American Horror Story Asylum – Witajcie w wariatkowie

Słowo się rzekło. Skoro powiedziałam „A”, przyszedł czas na „B”. Krótko mówiąc po satysfakcjonującym spotkaniu z pierwszą odsłoną serialu grozy pt „American Horror Story”, o którym pisałam tutaj, zabrałam się za oglądnie kolejnego sezonu o znaczącym tytule „Asylum”.

Nowa Anglia. Lata 60 XX wieku. Właśnie schwytano brutalnego mordercę kobiet, który ze względu na to, iż obdzierał swe ofiary ze skóry, aby następnie szyć sobie z nich maski, otrzymał przydomek „Krwawa Twarz”.

Kit Walker aka Krwawa Twarz (Evan Peters)

Tymczasowo zostaje osadzony w zakładzie psychiatrycznym Briarcliff, na którego czele stoi wielebny Timothy Howard (Joseph Fiennes). Pomocą służy mu siostra Jud (Jessica Lange), kobieta o twardej ręce i żelaznych zasadach, niestroniąca od kar cielesnych, które sama z chęcią wymierza w swoim gabinecie pacjentom, którzy w jej mniemaniu na nie zasłużyli.

Tymczasem ambitna dziennikarka Lana Winters (Sarah Paulson) pragnie przeprowadzić wywiad z Krwawą Twarzą. Upatruje w nim swoją szansę na rozwój kariery zawodowej, sławę i rozgłos. W tym celu pod osłoną nocy włamuje się do Briarcliff. Przyłapana przez pracowników zakładu, zostaje przymusowo w nim zatrzymana jako jego pacjentka.

Od tej chwili będzie świadkiem rzeczy tak przerażających, że wykraczających wręcz poza ludzkie pojęcie…

I tyle słowem wstępu.

Zacznę może od plusów drugiej odsłony American Horror Story.

Pamiętacie jak przy okazji omawiania poprzedniego sezonu tego serialu wspomniałam o tym, że mocną jego stroną był klimat? Mroczny, duszący, przyprawiający o dreszcze, oddziałujący na naszą psychikę? Dokładnie z tym samym mamy do czynienia w „Asylum”, co uważam naprawdę za ogromny plus. Pod tym względem AHS trzyma poziom i w niczym nie ustępuje swemu poprzednikowi. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że tym razem wszystko jest bardziej spotęgowane, mocniejsze. I to jest naprawdę świetne. Rzut oka na intro i macie przedsmak niepokoju, poczucia grozy jakie towarzyszyć wam będzie podczas oglądania kolejnych odcinków. Te dźwięki, przyspieszone klatki, ujęcia ludzkiego szaleństwa…

Jedną z ciekawszych jak dla mnie postaci w AHS 2 jest dr Arthur Arden (James Cromwell). W Briarcliff pełni on rolę zakładowego lekarza, choć w zaciszu własnego laboratorium zajmuje się badaniami, które, gdyby ujrzały światło dzienne, z pewnością byłyby powodem ku temu, by okrzyknąć go mianem potwora, bestii w ludzkiej skórze, kogoś, kto nie zasługuje na litościwą śmierć. Jest zimny i wyrachowany (wystarczy spojrzeć na poniższe zdjęcie… od razu widać, że do przyjemniaczków to on nie należy). Nad wyraz inteligentny. Ale przede wszystkim niezwykle ambitny. Skrupulatnie realizuje swoje najskrytsze marzenie, które zrodziło się w jego głowie długo przed tym nim trafił do Briarcliff. Ma trudny charakter, przez który ciężko obdarzyć go jakąkolwiek sympatią. Dominator i egoista, co jest powodem sporów z siostrą Jude, która mimo tego, iż zatrudnił go sam wielebny Timothy (którego nota bene uwielbia), nie potrafi mu zaufać. Dr Arden to taka postać, bez której ten serial już nie byłby taki sam. Dodaje mu pikanterii i potęguje towarzyszące jego oglądaniu poczucie niepokoju.

Doskonała gra Jessici Lange (siostra Jude)!. Już w pierwszym sezonie AHS bardzo mi się spodobała (wcieliła się tam w rolę matki Tate’a, psychopatycznego nastolatka, który pewnego dnia przekroczył próg własnej szkoły, aby wysłać na tamten świat kilkoro uczniów), ale dopiero teraz w pełni doceniłam jej talent aktorski. To kobieta o stu twarzach. Istny kameleon. Tym razem przybrała habit, w którym nota bene naprawdę jej do twarzy. Z jednej strony jest, jak wspomniałam prędzej, twarda, zasadnicza i surowa. Z drugiej zaś ma w sobie pokłady dobra i współczucia, które, kiedy wymaga tego od niej sytuacja, potrafi uzewnętrznić. Nie zawsze była zakonnicą. Jej przeszłość jest dość nieciekawa, nawet smutna. Swego czasu występowała na scenie wraz ze swoim zespołem, jednakże przez pogłębiający się u niej nałóg alkoholowy została z niego w końcu usunięta. Swe powołanie odkryła po feralnej nocy, podczas której będąc pod wpływem alkoholu doprowadziła do nieszczęśliwego wypadku. Chociaż jak się potem miało okazać nie wszystko wówczas wyglądało tak, jak zapamiętała… Briarcliff, a zwłaszcza pomoc wielebnemu Timothy’emu, stało się jej sensem życia.

