„Atrament i krew” – Rachel Caine

Rachel Caine (a właściwie Roxanne Longstreet Conrad) jest amerykańską pisarką książek z gatunku fantasy łączących w sobie elementy romansu, horroru i powieści detektywistycznej. Po raz pierwszy z jej twórczością zetknęłam się przed wielu laty za sprawą serii „Wampiry z Morganville”, która to bardzo mi się spodobała. W tym roku nakładem wydawnictwa Amber do księgarń trafiła jej powieść zatytułowana „Atrament i krew” otwierająca serię „Wielka Biblioteka”, która to z miejsca zwróciła moją uwagę nie tylko ze względu na intrygujący zarys fabuły, ale również piękną okładkę (choć szczerze mówiąc bardziej podoba mi się oryginalna).

Rachel Caine zabiera nas do świata, w którym Biblioteka Aleksandryjska nie uległa zniszczeniu. Wręcz przeciwnie – stała się największą potęgą na świecie, panującą nad alchemią oraz dostępem do wiedzy. Tylko w jej zbiorach mają prawo znajdować się prawdziwe, oryginalne książki. Chęć posiadania ich na własność, bez wiedzy i zgody Biblioteki, jest zabroniona i surowo karana.

Pracownicy Biblioteki, wspomagani przez członków Najwyższej Straży, nieustannie tropią tych, którzy mimo wszystko decydują się łamać obowiązujące prawo – zwłaszcza szmuglerów przemycających dla swoich klientów nielegalne, niekiedy bardzo cenne egzemplarze książek. Wśród nich jest m.in Jess Brightwell, który od najmłodszych lat przygotowywany i szkolony był do tego zajęcia przez swojego ojca. Kiedy jednak miał dziesięć lat, był świadkiem czegoś dla niego niewyobrażalnego, czegoś, po czym stracił cały zapał i chęć dalszego zajmowania się szmuglerką. Wobec tego jego ojciec decyduje się wykupić mu miejsce w Bibliotece i zmusza do odbycia szkolenia, po którym – jako pełnoprawny jej członek – miałby od wewnątrz pomagać interesom ojca.

Po dotarciu na miejsce Jess szybko przekonuje się, że wszyscy mają tu jakieś tajemnice – nie tylko postulanci i przeprowadzający ich szkolenie bezlitosny Bibliotekarz – Uczony Christopher Wolfe, ale i sama Biblioteka. Jej sekrety są mroczne i przerażające, a odkrycie choć części z nich grozi… śmiertelnym niebezpieczeństwem.

„Omnis cogito es. Wiedza jest wszystkim. Tak się przedstawiało motto Biblioteki w prawdziwym świecie. Oznaczało, że nic, nic na świecie nie ma od niej większej wartości. Nawet życie.”

W tym nowym, dziwnym świecie nie ma nic pewnego. Poczucie, że jest się nie na swoim miejscu, permanentna samotność, ciążące tajemnice i strach przed wypowiedzeniem niewłaściwych słów będą stale obecne w życiu młodego Brightwella. Zaś czytelnik, podążając jego śladami i poznając koleje jego losów, wraz z nim uświadamiać sobie będzie, jak wiele różnic istnieje w tym świecie pomiędzy teorią a jego rzeczywistym działaniem.

„Wierzył w Bibliotekę, a w każdym razie w jej ideę. Wierzył, że czyni dobro, co więcej, że chce czynić dobro. Teraz jednak, kiedy zajrzał za kulisy i zobaczył brud, który się tam krył, nie mógł w to dłużej wierzyć.”

Świat, w którym osadzona została cała historia, pod wieloma względami jest po prostu niesamowity. I nie chodzi tu jedynie o fakt, iż przedstawia on alternatywną rzeczywistość, w której największa biblioteka świata starożytnego założona w Aleksandrii przez Ptolemeusza i Sofera wcale nie spłonęła. Chodzi raczej o połączenie elementów typowych dla różnych okresów z dziejów ludzkości (starożytność, epoka wiktoriańska) w jedną całość, o nawiązania do historycznych wydarzeń i osób, o wplecenie w to wszystko alchemii. Rachel Caine zadbała o każdy najdrobniejszy szczegół, wszystko przedstawiła nader przekonująco i sprawiła, że wykreowany przez nią świat w równej mierze czytelnika intryguje jak i napawa przerażeniem.

Bohaterowie powołani do życia na kartach powieści również pozytywnie zaskakują. Są różnorodni i wielowymiarowi. Otrzymujemy prawdziwą mieszankę charakterów i motywacji, którymi kierują się poszczególne postaci. Część bohaterów z miejsca zyskała moją sympatię (jak Jess, czy Thomas), inni z kolei od samego początku mnie irytowali. Na całe szczęście Rachel Caine zadbała o to, by każdy z nich pod wpływem tego, czego z biegiem czasu doświadcza przeszedł metamorfozę, sprawił, że moje początkowe sympatie i antypatie uległy zachwianiu doprowadzając w konsekwencji do tego, że na każdego z nich zmuszona byłam spojrzeć raz jeszcze, z nowego punktu widzenia.

Książkę czyta się doprawdy szybko. Wychodzące na światło dzienne tajemnice, jak i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że człowiek zatraca się w lekturze i pragnie tylko jednego: dowiedzieć się, jak to wszystko się zakończy. A jeśli już przy zwieńczeniu historii jesteśmy, to muszę przyznać, iż autorka zadbała o to, bym zechciała sięgnąć po kolejny tom tej serii. Urwała bowiem historię w takim momencie, że nie sposób darować sobie i nie zechcieć poznać jej kontynuacji. Mam tylko nadzieję, że wydawnictwo Amber nie każe mi długo czekać na premierę drugiego tomu „Wielkiej Biblioteki”, bo nie mam pojęcia, jak zniosę niepewność co do dalszych losów bohaterów, których zdążyłam nie tylko polubić, ale o których życie po prostu drżę po tym, co wydarzyło się na końcu powieści.

Moja ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: Ink and Bone
Tłumaczenie: Julia Wolin
Wydawnictwo: Amber
Rok wydania: 2017
Seria/Cykl: Wielka Biblioteka, tom 1
Oprawa: miękka
Liczba stron: 368
ISBN: 978-83-241-6034-1

1 Comment

  • Meg Sheti Luty 8, 2017 at 12:45

    To była całkiem przyjemna książka! Raczej dla młodzieży, ale dobrze się czytało 🙂

    Reply

Leave a Comment