. Jestem zdania, że wszyscy blogerzy, którzy mają coś do powiedzenia w blogosferze powinni tego typu posty realizować. Czemu? Bo wtenczas powstanie tzw. presja otoczenia na poprawność językową. Tera to gimbus gimbusa wspiera i „kontratakuje” twierdząc, że „każdemu może się zdarzyć”, „nikt nie jest doskonały”. „pisać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”. Kurczę! Ile to ja już sobie żył wyprułem na wszelakich forach, gdzie trzeba było się się użerać z przedstawicielami zacofanego homo sapiens! A tak to wszyscy zaczną jakoś sensownie pisać więc obciachem będzie jeśli ktoś się „wyłamie”. Ale długo się jeszcze ten nieszczęsny status quo utrzyma…Ehh..na szczęście są jeszcze oazy…np. jak Twoja (jak już wszyscy się podlizują to nie będę gorszy 😛 ). Trafiłem tu wczoraj raczej wyrobię sobie nawyk zaglądania tu – na początek dobrej przyjaźni ( 😛 ) proponuję powalczyć ze stroną graficzną bloga 🙂
    3maj się – Machina

    1. A podlizuj się, byle bez przesady, bo co za dużo, to znów nie za zdrowo 😉

      Zdradź mi, o co Ci chodzi ze stroną graficzną bloga? Bo jeśli masz na myśli te nieszczęsne komentarze, w których podczas wpisywania tekstu ucina spód literek, to wiem o tym, tylko nie za bardzo umiem sobie z tym poradzić. Mój etatowy informatyk ostatnimi czasy jest poza zasięgiem 😉

  18. „Tą książkę” też zawsze rzuca mi się w oczy i drażni, ale możliwie, że kiedyś sama tak pisałam 😉 Staram się nie oceniać innych, bo sama robię błędy, najczęściej interpunkcyjne (mam nadzieję, że ortograficzne nie! :P). Jeśli widzę jakiś błąd to delikatnie zwracam uwagę autorowi licząc na to, że się nie obrazi 🙂 Takie „zaproszenia” i „komcia za komcię” ignoruję.

    1. I dobrze robisz zwracając komuś uwagę. Delikatnie, z wyczuciem, ale warto to robić. Raz, że ten ktoś ma wówczas świadomość, że naprawdę przeczytałaś jej/jego tekst. Dwa, być może wyniesie z tego naukę i na przyszłość się poprawi 🙂

  19. Muszę się przyznać, że mam problem właśnie z „tą” książką 🙂 Niby wiem co piszę i staram się robić to bez błędów ortograficznych i gramatycznych, ale akurat w tym przypadku bywa bezsilna. Jeśli błąd w porę zauważę, to go poprawiam, ale na pewno w moich recenzjach znaleźć można taki błąd. Niemniej jednak staram się z nim walczyć 😉

  20. To co, zajrzysz do mnie? 😛

    A tak serio, to chyba każdego blogera poważniej podchodzącego do blogowania drażnią takie rzeczy. Pół biedy, gdy ktoś dopiero zaczyna (choć moim zdaniem powinno się starać od początku), ale dziwi mnie to, że niektórzy prowadzą bloga rok czy dwa i wciąż piszą byle jak. :/

    1. Jasne, że zajrzę 🙂 Raz, że lubię. Dwa, prowadzisz swoje małe miejsce w sieci porządnie 🙂
      I mnie też to dziwi… ten brak odpowiedzialności za to, co oddaje się do sieci. Przecież to świadczy tylko i wyłącznie o autorze danego bloga. O nikim innym.

        1. Ja u siebie ortografię „wyrobiłam” poprzez to, że od dziecka dużo czytałam, pisałam, nawet chodziłam na konkursy ortograficzne. Jestem przeczulona na punkcie powtórzeń i błędów stylistycznych i językowych. Trzy lata w klasie humanistycznej mnóstwo pisania, wypracowań, rad, uwag itp zrobiło swoje. Teraz mam jakiś tam swój styl , moje poetycko filozoficzne zwroty czasem jak się lepiej przyjrzysz zauważysz. Choć nie w każdej recenzji zależy od książki. Tak jak pisałaś warto dać tekst komuś do korekty lub samemu poprawić. Ja wybieram tę drugą opcję. Sama to zawsze coś przeoczę. Co do wytykania błędów to ja jestem jedną z takich osób, które grzecznie taktownie , ale zwracam uwagę. Jak się ktoś „obrazi” i nie wejdzie więcej do mnie trudno. Ja zrobiłam swoje pokazałam , bo nie potrafię tak przez obojętnie. Dusza humanistki nie pozwala.