Ciekawym akcentem serialu jest pojawiająca się od czasu do czasu postać Anioła Śmierci, w którego wcieliła się Frances Conroy. W poprzedniej odsłonie AHS zagrała ona gosposię państwa Harmonów, w tej widzimy ją na ekranie tylko wówczas, kiedy życie któregoś z bohaterów dobiega końca. Zjawia się wtedy niczym dobra wróżka na życzenie konającego, by swym delikatnym pocałunkiem zakończyć jego cierpienie. Pocałunek śmierci… jest w tym zarówno coś mrocznego, ale i romantycznego prawda?

Ha! Skoro nadal  jesteśmy przy plusach AHS 2 moim świętym obowiązkiem jest przybliżyć wam choć odrobinę sylwetkę siostry Mary Eunice (Lily Rabe). Na początku poznajemy ją jako podwładną siostry Jude, właściwie to nawet jej pupilkę, lojalną i wierną powierniczkę. Jest delikatna, młodzieńczo naiwna, bezwzględnie posłuszna. Dobroć aż od niej bije. Niestety przez to, że jest tak łagodna i łatwo ulegająca wpływom, kontrolę nad nią przejmuje demon. I tu moi mili rozpoczyna się dopiero prawdziwa zabawa. Intrygi, kłamstwa, kuszenie, uwodzenie… słowem wstępuje w nią diabeł wcielony i zaczyna dokazywać na każdym kroku. Świetna rola Lily Rabe. Nie znałam jej od tej strony, dlatego też tym bardziej cieszy mnie to, że tak miło mnie zaskoczyła.

A teraz, żeby nie było, że AHS 2 jest taki piękny i cudowny, że nic zarzucić mu nie można, przejdźmy może w końcu do minusów tego sezonu, bo niestety takowe się tu pojawiają.

Moim zdaniem największym absurdem tej odsłony AHS jest wprowadzenie przez jego twórców wątku kosmitów. Na jaką cholerę się pytam? Kto wpadł na tak idiotyczny pomysł? Dajcie mi go tu, bym mogła drania na miejscu zastrzelić. Historia dzieje się w zakładzie psychiatrycznym, w którym przypadki ludzkiego szaleństwa dają wystarczająco dużo materiału na nakręcenie całego serialu, jak i spore pole do popisu dla jego twórców. Po co więc wciskać pomiędzy wiersze jeszcze kosmitów? Ja rozumiem, że fakt, iż ktoś twierdzi, że widział obcych może być powodem do zamknięcia go w psychiatryku. Tak się dzieje przecież i po dziś dzień. Jednakże na tym powinni skończyć – mamy powód trafienia pacjenta na oddział i finito. Ale nie… Muszą być światła, rozbłyski, uprowadzenia, eksperymenty na ludziach (włącznie z ożywianiem trupów, by je potem zapładniać). Jak dla mnie bez tego wszystkiego serial miałby się świetnie i podobałby mi się o wiele bardziej, niż z tą całą kosmiczną bzdurą towarzyszącą poszczególnym odcinkom. Jedyne, czemu mogę dać plusa, to dość fajnemu wyglądowi zielonych ludzików, a właściwie szarych – zresztą kogo interesuje kolor ich skóry? Spójrzcie poniżej i sami oceńcie, czy wam się podobają.

Może zaskoczę co poniektórych, ale nie polubiłam w tej odsłonie Evana Petersa (Kita), jak też Sarah Paulson (Lana). Tak jak w roli Tate’a Peters mi się podobał, i to nawet bardzo, tak tutaj był mi zupełnie obojętny. To samo tyczy się naszej dziennikareczki. Sama nie wiem. Jak dla mnie byli jacyś tacy miałcy, nijacy, mało wyraziści. Nie potrafiłam za nic obdarzyć ich sympatią, choć naprawdę próbowałam. Owszem, kibicowałam im – wszak to główni bohaterowie, ale na tym koniec. Zabrakło mi u nich jakiejś ikry, żywiołowości. Wszystko było jakieś takie sztuczne, wymuszone. Gdybym już była zmuszona wskazać, które spośród nich lepiej odegrało wyznaczoną im rolę, to (przykro mi Evan) byłaby to Paulson.

