„Ania z Avonlea” – Lucy Maud Montgomery [recenzja 390]

 

Jakiś czas temu poczułam wewnętrzną potrzebę powrotu do własnego dzieciństwa, czasów, w których nie byłam zmuszona zamartwiać się prozą codziennego życia i z głową w chmurach odważnie spoglądałam w przyszłość, która była dla mnie pełna możliwości i zamkniętych drzwi oczekujących na moment, aż je otworzę i raźno przekroczę próg, aby rozpocząć kolejne etapy mojego życia. Po chwilowym zastanowieniu doszłam do wniosku, że uda mi się to zrobić tylko i wyłącznie wówczas, kiedy sięgnę po ukochane lektury z tamtych lat. Jak większość dziewczynek uwielbiałam przygody rudowłosej i postrzelonej Ani Shirley, która pewnego dnia zawitała na Zielone Wzgórze na zawsze odmieniając życie ówczesnych jego mieszkańców – Maryli i Mateusza Cuthbertów. Dziś, będąc już dorosłą kobietą, żoną i matką, na nowo odkrywam świat Ani, który w czasach mego dzieciństwa podbił moje serce. Niedawno miałam okazję ponownie przeżyć początek przygód panny Shirley za sprawą powieści „Ania z Zielonego Wzgórza”, pięknie wydanej książki przez Wydawnictwo Skrzat w tłumaczeniu Pawła Beręsewicza. Nadszedł czas na część drugą – „Anię z Avonlea”, wydaną, podobnie jak poprzedniczka, w serii Klasyka z feniksem przez wspomniane powyżej wydawnictwo w tłumaczeniu tej samej osoby.

Paweł Beręsewicz to znany i doceniony autor wielu znakomitych pozycji dla dzieci oraz młodzieży. Jego przekład uważany jest za najbliższy oryginałowi. Nie dopuścił się on skracania historii poprzez ucinanie wielu opisów, jak to czynili inni tłumacze. Nie, pan Beręsewicz zachował ją w niezmienionej formie, za co należą mu się wielkie brawa. Dzięki temu powieść nie straciła na walorach estetycznych, których dostarczają bogate opisy miejsc zarówno tych odwiedzanych przez bohaterów powieści, jak i tych wyobrażonych przez główną bohaterkę. Ten zabieg sprawia, że nawet jeśli czytaliśmy już „Anię z Avonlea”, to teraz czujemy się tak, jakbyśmy odkrywali tę historię na nowo. Przynajmniej ja to tak czułam. Cudownie było znów odwiedzić świat Ani i zamieszkać wraz z nią w domu na Zielonym Wzgórzu. Odwiedzając z główną bohaterką urocze zakątki znajdujące się w Avonlea, wraz z nią zachwycałam się pięknem otaczającej nas przyrody. Ilustracje wykonane przez panią Sylwię Kaczmarską dodatkowo ułatwiały mi zadanie. Delikatne i urocze, czasem smutne i zadumane obrazy urozmaicały treść idealnie oddając to, o czym w danej chwili czytałam.

„W delikatnej, jasnej, wielkookiej i szczerej buzi Ani wciąż jeszcze więcej było dziecka niż kobiety. W sercu mieszkały na razie marzenia o przyjaźni i ambitne plany”. (s. 154)