            1. Wytykać można, grunt żeby robić to kulturalnie, z wyczuciem, bez atakowania autora tekstu. Jeśli ktoś jest inteligentny, nie odbierze tego jako przytyk, a jedynie dobrą radę i się do niej zastosuje. Gorzej z tymi, którzy robią z igły widły, każdy tego typu komentarz rozumieją jako osobisty atak. Potem tylko rozwijają się jakieś idiotyczne, zupełnie niepotrzebne kłótnie…

  21. Oj, tak mi teraz dołożyłaś 😉 A poważnie, nie potrafię zapamiętać dwóch rzeczy: tę książkę czy tą książkę, oraz pisowni słowa świeży 😉 Nie mogę sobie z tym poradzić i chyba przykleję sobie małą karteczkę na komputerze 😉
    I jeszcze jedno, gdy ktoś pisze posty od razu w bloggerze, nia ma co liczyć na poprawę błędów. Trzeba uwierzyć własnej głowie, a to niestety czasem zawodzi. Niestety ja własnie tak robię i stąd błędy i literówki w tekście. A wiesz, co mnie bardziej denerwuje? To, że te błędy mało kto mi wytyka, ludzie po prostu nie czytają recenzji…

    1. Żółte małe karteczki przyklejone na kompie to świetny pomysł, popieram! 😀
      Hmm… co do bloggera. Przez ponad rok prowadziłam tego bloga na tamtej platformie, zanim przeniosłam się na wordpress. Pisałam notki (zresztą do dziś tak robię) od razu w edytorze dostępnym spod platformy i doskonale pamiętam, że w opcjach obok pogrubiania, kursywy itp itd była też ikonka do sprawdzania pisowni. Podkreślało na czerwono błędy. Może nie widzisz tego małego guziczka? 😛 Chyba, że go usunęli…
      Odnośnie wytykania błędów – sama jestem wdzięczna, jeśli ktoś zwróci mi na coś uwagę, bo przynajmniej wiem, że mnie czyta. Tu masz rację. Nie wytykają, bo albo w ogóle nie czytają tego, co napisaliśmy, albo nie zwracają uwagi na błędy, albo im się zwyczajnie nie chce nadwyrężać ręki, by dopisać nieco więcej w polu komentarza 😉 A może być też i tak, że boją się, iż wytykając Ci wpadki doprowadzą do jakiejś kłótni o czepialstwo itd…

  22. Też najczęściej piszę posty w bloggerze i zdarza się, że w moim tekście pojawiają się literówki i inne błędy, które nie od razu „wyłapię”. A czytam teksty kilkakrotnie…
    Czasem widzę błędy w recenzjach blogerów, ale przyznaję że nie wytykam im błędów. 🙂

  23. Doskonale rozumiem, że wkurzają Cię błędy, bo mnie również przeszkadzają i to bardzo. Z ostatnio zaobserwowanych błędów najbardziej drażni mnie zła odmiana obcojęzycznych nazwisk. Jak widzę np. „Lovecraft’a” albo „Hill’a” to mnie coś telepie 😛

    1. Hmm… obcojęzyczne nazwiska. Powiem Ci, że to akurat powinnaś wybaczyć. Czemu? Nie każdy zna dany język. Nie wszyscy w związku z tym wiedzą, jak powinno się odmienić nazwisko danego autora. Sama nie wiem. Nie uczyłam się angielskiego i odmieniając nazwisko zagranicznych autorów robię to na wyczucie.

      1. Jest ogólna zasada, której kiedyś nauczyłam się na warsztatach i mam nadzieję, że dobrze ją stosuję. W przypadku nazwisk angielskich stosuje się apostrof tylko wtedy kiedy nazwisko lub imię jest zakończone na samogłoskę. Czyli odmieniamy Lovecrafta (bo „t” nie jest samogłoską), ale już Keene’a (ze względu na „e”). Moim zdaniem łatwo zapamiętać 🙂 Jest chyba jeden wyjątek, ale to całkiem niedawno o tym usłyszałam i nie chcę wprowadzić w błąd. Kiedy słowo kończy się na „y” to wtedy też się chyba apostrofa nie stawia. np. Boya. Mam nadzieję, że dobrze wszystko wyjaśniłam 🙂

  24. Opisałaś wszystko to, co mnie frustruje od dłuższego czasu 😉 Uważam, że są osoby, które lubią, a nawet potrafią!, pisać, ale niestety nie robią tego w poprawny sposób. Jestem w stanie przyjąć to do wiadomości, ale – podobnie jak Ty – literówek i powtórzeń nie odpuszczam! 😀 Z drugiej strony – jak możemy wymagać od sieci, skoro wydawnictwa wypuszczają coraz więcej językowych bubli…? Smutne. Ostatnio tata czytał jedną z moich recenzji i stwierdził, że się czepiam, bo opisałam niedociągnięcia korektora (jakieś literówki i inne niezauważalne pierdółki). Zmienił zdanie, jak powiedziałam mu, że to piąta pozycja z rzędu, która ma więcej niż „ludzką” ilość błędów na objętość 300 stron… 😉
    Fajnie, że poruszyłaś taki temat – czuję, że mam sojuszniczkę! 😀
    Pozdrawiam 🙂

  25. Ja muszę przyznać, że z tą forma jakoś problemu wielkiego nie mam, za to zdarzyło mi się w pośpiechu kilka razy „ą” z „om” pomylić na zasadzie wielbicielom(ą) 😉 Tu już kłaniają się moje dysy, ale walczę z nimi od lat i czytam naprawdę sporo, więc i błędów robię mniej. co do samych programów sprawdzających to bym im tak nie wierzyła. Bardzo często przeinaczają wyrazy i nie zauważają błędów – szczególnie gdy dane słowo ma kilka znaczeń. Za to drażnią mnie błędy w stylu „faktóra” „hók” itp.
    Ostatnio jestem z siebie dumna, bo o wiele mnie stosuję szyków przestawnych, które wcześniej zdarzały mi się dość często. Poza jakiś czas temu zastosowałam jeszcze jedną metodę „korekty”. Po napisaniu tekstu czyta go jeszcze mój mąż i potem kolejny raz ja – dzięki temu sporo literówek ginie, choć błędy od czasu do czasu mi się zdarzają.
    Co do ludzi piszących takie komentarze obojętnie gdzie to nie zwracam na nie uwagę. Sama raz na jakiś czas informuję w różnych miejscach, że moja strona istnieje. Uważam, że na popularność składa się wiele czynników m.in. szczęście, ale i wytrwałość, pracowitość i zaangażowanie, więc znajdą czas. Niestety dzisiejsza młodzież chce za szybko i za bardzo. Nie potrafi poczekać na rezultaty;)
    Pozdrawiam Cię ciepło i cóż oby jak najmniej błędów i tych zaproszeń stawało na Twojej drodze;)

    1. Oj nie tylko Tobie zdarza się z „ą” zrobić „om” 😀 Jeśli to tylko nieliczne wpadki, to jeszcze spox. Ale niepokojące jest to, co widzę w sieci w tekstach pisanych przez dzisiejszą młodzież. Bardzo, ale to bardzo często natykam się właśnie na te nieszczęsne „om” w miejscu, gdzie powinno być użyte „ą”. Nie wiem już, czy to jakaś nowa moda, czy też kolejne pokolenia się cofają… 😉

      Twój sposób na korektę jest świetny, ale jednocześnie nie jest mi obcy 🙂 Sama go stosuję. Kiedy mam jakiś dłuższy tekst gotowy, albo taki, na którym naprawdę mi zależy, by wypadł dobrze, wołam do pomocy męża i niczego mu nie sugerując nakazuję czytać. A potem czekam, czy mi coś wytknie 😛

      Dziękuję za pozdrowienia 🙂 Wzajemnie 🙂

  26. Błędy się zdarzają chyba każdemu, mnie także, dlatego często korzystam z usług korektora. Mimo to i tak czasem jakiś błąd się przesmyknie, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. 🙂 Nie ma się co denerwować o jakieś pojedyncze wpadki na tym polu, gorzej z notorycznymi… Osobiście pochwalę się, że zasadę pisowni „tą książką”, „tę książkę” znam i się jej trzymam. 😉

    Co do „obs. za obs.”… Cóż tu komentować? Też nie lubię, gdy ktoś traktuje mój blog jako słup ogłoszeniowy, dlatego nachalną reklamę innych blogów (bez słowa komentarza odnośnie mojego wpisu) zawsze usuwam.

    1. O pojedyncze wpadki to ja się nie denerwuje, tylko właśnie o te notoryczne. Kiedy to osoby piszące już od jakiegoś czasu nagminnie popełniają błędy, niczego się nie uczą, nie poprawiają, a najgorzej jak nie biorą sobie do serca rad innych, jeśli ci zauważą jakieś błędy.