Się rozpisałam…! A wierzcie, bądź nie, mogłabym tak pisać jeszcze długo. Nie chcę jednak was zadręczać moimi przydługimi wywodami. Zamiast tego chciałabym was zachęcić do tego, abyście poświęcili czas na obejrzenie drugiego sezonu American Horror Story o wieloznacznym podtytule „Asylum”. Nie żałuję ani chwili poświęconej na obejrzenie go. I liczę na to, że i was on nie zawiedzie. Spotkałam się już z kilkoma opiniami na jego temat i w druzgocącej większości były one pozytywne. Dlatego też zachęcam was jeszcze raz do zwrócenia na niego waszej uwagi.

Hmm… Wypadałoby teraz obejrzeć kolejny sezon co nie? Kto już ma za sobą „AHS – Sabat” ? Co o nim sądzicie? Tylko proszę, bez spoilerowania, bo się pogniewam 🙂

10 komentarzy

  • Kiti Listopad 16, 2014 at 17:10

    Tak, jak czytałam Twoją opinię na temat 1 sezonu to nie byłam zachwycona, ale drugi to moje klimaty. Też nie rozumiem po co tam kosmici, którzy nie wyglądają zbyt zachęcająco, ale myślę, że jak skończą się seriale, które obecnie oglądam, skuszę się na ten sezon.

    Reply
  • Skrzat Listopad 16, 2014 at 18:31

    „Nie zawsze była zakonnicą” – ekhm, szczerze, to mogłabyś wykasować ten fragment, bo z tego, co pamiętam, jej przeszłość nie zostaje wyjawiona szybko. Niezły spoiler 😛
    Zakończenie losów podłego doktorka najbardziej zapadło mi w pamięć! To była genialna i emocjonująca scena. Generalnie drugi sezon był lepszy od pierwszego i od trzeciego w sumie też. Asylum ma to do siebie, że rozwija się powoli, a końcowe odcinki, zwłaszcza ostatnie, jak dla mnie za szybko ucinały historię. Jakby twórca poświęcił za dużo czasu na rozwijanie i musiał już się sprężać. A jeśli chodzi o sezon czwarty, to mam zaległości, widziałam tylko jeden odcinek. I znowu jest cudowna femme fatale Jessica Lange. Swoją drogą – aktorka starzeje się z godnością, za młodu była piękna 🙂

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Listopad 16, 2014 at 19:36

      Hmm.. w sumie masz sporo racji odnośnie tego fragmentu. Jednak chciałam w jakiś sposób bliżej ją przedstawić, a bez tej zmiany w jej życiu jakoś nie widziałam możliwości ku temu 🙂
      Odnośnie doktorka 😀 O tak! Ta scena… no spojlerować nie będę 😛 , ale była boska. I smutna, i przejmująca, a nawet po części romantyczna?
      Końcowe odcinki – miałam o tym pisać, ale ostatecznie zrezygnowałam, bo musiałabym za dużo wyjawić, żeby móc udowodnić swoje stanowisko. Ogólnie rzecz ujmując jak dla mnie nieco zbyt melodramatycznie (Jude), za szybko (Lana) i w ogóle nie koniecznie tak, jak sama bym zakończyła ten sezon 😉
      Jessica Lange – boska <3

      Reply
  • AnnRK Listopad 16, 2014 at 22:37

    Kosmici? 😀

    Przymierzam się do tego sezonu, bo pierwszy bardzo mi się podobał, ale na razie wzięłam się za przypominanie „Miasteczka Twin Peaks”, a przy moim tempie oglądania – trochę czasu mi to zajmie. 😀

    Reply
    • Sylwia Węgielewska Grudzień 7, 2014 at 23:14

      Kiedy w Literackim wychodziła „Laura”, która okrzyknięta została drugim „Miasteczkiem…”, miałam ogromną ochotę powrócić do tamtego serialu. Ale ostatecznie mi przeszło 😉

      Reply
  • Natalia_Lena Listopad 17, 2014 at 11:57

    Sabat jest średni – zaczyna się genialnie, ale zakończenie już jest średnie. Asylum to jak na razie mój ulubiony sezon, jest tak całkowicie pokręcony, że aż strach. A co do kosmitów – myślę, że to rodzaj furtki dla piątego sezonu, w końcu sam twórca serialu powiedział, że poszczególne sezony są ze sobą splecione na różnych płaszczyznach, może jeszcze wróci do tematu UFO :).

    Reply
  • slpablos Listopad 17, 2014 at 12:05

    Zdecydowanie bardziej klimatyczny sezon, no i ta piosenka. Wiedźmy w kolejnym też ok, dziwadła w czwartym ujdą, ale ogólnie serial nie wykorzystuje całego potencjału tematów, nie jest tak strasznie jak mogłoby być.

    Reply

Leave a Comment