Ania ma już siedemnaście lat. Jest w wieku, o którym mówi się, iż wyrosło się już z bycia dzieckiem, jednak do pełnej dorosłości jeszcze trochę brakuje. Przed nią emocjonujący rok, bowiem rozpoczyna właśnie pracę nauczycielki w miejscowej szkółce dla dzieci. Ale nie tylko jej życie ulega zmianie. Również jej przyjaciel, Gilbert Blythe, stawia pierwsze kroki w zawodzie pedagoga w szkole w White Sands. Jak sobie poradzą w nowej roli? Czy podniosłe plany oraz oczekiwania panny Shirley związane z pracą nauczycielki przetrwają w zderzeniu z rzeczywistością? Tymczasem na Zielonym Wzgórzu sporo się dzieje. Na sąsiednią farmę wprowadza się pan Harrison, o którym wiadomo jedynie tyle, że jest dziwnym człowiekiem, a jego jedyną towarzyszką życia jest papuga o niewyparzonym dziobie. Maryla natomiast zobowiązuje się otoczyć opieką bliźnięta Dorę i Davy’ego na czas choroby ich matki. Jeszcze nie wie, jak bardzo ta decyzja odmieni życie mieszkanek Zielonego Wzgórza. Z inicjatywy Ani oraz jej przyjaciół powołane zostaje do życia Wiejskie Towarzystwo Polepszenia Życia, którego uczestnicy mają mnóstwo pomysłów na poprawę wyglądu oraz codziennego życia w całym Avonlea. Tylko co na to reszta mieszkańców miasteczka? Czy spodobają im się zmiany, które chcą wprowadzić pełni zapału młodzi ludzie?

„Jakieś dobre wróżki tylko niektórym wkładały ją do kołyski i to był dar na całe życie. Lepiej go mieć i żyć w nędznej szopie niż bez niego zamieszkiwać pałace.” (o wyobraźni, s. 151)

Główna bohaterka w tej części stopniowo dojrzewa. Już nie jest tą roztrzepaną dziewczynką, którą pewnego dnia przywiózł na Zielone Wzgórze Mateusz Cuthbert. Ale jedno w niej nie uległo zmianie. Nadal marzy i fantazjuje. Jej wyobraźnia nie zna granic. Jest tak samo żywa jak wówczas, kiedy była jeszcze dzieckiem. Jednak panna Shirley zrozumiała, że jej przyjaciele wyrośli z dziecięcych mrzonek, zaczęli patrzeć na świat trzeźwo, oczami dorosłego człowieka. Teraz Ania chcąc odbyć podróż do krainy fantazji musi się tam wybierać samotnie. Nadal jednak wierzy i ma głęboką nadzieję na to, że spotka w swym życiu kogoś podobnego do niej samej, kto nie wstydzi się korzystać na co dzień ze swej wyobraźni. Tylko czy jej się to aby uda? Czy też jest to kolejna z jej dziecięcych mrzonek?

Bardzo podobała mi się postawa Ani jako nauczycielki. Jestem pewna, że gdyby współcześni pedagodzy byli podobni do niej, nauka w szkołach wyglądałaby o wiele inaczej. Ania święcie wierzy, że w każdym człowieku kryje się dobro, tylko trzeba umieć je dostrzec. Uważa, że od tego właśnie są nauczyciele, żeby „to dobro wydobyć na powierzchnię i rozwinąć” . (s. 36) Pragnieniem jej serca jest to, aby jej uczniowie ją pokochali oraz byli świadomi tego, iż to ona pomogła im w życiu, pozwoliła śmiało wkroczyć w dorosłość.

„Ania z Avonlea” to już prawdziwa klasyka. To historia ponadczasowa, która zawsze znajdzie swoich odbiorców. Od ponad stu lat trafia ona w ręce kolejnych czytelników i z pewnością przez następne tyle będzie równie chętnie czytana. To taka opowieść, którą można zaczytywać się w każdym wieku. Nie ma tu żadnych ograniczeń. Spodoba się zarówno młodszym czytelnikom, młodzieży oraz osobom dorosłym. I to jest właśnie cudowne w tej serii. Pani Montgomery stworzyła historię uniwersalną, która na długi czas zapada zarówno w pamięci, jak i sercach czytelników na całym świecie. Sama pokochałam Anię całe lata świetlne temu i do dnia dzisiejszego to się nie zmieniło. Nie mogę doczekać się chwili, kiedy w moje ręce trafi kolejna część jej przygód – „Ania na Uniwersytecie”. Nie sięgnę jednak po starsze wydania. Poczekam na dzień, w którym wydawnictwo Skrzat wypuści na rynek nowe wydanie tej powieści, która niczym feniks odradza się z popiołów, aby ponownie zachwycać serca i dusze naszych rodzimych czytelników.