  27. Niestety ja również popełniam błędy, może nie literówki i ortograficzne, bo od tego, jak napisałaś, są odpowiednie programy. Najczęściej są to powtórzenia, staram się zawsze przeczytać parę razy napisaną notkę i pozmieniać wszystko, co razi, ale nie zawsze mi się to udaje. No i nieszczęsny problem „tą” – „tę”, wiele razy zastanawiałam się jak poprawnie powinno się pisać i pewnie nie raz się pomyliłam.

    Jeśli chodzi o drugą sprawę, czyli tego typu komentarze, czy też wpisy na facebooku itp. mnie również drażnią. Inteligentne komentarze, zjednywanie sobie nowych obserwatorów to rozumiem, zresztą sama długo czekałam aż zbiorę pewne grono osób zainteresowanych.

    1. Przeciwko inteligentnemu promowaniu swojego własnego miejsca w sieci nie mam nic przeciwko. Ale typowy komentarz „To co? Obs za obs?..” to dla mnie już totalna żenada, napraszanie się.

      A co do błędu z „tą” zamiast „tę” to mam nadzieję, że w przyszłości będzie Ci się zdarzało coraz mniej popełniać tego typu wpadkę, aż w końcu wyleczysz się z tego nałogu pisania „tą” 😉

  28. Zgadzam się w 100%. Sama jestem przeczulona na punkcie tą/tę, co kończy się tym, że potrafię nawet poprawiać moich znajomych 🙂 Polski jest językiem trudnym i może mieć dużo zawiłości, ale warto znać chociaż podstawy! Jednak na wielu blogach różne „kwiatki” można spotkać – dlatego lubię szukać takich niespodzianek w tekstach innych blogerów! Co do naganiania pseudo-czytelników – niesamowicie mnie to irytuje. Ja rozumiem, że na początku jest pęd na wejścia/komentarze/obserwatorów – co kto woli, sama przecież zaczynałam, więc wiem, że jakaś presja gdzieś tam jest. Jednak…. bez przesady, uważam, że jak ktoś fajnie pisze, to nie musi się płaszczyć przed innymi użytkownikami. Trochę skromności nie zaszkodzi 🙂

    1. Zgadzam się, to trudny język, zwłaszcza dla obcokrajowców nienawykłych do „ś”, „ć” i całej reszty udziwnień naszego języka. Jednakże kwestię „tę” zamiast błędnego „tą” uważam (tak jak i Ty) już za podstawy, które powinny wychodzić z automatu, bez zastanawiania się nad prawidłową formą.

      Odnośnie obs za obs, kom za kom… to się chyba nie skończy. Co dzień na tablicy FB mam całe mnóstwo wiadomości tego typu, że zapraszają do siebie i czekają na linki innych – wejdą, skomentują, ciekawe zaobserwują, odwdzięczą się za wszystko. Blee… Przegięcie. Dokładnie tak jak piszesz – trochę skromności by nie zaszkodziło…

      1. Sama próbuje od czasu do czasu uczyć obcokrajowców naszych połamańców językowych i wychodzi różnie, czyli śmiesznie 🙂 Dla niech ś,ć,sz,cz,ą,ę to po prostu kosmos. Jednak z innej beczki – mam znajomego z Egiptu i próbowałam się uczyć od niego arabskiego – dla mnie to był dopiero kosmos 🙂 Dlatego coraz bardziej doceniam nasz polski!

        Haha no tak, oni zawsze chcą się odwdzięczać, ale co mi po tym, jak napiszą komentarz typu „fajna książka” i pod tym o wiele dłuższy link do bloga. Już by się mogli postarać i coś mądrego napisać, nawet jeśli nie chce im się czytać recenzji.

  29. Nie pojmuję tego zachowania „obs za obs”, „kom za kom”. Ostatnio widziałam jak któraś z blogerek chyba nie wytrzymała i napisała na swoim facebooku „unlike za unlike?” 😀
    Powtórzenia to się czasami i mi zdarzają, albo jakieś drobne literówki. Piszę szybko i czasami mi coś umknie. Ale staram się zawsze komuś przed publikacją tekst podesłać do korekty, albo zaraz po publikacji jak ktoś mi zwróci uwagę to poprawiam. 🙂 Jednak rażące nie literówki, a błędy ortograficzne czy językowe również mnie naprawdę drażnią. Kto będzie umiał posługiwać się językiem polskim, skoro ostatnio tyle Polaków ma z nim problem? Przerażające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *