"Akademia pana Kleksa" – Jan Brzechwa [recenzja, 215]

Adam Niezgódka jest zwyczajnym dwunastoletnim chłopcem o bujnej rudej czuprynie. Spośród swoich rówieśników nie wyróżnia się niczym szczególnym. Może jedynie tym, że dotąd w życiu nic mu nie wychodziło. Aby pomóc swemu synowi, rodzice Adasia postanawiają wysłać go do Akademii prowadzonej prze pana Kleksa. A jest to szkoła doprawdy niezwykła, tak samo, jak prowadzący ją pan Kleks. W szeregi uczniów przyjmowani są jedynie chłopcy, których imiona zaczynają się na literę „A”. Dlaczego? Tego Wam nie zdradzę. Lekcje w Akademii są również osobliwe. Uczniowie pobierają nauki z zakresu kleksografii, czyli nauki odpowiedniego posługiwania się atramentem, czy też przędzenia liter polegającej na rozwijaniu wyrazów z książek i zwijaniu ich w kłębki nitek, które później można odczytywać palcami. Akademia otoczona jest murem, w którym znajdują się niezliczone furtki do innych bajek, do których pan Kleks wielokrotnie wysyła Adasia po różne sprawunki. Ale to zaledwie czubek góry lodowej tego, co można odnaleźć i przeżyć w murach Akademii. Chcecie poznać sekret szpaka Mateusza? Odbyć podniebny lot do pieskiego raju? Stawić czoła lalce o imieniu Alojzy? Zwiedzić fabrykę dziur i dziurek? Jeśli tak, musicie sięgnąć po „Akademię pana Kleksa” !

Któż z nas nie zna niezliczonych cudownych historii autorstwa Jana Brzechwy? Chyba nie ma takiej osoby, której obce byłyby bajki spisane jego piórem. „Kaczka Dziwaczka”, „Tańcowała igła z nitką” czy „Na wyspach Bergamutach” to tylko nieliczne z jego utworów. Do najbardziej znanych należy z pewnością seria książek o przygodach pana Ambrożego Kleksa. Tego ekscentrycznego dziwaka z burzą wielokolorowych włosów, czarną jak smoła brodą i masą przyklejanych piegów poznały już całe pokolenia czytelników. Pierwsza część jego przygód, tj „Akademia pana Kleksa” po raz pierwszy została wydana w 1946 roku. Dziś, ponad siedemdziesiąt lat później, książka ta znajduje się w kanonie literatury dziecięcej.

Mimo iż historia pana Kleksa nie jest mi obca, postanowiłam ponownie sięgnąć po książkę i powrócić do czasów dzieciństwa. A wszystkiemu winne jest wydawnictwo Skrzat, które to postanowiło wypuścić na nasz rynek wznowienia największych dziecięcych bestselerów, do których z całą pewnością zalicza się „Akademia pana Kleksa”. Książka zwróciła moją uwagę pięknym, doprawdy starannym wydaniem. Twarda oprawa oraz odpowiednia wielkość czcionki to główne atuty tej pozycji. Do tego dochodzą interesujące i bardzo sympatyczne ilustracje autorstwa Surena Vardaniana, zarówno czarno – białe, jak i kolorowe. Dzięki temu wszystkiemu czytając po raz kolejny znaną mi już historię, miałam wrażenie, że odkrywam ją na nowo.

„Akademia pana Kleksa” zalicza się do historii, które wypada znać. Wstyd byłoby się przyznać do tego, że nie zna się jednej z najciekawszych i najlepszych książek wielkiego bajkopisarza jakim był Jan Brzechwa. To ponadczasowa i ponadpokoleniowa opowieść, która zawsze znajdzie swoich odbiorców. Tak było w przeszłości, jest obecnie i z pewnością będzie w przyszłości. Warto zadbać o to, aby nasze dzieci poznały niezwykłego człowieka, jakim jest pan Kleks. Nauczy je on bowiem, czym jest tolerancja względem drugiego człowieka oraz otaczającego nas świata, a także pomoże im pokonać ich słabości. Gorąco polecam!

Moja ocena: 5/6
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2010
Ilustracje: Suren Vardanian
Oprawa: twarda
Liczba stron: 180
ISBN: 978-83-7437-515-3
Kategoria wiekowa: 7 – 15 lat
Kupisz: Skrzat
Za książkę bardzo dziękuję
Recenzja bierze udział w wyzwaniu:
Recenzja opublikowana również:

1Shares