„Historia dziewczynki dobiegła końca. Rozpoczynała się historia kobiety – kusząca nieznanym czarem, pełna chwil słodkich i gorzkich, radości i smutków…” (s. 321)

Moja ocena: 6/6

Tytuł oryginalny: Anne of Avonlea
Tłumaczenie: Paweł Beręsewicz
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2013
Cykl: Ania Shirley, tom 2
Seria wydawnicza: Klasyka z feniksem
Oprawa: twarda
Liczba stron: 328
Ilustracje: Sylwia Kaczmarska
ISBN: 978-83-7437-976-2
Grupa wiekowa: 10+

Skrzat2

Ania z Avonlea (2)

Ania z Avonlea (3)

Ania z Avonlea (4)

Ania z Avonlea (5)

25 Replies to “„Ania z Avonlea” – Lucy Maud Montgomery [recenzja 390]”

  1. Uwielbiam tę cudowną opowieść. I chciałabym wierzyć w jej ponadczasowość, ale obawiam się, że dzisiejsze pokolenie już w takich bohaterkach i takich zdarzeniach się nie odnajduje. Ale cieszę się, że my mogłyśmy jeszcze rozkochiwać się w losach Ani – wiele traci ten, kto jej nie pozna.

    1. Hehe coś w tym jest, co napisałaś. Dziś, jeśli w książce nie ma wątku paranormalnego i wielkiej miłości pomiędzy nastolatkami, to nie sięgną po książki 😉
      Nasze pokolenie i te starsze było pod tym względem o wiele lepsze 🙂 Wiedzieliśmy co dobre 🙂

  2. Absolutnie książka i seria mojego dzieciństwa. Przeczytałam cały cykl dwukrotnie, ale coraz częściej mam ochotę wrócić do historii mojej imienniczki i przeczytać cykl po raz trzeci. Tylko nie mam dostępu do kolejnych tomów, ale kto wie może jakoś uda się zdobyć. Chciałabym mieć je wszystkie na półce i dopiero zacząć czytać po raz kolejny.

    1. W bibliotece u Ciebie nie posiadają Ani? Co jak co z nowościami zrozumiem, że mogą nie mieć, ale historia Ani to klasyka, tyle różnych wydań wyszło, musi coś być, bo aż się wierzyć nie chce 🙂

      1. Nie na pewno jest w bibliotece . Po prostu w mojej miejscowości nie ma biblioteki a ze szkolnej nie może korzystać nikt inny tylko uczniowie. Mam nawet kartę w miejskiej ale cieżko mi tam samej dotrzeć nie napiszę z jakiego powodu wybacz . Poza tym trochę by się zdziwili , że osoba w moim wieku prosi o taką książkę.

    1. Ja też nie wiem, dlaczego 😉 Ale wiadomo. Gusta różne i się z nimi nie dyskutuje. Co się podoba jednym, innym nie musi 🙂

  3. Ja czytałam tylko ,,Anię z Zielonego Wzgórza”, ale w wersji dla dorosłych, bez ilustracji. Kiedyś chciałam przeczytać całą serię, ale do tej pory jakoś mi się nie udało.

    1. To może czas najwyższy to nadrobić? 🙂
      I w sumie nie mogę się zgodzić z tym, jakoby powyższa książka była bardziej skierowana do dzieci przez to, że posiada ilustracje. Stanowią one jedynie tło i nawet nie ma ich znów aż tylu 🙂

  4. Uwielbiam Anię – to jedna z moich ulubionych bohaterek literackich. Miałam przyjemność zapoznać się ze starszymi przekładami, ale z ogromną chęcią zajrzałabym do najnowszej wersji – ma przepiękne ilustracje.

    1. Dlatego właśnie sięgnęłam po nowe wydania. Chęć odświeżenia sobie historii i delektowanie się piękną oprawą… nic więcej mi nie potrzeba 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *